Pascal Brodnicki: Dziecko to radość mojego życia

rozmawiała Kasia Michalczak
13.11.2008 , aktualizacja: 14.11.2008 12:15
A A A Drukuj
Kąpie, przewija i zastanawia się, czy wyjeżdżając za granicę w sprawach zawodowych nie traci czegoś ważnego. O tym, co chce przekazać swojemu synkowi i jak zamierza chronić go przed współczesnymi niebezpieczeństwami, opowiada Pascal Brodnicki.

Fot. Anna Bedyńska / AG
GALERIA ZDJĘĆ
- Jak się czujesz jako świeżo upieczony tata?

- Super. To radość mojego życia. Dopiero człowiek rozumie, co to jest radość, jak go to spotyka. Bo... bo jak znajomi mi pokazywali zdjęcia, "O zobacz, mój syn" to sobie myślałem, no, dziecko jak dziecko, nie? Jeżeli nie jest to twoje dziecko to nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka to jest radość. A Leo w dodatku jest bardzo grzeczny, jest duży, dużo je, no i pięknie się uśmiecha. Rano, jak wstajesz i masz piękny uśmiech, to już wiesz że siedemdziesiąt pięć procent dnia jest już super.



- Ile twój syn ma teraz miesięcy?

Czternastego będzie miał pół roku. I duży jest strasznie, prawie dziesięć kilo waży już, osiemdziesiąt centymetrów długi. Wyciąga ręce, jak coś chce...

- Jak wspominasz okres ciąży i co było w tym fajnego a jakie były trudności?

- W czasie ciąży ja niefortunnie jeszcze złamałem nogę. No i dużo czynności które do tej pory były moim obowiązkiem, Aga musiała wykonywać. Mieszkamy w starej kamienicy, w której nie ma windy, i musiała biegać po tych schodach za nas dwoje. A poza tym to ciąża była super dla Agnieszki. Dwa pierwsze miesiące były ciężkie, bo miała wymioty, ale poza tym Aga super ciążę znosiła, super się odżywiała. Dużo czytała na ten temat, wiedziała co jej wolno a co nie wolno, mówiła mi, co mam jej ugotować. Pod koniec ciąży to już miała nadmiar energii. Na tydzień przed porodem biegała po sklepie i szukała potrzebnych rzeczy.

- Słynny syndrom budowania gniazda.

- Aga była super zorganizowana, wszystko kupiliśmy przed urodzeniem małego, mieliśmy wszystko co potrzebne. Nie było tak, że w dniu porodu musimy biegać po sklepie, żeby kupić wszystkie rzeczy które będą niezbędne. Mieliśmy wcześniej wszystko. Dzięki organizacji Agnieszki.

Niesamowite jest rozmawianie z brzuchem. Na początku widzisz że brzuch rośnie. Ale w pewnym monecie dostrzegasz pod skórą małe stópki, i widzisz że dziecko się rusza pod wpływem twojego dotknięcia, no to jest niesamowite. Ja rozmawiałem dużo z brzuchem. Właśnie mówiłem do niego zawsze: "Le-o", i jak się urodził i płakał, a ja to powiedziałem, od razu się uspokoił. Nie mam złych wspomnień. Dobrze byliśmy przygotowani. My chcieliśmy tego dziecka, więc byłem w stu procentach przygotowany na to, ale dopóki on nie wyszedł z brzucha, to nie zdawałem sobie sprawy z tego że on naprawdę jest. Widzisz że jest brzuch, że się dziecko rusza, ale dopóki nie wyjdzie z brzucha, to nie wierzysz że to prawda. Dopiero jak słyszałem jego krzyk, to strasznie mnie to poruszyło. Płacz ze szczęścia. No i chcemy drugie dziecko. Musimy troszeczkę poczekać, ale nie chcemy żeby nasz syn był jedynakiem. Aga docelowo chce troje. Ja jestem bardziej nastawiony na dwoje, no zobaczymy.

- A jak było w czasie porodu?

Moja Agnieszka jest bardzo drobna, a Leo był duży, i bezpieczniejsza dla nich była cesarka. Poszło bardzo sprawnie, czterdzieści minut trwały przygotowania, a sama operacja siedem. Po siedmiu minutach już był mały na świecie. No i Aga... aż pielęgniarki były w szoku, bo ona wszystko sama robiła, nie bała się sama, od razu prysznic po operacji wzięła. Pierwszy raz to ja gowykąpałem, w krochmalu, żeby skóra się trochę wysuszyła.

- A jak sobie w ogóle radziłeś w pierwszych chwilach?

Oni wrócili do domu po dwóch dniach, w piątek, a w sobotę rano byliśmy już na spacerze. Leo na początku budził się często w nocy, więc spał z nami w pokoju, ale to trwało tylko dwa tygodnie. A potem zaczął spać już u siebie w pokoju. I już w tej chwili jego pory spania i czuwania są bardzo regularne. O dziewiętnastej, czasem o dziewiętnastej trzydzieści go kładziemy, potem o jedenastej w nocy pije jeszcze butelkę, wcześniej się budził na szóstą żeby dostać mleko, od dwóch dni woli wodę. No i o siódmej budzi się, gada do siebie przez dobrą godzinę, a my wstajemy o ósmej, czasami wcześniej... Mieliśmy też na samym początku kryzys kolkowy, przez dobre dwa miesiące, było ciężko. Ale "technika suszareczka" pomogła... To działa w ten sposób, że dziecko, jak jest w brzuchu mamy, to słyszy szum wód płodowych. Więc jak ma kolkę, to włączasz suszarkę. Oczywiście nie suszysz dziecka. I to je uspokaja. Zawijasz bardzo ciasno dziecko, żeby się czuło bezpiecznie, tak jak w brzuchu matki, i suszareczkę. I to super działa, naprawdę. My do tej pory czasami, jak on jest zaniepokojony bez powodu, to włączamy suszareczkę na dziesięć minut, wiesz, oczywiście tulimy go, i wszystko, ale też nie chcemy przyzwyczaić go, że jak płacze to od razu bierzemy go na ręce. Uważamy bardzo, żeby go nie rozpieścić.



- Co jeszcze robisz przy synku?

- No wszystko co ojciec powinien robić, ubieram go, noszę... Kąpiele, zmienianie pieluchy... Oczywiście nie robię tego w takiej skali jak Agnieszka, bo ja ostatnio dużo jeżdżę po Polsce, byłem też za granicą... Przyrządzam mu jedzenie, mleko, purre ze słodkim ziemniakiem, z marchwi, teraz od kilku dni je królika, pierwszy raz zjadł mięso. No cały obowiązek ojca i matki, no wiesz, dzielimy się. Ale Aga jest więcej z nim. Czasami jestem zły na siebie, że może tracę... Ale muszę pracować...

- Aga jest cały czas twoją menadżerką. Jak sobie radzi z godzeniem tych obowiązków?

- No telefony nie są tak punktualnie odbierane jak by mogły być. Bo jednak zajmowanie się dzieckiem to pełny etat! Czyli można powiedzieć że Aga ma dwie prace. Ale kiedy tylko ma wolną chwilę, zawsze wiadomości odsłuchuje, sprawdza mejle... No ma mniej czasu dla siebie, ale ona tak sama chciała. Nie chciała się ograniczać do zajmowania się dzieckiem i nic nie robić innego.

- Mieszkacie z dwoma psami. Jak wygląda życie z psami i z dzieckiem?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Dziecko to radość mojego życia 13xm 20.12.08, 16:20

    To jest człowiek ewenement.. Im dłużej przebywa w Polsce tym gorzej mu wychodzi ten język ;)Poza tym pozdrawiam :)»

  • Dziecko to radość mojego życia dyngos 20.12.08, 18:59

    on - polszczący się coraz bardziej półpolak, ona polka, ale dziecku dali na imię "Leo". co sprawia, że wystarczy kropla obcej tradycji w rodzicach i już nie wybiera się dzieciom polskich »