eDziecko.pl > Rodzice >  Tata

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Mężczyzna, kobieta i dziecko

Paweł Tomanek
2009-02-10, ostatnia aktualizacja 2009-02-10 14:53

Zostałeś tatą. Powoli oswajasz się z tym nowym określeniem, chociaż na razie słyszysz je tylko z ust dorosłych. Ale już teraz, zanim ktoś - ten konkretny Ktoś - na serio powie do ciebie: "Tato", możesz dołożyć starań, żeby nie zostać tatą tylko z nazwy. Nie warto odkładać tego na później, bo wtedy będzie to o wiele trudniejsze. Zamiast wskakiwać do rozpędzonego pociągu i pospiesznie szukać w nim swojego miejsca, lepiej wsiąść do niego, zanim na dobre ruszy.


Fot. VOISIN/PHANIE
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Czy noworodek w ogóle potrzebuje taty? Jeżeli zadajesz sobie to pytanie, to pewnie nie chodzi ci o tzw. męską rolę w rodzinie, czyli o dostarczanie środków na zakup pieluch i odżywek pielęgnacyjnych. W grę wchodzi o wiele więcej: to, na ile dziecko potrzebuje twojej bezpośredniej obecności w jego życiu. Właśnie twojej, a nie mamy czy kogokolwiek innego. W tych pierwszych tygodniach może ci się wydawać, że nie masz w ręku zbyt wielu atutów, zwłaszcza jeżeli twoja partnerka karmi piersią. Wtedy więź między nią i dzieckiem przybiera namacalną, fizyczną postać, i trudno ci w jakikolwiek sposób z nią konkurować. Natomiast jeżeli oboje karmicie butelką, możesz mieć poczucie, że to, co robisz, mógłby równie dobrze robić ktoś inny. Na czym zatem ma polegać twoja wyjątkowość?

Czy malec czuje zaangażowanie ojca?

No cóż, jeżeli sam odsuniesz się - albo dasz się odsunąć - na drugi plan, twoje dziecko na pewno tego nie odczuje, bo nie dasz mu okazji, żeby nauczyło się za tobą tęsknić. W ten sposób rzeczywiście nie będziesz mu potrzebny. Często zakłada się, że w pierwszych tygodniach życia dziecko nie rozróżnia zbyt dobrze otaczających go ludzi (poza mamą, która wydaje się być poza konkurencją). Tymczasem już noworodek potrafi rozpoznać osoby, z którymi styka się najczęściej, i słusznie zakłada, że mają one dla niego większe znaczenie, więc ze swojej strony również je wyróżnia, np. utrzymując z nimi dłuższy kontakt wzrokowy. Jako tata masz tutaj fory, bo twój głos brzmi dla niego znajomo (słyszał cię przecież, gdy był jeszcze w brzuchu mamy). Natomiast cała reszta zależy od ciebie: chociaż nie możesz na razie zaproponować dziecku niczego, czego nie mogłoby dostać od innych, to już teraz możesz zacząć upewniać je, że to właśnie ty będziesz w pobliżu, kiedy ono będzie czegoś potrzebować.

Reguła "im wcześniej, tym lepiej" działa też w drugą stronę. Zbyt długie pozostawanie na drugim planie może sprawić, że będzie ci się potem trudniej odnaleźć się w roli taty. Nie tylko dlatego, że obsługa noworodka jest zwyczajnie łatwiejsza: chodzi też o samo oswojenie się z tym małym i dziwnym stworzeniem, które - jeżeli nie poznaje się go na bieżąco - z biegiem czasu wydaje się tylko coraz dziwniejsze. W dodatku sama rola ojca jest dzisiaj mniej precyzyjnie określona, niż kiedyś, i każdy wypracowuje ją na własną rękę, więc warto zostawić sobie jak najwięcej czasu na próby i błędy. Dzięki temu po kilku miesiącach ojcowania będziesz mógł z pełnym przekonaniem powiedzieć, że znasz swoje dziecko, a to, co z nim robisz, wynika właśnie z tej znajomości, a nie z lektury poradników czy wykonywania poleceń partnerki.

Czy mama nie jest z natury lepiej przygotowana?

Tu wkraczamy na grząski teren "natury" i tego, co z niej wynika. Poza karmieniem piersią, nie ma żadnej czynności związanej z opieką nad dzieckiem, której z definicji nie mógłbyś podołać. Ale pewnie chodzi ci o coś więcej, niż tylko to, czy potrafiłbyś zmienić pieluchę albo sprawdzić temperaturę mleka w butelce. Nawet jeżeli oboje - ty i twoja partnerka - startujecie w tych konkurencjach od zera, może ci się wydawać, że ona "zrobi to lepiej" - dlatego, że za nią stoi cała potęga instynktu macierzyńskiego, a o instynkcie tacierzyńskim jakoś nie słyszałeś. Trudno się temu oprzeć, zwłaszcza kiedy w grę wchodzą czynności, w których bardziej od "techniki" liczy się wyczucie i odpowiednie nastawienie - np. usypianie na rękach z jednoczesnym nuceniem kołysanki.

Jednak wbrew pozorom, wcale nie jesteś na z góry straconej pozycji. To prawda, że kobiety są na ogół bardziej empatyczne i częściej polegają na swojej intuicji, niż mężczyźni, ale ta prawidłowość może nie dotyczyć waszej rodziny. Nie tylko dlatego, że możesz być wrażliwym facetem, który potrafi godzinami obserwować swoje dziecko i wsłuchiwać się w cztery rodzaje jego krzyków. Również twoja partnerka nie musi być matką z obrazka, to znaczy taką, która wskakuje w macierzyństwo jak w szyty na miarę kostium. Skala reakcji kobiet na tę nową sytuację, jest niezwykle szeroka - od zachwytu i pełnej afirmacji, przez zdziwienie i niepewność, aż po kompletne wyobcowanie. W dodatku, niezależnie od tego, co przyszła mama czuła w trakcie ciąży, nie sposób tę reakcję przewidzieć.

Dlatego zamiast zakładać, że twoja partnerka od razu okaże się perfekcyjną opiekunką, której w żaden sposób nie dorównasz, po prostu dajcie sobie trochę czasu. Sprawdźcie, w czym czujecie się mocni i dopiero wtedy podzielcie "strefy wpływów".

Może się okazać, że to ty będziesz lepszym uspokajaczem, bo twojej partnerce zabraknie cierpliwości, albo po prostu nie będzie miała siły na półgodzinne huśtanie pięciokilogramowego ładunku.

A jeśli nie będę w stanie wczuć się w opiekę nad dzieckiem?

Oczywiście takie ryzyko istnieje i zwykle trudno zrobić cokolwiek, żeby mu zapobiec. Taka sytuacja będzie dla Ciebie tym bardziej frustrująca, im wyżej ustawiłeś sobie poprzeczkę: możesz nie tylko odczuwać nudę czy rozdrażnienie "przy dziecku", ale też hodować w sobie poczucie winy, że odstajesz od ideału ojca. Dlatego nie narzucaj sobie ani swojej partnerce zbyt wygórowanych wymagań. Wychowywanie dziecka nie składa się z samych przyjemności, a twojej wartości jako rodzica nikt nie będzie mierzył stopniem twojego samozadowolenia. Tłumienie w sobie negatywnych emocji, żeby nie wyjść na "złego ojca", zwykle przynosi skutek odwrotny od zamierzonego. Jeżeli masz poczucie, że z czymś sobie nie radzisz, porozmawiaj o tym z partnerką. W końcu po to jesteście razem, żeby pomagać sobie w podbramkowych sytuacjach, a takich z pewnością będzie sporo.

Brak przyjemności płynącej z przewijania czy kąpania, nie powinien jednak być argumentem za wymigiwaniem się od nich. Ideałem jest oczywiście taki podział zadań, w którym nikt nie musi robić czegoś, za czym nie przepada. Ale jeżeli żadne z was nie jest fanem np. wstawania w nocy, trudno znaleźć inne rozwiązanie niż "raz ty, raz ja". Poza tym pamiętaj, że twoja partnerka przez pierwsze sześć tygodni jest w okresie połogu, co znaczy, że nie doszła jeszcze w pełni do siebie po gigantycznym wysiłku, jakim był dla niej poród. Dlatego parytet absolutnej równości wypadałoby nieco nagiąć na jej korzyść.

Co może mnie zaskoczyć?

Właściwie należałoby zapytać, czy jest coś, co cię nie zaskoczy - w końcu przed tobą nowy i dziewiczy kontynent, który w dodatku nieustannie zmienia kształt. Jedno jest pewne: twoje dziecko będzie odbiegać od twoich wyobrażeń, chociaż nie da się przewidzieć, w jaki sposób. Najlepsze, co możesz zrobić, to obserwować uważnie jego rozwój i dostosowywać do niego swoje postępowanie. Niemniej jest kilka rzeczy, na które z góry możesz się przygotować. Jeżeli nie pojawią się - to świetnie. Jeżeli jednak pojawią się - potraktuj je jako normalny element życia z noworodkiem.

Ciągły płacz. Twoje dziecko może wpędzać cię w poczucie kompletnej bezradności, płacząc codziennie przez pół godziny lub więcej bez wyraźnego powodu. Ale nie martw się: tak robi od 80 do 90 procent noworodków. Poza płaczem „w konkretnej sprawie”, którego przyczynę bardzo szybko nauczysz się odgadywać, twoje dziecko może po prostu manifestować nim swoją obecność i próbować zwrócić na siebie waszą uwagę. Jeżeli zawiodą „klasyczne” metody na ukojenie (przytulanie, kołysanie, czułe słowa), nie pozostanie ci nic innego, jak dać mu się wypłakać w twoich ramionach. Nie staniesz się przez to złym rodzicem, a maluch z biegiem czasu nauczy się inaczej wyrażać swoje potrzeby i uczucia. Nastąpi to tym szybciej, im spokojniej będziesz podchodzić do jego napadów chandry.

Utrata wagi. Jeżeli spodziewasz się, że twoje dziecko od początku będzie rosło jak na drożdżach, może spotkać cię niemiła niespodzianka: większość noworodków chudnie w trakcie pierwszego tygodnia swojego życia. Czasem spadek wagi może wynosić nawet 10 procent w stosunku do tej, którą dziecko miało w momencie narodzin. Jednak nie ma powodu do bicia na alarm: maluch szybko nadrobi zaległości, kiedy tylko zacznie więcej jeść - bo przez pierwsze kilka dni nie będzie jadł zbyt dużo. Za to w drugiej połowie pierwszego miesiąca może przybierać na wadze już około 30 gramów dziennie! Ale nie warto specjalnie się przywiązywać do liczb i wykresów - nie tylko każde dziecko rośnie w swoim tempie, ale nawet poszczególne części ciała mogą mieć swoje własne plany rozwojowe. Dlatego jeżeli wydaje Ci się, że twój malec ma nieco za dużą głowę czy za krótkie nogi, to jeszcze nie powód, żeby przetrząsać albumy rodzinne w poszukiwaniu niewymiarowych przodków.

Depresja poporodowa. Wbrew temu powszechnemu mniemaniu może ona dotyczyć w równym stopniu kobiet, jak i mężczyzn. Jej lżejsza postać, którą Anglosasi nazywają „baby blues”, przydarza się większości świeżo upieczonych matek (co do ojców nie ma dokładnych danych). Szansa na to, że któreś z was złapie „bluesa”, jest tym większa, im bardziej intensywnie przeżywaliście poród i pierwsze godziny rodzicielstwa. Po prostu to święto, którym jest przyjście na świat nowego członka rodziny, musi się kiedyś skończyć, a wtedy miejsce początkowej ekscytacji zajmują obawy związane z tym, co przyniesie ta zmiana w waszym życiu - i czy uniesiecie jej ciężar. Nie ma na to innej rady, niż wzajemna wyrozumiałość i upewnianie się, że niektóre rzeczy - na przykład wasza miłość - pozostały bez zmian. Jeżeli któreś z was przechodzi „ostrą” postać depresji, wtedy to drugie powinno zachęcić je do sięgnięcia po pomoc psychologiczną i w miarę możliwości wziąć na siebie więcej obowiązków związanych z dzieckiem. Kiedy już oboje poczujecie się pewniej w nowej roli, będziecie mogli podzielić je bardziej sprawiedliwie, a miejsce „baby bluesa” zajmą bardziej przyziemne troski - i nowe przyjemności, o których więcej w następnym odcinku.

Praktyczne rady

Nie bój się wziąć dziecka na ręce. Wcale nie jest takie kruche, jak się wydaje. Pamiętaj tylko, żeby delikatnie podtrzymywać jego główkę (noworodek nie jest w stanie sam utrzymać jej w pionie).

Kąp niemowlę. To jeden z nielicznych obowiązków, które mogą być zarezerwowane wyłącznie dla ciebie.

Jeśli twoja partnerka nie karmi piersią, podawaj dziecku butelkę z mlekiem modyfikowanym. Czas karmienia to świetna okazja do tulenia niemowlęcia i cieszenia się kontaktem z nim.

Często pochylaj się nad łóżeczkiem. Z niewielkiej odległości niemowlę będzie wyraźnie widziało twoją twarz, a ta jest dla niego bardzo interesująca. Mów do dziecka łagodnym głosem, uśmiechaj się, rób śmieszne miny, wymawiaj przeciagle samogłoski. Ani się obejrzysz, a potomek zacznie cię naśladować.

Jeśli maluch marudzi, przytul go. W twoich ramionach szybko się uspokoi. Kojąco powinno też zadziałać na niego kołysanie i noszenie.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów