1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Chwyciłem go za grzywkę

Odkąd zostałem tatą, cały czas na coś czekam. Właściwie jeszcze nim zostałem tatą, już czekałem. Czekałem aż Jo się urodzi. A gdy się urodził, znów czekałem. Na pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek. Czekałem, aż urodzi się Je.
Razem z żoną wyczekiwaliśmy, kiedy obrócą się na brzuszek, przesuną na kocyku o kilka centymetrów, prześpią noc. Aktualnie czekamy, aż Je zrozumie, czym jest nocnik. Podsuwamy Jo dwukołowy rowerek i czekamy, kiedy zacznie na nim śmigać. Pewnie nim się obejrzymy, wyrosną nam młodzieńcy, poproszą o kluczyki do samochodu i pojadą z kwiatami do swoich dziewczyn. Ale dziś. śpią w swych łóżeczkach. I rosną. Tacy jak dziś nie będą już nigdy. Jutro obudzą się o dzień starsi. O ćwierć milimetra wyżsi. Staramy się o tym pamiętać.

Trzy lata temu podróżowaliśmy po Namibii. Gościliśmy w domu Gerrita i Surete, małżeństwa Afrykanerów. Ośmiomiesięczny Jo bawił się na dywanie z Bąblem, miejscowym szczeniakiem. Wtedy stało się to coś, na co czekaliśmy. Nasz synek po raz pierwszy samodzielnie usiadł. Gerrit uśmiechnął się, a ja spytałem go, czy pamięta, jak jego córki zaczęły siadać.

- Nie - pokręcił głową. - Nie pamiętam takich rzeczy, jak pierwsze słowa czy pierwsze kroki moich dzieci, bo to był czas, kiedy prawie nigdy nie było mnie w domu.

Gerrit pracował wcześniej w wielkim koncernie w RPA. Pracował tak ciężko, że przegapił całe to obracanie się na brzuszek, pierwsze ząbki i uśmiechy. By ratować wspólny czas, przenieśli się z Surete i dziewczynkami na kompletne odludzie. Spróbowali nowego, farmerskiego życia. Nie łatwiejszego, ale lepszego, bo. życia razem.

Zapamiętałem jego słowa. Gdy patrzę dziś na śpiących Jo i Je, czuję szacunek dla Gerrita i Surete z dalekiej Namibii. Dla ich decyzji. Wspomnienie tamtych chwil przypomina mi, jak cenny jest czas spędzany wspólnie, jak ważne, by to, na co czekam. zwyczajnie mnie nie ominęło.

W greckiej mitologii pojawia się postać o imieniu Kajros. To bożek czasu. Jest trochę zaniedbanym bogiem. Nie uczą o nim w szkole, a szkoda. Osobiście bardzo go lubię.

Kajros włada czasem, ale nie tym, który płynie jak rzeka, lecz tą chwilą krótką, w której wszystko się dzieje. Ma skrzydła niczym anioł i długą grzywkę opadającą na czoło, z tyłu głowy zaś jest łysy jak kolano. Gdy spotkasz Kajrosa, masz moment, by wykorzystać okazję. Chwycisz go za czuprynę i zatrzymasz. albo chwila minie. Kajros pogna dalej. Wtedy będzie za późno, nie będzie za co złapać.

Niektórzy w ogóle go nie zauważają. Ja przeciwnie. Mam wrażenie, że Kajros krąży wokół bez ustanku. Jestem pewien, że był przed trzema laty w domu Gerrita i Surete, gdy Jo bawił się na dywanie z Bąblem. Ujrzał, jak maluch siada, rozdziawił usta w zdumieniu i na moment zamarł w bezruchu. Nie zastanawiałem się długo. Chwyciłem go mocno za grzywkę.

Więcej o: