Jak wychować syna

Zofia Milska-Wrzosińska
14.12.2004 , aktualizacja: 06.08.2007 15:20
A A A Drukuj
Coraz mniej zgadzamy się co do tego, w jaki sposób wychowywać nasze dzieci, szczególnie - syna.
Mamy dwójkę dzieci: czteroletnią córeczkę i synka, który jest w trzeciej klasie. Kiedy wychodziłam za mąż, mój narzeczony był studentem matematyki o ambicjach naukowych, interesował się filozofią. Dziś ma wysokie stanowisko w dużej firmie informatycznej. Zapewnia nam to bardzo dobre warunki, ale mam wrażenie, że ta praca i ludzie, z jakimi ma tam do czynienia, bardzo go zmieniła. Stał się twardy, bezwzględny, nawet trochę cyniczny.

Coraz mniej zgadzamy się co do tego, w jaki sposób wychowywać nasze dzieci, szczególnie - syna. Nasz synek wydaje mi się dzieckiem wrażliwym: dużo czyta, z zajęć pozalekcyjnych najbardziej lubi teatr, często zadaje mi tak głębokie pytania "o życiu", że muszę się porządnie nagłowić, co mu odpowiedzieć... Cieszę się z tego, że nie bije kolegów i nie spędza całego wolnego czasu przed komputerem czy "na trzepaku". Z drugiej strony nie chciałabym go wychować na jakiegoś niedostosowanego społecznie dziwaka. Dlatego chcemy, by był np.wysportowany: zapisaliśmy go na basen i judo.

Natomiast trudno mi się pogodzić z zasadami, jakie mąż chciałby wpoić naszemu synkowi, które można streścić do słów "Oko za oko, ząb za ząb" (choć w wydaniu mojego męża byłoby to może raczej nawet "dwa zęby za ząb"). Poza tym to przymuszanie synka do zabawy w wojsko, do grania w jakieś okropne gry komputerowe... Wiem, że taki trochę jest teraz świat, ale czy trzeba się tak do niego naginać? Kto z nas ma rację?

Rady czytelniczek

Wrażliwy nie znaczy przegrany

Coraz częściej można się spotkać z przekonaniem, że człowiek wrażliwy i delikatny nie poradzi sobie w życiu, nie osiągnie sukcesu. Ale przecież świat pełen jest ludzi wrażliwych i niekoniecznie są to życiowi nieudacznicy. Z tego co pisze Ewa, wnioskuję, że jej synek jest dzieckiem wrażliwym, posiadającym własne zainteresowania, które można rozwijać z pożytkiem dla niego, rozwijając w nim chęć poznawania, nauki, nie narzucając mu na siłę zainteresowań wg swojego uznania, takich jak gry komputerowe czy zabawki militarne, do których nie ma przekonania. Uważam, że nie można na siłę dziecka zmieniać, zmuszać go do zmiany zainteresowań. Może przecież wyrosnąć na silnego człowieka, człowieka sukcesu, spełnionego, nie pozbywając się przy tym delikatności i wrażliwości. Można bronić swojego zdania, osiągać cele nie krzywdząc innych. Może właśnie tego powinniśmy uczyć nasze dzieci, a nie zasady "ząb za ząb" ? (Anna)

Dziecko ma prawo być sobą

Uważam, że synek ma prawo być sobą. Jedne dzieci są bardziej przebojowe, inne mniej. Jedne kochają sport, inne muzykę, jedne matematykę, inne filozofię. Dorośli też są różni. I dobrze, bo tak być powinno. Naginanie dziecka do robienia czegoś niezgodnego z naturą, może mieć bardzo poważne konsekwencje. Rodzice powinni kochać dzieci takimi jakimi są, nie zmuszać, ale pokazywać różne możliwości, różne drogi wyboru. Pani mąż na pewno chce wychować syna na "silnego faceta", ale ja uważam, że nie powinien kierować się tym, co chce on, tylko tym czego chce jego synek, jaki jest, co lubi. Inaczej może wychować człowieka nieszczęśliwego, który nie będzie wiedział kim jest,

co potrafi, bardzo niepewnego siebie. Albo jeszcze gorzej - człowieka agresywnego, który własne frustracje wyładowuje na kimś innym. A najsmutniejsze jest to, że Pani mąż jest na najlepszej drodze do tego, aby popsuć swoje stosunki z synkiem, wzbudzić w nim niechęć, a z czasem i gorsze uczucia. To, że dzisiejsze czasy są takie, jakie są nie oznacza, że należy

się z tym pogodzić. To, że wiele osób dziś oszukuje, kręci, kradnie, kombinuje-nie oznacza, że my mamy być tacy sami. Pani mąż interesował się filozofią. Może należałoby zapytać: gdzie podziały się jego ideały, zainteresowania. Czy nie jest tak, że to on jest słaby, iż dał się pokonać przez życie, pogoń

za pieniądzem i odtrącił to w co wierzył. Czyż nie jest silnym ten, kto wbrew wszystkiemu potrafi obronić swoje poglądy, swój punkt widzenia, niż ten, kto rozwiązania problemów szuka w daniu w gębę lub daniu w łapę ? Co na to odpowie ten współczesny, silny mężczyzna ? Jaki przykład da synowi ?

