1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Zakupy

Tato, obiecałeś, że kupisz nam coś słodkiego! - A może sama pójdziesz i sobie kupisz? - powiedziałem. I natychmiast pożałowałem
Nie mogłem jej na to pozwolić. I to nie dlatego, że jeszcze nigdy nie puściłem jej samej do sklepu. Po prostu nie mogłem pozwolić jej teraz. A to dlatego, że bardzo się śpieszyłem.

Kurczę, wszystko przez to, że pod domem nie było gdzie zaparkować. No, bo plan miałem taki, że jak już wysiądziemy, to zahaczymy o sklep, kupimy coś słodkiego, a potem biegiem do domu przepakować torbę i gazem na rysunek. Ale nie było tego przeklętego miejsca, więc zaparkowaliśmy z zupełnie innej strony, a tam po drodze nie ma żadnego sklepu, więc

- Obiecałeś, że kupisz nam coś słodkiego!

- To prawda, córeczko, ale zaparkowaliśmy w zupełnie innym miejscu, więc moja propozycja jest taka, żebyśmy to zrobili w drodze na rysunek.

- Obiecałeś, że kupisz nam w drodze do domu!

I wtedy właśnie zaproponowałem, żeby sama poszła do sklepu i sobie kupiła, co trzeba. A ona aż pokraśniała w związku z tą propozycją.

- A co zamierzasz kupić? - zapytałem.

- Jeszcze nie wiem - odpowiedziała, a ja wyobraziłem sobie, jak stoi przed sklepową półką, jak nie może się zdecydować, mijają cenne minuty, a ona w końcu chwyta coś największego, najsłodszego, najbardziej chemicznego.

- Nie mogę cię puścić samej - powiedziałem i oczy jej przygasły. Ale wtedy na to nie zareagowałem, bo byłem na nią wściekły. Że nie może, kurczę pieczone, odpuścić tego głupiego batonika, poczekać na niego piętnaście minut dłużej.

Wieczorem spotkałem koleżankę, mamę pięcioletniej Tosi, która mi opowiedziała, że jak jej córeczka idzie do przedszkola, to najpierw jej tata zjeżdża do garażu, rozgrzewa samochód, a potem podjeżdża pod windę i czeka tam na Tosię.

- Która, wyobraź sobie, sama zjeżdża windą. I mówię ci, taka to dla niej przygoda, takie przeżycie i taka jest z siebie dumna

Zrobiło mi się strasznie przykro. Oczywiście nie z powodu tej opowieści, tylko dlatego, że ja swojej Tosi czegoś podobnego dzisiaj odmówiłem. Ba, ja jej dałem do zrozumienia, że ja uważam, że ona nie potrafiłaby pójść do sklepu i kupić batonika.

Na drugi dzień gotowałem zupę.

- Tosiu, czy miałabyś ochotę pójść do warzywniaka?

Cała pojaśniała. A potem mnie poprosiła o sporządzenie listy.

- Bo albo o czymś zapomnę, albo mi się coś pomyli. Wiesz, jak tym dziewczynkom z Bullerbyn.

No, to sporządziłem listę.

Dałem pieniądze.

Poszła.

Poważna.

Skoncentrowana.

Po pięciu minutach, a może nawet szybciej zacząłem się niepokoić.

Czy nikt jej nie zaczepi?

Czy nie zawstydzi się sprzedawcy i da radę poprosić?

Czy się nie zgubi?

Czy naciśnie odpowiedni guzik na domofonie?

Czas zaczął się strasznie dłużyć.

Wróciła.

Z zakupami.

Dumna.

Zadowolona.

Szczęśliwa.

I wiecie co?

Ja też byłem dumny. Zadowolony. Szczęśliwy.

Więcej o: