1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Tata na wychowawczym

Zbliża się koniec roku, czas więc na pewne podsumowania. Moje wygląda mniej więcej tak...
Mniej więcej w styczniu zacząłem myśleć o tym, by od sierpnia pójść na urlop wychowawczy. Po pierwsze, dlatego, że wtedy dowiedziałem się o tym, że mogę coś takiego zrobić.

Po drugie, Agnieszka jakiś czas wcześniej wróciła do pracy, wróciła ostro, musiałem się więc posunąć, a i tak z czasem zaczęło to kolidować.

Po trzecie, Tosia od września miała iść do szkoły, Franio do przedszkola, więc sobie pomyślałem, że dobrze, gdybym im w tym asystował.

Po czwarte, niania, która do tej pory opiekowała się Franiem, nie bardzo chciała się zgodzić na redukcję swojego wynagrodzenia, co musiałoby nastąpić, w momencie gdy Franio poszedłby do przedszkola.

- Nie stać mnie na to - myślałem - by za połowę czasu, który kiedyś spędzała z Franiem, płacić jej prawie tyle samo.

Natomiast niani nie stać było na to, by zarabiać o połowę mniej. Rozumiałem to bardzo dobrze.

Po piąte, nie chciałem zatrudniać nowej niani, takiej na kilka godzin, a to dlatego, że po pierwsze, nasza dotychczasowa niania jest najwspanialsza, najcudowniejsza na świecie, a po drugie, nie chciałem, by zarówno Franio, jak i Tosia musieli się znów do kogoś przyzwyczajać. Zwłaszcza że oboje i tak czekały zmiany w postaci przedszkola i szkoły.

Policzyłem więc nasze dochody i wyszło, że jak oszczędzimy na niani plus różne moje fuszki, które będę robił w nocy, tudzież wtedy, gdy dzieci będą w przedszkolu i szkole, wyjdziemy na swoje.

A mimo wszystko się jednak wahałem.

No, bo w sumie jak to tak bez pracy. Takiej wiecie, że rano się wstaje, się idzie, się wraca. To już zupełnie nie będę miał nic swojego.

- A jednak - tak myślałem - to przecież i tak jest kwestia czasu, gdy z pracy mnie wyleją, w sensie z etatu zwolnią, bo czasy idą takie, że etatów, przynajmniej w moim zawodzie, zawodzie dziennikarza, niedługo już nie będzie. Warto więc spróbować żyć właśnie tak, jakby już tak było.

Zresztą w ogóle miałem ochotę spróbować takiego nie spętanego reżimem pracy życia.

Kurczę, dzięki dzieciakom odpępniłem się nie tylko od mamusi i tatusia, ale również od struktury, w której pracowałem kilkanaście lat. Bo nie wiem, jak wy, ale ja firmę, w której jestem zatrudniony, traktowałem jak matkę.

Nie, nie przeszedłem na utrzymanie żony, bo wciąż zarabiam. To tu, to tam. A jednocześnie zajmuję się dziećmi, wożę je na karate, rysunek, taniec i mogę z dumą powiedzieć, że miałem swój udział w tym, że Tosia w szkołę weszła bezboleśnie, a Franio ciut boleśniej w przedszkole. A już z pewnością mogę powiedzieć, że w tym im asystowałem.

Nauczyłem się też gotować. Nie to, że frykasy, choć coś fajnego też już potrafię zrobić, ale naj-ważniejsze jest to, że przygotowanie ciepłego posiłku przestało być dla mnie kłopotem.

Zyskałem pewność siebie. Że potrafię jednocześnie zarobić i zaopiekować się dziećmi. Im ugotować, zawieźć je na zajęcia. Potrafię też poprosić o pomoc babcie, dziadka i tę pomoc uzyskać. Polubiłem też swoje mieszkanie.

Kurczę, póki nie poszedłem na wychowawczy, w zasadzie nie było takiego dnia, bym był w tym mieszkaniu sam. W ogóle nie przebywałem w nim dość często, a już z pewnością nie bardzo się w nim czułem. A teraz owszem.

W ogóle czuję się dojrzalszy. Bardziej samodzielny. Pełniejszy. I zapuściłem brodę.

Niektórzy żartują, że jestem kobietą z brodą.

Więcej o: