1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Pierwsze wyjście dziecka

Zadzwonił domofon. Zwolniłem zamek. Rozległo się pukanie. Otworzyłem drzwi. I nikogo nie zobaczyłem. Bo patrzyłem nie tam, gdzie trzeba. A mianowicie w dół.

- Czy jest Tosia? - usłyszałem cieniutki głosik. I dopiero wtedy go zauważyłem. Jasnowłosego chłopca.

- Jest - powiedziałem. A potem się odwróciłem i zawołałem córkę:

- Kolega do ciebie.

Pierwszy raz coś takiego działo się w moim życiu, ale tak to się chyba robi.

Przybiegła, a ja taktownie się usunąłem. Coś tam poszeptali.

- Tato, czy mogę wyjść sama na dwór? - zapytała.

- Chyba z kolegą?

- No tak, ale bez was?

O rety, moja córeczka mała, sama...

- Jasne, córeczko, tylko proszę, uważaj na siebie. I wróć niedługo. I zbytnio się nie oddalaj. W ogóle...

Poszła.

A my najpierw się pośmialiśmy. Na zasadzie: o kurczę, nasza córeczka bez nas, ho, ho, jak ten czas szybko leci. A potem zagryźliśmy palce. No, bo jak ktoś ją porwie? Albo coś jej do głowy strzeli? Gdzieś polezie? W coś lub pod coś wpadnie?

Jestem zwolennikiem osiedli otwartych. Wiecie, że nie ma płotu. Ale nagle pożałowałem. No, bo o ile byłoby bezpieczniej. To znaczy wiadomo byłoby, że nigdzie nie polezie, a przynajmniej można by jej powiedzieć: nie wychodź za płot. A tak to co? Jak mam określić pole jej działania? No i można by się oszukiwać, że na osiedlu zamkniętym jest mniejsza szansa, że spotka kogoś przypadkowego, kto...

- Ja nie żyłem za murem, a jednak żyję - przypomniałem sobie. A potem, minęło może z piętnaście minut, poszedłem sprawdzić, co tam u niej słychać. Była na placu zabaw. Z kolegami i koleżankami. Bandą taką.

- Super - pomyślałem. - Ekstra. - I poczułem dumę. Z niej, że taka dzielna, oraz z siebie, bo przecież moja też w tym zasługa.

Piętnaście minut później Tośka już była w domu. Ale tylko po to, żeby wziąć rower.

- Czy naprawdę musisz... - chciałoby się ją zatrzymać.

- Chcę - nie było nawet mowy.

I od tamtej pory jest już mniej więcej tak, że Tosia wychodzi z domu. A my truchlejemy. Bo to przecież nie takie oczywiste, że ona wróci. Cała i zdrowa. Ale o dziwo wraca. I opowiada. Rozentuzjazmowana. Na przykład o tym, że było super, ekstra, bo poszli do śmietnika i tam jeden z chłopaków, trochę starszych, zdjął majtki i sikał.

- Ale ty, jak ci się zachce, to lepiej przyjdź do domu - powiedziałem.

- Ale dlaczego, tato? Przecież to było ekstra.

- Bo my, córeczko, jesteśmy z tych, którzy sikają w ubikacji. Poza tym pomyśl, jakby to było, gdyby wszyscy załatwiali się na podwórku. Jaki byłby smród...

- No, ale psy...

- Nie jesteśmy psami.

Czasami nachodzi mnie też myśl, że powinienem jej powiedzieć, przekazać, kilka rodzicielskich rad, czy raczej przestróg. Nachodzi mnie to przeważnie wtedy, gdy właśnie wyszła z domu. Typu: - Pamiętaj Tosiu, żeby nie brać od obcych niczego do jedzenia. Nie chodzić...

- ...z nieznajomym do jego mieszkania. Tak, wiem, tato.

- A skąd, kochana?

- W szkole był pan strażnik miejski i nam o tym mówił. Tak samo jak o tym, że jak idzie pies, to nie wolno biec. Jeśli mimo to się na nas rzuci, to trzeba się zwinąć w kulkę. I pokazał jak.

Hm..., niezła jest ta szkoła.

Więcej o: