1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Tata brrrm brrrm

Od jakiegoś czasu samochód to dla mego syna ulubiony sposób spędzania wolnego czasu.
- Taaaata, brrrm brmmm - ryk Pitulka nie pozostawia wątpliwości. Na wszelki wypadek, gdyby ciężko myślący po powrocie z pracy ojciec nie załapał od razu, Pitu donosi buty i kluczyki do samochodu.

- Brrrrm tata - Pitu stoi już w pełnej gotowości.

Łatwo powiedzieć brrrm, trudniej zrobić, zwłaszcza że wyobrażenia Pitu o tym, gdzie można pojechać brrrm, są raczej mgliste.

- Zaraz pojedziemy, tylko tata coś zje i napije się herbatki - zaczynam rokowania.

- Nieeeeeee. Brrrm tata - woła Pitu i ciągnie mnie do drzwi.

- Ale gdzie chciałbyś pojechać, synu? - pytam, usiłując rozpaczliwie zrobić sobie choć kanapkę.

- Brrrrm tata, chodź - woła Pitu.

Od jakiegoś czasu samochód to ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Robię więc pa, pa kanapce i herbatce i ruszamy. Usiłuję wymyślić jakieś miejsce, które by nie było pobliskim centrum handlowym albo parkiem. Jak pójdziemy do centrum, to skończy się w sklepie z zabawkami i na schodach ruchomych. Jak pójdziemy do parku, to Pitu znowu się zirytuje, że jakiś Karolek albo Józio będą chcieli pożyczyć łopatkę i zdegustowany opuści piaskownicę i zawoła: "Tata, brrrrm".

Czy naprawdę tylko ja w mieście mam taki problem? - myślę gorączkowo, wyjeżdżając z garażu. - Wszystkie inne dzieci w wieku Pitulkowym pewnie grzecznie robią babki z piasku. Pitu też robi, i owszem. Ale rano. Po południu jest tata brrrrm.

- Może do Łazienek - proponuję, ale Pitu jest wybitnie zdegustowany. W Łazienkach co najwyżej napatoczy się paw, który zajmie Pitu na trzy minuty, a potem znowu jest "Tata brrrm". A więc może Stare Miasto.

- Wiesz, tata tu się bawił jak był mały - przekonuję Pitu, kiedy idziemy Starówką. - Całymi godzinami tata tu biegał i w ogóle się nie nudził.

Pitu lekko ziewa, z obowiązku raczej obiega dookoła syrenki na rynku, a potem woła: "Tata, brrrm".

- Myśl, myśl - zmuszam szare komórki do wysiłku. - Gdzie chciałby pójść dwuletni chłopiec. Niestety, nie mam dobrej odpowiedzi. Jasne, lubi chodzić na wielkie place zabaw w centrach handlowych. Niestety, te place zabaw mają kilka wad. Po pierwsze, kosztują drożej niż kino. Gdyby Pitu chodził codziennie, jego tata by zbankrutował. Po drugie, są za daleko. Zanim byśmy dojechali, zrobiłoby się ciemno i trzeba by wracać. No a po trzecie, Pitulek jest wniebowzięty, kiedy skacze po tunelach i przeciska się między materacami, ale jego tata znacznie mniej. Zwłaszcza kiedy jest głodny. Place zabaw zostawiamy więc sobie na weekend, a ja dalej myślę.

Przecież ktoś na pewno stanął przed takim samym problemem. Może muzeum? Ale Pitu najwyraźniej nie docenia kontaktu ze sztuką. Wystawa kotów albo psów? Pitu najpierw się zainteresował, ale po kilku minutach nastąpił odwrót.

- Nie podoba ci się? - próbowałem kusić, mając w pamięci cenę biletu.

- Tata brrrm - skrzywił się Pitu. Jego mina zdawała się mówić, że jeśli chcę się rozejrzeć, to on nie ma nic przeciwko, ale jego osobiście to raczej nudzi, bo trzy koty ma na co dzień, psy widuje w windzie, a ptaki na dworze. I czym tu się ekscytować. Zwłaszcza że żadnego nie może dotknąć i niczego mu urwać.

Zoo! Wpadłem na pomysł. Pitu przez moment był zadowolony. Spotkał strusia, kózkę i antylopę, a w dodatku był jeszcze plac zabaw. Ale ile tu można wytrzymać. Tata brrrrm.

- Zobacz, ile tu dzieci - przekonywałem. Chodzą sobie z tatusiami. Rozejrzałem się jeszcze raz. Rzeczywiście. Wszystkie dzieci były z tatusiami, którzy wyglądali na lekko zagonionych.

- Tata, brrrrm - wrzasnęła jakaś dwulatka do swojego rodzica, który posłusznie popędził po samochód.

- Ech, kobieta to ma życie - rozmarzył się, wracając. Pokiwałem głową - wiedziałem, co czuł. Może to całe pranie, prasowanie i cała reszta rzeczywiście zajmują czas. Ale czy jakakolwiek kobieta potrafiłaby sprostać zawołaniu: "Mama brrrrrm!" I wcale nie chodzi o posiadanie prawa jazdy.