1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jest fantastycznie! Tomasz Kwaśniewski o zaletach ojcostwa

17.11.2008 13:42
Tomasz Kwaśniewski, autor bestsellerowego "Dziennika ciężarowca", opowiada o swoim dorastaniu do rodzicielstwa.
- Kiedyś uważałeś, że moment, w którym zostaniesz ojcem będzie końcem twojego życia. Przestaniesz się rozwijać, będziesz musiał odłożyć wszystko na bok i poświęcić sie całkiem dziecku. Kiedy zmieniłeś zdanie?

- Jeszcze przed narodzinami Tośki. W trakcie terapii, na którą chodziłem, z powodów, o których napisałem w "Dzienniku Ciężarowca". Dzięki temu zrozumiałem kim jestem i w jakim byłem błędzie uważając się za altruistę, podczas gdy tak naprawdę funkcjonowałem jak skończony egoista. Jednym słowem, kiedy już przestałem balować, zyskałem czas i przestrzeń. W tym gotowość na ślub i dziecko.

- Czy był jakiś moment przełomowy, zdarzenie, które diametralnie zmieniło twój stosunek do rodzicielstwa?

- Jeśli już miałbym czegoś takiego szukać, to powiedziabym, że wydarzyło się to na spotkaniu promocyjnym pewnej książki o macierzyństwie. Była tam historia kobiety, której dziecko od urodzenia wciąż wymiotowało. Przestało dopiero wtedy, gdy ta kobieta pozwoliła sobie na przeżycie żałoby po zmarłym ojcu. Wniosek był taki, że to co się dzieje z dzieckiem, jest informacją o tym, co dzieje się z jego matką. Stwierdziłem wtedy, że podobna zależność musi zachodzić także między ojcem, a dzieckiem. Po raz pierwszy pomyślałem, że dziecko nie tylko będzie ode mnie brać, ale także będzie mi coś dawać. Chociażby tę wiedzę o mnie.

Wcześniej ludzie, którym rodziły się dzieci stawali się w moich oczach takimi kuponosicielami, którzy przestają żyć życiem dorosłych: chodzić do kina, na balangi i uczestniczyć w "życiu kulturalnym stolicy", a zaczynają dziubdziać i zmieniać pieluchy. Podczas tamtej promocji zrozumiałem, że dzieci muszą też w jakiś sposób ubogacać. Dawać ludziom coś, o czym ja nawet nie mam pojęcia.

- O tym, co może dać rodzicom dziecko, mogłeś przekonać się już wcześniej, kiedy związałeś się z mamą czteroletniego chłopca.

- Tyle, że wtedy, pod względem emocjonalnym, byłem gówniarzem. Na początku wydawało mi się, że dam radę być odpowiedzialnym ojczymem. Wyobrażałem sobie, że to będzie trochę jak z młodszym bratem. Chciałem też pokazać jaki jestem wspaniały i postawiłem sobie bardzo wysokie wymagania, a potem nie byłem w stanie im sprostać. Pewnie też dlatego, że zajmowałem się tym chłopcem z obowiązku, a nie dlatego, że chciałem.

Słowo "muszę" było tu kluczowe. Niby mówiłem, że wolę zostać z małym niż iść na balangę, ale to nie była prawda, bo generalnie zawsze wolałem pójść na balangę. Chyba że byłem strasznie zmęczony, albo balanga była kiepska. Więc jak już zostawałem, uważałem to za poświęcenie i oczekiwałem pochwał. Chciałem, żeby mnie noszono na rękach i mówiono: "jaki jesteś wspaniały, że zostałeś, że nie nawaliłeś się po raz kolejny i nie przyszedłeś do domu pijaniutki o 6.00 rano". A nikt mnie na chwalił. Pamiętam też, jakie ciężkie było dla mnie wstawanie rano i prowadzenie małego do przedszkola. Jakie ciężkie były niedziele. Mieszkaliśmy przy Łazienkach i mama tego chłopca często proponowała byśmy się przeszli, po drodze zahaczyli o piaskownicę, a potem wstąpili na jakąś herbatę czy kawę. Wtedy to był dla mnie szczyt obciachu. Potwornie się na tych spacerach nudziłem i bałem, że jakiś kolega mnie zobaczy i będzie się śmiał.

- A teraz?

- Teraz uwielbiam spacery i niedziele. Wstaję raniutko i myślę "kurde, jak jest fantastycznie!" Nasza niedziela ma ustalony rytm, jest zapełniona, nie mam czasu na nudę. Spacerując z moją żoną Agnieszką i Tośką czuję się niezależny od imprez, znajomych i pieniędzy. Jestem daleko od polityki i pracy, a fakt, że tak niewiele potrzebuję, daje mi poczucie spokoju i komfortu. Kiedyś szczęście kojarzyło mi się z przyjemnością. Taką totalną, że leżysz i wzdychasz. Jak w czasie orgazmu. Dzisiaj w mojej definicji szczęścia kluczowe są spokój, niezależność i swoboda. Mam głębokie przekonanie, że teraz jest dobrze. Nieporównanie lepiej od tego, jak było kiedyś. Wcześniej stosunkowo często miałem dość życia. Myślałem: "jak coś na mnie spadnie, albo jak mnie samochód potrąci, to super". A teraz chce mi się żyć. Jak pomyślę, że palę te papierochy i mogę mieć raka, to zaraz stwierdzam, że muszę coś z tym zrobić. Ostatnio byłem nawet u lekarza w związku z moją dyskopatią. Jak na mnie to naprawdę dużo.

- Co oprócz chęci do życia, dała ci Tośka?

- Przede wszystkim pełną eksplikację tego, co to znaczy kogoś kochać. Zdarzyło mi się w życiu parę razy powiedzieć "kocham cię", ale nie dlatego, że rzeczywiście tak do końca to czułem. Moje słowa były raczej wyrazem czułości, pasowały do sytuacji i miały sprawić drugiej osobie radość. W przypadku Tośki nie spieszyłem się z ich wypowiadaniem, do momentu kiedy poczułem tę miłość bardzo konkretnie. Była taka, jak zawsze sobie wyobrażałem prawdziwą miłość - bezwarunkowa. Wiem, że moją córkę będę kochał zawsze, niezależnie od tego co zrobi, kim będzie i jaka będzie.

- Czego cię Tośka nauczyła?

- Wciąż mnie uczy cierpliwości i bycia konsekwentnym. Funkcjonowania w czasie teraźniejszym nie tylko wtedy, kiedy mnie coś bawi, ale także we wszystkich trudnych sytuacjach, od których kiedyś na różne sposoby uciekałem w przeszłość, albo w przyszłość. Przy Tośce uczę się być "tu i teraz" i robię w tym duże postępy.

- A bycia odpowiedzialnym?

- Odpowiedzialności zacząłem uczyć się już wcześniej. Do czasu terapii zawsze od niej uciekałem. Jednak później, kiedy już zdecydowałem się na dziecko, miałem pełną świadomość odpowiedzialności jaka się z tym wiąże. Podobnie było ze ślubem. Dzisiaj więc nie powiem Agnieszce przy okazji pierwszych lepszych problemów: " to koniec, zawiodłem się, inaczej sobie to wszystko wyobrażałem".

Oczywiście w detalach z tą odpowiedzialnością nie jest już tak różowo. Często chcę być taki fajny i mówię na przykład, że pozmywam naczynia. Nawet zamierzam to zrobić, ale kiedy? Nie wiem. Jak żona pyta, to mówię, że "za chwilę". I ta chwila potrafi trwać tak długo, aż ona sama bierze sę za zmywanie. Mam nadzieję, że z czasem to opanuję i jak moja córka powie, że chce się ze mną bawić, a ja nie będę mógł w tej chwili, to powiem konkretnie np. "za pięć minut". Najpierw oczywiście porządnie się zastanowię, czy to pięć minut jest realne. Zbyt dobrze pamiętam, jak moi rodzice mówili mi, że "za chwilę" mi poczytają, "za chwilę" pójdą ze mna na spacer, "za chwilę" się ze mna pobawią.. A ja odczekawszy swoją chwilę zaczynalem się domagać tego co mi obiecali. I wtedy oni się denerwowali, że wciąż zawracam im głowę. A przecież to nie była moja wina, tylko oni wysyłali niekompletne komunikaty. Nie chcę tego robić, bo dla mnie to jest wyraz braku szacunku. A ja szanuję swoje dziecko.

- Co w byciu ojcem jest najtrudniejsze?

- Powtarzalność. To, że znowu muszę zmienić Tośce pieluszkę, a ona znowu tego nie chce i to trwa, i trwa. Aż jej czasem mówię: "kurde, tyle razy to już robiliśmy, tysiąc może, a ty znowu protestujesz. Mogłabyś się kurde przyzwyczaić". Bardzo trudne są noce, kiedy dziecko choruje, albo nie chce spać. Problemem są też sytuacje, kiedy muszę córce czegoś odmówić dla jej dobra, czyli wyrządzić doraźną krzywdę, której sensu ona nie rozumie. Generalnie jednak czuję się coraz pewniejszy. Zacząłem sobie nawet dawać prawo do popełniania błędów bez obawy, że zainfekuję Tośkę moimi wadami. My z Agnieszką też czujemy się mocniejsi jako para. Przekonaliśmy się, że możemy na siebie liczyć i mieć do siebie zaufanie.

- A co Tośka wam zabrała?

- Czas spędzany tylko we dwoje. Przez te dwa lata wyszliśmy razem bez niej może pięć razy. Za pierwszym razem poszliśmy na spacer i kawę. I to już było niezwykłe, bo ja wcześniej nigdy z nikim nie chodziłem na kawę - wydawało mi się to kiepskie i czerstwe. Wtedy z Agnieszką to było bajeczne, romantyczne i niesamowite. Powinniśmy to powtórzyć. Już czas, żeby się trochę od Tośki odkleić.

- Ta myśl, że z narodzinami dziecka życie się kończy, nigdy nie wróciła?

- Czasem mam dość tego, że dziecko mnie ogranicza. Chciałbym trochę odpocząć, a nie tylko te klocki układać, czytać te książeczki, zmieniać pieluchy. Czasem przeleci mi przez głowę, że może mi na tej terapii wyprali mózg, że stałem się po niej takim osłem, który orze to pole i udaje, że wszystko jest w porządku podczas gdy to wszystko jest wielką pomyłką. Byłbym hipokrytą mówiąc, że takie myśli się nie pojawiają, ale zdarza się to bardzo, bardzo rzadko.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Zobacz także
  • Pobawmy się tato!
  • Janusz Panasewicz, wokalista Lady Pank Janusz Panasewicz: Dziecku trzeba patrzeć w oczy
  • Dziecko - życiowy sukces czy porażka?
Skomentuj:
Jest fantastycznie! Tomasz Kwaśniewski o zaletach ojcostwa
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX