1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Małe dziecko? Biorę to na klatę!

Na szczęście są mężczyźni, którzy mają odwagę to powiedzieć i wprowadzić w czyn.
32-letni Mariusz Nowik: Mam się czuć jak skrzywdzony macho? Że niby mam plamy od mleka na koszuli i nie mam czasu się ogolić? Że mam problem z tym, że kilka dni w tygodniu spędzam wyłącznie na zajmowaniu się córką? Nie, no co ty!

25-letni Maciek Pietras: Kiedyś naprawdę byłem freakiem. Zrobiłem w życiu dużo rzeczy, które można nazwać obciachem. Całodzienna opieka nad dzieckiem na pewno do nich nie należy. Nóg nadal nie golę.

35-letni Darek Marciński: Pięć dni w tygodniu po 12 godzin dziennie zajmuję się czternastomiesięcznym synem. Nie mam dość. Gdybym miał, gdybym się w tym nie sprawdził, uznałbym, że jestem słabym facetem.

Trójka przeciętnych mężczyzn? Nic nowego? Bycie aktywnym ojcem, który nie tyle "pomaga" partnerce co "wspólnie z nią opiekuje się dzieckiem" to już standard? No nie. Tak dobrze nie jest. A jak jest?

Trochę jak w mailu, który dostałam gdy szukałam bohaterów do tego reportażu: "Faceci, których szukasz są jak Yeti. Wszyscy o nich słyszeli, ale nikt nie widział". O ojcach, którzy biorą wychowawczy lub przechodzą na pół etatu, by więcej zajmować się dzieckiem rzeczywiście dużo się w ostatnich latach mówi. Ale to jeszcze nie znaczy, że naprawdę tak dużo tych ojców jest. A ci, do których docieram, często zgadzają się opowiadać o sobie wyłącznie anonimowo. Wstydzą się, że siedzą w domu z dzieckiem albo wstydzą się tego... ich partnerki. Mariusz, Maciej i Darek, którzy opiekują się swoimi maluchami więcej niż dwie wieczorne godzinny dziennie, a do tego mówią o tym z dumą, nadal więc stanowią wyjątek.



Nie (zawsze) oczekiwana zmiana miejsc

Grudzień 2008. Firmowa wigilia. Maciej Pietras, dostaje nagrodę i premię za swoją pracę. Dzień później otrzymuje wypowiedzenie.

- Nie przejąłem się tym. To nie była wiadomość miesiąca. Tydzień wcześniej urodził się Miłosz. I to było najważniejsze - wspomina. - Przez pierwsze pół roku życia syna całe dnie spędzaliśmy we trójkę - on, jego mama - Emilia i ja. Na początku gdy był wielki płacz lub wielka kupa od razu łapałem kosz i wynosiłem śmieci albo zabierałem się za zmywanie naczyń. Ja więcej zajmowałem się zakupami i domem, a Miłoszem Emilia. Miała cesarskie cięcie więc chciałem tak zorganizować nam życie, żeby nie musiała się dużo ruszać. Potem ten podział obowiązków nie był już tak wyraźny. Za butelkę czy pieluchę łapał ten kto miał bliżej.

Kiedy Emilia wraca do pracy, Maciek zostaje w domu z dzieckiem. Wcześniej zakładał, że będzie uczestniczył w życiu syna. Ale nie spodziewał się, że w tak dużym zakresie.

Konieczność przejęcia całodziennej samodzielnej opieki nad małym dzieckiem zaskoczyła także Mariusza.

- Planowałem, że będę bardziej zajmował się Olą kiedy skończy dwa lata. Uważałem, że dziecko jest bardziej atrakcyjne dla ojca kiedy już można się z nim porozumieć, porozmawiać - tłumaczy. - Wyszło inaczej. W firmie zaczęły się redukcje, obcięli mi pensje. Obliczyliśmy z Martą, że nawet jeśli będziemy dorabiać pisaniem tekstów, bo oboje jesteśmy dziennikarzami i tak nie domkniemy domowego budżetu.

W rezultacie kiedy Ola ma osiem miesięcy Marta rozpoczyna pracę w nowej redakcji. Na szczęście nie musi przychodzić do niej codziennie. Mariusz pracuje w systemie dyżurowym. Udaje się więc sporządzić misterny plan pracy "na zakładkę". Kiedy Marta pracuje, Mariusz opiekuje się Olą i odwrotnie. Po 16.00 dochodzi jeszcze opieka nad starszym synem, pięcioletnim Igorem.

Do pełnoetatowej opieki nad niemowlakiem najbardziej przygotowany był Darek.

- U nas zawsze było odwrotnie - stwierdza. - Jeszcze zanim pojawiło się dziecko ja byłem bardziej zaangażowany w prowadzenie domu, a moja żona w pracę. Proszę tylko nie myśleć, że ona w tym związku nosi spodnie czy, że jestem pantoflarzem. Po prostu ona zawsze była bardziej ambitna, lepiej zarabiała i jej praca wymagała większego zaangażowania. To było oczywiste, że kiedy pojawi się dziecko to ja z nim zostanę. I tak się stało. Kiedy Olek skończył pół roku, bez żalu zawiesiłem swoją działalność w branży kruszywowej. I tak był kryzys i wiele inwestycji związanych z budową dróg stanęło.

Złote dziecko

Marta wychodzi do pracy. Mariusz ma spędzić z Olą ponad osiem godzin. Bawi się z nią, potem kładzie spać. Po kilkudziesięciu minutach mała się budzi. Mariusz oblicza, że do powrotu Marty zostało jeszcze siedem godzin.

- I wtedy się przestraszyłem. Nie miałem pojęcia jak zagospodarować córce te siedem godzin. Przecież zabaw, które można zaproponować niemowlakowi jest bardzo niewiele. Dzień dłużył się niemiłosiernie. Było kilka ataków żałosnego popiskiwania z serii "gdzie mama?", ale kiedy żona dzwoniła nie przyznawałem się do tego. Kiedy wróciła miałem ochotę lec w dowolnym kącie mieszkania i zasnąć -- tak Mariusz wspomina pierwszy dzień z Olą. Dzisiaj uważa, że za bardzo kombinował. Za bardzo chciał pokazać się córce jako jej pełnoprawny opiekun.

- A wystarczyło tylko wejść w rytm dziecka, by wszystko stało się proste. Wcześniej podchodziłem do Oli jak do bomby z opóźnionym zapłonem. Bałem się, że wszystko zakończy się po trzydziestu minutach strasznym wrzaskiem. A ja nie będę umiał nic na to poradzić. I najpierw ona się rozpłacze, potem ja, a na koniec sąsiedzi wezwą policję - śmieje się. Dziś sądzi, że jego strach wynikał m.in. ze złych doświadczeń w opiece nad synem kiedy ten był bardzo malutki.

- Kiedyś Marta wyszła na chwilę do sklepu. Igor strasznie się rozpłakał i nie mogłem nad nim zapanować. Żona zastała go leżącego na moim brzuchu, drżącego i przysypiającego z nerwów i zmęczenia - wspomina. - Na szczęście Ola jest zupełnie inna. To złote dziecko.

Podobnie o swoich maluchach mówią Darek i Maciek. W domu tego pierwszego można z powodzeniem kręcić reklamy. Te świąteczne, ze szczęśliwą rodziną i radosnymi maluchami, które nigdy nie płaczą w roli głównej.

- Czasami śmiejemy się z żoną, że dostaliśmy atrakcyjną wersję demo - mówi Darek. - Znajomi pytają co zrobiliśmy, by zasłużyć na takie dziecko. Rano Olek wita mnie roześmiany. Płacze tylko, kiedy ma naprawdę ważny powód np. podczas szczepienia. Nie choruje. Nie miał kolek. Od początku spał od 20.00 do 8.00. Zasypiał sam w swoim łóżeczku. Pewnie też dlatego moje dni z nim są takie sielskie-anielskie.

Lista zysków

- Kumple myśleli że szybko się znudzę - mówi Maciek. - Przed narodzinami Miłosza nie byłem w stanie usiedzieć w jednym miejscu. Traktowałem dom jak przechowalnię. Byliśmy z Emilią bardzo imprezowi. Naprawdę baaardzo. Potrafiłem tak sobie układać pracę, by móc zacząć weekend w czwartek, a skończyć we wtorek. Jeszcze w zeszłym roku, już kiedy Emilia była w ciąży, co weekend objeżdżaliśmy Polskę. Byliśmy tam, gdzie coś ciekawego się działo. Jak zaczęliśmy w maju, to skończyliśmy we wrześniu.

Maciek przekonuje, że teraz wystarczą mu odwiedziny znajomych raz na tydzień i impreza raz na kilka tygodni:

- Jest mi dobrze. Może dlatego, że w dużej mierze dostosowałem dziecko do siebie. Nie mam żadnego sztywnego planu dnia, którego muszę się trzymać. Opiekuję się dzieckiem instynktownie. Zawsze wiem czego mu potrzeba, ale to nie znaczy, że zajmuję się nim cały czas. Czasem zostawiam go w jego pokoju na godzinę. On świetnie się sobą zajmuje. Oczywiście kontroluję sytuację. Mam elektroniczną nianię i zaglądam do Miłosza co kilkanaście minut.

Maciek, podobnie jak Mariusz i Darek ma poczucie, że siedząc w domu z dzieckiem nic nie traci. Cała trójka twierdzi wręcz, że na takim układzie można przede wszystkim zyskać. Podkreślają, że chwile, w których maluch szuka ukojenia w ich ramionach są bezcenne.

- Oczywiście tych pamiętnych chwil, które żal byłoby przegapić jest dużo więcej. Dla mnie nawet cenniejsze są te zabawne sytuacje niż kamienie milowe jakimi są pierwsze słowa czy kroki - mówi Maciek.

- No i ten dystans jakiego się nabiera - podkreśla Darek. - Ktoś mnie okłamał, nie dotrzymał umowy? To już nie jest takie ważne. Mam też wrażenie, że dzięki synowi stałem się taki "bardziej dla ludzi". Zacząłem bardziej cenić relacje z innymi, skupiać się na nich. Zatrzymałem się.

Mariusz do listy zysków dorzuca uważność i umiejętność bycia "tu i teraz".

- Nigdy nie sądziłem, że gra w piłkę z dziewięciomiesięcznym dzieckiem może tak wciągnąć. Prawdę mówiąc nie myślałem, że w ogóle jest możliwa - stwierdza. - Poczułem się też dużo pewniej jako ojciec. To nie znaczy, że kiedykolwiek byłem niedzielnym rodzicem. Zawsze dużo czasu spędzałem z dziećmi. Często kiedy wracałem z pracy, Marta siadała do pisania tekstów. Wtedy przejmowałem pałeczkę. Jednak miałem świadomość, że żona jest obok. W razie czego wchodziła do pokoju, brała Olę czy wcześniej Igora i tłumaczyła co zrobiłem źle. Teraz przekonałem się, że sam doskonale sobie radzę. Mam poczucie, że zgrałem się z Olą. Świetnie się rozumiemy.

Darek mówi wprost:

- To mnie lepiej wychodzi opieka nad dzieckiem. Tak, mówię to z pełnym przekonaniem. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Moja żona jest świetną i bardzo czułą matką ale to ja spędzam więcej czasu z dzieckiem więc to naturalne, że lepiej rozumiem jego potrzeby.

I po chwili dodaje - Nie wiem, dlaczego niektórzy uważają, że tylko matki powinny pełnić rolę głównych opiekunów niemowląt. Co takiego mogą dać dzieciom, czego nie mogliby dać ojcowie? Fakt, tylko one mogą karmić piersią... Ale poza tym?



Zaprośmy dziecko do naszego świata

Wspólnie z firma LOVI organizujemy akcję której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia. Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Nasze potrzeby, marzenia, oczekiwania. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata. To odpowiedzialne ale jednocześnie wspaniałe zadanie. Bo rodzicielstwo to przecież nie tylko codzienny trud, ale także fascynująca przygoda. Przygoda, którą możemy przeżyć razem.

W naszym nowym cyklu będziemy pokazywać, jak można wspierać emocjonalny i fizyczny rozwój dziecka, ciekawie spędzać z nim czas, uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok, na wyciągnięcie ręki. I czerpać z tego prawdziwą radość.

Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli nowe, niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. A co najważniejsze stworzyli szczęśliwą rodzinę. Bo nic lepiej nie tworzy i umacnia więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Jeśli podobnie jak bohaterowie reportażu jesteście aktywnymi tatami napiszcie do nas lovitematmiesiaca@gazeta.pl Opiszcie swoje doświadczenia. Najciekawsze listy zostaną opublikowane w serwisie eDziecko, a ich autorów nagrodzimy zestawami produktów Lovi. Zapoznaj się z regulaminem.

Artykuł w ramach akcji Aktywne Rodzicielstwo