1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Francja elegancja

Pocieszaliśmy się, że któregoś dnia Pitulek wstanie jako dobrze wychowane dziecko.
Jak wiadomo, wszyscy rodzice marzą o tym, żeby ich dzieci były grzeczne. Czyli nie mówiły cioci, że jest gruba i brzydka, nie rujnowały piramidy kryształowych kieliszków w galerii wnętrz i nie waliły młotkiem małej córeczki naszego szefa.

Jeśli chodzi o Pitulka, to wyznawał zasadę, że grzeczne dzieci idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą. Z uporem godnym lepszej sprawy niszczył notatki taty, a książki mamy zamieniał w strzępy wirujących karteczek. Nic dziwnego, że skoro dorósł i zaczął gadać, zwykł był porozumiewać się z rodzicami tonem nieznoszącym sprzeciwu.

- Dać cukierka zaraz.

- Dać jeszcze cukierka.

- Dać wszystkie cukierki.

Kiedy coś mu się nie spodobało w metodach wychowawczych, przybierał pozę dyrektora korporacji i zwalniał nas - kilka razy dziennie.

- Mama, idź sobie!

Kiedy usiłowałem go przekonać, że walenie szczotką w telewizor albo wyrywanie kotu ogona nie jest aprobowaną przez nas rozrywką, obrażał się i gniewnym tonem wylewał mnie z roboty.

- Nie wolno mówić Pitulkowi - wygrażał pięścią. - Tata, idź do innego pokoju.

Szliśmy więc na zsyłkę do pokoju, pocieszając się, że nadejdzie dzień, kiedy Pitulek wstanie rano jako dobrze wychowane dziecko. Nie bardzo sobie wyobrażaliśmy ten moment i to, w jaki sposób ma do tego dojść, ale żyliśmy nadzieją.

Jakież było nasze zdumienie, kiedy pewnego dnia, trochę przed trzecimi urodzinami, Pitu stał się grzeczny.

- Dzień dobry, tatusiu - powitał mnie rano. - Poproszę soczku.

- Dzień dobry - powiedziałem odruchowo. - A jaki soczek sobie życzysz?

- Poproszę jabłkowy, tatusiu. Dziękuję bardzo.

Przetarłem oczy. No tak, było rano. Może mi się śni. A może Pitulka podmienili na jakieś grzeczne dziecko? Ale nie, nie spałem, a przede mną stał ten sam Pitulek. No prawie ten sam, bo wypił i zamiast wrzasnąć "nie spać, nie spać, bawić się, ruszać się", uśmiechnął się i powiedział:

- Śpij, tatusiu, a ja obejrzę bajkę.

- Dobrze, synku - zgodziłem się odruchowo.

- Dziękuję - uśmiechnął się Pitu i poszedł oglądać kreskówkę.

Jeszcze raz się uszczypnąłem i dla pewności uszczypnąłem Monikę. Potwierdziła, że nie śnię.

Po południu odkryliśmy przyczynę kurtuazji Pitulka. Nasz syn nabrał manier w żłobku. Kiedy poszedłem go odebrać, szczypałem się bez ustanku. Pitu, ten znany wszystkim łobuziak z podwórka, nagle zachowywał się jak pan Darcy z powieści Jane Austen. Z gracją przeprowadzał koleżankę przez próg, podawał jej buciki, pomagał sprzątać ze stołu. A do tego wszystkiego 50 razy na minutę mówił: proszę, dziękuję, słucham, kochanie.

Trochę nam było dziwnie z nowym Pitu. Miło mieć w domu ideał, ale wciąż byliśmy w szoku. Co innego być z ideałem od urodzenia, a co innego znaleźć go nagle w łóżeczku.

Nawet swoją roczną siostrzyczkę Kudłatą Pitu zaczął traktować z rewerencją dżentelmena starej daty.

- Proszę bardzo - i podawał jej butelkę.

- Dziękuje ci bardzo - mówił, kiedy donosiła mu traktor.

Idylla trwała dwa dni. Wieczorem Kudłata uznała, że przeniesie samochodziki Pitu z garażu, gdzie stały zaparkowane, do swojego łóżeczka.

- Nie wolno, nie wolno ruszać samochodzików - wrzasnął Pitu, lecąc do Kudłatej i wywijając pięściami i metalowym prętem od łóżka.

Złapałem go, kiedy prawie ją dopadł. Spojrzał na mnie błagalnie.

- Proszę tato, puść mnie - powiedział.

- A jak puszczę, to co zrobisz? - zapytałem.

- Będę bić siostrzyczkę - wyjaśnił Pitu, jak to dżentelmen. - Proszę, błagam tatusiu. Chcę ją pobić.



Więcej o: