Dusza towarzystwa i domatorka

Zofia Milska-Wrzosińska
2005-02-24, ostatnia aktualizacja 2007-08-03 11:51

Mąż i żona odmiennie zapatrują się na sposób spędzania wolnego czasu. Czy ich małżeństwo może być szczęśliwe?

ZOBACZ TAKŻE
Człowiek nie może być samotną wyspą

Karolina spodobała mi się już na studiach - była wesoła, inteligentna, ale jednocześnie bardzo spokojna. Minęło trochę czasu, zanim w ogóle zwróciła na mnie uwagę. Pobraliśmy się, mamy fajnego synka. Zawsze wydawało mi się, że jesteśmy dobrym małżeństwem, ale ostatnio Karolina powiedziała mi, że jest zmęczona trybem życia, który prowadzimy. To prawda, że różnimy się temperamentami, ale przecież zawsze tak było, a kiedyś jej to nie przeszkadzało. Lubię ludzi, od dzieciństwa lubiłem, gdy dużo się działo. Może dlatego, że w moim domu zawsze był ruch (mam dwóch braci i siostrę), wpadało do nas wielu kolegów, do rodziców też często przychodzili znajomi. Moja mama wszystkich częstowała gorącą zupą i zawsze miała czas, żeby z każdym zamienić słowo. Chciałbym, żeby mój syn też miał taki otwarty dom. Karolina jednak jest smutna i zła, gdy ktoś wpada do nas bez zapowiedzi. Wydaje mi się, że jest zazdrosna o innych ludzi, tak jakby chciała mieć mnie na własność. Mówi, że wraca z pracy zmęczona i chciałaby spędzić wieczór tylko ze mną. Na wakacje też nie lubi jeździć w większej grupie. A dla mnie prawdziwe wakacje to ruch, rozmowy przy ognisku, krzyki dzieci, wspólne zabawy. Nie chcę, żeby mój syn wyrósł na odludka. Chciałbym, żeby dobrze czuł się w grupie, miał przyjaciół. Człowiek nie może być samotną wyspą. Karolina tego nie rozumie. Czasem nie wiem już, co robić. Czy muszę rezygnować z tego, co lubię? Czy jeśli lubimy zupełnie co innego, może nam być razem dobrze? (Cezary)

Męczy mnie aktywne życie

Czarek był chyba najbardziej znaną postacią na naszym roku - wszędzie go było pełno. Zaczęliśmy się spotykać, po dwóch latach pobraliśmy się. Nasz synek skończył cztery lata. Czarek nadal bardzo lubi się spotykać z przyjaciółmi i rodzeństwem, jeździć na wakacje albo na weekendy do zaprzyjaźnionych gospodarzy. Zawsze w kilkanaście osób. Są tam jego bracia z żonami i dziećmi, koledzy ze studiów. Przekrzykują się, gadają, śmieją z byle czego. Czarek czuje się w tym towarzystwie jak ryba w wodzie. Także na co dzień zaprasza wszystkich do nas, jego ideałem jest taki otwarty dom, do którego każdy mógłby wpaść bez zapowiedzi. Ja mam naturę bardziej spokojną, nie lubię hałasu i zamieszania. Ciągle spotkania z ludźmi mam co dzień w pracy. W domu z mężem i pogadać, a nie robić herbatę znajomym. Aktywne życie mnie męczy. Mam wrażenie, że nie jestem ważna dla Czarka, bo skoro tak go ciągnie do ludzi, to chyba znaczy, że moje towarzystwo mu nie wystarcza. Jest mi smutno. Co powinnam zrobić? Czy mam się przekonać do stylu życia męża, nawet jeśli jest to dla mnie męczące? Czy jeśli lubimy zupełnie co innego, może nam być razem dobrze? (Karolina)

Komentarz psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej

Co łączy, co dzieli. Uda się wyjść z impasu, jeśli obie strony przestaną podejrzewać siebie o obojętność lub zaborczość i uznają wzajemnie swoją specyfikę.

Czarek i Karolina od początku widzieli, że ich ulubione klimaty są od siebie bardzo odległe, ale ich to nie zniechęcało, może nawet przeciwnie: stali się dla siebie atrakcyjniejsi. Teraz ta różnica zaczyna ich dzielić. Nie mamy więc do czynienia z tzw. oszustwem matrymonialnym - tak można określić stan, gdy po kilku latach związku jedno z partnerów zmienia się w zupełnie inną osobę, i to w kierunku daleko odbiegającym od wartości i potrzeb drugiego. Na przykład jeśli zabawowa dziewczyna zaczyna interesować się wyłącznie potomstwem, a oszczędny domator intensywnie oddaje się grze w kasynie, to obie strony mogą się poczuć rozczarowane, a nawet oszukane. A Karolina od początku widziała ekspansywność przyszłego męża, a Czarek doceniał spokój i powściągliwość Karoliny. Cóż się zatem zmieniło?

Obecnie każde przypisuje drugiemu negatywne motywy. Karolina interpretuje towarzyskie pragnienia męża jako przejaw tego, że nie jest dość ważna dla męża. Czarek sądzi, że Karolina protestuje, bo jest zaborcza i chce go zagarnąć dla siebie. Oboje patrzą na siebie z rosnącym dystansem i niepokojem.

Jedną z najbardziej podstawowych cech różniących ludzi od siebie jest zapotrzebowanie na stymulację. Niektórzy, aby czuć się dobrze, potrzebują wielu silnych bodźców, bez nich czują się znużeni i zirytowani, za to inni raczej ich unikają: wolą ciszę, brak zmian. Widać to już u niemowląt i małych dzieci. Współistnienie dwóch osób o odmiennym zapotrzebowaniu na stymulację jest zawsze trudne. Wyobraźmy sobie dwie pracownice we wspólnym pokoju. Jedna z ożywieniem rozmawia z odwiedzającymi ją kolegami, wciąż zmienia stację w głośno grającym radiu, przynosi dowody swoich kulinarnych talentów i skrapia się różanymi perfumami kupionymi na targu w Bułgarii. Druga wzdryga się na każdy głośniejszy dźwięk, zamyka okno, wzdycha, gdy koleżanka ruszy coś na jej biurku i ustawicznie zażywa środki na ból głowy.

Czyżby więc w małżeństwie taki konflikt potrzeb był już zupełnie nie do rozwiązania? Przeciwnie, ludziom blisko ze sobą związanym łatwiej niż obcym otworzyć się na własną odmienność. Uda się wyjść z impasu, jeśli obie strony przestaną podejrzewać siebie o obojętność lub zaborczość i uznają wzajemnie swoją specyfikę. Bo można żyć z sobą szczęśliwie, nawet gdy jedno w nocy lubi spać, a drugie rozmawiać czy słuchać muzyki. Wspólne lata oswajają i uczą tolerancji - pod warunkiem że tego, co łączy, jest więcej niż tego, co dzieli. Może zatem kryzys Karoliny i Czarka nie polega na różnicy zdań w kwestiach mniej lub bardziej otwartego domu, ale na niezauważalnym zanikaniu obszaru wspólnego, w imię którego łatwiej bywa uznać wzajemne różnice?





Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Dusza towarzystwa i domatorka wwiolka 08.03.05, 13:29

    Na poczatku mojego postu kilka słów skieruje do Czarka. Mam dziwne wrażenie, że nie bardzo się liczysz ze zdaniem swojej żony a to jest niewyobrażalnie przykre. Piszesz, ze nie chcesz by »

  • Re: Dusza towarzystwa i domatorka a18275 18.03.05, 20:15

    Cezary pisze: ,,Nie chcę, żeby mój syn wyrósł na odludka''. Jak odnotowała PaniZofia, temperament jest sprawą genów. Tak więc wychowanie w ,,otwartym'' domunic tu nie da...»

  • Re: Dusza towarzystwa i domatorka bartekz1 19.03.05, 14:24

    Dobrze, że taki temat się pojawił, bo ja też mam z tym problem. Ani ja, ani mojadziewczyna nie jesteśmy bardzo towarzyscy. Jednak o ile ja jestem małotowarzyski, ale jednak towarzyski, o »