1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wyznanie zdeklarowanego taty

Jestem tatą. Jestem też (albo bywam) socjologiem, domorosłym poetą, romantycznym kochankiem, piłkarzem-amatorem, fanem naleśników i Philipa Rotha. Bez większości z tych wcieleń nie wyobrażam sobie życia, ale tylko jedno - to pierwsze - jest dane raz na zawsze. Czy oddałbym za nie całą resztę? Nie wiem. Na szczęście nie muszę dokonywać takiego wyboru, i Ty, Drogi Nieznany (Przyszły) Tato, również nie musisz
Zostać ojcem to jak pójść na randkę w ciemno: jakiekolwiek masz oczekiwania, możesz być pewien tylko jednego: coś cię zaskoczy. Twoje dziecko okaże się bardziej różowe (albo fioletowe), niż to sobie wyobrażałeś, będzie więcej (albo mniej) jeść, spać, płakać i częściej (albo rzadziej) wpatrywać się w sufit. Twoja reakcja na to wszystko też jest jedną wielką niewiadomą: możesz na przykład odkryć z niejakim zdumieniem, że nie razi cię widok zalegających na podłodze pampersów, a z twoich ust zaczynają wydobywać się dźwięki nie przypominające ludzkiej mowy.

Piszę w drugiej osobie, chociaż tak naprawdę piszę o sobie. Zostałem tatą znienacka, ale dziewięć miesięcy to wystarczająco długo, żeby móc przemyśleć zarówno dotychczasowe, jak i przyszłe życie. Tamtemu czekaniu i odliczaniu dni przez cały czas towarzyszył strach - mniej lub bardziej ukryty - czy uda mi się odnaleźć w roli taty, i to w podwójnym sensie.

Odnaleźć w roli, bo nikt nie może być tatą zupełnie według własnego pomysłu. Spontaniczność co prawda jest w cenie, ale pewnych rzeczy po prostu nie można nie robić - nie uspokajać, nie wstawać w nocy, nie chodzić na spacery, nie opanowywać się, kiedy to konieczne.

Odnaleźć siebie, bo w roli można "siebie" po prostu zgubić - tego "siebie", którego znałem wcześniej i momentami nawet całkiem lubiłem. Czy ja to nadal tamten "ja"?



Co dziecko robi z tatą

Nie da się zaprzeczyć: bycie tatą dużo zmienia. Przede wszystkim wokół Ciebie (to dosyć oczywiste), ale też w Tobie. Ten drugi rodzaj zmiany zwykle zachodzi w cieniu tego pierwszego, do tego stopnia, że czasem można go przegapić. Wydaje nam się - jeszcze długo po "utatowieniu" - że tam w środku dalej jesteśmy tacy sami; po prostu doszło nam kilka nowych obowiązków i nowych zabaw. Jeżeli nawet coś zarzuciliśmy - niektóre hobby, plany czy rozrywki - to przecież łatwo zwalić winę na okoliczności zewnętrzne: czas, pieniądze, zmęczenie.

Ale często prawda jest nieco bardziej skomplikowana. Wiele z naszych wcześniejszych rozrywek moglibyśmy w zasadzie uprawiać nadal, a jeśli mimo to tego nie robimy, to znaczy, że w jakiś sposób przestało nam na nich zależeć. Dlaczego? Właśnie dlatego, że przemiana w tatę nie dotyczy tylko budżetu i kalendarza, wchodzi za to "do głowy" i tam zostawia najtrwalszy ślad.

Kluczem do twojego nowego ja może okazać się to straszne słowo: odpowiedzialność. U dużej części ojców - być może nawet u większości - pojawia się poczucie, że nagle zaczęło od nich zależeć więcej, niż dotychczas. Przestają myśleć w kategoriach "ja" i zaczynają zwracać uwagę na to, jak ich postępowanie może wpłynąć na życie ich najbliższych. Przykłady? Jeżeli ni stąd, ni zowąd zacząłeś wolniej jeździć samochodem (nawet kiedy jedziesz sam), zdrowiej się odżywiać i częściej dzwonić do swoich rodziców, to być może właśnie włączył ci się tryb pt. "nie jestem sam na świecie".

Tak, bycie tatą dużo zmienia. Ale nie zmienia wszystkiego. Nadal lubię to, co lubiłem "przed", chociaż faktycznie mam na to teraz mniej czasu. Nie zapadłem się nagle w kanapę, głównie dlatego, że zapadałem się w nią już wcześniej, z książką/filmem/partnerką życiową (niepotrzebne skreślić). Mojemu bramkarzeniu w amatorskiej drużynie piłkarskiej bycie tatą tylko dodało blasku: koledzy z pola chyba uwierzyli - bardziej niż ja sam - że jestem teraz "stateczny" i skoro potrafię złapać w locie pampersa, to tym bardziej piłkę.

Cała sztuka polega chyba (łatwo powiedzieć!) na odróżnieniu tych rzeczy, bez których faktycznie nie mógłbym się obejść, od tych, z których mogę - nawet z pewną przykrością - zrezygnować. Kryterium jest oczywiście płynne i każdy ustala je na własną rękę. Chodzi po prostu o to, żeby za te dziesięć (dwadzieścia, trzydzieści, pięćdziesiąt) lat nie żałować, że nie napisało się powieści science-fiction, chociaż wolnego czasu było tak naprawdę aż nadto.



Co tata robi z dzieckiem

To, że ojcostwo zmieni ciebie - a być może już zmieniło - jest pewne jak opóźnienia przy budowie autostrad. Pod jednym warunkiem: że nie pozwolisz, żeby cała ta przygoda przeszła gdzieś obok ciebie, tylko spróbujesz zostać tatą pełną gębą. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że będziesz obecny w życiu swojego dziecka, w takim zakresie, w jakim dasz radę. Nikt nie oczekuje od ciebie, że po sześciu czy ośmiu godzinach pracy spędzisz resztę dnia turlając się po podłodze (to samo zresztą dotyczy twojej partnerki).

Wielu ojców "poddaje się" już w najwcześniejszym okresie życia dziecka, zakładając, że są na z góry straconej pozycji w porównaniu z mamą, i niezależnie od tego, jak bardzo by się starali, to i tak biologia przebije wszystko. Czasem faktycznie trudno oprzeć się temu wrażeniu - zwłaszcza jeżeli twoja partnerka karmi piersią. Wtedy więź pomiędzy nią a dzieckiem przybiera namacalną, fizyczną postać i jedyne, co ci pozostaje, to stać z boku i podziwiać z lekką zazdrością. Pamiętaj jednak, że karmienie kiedyś się skończy (albo już się skończyło), a wtedy wasze "szanse" na zaistnienie w świecie dziecka będą już takie same. Znowu - pod warunkiem, że wcześniej sam nie wyautowałeś się z wychowania.

Możesz też zastanawiać się, czy małe dziecko potrzebuje ciebie jako ciebie - innymi słowy, czy nie jest mu wszystko jedno, kto się nim zajmuje i kto umila mu wolny czas. Sam kilka razy miałem takie wrażenie, i trudno było mi powiedzieć, na czym miałaby (w tamtym momencie) polegać moja wyjątkowość jako taty. Dopiero potem przeczytałem w którymś z opasłych podręczników dla rodziców, że już noworodek rozpoznaje osoby najczęściej pojawiające się w jego otoczeniu i słusznie "zakłada", że są dla niego najważniejsze, więc obdarza je dodatkową porcją uwagi. No i pamięta twój głos jeszcze z ciążowych czasów, co daje ci zdecydowane fory w porównaniu do reszty świata.

Wreszcie: nawet jeżeli teraz nie jesteś w stanie dać swojemu dziecku niczego, czego nie mogłoby - według siebie - dostać od innych, to nie znaczy, że tak będzie za kilka lat. Moment, w którym jako "tataaaa!!!" staniesz się wyłącznym ekspertem od niektórych spraw (np. sklejania roztrzaskanych samochodzików), będzie dla ciebie wystarczającą nagrodą za długie terminowanie w tym fachu.



Tata po przejściach, ale zadowolony

Kiedy urodził się mój syn, bałem się, czy sprostam temu kosmicznemu wyzwaniu, ale okazało się łatwiejsze, niż się spodziewałem (co nie znaczy, że nie posiwiał mi żaden włos). Kiedy na pół roku zostałem z nim w domu, zacząłem się z kolei bać, że już całkiem wsiąknę w rolę "tatuśka" i nic innego ze mnie nie będzie. W pewnym sensie miałem rację - nawet doktorat napisałem o dzieciach, a chcąc powiększyć fundusz zabawkowy, zabrałem się do pisemnego doradzania innym ojcom. Ale prawdziwym ekspertem jestem tylko w jednej dziedzinie: mój syn i okolice. Na szczęście takim ekspertem może zostać każdy.

Artykuł w ramach akcji Aktywne Rodzicielstwo