Ile dzieci
21.11.2006
, aktualizacja: 06.08.2007 15:09
Mąż i żona mają różne wizje tego, z ilu osób ma się składać ich rodzina.
ZOBACZ TAKŻE
- Ciąża po ciąży. Kiedy jesteś na nią gotowa? (25-02-09, 00:00)
- Drugie dziecko: dla kogo? (03-09-08, 12:55)
- Kiedy drugie dziecko (01-05-04, 00:00)
Chciałbym mieć dużo dzieci
Pochodzę z dużej, zżytej rodziny. Odkąd pamiętam, chciałem mieć gromadkę dzieci. Nigdy tego nie ukrywałem przed swoimi dziewczynami, zresztą widziałem, że podoba im się moje nastawienie.
Z Magdą, moją obecną żoną, rozmawialiśmy przed ślubem o dzieciach, mówiliśmy, że przynajmniej dwójka, a potem zobaczymy, jak będzie. Krzyś urodził się w 13 miesięcy po ślubie. Gdy miał rok, Magda znów zaszła w ciążę. Byłem zachwycony. Dzieci to jedyne, co w życiu ważne, największa radość dla człowieka. Magda była zmęczona opieką nad maluchami, ale po przyjściu z pracy pomagałem jej, jak mogłem, odciążała ją również moja mama. Gdy Krzyś poszedł do przedszkola, zacząłem namawiać żonę na następne dziecko, ale ona była temu przeciwna. Zapisała się na studia podyplomowe, zaczęła szukać pracy (choć jakoś dajemy sobie radę finansowo).
Na każdą, nawet najdelikatniejszą wzmiankę o ciąży robi się nerwowa, unika spotkań z moją siostrą, która oczekuje dziecka. Nie wiem, czy mogę ją jakoś przekonać. (Karol)
Dwoje wystarczy
Mój mąż jest bardzo ciepłym, rodzinnym człowiekiem. Od razu mnie tym urzekł. W narzeczeńskich planach wszystko było piękne - dwójka dzieci, kochająca rodzina.
Krzyś był zaplanowanym dzieckiem. Chciałam, żeby miał brata lub siostrę, ale, szczerze mówiąc, nie myślałam, że stanie się to tak prędko, zawiodła mnie antykoncepcja. W ciąży z Kasią byłam ledwie żywa: synek, którego na sekundę nie można spuścić z oka, zmęczenie, ból pleców, niepokój, jak dam sobie radę...
Po narodzinach Kasi rodzinę opanowała euforia, mnie przygnębienie. Karol dużo pracuje, wraca późno, by pobawić się chwilę z dziećmi i je wykąpać. Cały dzień jestem z nimi i teściową, której stała obecność w naszym życiu (choć pomocna) doprowadza mnie czasem do szału.
Gdy Krzyś poszedł do przedszkola, odetchnęłam trochę, zaczęłam myśleć o sobie, zamarzył mi się powrót do pracy i niezależność (także finansowa). Zaczęłam o siebie bardziej dbać, znów czułam się jak kobieta, a nie tylko mama. I wtedy Karol (oraz reszta jego rodziny) zaczął mnie namawiać na następną ciążę.
Dostaję gęsiej skórki na myśl o ponownym zakopaniu się w pieluchy. Kocham moje dzieci, ale dwójka mi wystarczy. Kiepsko znoszę presję męża i teściowej. Czuję się samotna wobec tej wielkiej familii w stylu włoskim, gdzie nawet wszyscy mają imię rozpoczynające się na tę samą literę. Moi rodzice mieszkają daleko, a ja czuję się samotna i zapędzona w ślepy zaułek. Nie wiem, jak ich przekonać. (Magda)
Komentuje Zofia Milska-Wrzosińska psychoterapeutka z Warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji
Wesoła gromadka. W małżeństwie często (choć nie zawsze świadomie) mamy tendencję do odwzorowywania modelu własnej rodziny.
Karol, wychowany w dużej rodzinie, chciałby przyczyniać się do jej dalszego pomnażania. Może liczyć na pełne zaangażowanie swojej mamy gotowej być pomocną babcią. Uważa, że jasno wyraził swoje zamiary przed ślubem i, zaskoczony biernym oporem żony, którego przyczyn nie rozumie, chce ją skutecznie przekonać do kolejnego aktu płodności. Tymczasem Magda nie wytrzymuje ustawicznej agitacji. Urodziła dwójkę dzieci, czuje się nasycona macierzyństwem i marzy o byciu kimś jeszcze, nie wyłącznie wykonawczynią mężowskiego planu na życie. Źle znosi presję męża wspieranego przez ambitną prokreacyjnie rodzinę.
Zdarza się, że młodzi rozpoczynają życie małżeńskie z odmiennymi wyobrażeniami o optymalnym kształcie rodziny. Jedno chce dzieci szybko, drugie późno, ona chce dać dziecko do żłobka, on uważa, że to nieludzkie itp. itd. Karol i Magda przed ślubem chcieli mieć dwójkę dzieci, on co najmniej tyle, ona raczej najwyżej. W ich wypadku jednak życie nie przyniosło uzgodnienia. Magda po doświadczeniu dwukrotnego macierzyństwa próbuje się uchylić przed kolejną powtórką. Jak pisze, "kiepsko znosi presję męża i teściowej", "dostaje gęsiej skórki", zdaniem męża na każdą wzmiankę o ciąży "robi się nerwowa", a ciężarnej szwagierki wręcz unika. Wyłania się obraz napiętej, przestraszonej, osamotnionej kobiety, nieco dziecinnie umykającej przed subtelną przemocą rodzinnego monolitu. Czy można traktować serio jej wątpliwości? Przecież to jasne, że "wielka familia w stylu włoskim" przygarnie ją pod skrzydła i będzie decydować w jej imieniu. Póki Magda nie przełamie swojego wycofania, nie zacznie być przekonaną do swoich racji partnerką dialogu, póty mąż i jego rodzina nie będą brali jej poważnie.
Karol ze swoim zastanawiającym przekonaniem, że "dzieci to jedyne, co w życiu ważne", nie rysuje się jako idealny partner matki wielodzietnej. Przy takim nastawieniu kobieta pełni funkcję dostarczycielki dzieci i musi się w takich okolicznościach czuć raczej nieważna - nie ma znaczenia, że chciałaby czegoś jeszcze oprócz pielęgnowania "gromadki". Dla Karola uczucia i pragnienia Magdy są o tyle ważne, o ile mogą przeszkodzić w pomnażaniu "największej radości". Mężczyzna tak traktujący żonę jest nie tyle kochającym i rozumiejącym partnerem wybranej kobiety, ile dostarczycielem wnuków dla mamusi. Jego małżeństwo to część ula, gdzie mama (babcia i teściowa) jest królową pszczół. Magda broni się przed takim uprzedmiotowieniem, ale swoim unikowym stylem skłania, by przechodzić do porządku dziennego ponad jej opinią.
Karol nie uznaje, że jego żona nie chce być do końca życia zredukowana do roli matki, Magda nie potrafi jednoznacznie przedstawić swoich pragnień i zamiarów. On wiernie odtwarza wzorzec swojej rodziny, ona biernie się temu przeciwstawia. Jeśli ich związek ma być czymś więcej niż walką o prokreację, to muszą szukać własnego modelu tego związku.
Pochodzę z dużej, zżytej rodziny. Odkąd pamiętam, chciałem mieć gromadkę dzieci. Nigdy tego nie ukrywałem przed swoimi dziewczynami, zresztą widziałem, że podoba im się moje nastawienie.
Z Magdą, moją obecną żoną, rozmawialiśmy przed ślubem o dzieciach, mówiliśmy, że przynajmniej dwójka, a potem zobaczymy, jak będzie. Krzyś urodził się w 13 miesięcy po ślubie. Gdy miał rok, Magda znów zaszła w ciążę. Byłem zachwycony. Dzieci to jedyne, co w życiu ważne, największa radość dla człowieka. Magda była zmęczona opieką nad maluchami, ale po przyjściu z pracy pomagałem jej, jak mogłem, odciążała ją również moja mama. Gdy Krzyś poszedł do przedszkola, zacząłem namawiać żonę na następne dziecko, ale ona była temu przeciwna. Zapisała się na studia podyplomowe, zaczęła szukać pracy (choć jakoś dajemy sobie radę finansowo).
Na każdą, nawet najdelikatniejszą wzmiankę o ciąży robi się nerwowa, unika spotkań z moją siostrą, która oczekuje dziecka. Nie wiem, czy mogę ją jakoś przekonać. (Karol)
Dwoje wystarczy
Mój mąż jest bardzo ciepłym, rodzinnym człowiekiem. Od razu mnie tym urzekł. W narzeczeńskich planach wszystko było piękne - dwójka dzieci, kochająca rodzina.
Krzyś był zaplanowanym dzieckiem. Chciałam, żeby miał brata lub siostrę, ale, szczerze mówiąc, nie myślałam, że stanie się to tak prędko, zawiodła mnie antykoncepcja. W ciąży z Kasią byłam ledwie żywa: synek, którego na sekundę nie można spuścić z oka, zmęczenie, ból pleców, niepokój, jak dam sobie radę...
Po narodzinach Kasi rodzinę opanowała euforia, mnie przygnębienie. Karol dużo pracuje, wraca późno, by pobawić się chwilę z dziećmi i je wykąpać. Cały dzień jestem z nimi i teściową, której stała obecność w naszym życiu (choć pomocna) doprowadza mnie czasem do szału.
Gdy Krzyś poszedł do przedszkola, odetchnęłam trochę, zaczęłam myśleć o sobie, zamarzył mi się powrót do pracy i niezależność (także finansowa). Zaczęłam o siebie bardziej dbać, znów czułam się jak kobieta, a nie tylko mama. I wtedy Karol (oraz reszta jego rodziny) zaczął mnie namawiać na następną ciążę.
Dostaję gęsiej skórki na myśl o ponownym zakopaniu się w pieluchy. Kocham moje dzieci, ale dwójka mi wystarczy. Kiepsko znoszę presję męża i teściowej. Czuję się samotna wobec tej wielkiej familii w stylu włoskim, gdzie nawet wszyscy mają imię rozpoczynające się na tę samą literę. Moi rodzice mieszkają daleko, a ja czuję się samotna i zapędzona w ślepy zaułek. Nie wiem, jak ich przekonać. (Magda)
Komentuje Zofia Milska-Wrzosińska psychoterapeutka z Warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji
Wesoła gromadka. W małżeństwie często (choć nie zawsze świadomie) mamy tendencję do odwzorowywania modelu własnej rodziny.
Karol, wychowany w dużej rodzinie, chciałby przyczyniać się do jej dalszego pomnażania. Może liczyć na pełne zaangażowanie swojej mamy gotowej być pomocną babcią. Uważa, że jasno wyraził swoje zamiary przed ślubem i, zaskoczony biernym oporem żony, którego przyczyn nie rozumie, chce ją skutecznie przekonać do kolejnego aktu płodności. Tymczasem Magda nie wytrzymuje ustawicznej agitacji. Urodziła dwójkę dzieci, czuje się nasycona macierzyństwem i marzy o byciu kimś jeszcze, nie wyłącznie wykonawczynią mężowskiego planu na życie. Źle znosi presję męża wspieranego przez ambitną prokreacyjnie rodzinę.
Zdarza się, że młodzi rozpoczynają życie małżeńskie z odmiennymi wyobrażeniami o optymalnym kształcie rodziny. Jedno chce dzieci szybko, drugie późno, ona chce dać dziecko do żłobka, on uważa, że to nieludzkie itp. itd. Karol i Magda przed ślubem chcieli mieć dwójkę dzieci, on co najmniej tyle, ona raczej najwyżej. W ich wypadku jednak życie nie przyniosło uzgodnienia. Magda po doświadczeniu dwukrotnego macierzyństwa próbuje się uchylić przed kolejną powtórką. Jak pisze, "kiepsko znosi presję męża i teściowej", "dostaje gęsiej skórki", zdaniem męża na każdą wzmiankę o ciąży "robi się nerwowa", a ciężarnej szwagierki wręcz unika. Wyłania się obraz napiętej, przestraszonej, osamotnionej kobiety, nieco dziecinnie umykającej przed subtelną przemocą rodzinnego monolitu. Czy można traktować serio jej wątpliwości? Przecież to jasne, że "wielka familia w stylu włoskim" przygarnie ją pod skrzydła i będzie decydować w jej imieniu. Póki Magda nie przełamie swojego wycofania, nie zacznie być przekonaną do swoich racji partnerką dialogu, póty mąż i jego rodzina nie będą brali jej poważnie.
Karol ze swoim zastanawiającym przekonaniem, że "dzieci to jedyne, co w życiu ważne", nie rysuje się jako idealny partner matki wielodzietnej. Przy takim nastawieniu kobieta pełni funkcję dostarczycielki dzieci i musi się w takich okolicznościach czuć raczej nieważna - nie ma znaczenia, że chciałaby czegoś jeszcze oprócz pielęgnowania "gromadki". Dla Karola uczucia i pragnienia Magdy są o tyle ważne, o ile mogą przeszkodzić w pomnażaniu "największej radości". Mężczyzna tak traktujący żonę jest nie tyle kochającym i rozumiejącym partnerem wybranej kobiety, ile dostarczycielem wnuków dla mamusi. Jego małżeństwo to część ula, gdzie mama (babcia i teściowa) jest królową pszczół. Magda broni się przed takim uprzedmiotowieniem, ale swoim unikowym stylem skłania, by przechodzić do porządku dziennego ponad jej opinią.
Karol nie uznaje, że jego żona nie chce być do końca życia zredukowana do roli matki, Magda nie potrafi jednoznacznie przedstawić swoich pragnień i zamiarów. On wiernie odtwarza wzorzec swojej rodziny, ona biernie się temu przeciwstawia. Jeśli ich związek ma być czymś więcej niż walką o prokreację, to muszą szukać własnego modelu tego związku.
- 72 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
poligamia
ylemai
24.05.07, 17:34
Jeśli chce się mieć wiele dzieci,należy mieć wiele żon.Nieprzyzwoicie zmuszać kobiety do rodzenia więcej niż trójki. To jednakwycieńcza ich ciała.Dobry układ - trzy żony, dziewięcioro dzieci»
-
Im więcej tym mniej?
m.tarnowska1
25.05.07, 12:03
Jestem mamą dwóch synków i czuję się spełniona w macierzyństwie,ze starszymsynem siedziałam przez 3 lata w domu i absolutnie tego nie żałuję, drugi mamiesiąc a ja zastanawiam się że za rok »
-
Nienormalne
czeczot
25.05.07, 13:52
Powszechnie promowany model rodziny 2+2 oraz 2+1 jest nienormalny - prowadzi dozaglady spoleczenstw, bo jest ponizej zastepowalnosci pokolen. Dozastepowalnosci pokolen potrzebna jest srednia»
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





