Seks to jeszcze nie wszystko
Poznaliśmy się jeszcze w liceum, pięć lat temu wzięliśmy ślub i mamy trzyletniego synka. Jesteśmy dobrym małżeństwem, ale od pewnego czasu coś zaczęło w nim zgrzytać...
Bardzo kocham mojego męża. Ale to wcale nie znaczy, że chcę się z nim ciągle kochać. Pracuję na cały etat, potem jestem zajęta domem i synkiem i kiedy on wreszcie zaśnie, lubię wyciągnąć się na tapczanie i przytulić do mojego Jurka. Wtedy cieszę się jego bliskością i spływa ze mnie całe napięcie. Niestety, w nim ta sytuacja od razu wyzwala męskie instynkty. Próbuję je okiełznać delikatnością - gładzę go po twarzy, muskam wargami, ale to wcale nie studzi jego zapałów. Jego dotyk wcale nie jest subtelny i sprawia mi przykrość. Od razu cała sztywnieję, a on robi się zły. Wtedy ja wstaję i jesteśmy na siebie obrażeni, a noc spędzamy osobno. Czuję się wtedy odtrącona i rozgoryczona. Nie chcę przez to powiedzieć, że nigdy nie mam ochoty na seks, ale dla mnie ważna jest przede wszystkim bliskość i czułość - wtedy rodzi się naturalna potrzeba zbliżenia. Tymczasem mój mąż, idąc na skróty, nie daje mi na to szansy. Sprawa jest chyba dosyć poważna, bo łapię się na tym, że czasem sztywnieję już na wszelki wypadek, nim Jurek w ogóle mnie dotknie... (Anna)
Jestem przecież mężczyzną
Zawsze było nam ze sobą dobrze, w łóżku też. Słyszałem, że może się coś popsuć po narodzinach dziecka, ale u nas to się nie sprawdziło. Ania zawsze odpowiadała na moje zaloty, sama też inicjowała sytuacje intymne. Nie umiem powiedzieć, kiedy to się zmieniło. Powiem tylko, że ostatni raz kochaliśmy się jakieś trzy tygodnie temu, i to po długiej przerwie. I nie było już tak upojnie. Od dawna nie jest. Nie rozumiem dlaczego, bo nic między nami nie zaszło, nie było żadnych kłótni. W moich uczuciach nic się nie zmieniło. Ale mam wrażenie, że Ania jest jakaś zimna i obca, że unika zbliżeń. Jak gdyby łóżko nie zachęcało jej do seksu, a wręcz przeciwnie. Ale ja jestem przecież normalnym mężczyzną i nie potrafię tygodniami spać obok swojej żony, jakbyśmy byli bratem i siostrą. Więc po każdym niepowodzeniu przenoszę się na kozetkę i jestem wściekły. Nie bardzo widzę jakieś wyjście... (Jerzy)
Komentarz Zofii Milskiej-Wrzosińskiej, psychoterapeutki z warszawskiego Laboratorium Psychodeukacji
Kiedy seks dzieli. Podstawą porozumienia między płciami jest uznanie, że mężczyźni i kobiety wciąż jeszcze różnią się od siebie.
Wybitny szkocki psychoterapeuta Ronald Fairbairn pisał, że przyjemność jest drogą ku więzi, przez co rozumiał również, że erotyczna satysfakcja prowadzi do utrwalenia relacji dwojga ludzi. Kiedy jednak o przyjemność, zwłaszcza obopólną, trudniej, seks - zamiast łączyć - staje się polem małżeńskiej wojny.
Jerzy pisze: "Nie wiem, co się stało z moją żoną". I rzeczywiście - mężczyźnie zorientować się w tym niełatwo. Anna używa sformułowań ("zapały", "męskie instynkty") świadczących o tym, że pragnienia seksualne rozumie jako proste biologiczne impulsy przeżywane głównie przez mężczyzn. Ona sama czuje, że takich potrzeb ma znacznie mniej: "Nie chcę przez to powiedzieć, że nigdy nie mam ochoty na seks, ale...". Sądzi ponadto - co zaskakujące u mężatki z kilkuletnim doświadczeniem - że męskie pragnienia powinny stygnąć w rezultacie "gładzenia i muskania wargami". Czytelniczka nie jest więc na razie szczególną entuzjastką ani znawczynią męskiej seksualności, włącznie z seksualnością własnego męża.
Zdaniem Jerzego jego małżeństwo zawsze było seksualnie udane, a żona chętna do intymnych zbliżeń, które nieraz sama inicjowała. Trochę to dziwne, bo sama zainteresowana w ogóle nie wspomina o swojej niegdysiejszej seksualnej żywości. Zapewne zatem początkowa namiętność była w jej rozumieniu przelotną - choć może niezbędną - fazą związku. Potem głównym wyrazem więzi miało się stać przytulanie, a kłopotliwe w codziennym życiu męskie instynkty miały zostać okiełznane. Może i byłoby tu miejsce na seks, ale tylko gdyby partner te instynkty powściągał i koncentrował się na czułej bliskości samej w sobie. Tymczasem seksualność Jerzego wciąż jest bardzo ważnym aspektem związku i nie rozumie on przemiany żony.
Widać zatem, że młodzi ludzie niezbyt dobrze poznali się nawzajem. Nawet co do opisu faktów trudno im się porozumieć. Anna twierdzi, że bardzo kocha swojego męża, ale to nie oznacza, że chce się z nim ciągle kochać, za to Jerzy pisze, że nie potrafi tygodniami spać obok swojej żony jak brat przy siostrze. Prawda o erotycznych lękach Anny i Jerzego jest gdzieś między tymi skrajnościami - wyobrażeniem żony o wymaganym przez męża nieustannym seksie a przeświadczeniem męża o narzucanej mu przewlekłej wstrzemięźliwości.
Porozumienie może nie być łatwe. Anna musiałaby uznać, że dla jej męża bliskość i czułość jest możliwa, ale jako wstęp do erotycznego kontaktu, a nie jego namiastka. Większość mężczyzn słabo się nadaje na pluszowe maskotki: trudno im niewzruszenie przyjmować wieczorne przytulanki. Z kolei Jerzy zdaje się nie wiedzieć, że dla wielu kobiet seksualność wynika ze stałej intymnej zażyłości i nie wybuchnie deus ex machina tylko dlatego, że po nużącym dniu znalazły się w łóżku z mężem.
Większość kobiet odróżnia bliskość fizyczną od sytuacji erotycznej, standardowy mężczyzna w fizycznym kontakcie ze swoją partnerką na ogół ożywia się seksualnie i dąży do dalszego ciągu. Szansa na dobry związek pojawia się, gdy obie strony polubią wzajemną odmienność.