Związki i obowiązki

Zofia Milska-Wrzosińska
01.08.2006 , aktualizacja: 06.08.2007 15:13
A A A Drukuj
Ona ma żal do męża, że za mało pomaga jej w domu, on ma poczucie, że ponosi główny ciężar utrzymania rodziny, czego żona nie docenia.
Za nieuzgodnionym podziałem obowiązków czai się poważne zagrożenie dla więzi - poczucie wykorzystania.
Za nieuzgodnionym podziałem obowiązków czai się poważne zagrożenie dla więzi - poczucie wykorzystania.
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy masz w swoim związku problemy z podziałem obowiązków domowych?

tak, notorycznie
od czasu do czasu
nie, świetnie się dogadujemy

Mój mąż jest niefrasobliwy

Pobraliśmy się cztery lata temu. Rok później urodził się nasz syn. Po urlopie macierzyńskim wzięłam jeszcze rok wychowawczego. Całe dnie byłam z dzieckiem sama, Marcin wracał z pracy, zjadał obiad, kładł się na godzinkę z gazetą albo zasiadał przed telewizorem. Pod wieczór było jeszcze masę do zrobienia - zmywanie, sprzątanie, podgotowanie obiadu na następny dzień. Prosiłam Marcina, żeby zajął się małym, bo po 10 godzinach byłam już nim zmęczona, a czekało mnie jeszcze tyle zajęć. Mąż mówił, że przecież ciężko pracuje na cały dom i należy mu się odpoczynek, że siedzę z dzieckiem w domu i powinnam sobie lepiej wszystko zorganizować. Nie rozumiał, jak trudno pogodzić prace domowe z potrzebami niemowlęcia. W dodatku Oleś często budził się w nocy, wstawałam do niego po kilka razy, bo Marcin spał jak zabity.

Problem zaostrzył się jeszcze, odkąd wróciłam do pracy. To ja odbieram Olka od opiekunki i jestem w domu godzinę później niż mąż. Zastaję go przed telewizorem z puszką piwa w ręce albo drzemiącego na kanapie z twarzą przykrytą gazetą. Rzucam się do wykańczania obiadu, który pichciłam poprzedniego wieczoru, a Marcin na dźwięk hałasów dobiegających z kuchni budzi się i pyta: "Kiedy wreszcie coś zjem?". W tym czasie ja dodatkowo zabawiam dziecko - mąż poproszony o opiekę nad małym włącza mu po prostu telewizor. Nie przyjdzie mu też do głowy, że mógłby mi pomóc. O wszystko muszę go prosić: wynieś śmiecie, pozmywaj, poczytajcie z Olesiem książeczkę. Nawet zakupów nie potrafi zrobić z głową - wręczam mu listę, ale on przynosi tylko to, co "było w sklepie". W ogóle jest dziwnie niefrasobliwy. Czuję się tak, jakbym miała w domu dwoje dzieci. (Małgorzata)

Żona się mnie czepia

Byliśmy fajnym zgranym małżeństwem, urodził się nam świetny chłopaczek. Żona była na wychowawczym i prowadziła dom, ja utrzymywałem rodzinę. Już wtedy zdarzały się przepychanki, kto ma co zrobić, ale w zasadzie był jakiś podział pracy - ja zarabiałem, Gośka zajmowała się domem i dzieckiem. Ona jednak uparła się wrócić do swojego biura. Od tej pory zmieniło się na gorsze. Gośka często patrzy na mnie z wyrzutem i o wszystko się czepia. A to, że leżę, a to, że czytam, a to, że nie czytam i nie ma o czym ze mną rozmawiać. Komenderuje mną, jakbym był niesfornym dzieciakiem - zrób to, zrób tamto. Nawet próbowałem, ale się sparzyłem. Raz zastała mnie przy smażeniu kotletów i wyrwała mi z ręki patelnię, że niby porysuję teflon. A jak zmywam, to podobno strasznie chlapię. Nie to nie, łaski bez. To prawda, że pracujemy oboje, ale Gośka nie musi tak wcześnie wstawać i ma mniej nerwową pracę (jestem kierownikiem budowy). Zresztą, gdyby nie moja praca, to i ona nie mogłaby chodzić do swojej, bo zarabia niewiele więcej, niż płacimy opiekunce. (Marcin)

Komentarz Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, psychoterapeutki z warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji

W idyllicznym początkowym okresie małżeństwa nie przychodzi ludziom do głowy, by uzgodnić opinie w sprawie prozy życia.

Wiele par wspomina początki małżeństwa - jeśli nie zostało to w ich wspólnej pamięci wykasowane - jako czas ekscytującej zmiany i przyjemnego uczenia się dorosłości we dwoje. A przecież już wtedy wspólne życie niosło ze sobą: wannę do umycia, pranie do odebrania, kota do sterylizacji i ciocię do ugłaskania. W miarę upływu lat i napływu dzieci wszystkiego tego nieustannie przybywało.

Gdy się mieszka z rodzicami, spełnianie domowych obowiązków stanowi obszar rozgrywek międzypokoleniowych, jest zatem przeżywane nie tylko w planie realnym, ale i symbolicznym, np. jako wyraz buntu lub podporządkowania. Mieszkający w pojedynkę nie mają złudzeń - albo obsłużą się sami, albo ktoś to zrobi za ich pieniądze. W parze natomiast następuje dekonstrukcja indywidualnych nawyków, rozproszenie odpowiedzialności i stopniowe wypracowywanie wspólnego modelu. W mnogości aktualnych wzorców niełatwo znaleźć prostą odpowiedź na zagadki w rodzaju: "Czy to, które ma cięższą pracę, ale mało zarabia, powinno mieć w domu mniej obowiązków niż to, które pracuje lekko i przyjemnie, a zarabia dużo?" albo "Kto ma wstać w nocy do dziecka, gdy budzi się ono po raz dwudziesty, matka ma nazajutrz ważną prezentację, a ojciec obsłużył poprzednich dziewiętnaście alarmów"?

W idyllicznym okresie nie odczuwa się szczególnych obciążeń, więc mało komu przyjdzie do głowy uzgadniać opinie w sprawie prozy życia. A gdy już pojawią się obowiązki, prosić o pomoc jakoś trudno - przecież "gdyby kochał, sam by się domyślił". Czasem para tworzy swój własny model w sposób "organizmiczny" - bez długich dyskusji, niejako sam z siebie, ustala się tryb odpowiadający obojgu. Gorzej, gdy - jak u Małgorzaty i Marcina - różnice wyobrażeń są zbyt duże, ale brak jawnych negocjacji. Z perspektywy Małgorzaty jej decyzyjna i wykonawcza odpowiedzialność za dom jest przez "niefrasobliwego" męża zupełnie niedoceniana, a praca zawodowa traktowana jak fanaberia. Marcin z kolei nie chce podlegać dyktatowi żony i sądzi, że jego znaczne i stabilne zarobki powinny w końcu gwarantować mu jakąś pozycję w rodzinie. Jednak oboje - zamiast przekonać partnera do swoich racji, stosują bierny opór (on) i politykę nakazową (ona).

Tymczasem jeśli jedna strona ocenia swoje świadczenia na rzecz rodziny jako niesprawiedliwie większe, to pogrąża się w uczuciach krzywdy i złości. Na ogół zresztą wykorzystani czują się oboje, czyli każde z nich sądzi, że to ono wkłada w związek więcej wysiłku i zaangażowania niż to drugie, które pasożytuje. Zaczynają wzbierać pretensje, za którymi stoją wielomiesięczne zawiedzione nadzieje, a podtrzymywane przez te emocje stanowiska obojga niebezpiecznie się usztywniają.

Małgorzata weszła w rolę krytycznej i wymagającej nauczycielki przyłapującej leniwego i niezbyt pojętnego ucznia na ustawicznych naruszeniach regulaminu (zakupy bez głowy, woda na podłodze, wegetacja przed telewizorem). Narzeka, że mąż jest jak drugie dziecko, ale chyba nie chodzi jej o to, by był dorosły, ale raczej o to, by właśnie pozostał dzieckiem, tyle że sprawnym i posłusznym.

Z kolei Marcin buntuje się przeciw nękającej wychowawczyni, ale jego sposób to raczej ukradkowy sabotaż i wycofanie ("nie to nie, łaski bez") niż dorosła konfrontacja. Oboje tworzą fakty dokonane i oczekują, że to drugie się do nich dostosuje. Nie rozmawiają o tym, czy praca Małgorzaty ma sens, ani dlaczego to nie Marcin odbiera dziecko od opiekunki. Nie ustalili, jakie formy zabawy z dzieckiem uważają za właściwe i dlaczego. Nie porozumieli się, czy codzienne gotowanie obiadów jest w ich domu niezbędne. Każde próbuje przeforsować swoje i złości się, gdy drugie to sabotuje. I zapewne tak właśnie będzie, póki Małgorzata i Marcin nie stworzą własnego i odpowiadającego obojgu wzorca życia w rodzinie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 52 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Związki i obowiązki aleksok 10.08.06, 16:26

    To jest dowód na to, że ludzie powinni zamieszkać ze soba przed ślubem!!!»

  • Re: Związki i obowiązki freddy10 24.09.06, 18:09

    to jest dowod na to ze selekcja doboru partnera powinna byc bardziej wnikliwa,malo tego powinnismy dobierac sie na zasadzie podobienstw.zawsze latwiej zrozumiec kogos kto zachowuje sie »

  • Związki i obowiązki petal 09.10.06, 21:29

    no i co?gdzie puenta i pozytywne zakończenie?jakie jest wyjście z takiej sytuacji?nie doszukałam się tu sdposobu rozwiązania takiej sytuacjia spodziwałam się »

Szkoła karmienia

Choć początki karmienia piersią mogą być trudne, wiele mam szybko pokonuje trudności i nabiera wprawy.