Uważam, że to pani ma rację i proszę tak trzymać, bo najważniejsze jest żeby Pani synek wyrósł na szczęśliwego człowieka. (Dorota)

Komentarz psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej

Fałszywa alternatywa

Zarzewie konfliktu można z grubsza opisać następująco: mąż miał za młodu inny system wartości, ale z biegiem lat wdał się w kapitalistyczny wyścig szczurów, co niepokojąco odmieniło jego światopogląd. Żona nie akceptuje tej przemiany i trudno jej się pogodzić z tym, że mąż mógłby przekazać synowi wyznawane dziś przez siebie zasady.

Zastanawiające jest jednak, że z listu pani Ewy niełatwo wywnioskować, jakie konkretne formy przybiera konflikt w życiu rodzinnym i kiedy się przejawia. Tak jakby spór rozgrywał się raczej w sferze ideologii niż codziennych działań. Bo przecież co do niektórych spraw (sportu) oboje rodzice się zgadzają, w innych (teatr, lektury) mąż, jak się wydaje, nie zgłasza zastrzeżeń, a "przymuszanie" dziesięciolatka do komputera i zabawy w wojsko należy chyba rozumieć jako przenośnię, bo trudno sobie taką przemoc wyobrazić...

Nie wiadomo też, jak mąż chciałby wpoić synkowi zasadę "oko za oko, ząb za ząb". Zwróćmy uwagę: czytelniczka nie pisze, że mąż "wpaja", lecz jedynie, że "chciałby wpoić" dziecku tę zasadę - nie brzmi to przecież jak opis zachowania despotycznego tyrana. Może zatem nieporozumienia dotyczą czegoś innego, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Autorka listu, podkreślając nieakceptowaną przez siebie zmianę, która zaszła w mężu, nie pisze, jakie znaczenie miało to dla ich związku. Tak jakby sama nie miała już żadnych oczekiwań jako żona i kobieta, a maż interesował ja tylko jako ojciec jej dzieci. Nie wiemy więc, czy ona osobiście czuje się zawiedziona tym, co zdarzyło się z jej mężem, jakie uczucie to w niej wzbudza. To znaczące pominięcie.

Z drugiej strony wydaje się, że autorka listu nieco idealizuje synka, fascynując się jego zainteresowaniami i głębokimi pytaniami "o życiu". Może chce w nim widzieć i rozwijać cechy, których już nie dostrzega u męża, jej zdaniem pochłoniętego walką o byt. Ale przecież cenione u męża młodzieńcze poszukiwania czy ambicje naukowe to niekoniecznie gwarancja wrażliwości. Zapewne mąż - jak każdy zmienił się przez lata, ale może czytelniczka od początku widziała w nim tylko to, co chciała zobaczyć, na przykład jego zainteresowania filozoficzne odczytywała jako przejaw głębi i delikatności.

Możliwe, że konflikt o syna to walka o rząd dusz, próba pokazania mężowi, że jego wartości nie muszą wygrywać i nawet jego syn może je odrzucić.

Czytelniczka chciałaby zapewne uchronić syna przed tym, co rozczarowało ją u męża, a co traktuje jako elementy brutalnego męskiego świata. Woli zapewnić synowi schronienie w pozornie bezpiecznym azylu wartości tradycyjne kobiecych. Ale im bardziej je wspiera, tym bardziej prawdopodobne, że zaniepokojony tą jednostronnością ojciec próbuje nauczyć syna sprawności, skuteczności, odporności.

A przecież istnieją reguły, które dzieci powinny sobie przyswoić niezależnie od tego, czy są chłopcami, czy dziewczynkami, czy mają uzdolnienia artystyczne, intelektualne, czy sportowe. Dobrze, jeśli rodzice starają się wychować człowieka, który nie da się obezwładnić lękowi, nie ulegnie przemocy czy presji grupowej. Czytelniczka nie chce, by jej syn wyznawał zasadę "oko za oko, ząb za ząb", ale jeśli ta zasada oznacza, że nie powinniśmy się godzić na bezkarne krzywdzenie nas i naszych bliskich, to ma głęboki sens i nie należy jej lekkomyślnie odrzucać.

Chyba nikt nie wątpi, że lepiej wychować dzieci na ludzi odpornych i silnych niż chwiejnych i słabych. Jak słusznie zauważa komentująca list pani Anna, milcząco przyjmowane przez panią Ewę założenie, że człowiek mocny i umiejący walczyć nie może być wrażliwy i uduchowiony, wydaje się nieuzasadnione. Jej syn ma wiele do wzięcia i od niej, i od ojca. Ich strategie nie są sprzeczne, raczej mogą się dobrze uzupełnić. Ale aby tak było, wychowanie syna nie może być areną walki rodziców o wpływy ani terenem rozgrywania wzajemnych pretensji i rozczarowań.



Zobacz także
  • Jak wychować syna nikodem0 14.12.04, 15:51

    Właśnie rozwijając swoje talenty dziecko osiągnie prawdziwy i własny sukces!»

  • Re: Jak wychować syna eborejszo 27.03.05, 11:36

    Sądząc z treści listu Wasz synek jest wspaniałym chłopcem.Nie rozumiem, jak można na siłę ładować w dziecko agresję - może przesadzam, ale moim zdaniem to niemal zbrodnia!»

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • joanna.biszewska@agora.pl
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • felietonistka
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl