Taty wydatki i straty

Tekst Paweł Tomanek
27.10.2009 , aktualizacja: 27.10.2009 09:46
A A A Drukuj
Dziewięć miesięcy to wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że bycie tatą to nie tylko same przyjemności. Pewnie zdarza ci się czasem zastanawiać, jak by to było, gdybyś nie założył rodziny, i co poświęciłeś, żeby ją założyć. Warto te "cienie" wyciągnąć na światło dzienne - po to, żeby nie rosły w ukryciu.

Fot. Simon Jarratt/Corbis
Kiedy decydowaliście się na dziecko, prawdopodobnie zdawałeś sobie sprawę, że większość rzeczy nie będzie już taka, jak przedtem. Mimo to skala tej zmiany mogła przerosnąć twoje oczekiwania, bo założenie rodziny rzutuje na wszystko - od twojego stosunku do życia i świata aż po liczbę prań w tygodniu.

Wiele w tej nowej sytuacji może ci się podobać, ale prawie na pewno są rzeczy, które cię uwierają, i takie, które z bólem musiałeś odłożyć na półkę albo na przysłowiowe "później". Nawet jeśli nie myślisz o nich na co dzień, czasem zdarza im się dojść do głosu wyjątkowo boleśnie - np. kiedy przychodzi wyciąg z konta albo kiedy twoi bezdzietni znajomi jadą w miesięczną podróż na wyspy Polinezji czy dokądkolwiek, gdzie wy chcieliście kiedyś pojechać.

Na podsumowanie plusów i minusów jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie - wasze wspólne życie dopiero się zaczyna i jeszcze niejedna rzecz zdąży wypaść z grafiku albo zmienić się w swoje przeciwieństwo. Warto jednak od czasu do czasu powiedzieć sobie - a najlepiej komuś jeszcze - co w twoim rodzinnym życiu sprawia, że czujesz się ograniczony, przytłoczony czy pomniejszony. Warto przede wszystkim dlatego, że "ukrywane" minusy, do których często nie chcemy się przyznać sami przed sobą, z czasem mają tendencję do wydłużania się i często wychodzą na wierzch w najmniej pożądanym momencie. Rzecz jasna równolegle do minusów możesz uzmysłowić sobie plusy - nie po to, żeby "skasować" te pierwsze, tylko żeby ustawić je w odpowiednim świetle. To może brzmieć jak naiwna sztuczka, ale czasem pomaga, a w każdym razie pozwala ci poznać się trochę lepiej.

Ojcostwo sporo kosztuje, ale...

Chodzi o najbardziej oczywisty, dosłowny, a jednocześnie najbardziej "zewnętrzny" koszt: żeby utrzymać trzy osoby, trzeba o wiele więcej pieniędzy niż dla dwojga.

W dawnych, bezdzietnych czasach mogło ci się wydawać, że mimo wszystko wydatki nie wzrosną proporcjonalnie do liczebności rodziny: małe dziecko nie potrzebuje jeszcze osobnego pokoju (czytaj: być może nie trzeba zmieniać mieszkania), nie je dużo, a do pewnego momentu nie je niczego, za co trzeba płacić (czytaj: obywa się samym mlekiem mamy), nie potrzebuje drogich zabawek, markowych ubrań ani prywatnych lekcji angielskiego.

Teraz już wiesz, jak wiele wydatków na dziecko ma charakter jednorazowy, i często nie są to tanie rzeczy: łóżeczko, wózek, fotelik do samochodu... Inne rzeczy dla niemowlaka mogą na pierwszy rzut oka nie kosztować dużo, ale za to schodzą w astronomicznych ilościach i przez to też stają się dużym obciążeniem dla domowego budżetu: co tydzień duża paczka pampersów, dziecięce kosmetyki, zupki itd. Nawet prądu i wody zużywacie więcej niż kiedyś: z jednego prania w tygodniu zrobiło się pięć, a zmywania - co najmniej trzy.

Czy jest coś, co może cię pocieszyć? W końcu musiałeś zrezygnować z karnetu na basen, a w dodatku od roku nie kupiłeś nowej marynarki. Ale pomyśl np. o rodzicach w USA: tam dziecko to olbrzymia i nieustająca inwestycja, której koszty rosną w tempie geometrycznym.

U nas prywatne przedszkola czy podstawówki to ciągle tylko opcja, od której w dodatku nie musi zależeć przebieg dalszej edukacji, a bezpłatne studia jeszcze przez ładnych parę lat nie będą ustępować jakością płatnym.

Poza tym - i to jest prawdziwa korzyść, o której dobrze wiedzą menedżerowie firm - konieczność oszczędzania w ciężkich czasach sprawia, że kiedy "kryzys" się kończy, potrafisz już lepiej gospodarować swoimi pieniędzmi i rezygnować z tego, czego tak naprawdę nie potrzebujesz.

Ponieważ wasze wydatki na dziecko nie wzrosną już aż tak bardzo, a w każdym razie nie bardziej niż wasze pensje, jest spora szansa, że za jakiś czas wróci "dawna" nadwyżka - i wszystko, co można z nią zrobić.

Ojcostwo zabiera czas, ale...

Trudno tego nie odczuć - nawet jeżeli nie jesteś pełnoetatowym opiekunem czy tatą "fifty-fifty", na pewno zauważyłeś, jak bardzo skurczyły się twoje wolne wieczory i weekendy. Jeżeli twoje dziecko akurat śpi albo bawi się samo (a tak spędza większość czasu w trakcie pierwszego roku), to nie znaczy, że możesz usiąść i odpocząć: rzeczy do zrobienia "przy dziecku" to tylko ułamek wszystkich zajęć związanych z prowadzeniem trójosobowego gospodarstwa domowego.

O praniu i zmywaniu była już mowa; dorzuć do tego sprzątanie (przy nowych, podwyższonych standardach czystości), prasowanie (niektórzy nie przepuszczą żadnemu dziecięcemu ubranku), gotowanie (jeden obiad dla wszystkich to jeszcze daleka przyszłość)... dosyć.

Jak sobie z tym "wewnętrznie" poradzić? Tu akurat nie możesz założyć, że obszar wolnego czasu będzie się stopniowo powiększał, przynajmniej do momentu, kiedy twoje dziecko pójdzie do przedszkola. Natomiast ta sytuacja na pewno ma jedną zaletę: dzięki niej nauczysz się autentycznie doceniać każdą wolną chwilę, nawet jeśli spędzisz ją na leżeniu i gapieniu się w sufit. Jeżeli tylko uda ci się dobrze zorganizować swój czas w obydwu pracach - tej "zewnętrznej" i tej "domowej" - masz sporą szansę, że to, co zostanie dla ciebie (i twojej partnerki), będziesz potrafił spędzić bardziej intensywnie albo z większym poczuciem satysfakcji.

Nie mówiąc już o tym, że nie wiadomo kiedy możesz odkryć, że zajęcia, które wcześniej zajmowały ci cztery godziny, potrafisz wykonać w dwie - po to, żeby na te dwie zyskane móc wyciągnąć z półki niedoczytaną książkę.

Ojcostwo pochłania energię, ale...

Istnieje spore ryzyko, że jeśli nawet udało ci się wygospodarować dla siebie trochę czasu, możesz nie być w stanie zrobić z nim niczego sensownego. Powód? Zmęczenie. Po kilku godzinach w pracy i/lub kilku poświęconych rodzinie i "okolicom", twoim jedynym marzeniem może być długi, głęboki i relaksujący sen.

Pół biedy, jeżeli twoim preferowanym sposobem spędzania czasu wolnego jest oglądanie filmów albo po prostu gadanie o wszystkim i niczym z twoją partnerką. Natomiast gorzej wygląda sprawa z seksem, który sam w sobie wymaga trochę wysiłku, albo z zajęciami typu "samorozwój". Pisanie po godzinach powieści czy choćby pracy magisterskiej może wydawać ci się czymś zdecydowanie ponad twoje siły, a ich ukończenie - czymś nieskończenie odległym, zwłaszcza że w bliższej perspektywie masz pobudkę o szóstej czy siódmej rano.

Czy w takiej sytuacji można powiedzieć coś innego, niż "męcz się mniej"? Wbrew pozorom, można - zresztą nawet ta ostatnia rada nie jest taka głupia. Co prawda niektóre czynności zawsze będą męczące, ale zawsze też można szukać jakichś rezerw i oszczędności w systemie, np. dając sobie spokój z niektórymi zadaniami (czy śpioszki muszą być prasowane?). Poza tym są różne rodzaje zmęczenia, które wymagają odmiennych kuracji.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Taty wydatki i straty black_halo 29.10.09, 18:11

    A jakos nikt nie pisze takich artykulow o mamusiach. To nic, ze od pojawienia sie dziecka niejedna kobieta nie kupila sobie nowego sweterka, szminki, podkladu, nie poszla do fryzjera i nie »

  • Taty wydatki i straty meisza85 30.10.09, 11:52

    Dokładnie.Przecież Ci którzy mają dzieci ba a nawet myślą o dzieciach musząliczyć się z tym , że będzie się miało mniej czasu dla siebie, przybędzienowych obowiązków i niestety będą »

  • Taty wydatki i straty binka-net 06.11.09, 18:33

    Gdybyśmy zaczęli myśleć,co by było gdybyśmy nie założyli rodziny?To czy w ogóle byśmy mieli dzieci!?Ja mam czwórkę dzieci i nigdy nie myślałam tymi kategoriami,owszem mamy ciężkie czasy dla »