1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak Kuba Bogu, tak Pitulek nam

Wychowanie to sprawa konsekwencji? No, to będziemy konsekwentni...
Pitulek, który właśnie rozpoczął dziesiąty miesiąc swojego życia, od kilku tygodni patrzy na nas smutno, by po chwili wygłosić znudzonym głosem tyradę: badada da didejdi. I! Po przełożeniu na nasze brzmi to mniej więcej tak:

- Jestem wami rozczarowany. Liczyłem,że będziecie rozrywkowi i weseli, a z was są dwie stare marudy!

No i ma rację. Ledwie świt za oknem,z łóżeczka Pitulka dochodzą radosne okrzyki: już dzień, bawmy się, bawmy, świat jest taki piękny. Jakoś wczesnym rankiem trudno mi myśleć, że świat jest piękny, ale daję się wyrwać z łóżka. I podczas gdy wlokę się do kuchni zrobić kawę, Pitulek leci na czterech łapkach,kręcąc tyłeczkiem jak autobus przegubowy, i od razu łapie się za wywracanie krzesła.

- Nie wolno - ziewam. -To krzesło jest ciężkie i jeszcze cię zabije.

- Oj,tato - mówi mina Pitulka - nie bądź wapniak. Chodź, bawmy się!

Przynoszę mu klocki. Niech się bawi. Sam usiłuję wygrze bać ze zmywarki jakąś czystą filiżankę, by po chwili mocować się z Pitulkiem wyrywającym ze zmywarki talerze.

- Nie wolno - mamroczę (jeszcze nie piłem kawy). - Zepsujesz zmywarkę, a poza tym tu są ostre sztućce.

- Ostre sztućce - podskakuje Pitulek - gdzie są ostre sztućce? Chcę te sztućce natychmiast! Dajcie mi nóż!

- Nie wolno - powtarzam się. "Nie wolno " nie schodzi mi z ust aż do popołudnia. Nie wolno zrzucać na siebie szafki i wylewać herbaty, nie wolno ciągnąć kota za ogon, nie wolno zjadać notatek taty. Nie wolno, nie wolno,nie wolno.

- Ale możesz się pobawić plastikowym pajączkiem - mówię na osłodę.

Pitulek demonstruje, co myśli o pajączku, wyrywając mu nóżkę.

Właśnie nadchodzi Monika.

- O, mama! -cieszy się Pitulek.

- Mamo, będziemy nurkować w sedesie i ciągnąć za suszarkę do włosków, wkładać paluszki do kontaktów i pójdziemy do zmywarki?

- Nie wolno - nudzi mama, chodząc za Pitulkiem krok w krok.

- Bbadaddada o i e - wykłóca się Pitulek, coraz bardziej zły.

- Nudziarze! Mama chce się bawić tylko w durne kosi-kosi, a ojciec wciska mi tylko tego głupiego pajączka. I jak ja się mam rozwijać?

Po południu decyduję się na męską rozmowę z synem. Pitulek zasłuchany patrzy mi na usta.

- Synku - tłumaczę. -To dla twojego dobra nie pozwalamy ci na różne rzeczy. Jesteś małym chłopcem i mógłbyś sobie zrobić krzywdę, na przykład tym wiatrakiem na nóżce, który cię tak fascynuje. Ale przecież możemy się pobawić inaczej. Mamy tu na przykład takiego fajnego pajączka...

- Aaaa - ryczy Pitulek - tylko nie pajączka! W porze "Teleexpressu " Monika, której już wyschły usta od powtarzania tego nieszczęsnego "nie wolno", łamie się.

- Może, widzisz -tłumaczy - trzeba pozwolić dziecku choć raz...chociaż z tą zmywarką... Pitulek siedzi na dywanie i pilnie słucha.

- Nie wolno - mówię. -Wychowanie to sprawa konsekwencji, prawda? Jak będziemy mu konsekwentnie zabraniali tego, czego robić nie może,to się na-

uczy i nie będzie robił. Aż do wieczornego dziennika po domu niesie się jak echo: nie wolno...Przy kąpieli jesteśmy z siebie dumni:byliśmy twardzi.

-Konsekwencja - mówię do zawiniętego w ręcznik Pitulka - to podstawa prawidłowego wychowania.

Zrozumiał mnie. Odkąd mówimy mu:nie wolno, on nas przekonuje,że nam też nie wolno. Nie wolno go położyć spać. A już na pewno nie w pieluszce

i nie w piżamce. Z żelaznym uporem ryczy ile sił w płucach, kopie i ucieka. Chowa się pod kołdrą.Ani razu nie opuścił tej wychowawczej lekcji. Na razie,

mimo żelaznej konsekwencji obu stron,jest zero -zero. On buszuje w zmywarce, my naciągamy na niego piżamkę.