1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Boję się szkoły i nauczycieli. Zakompleksionych, zmanierowanych i często niedokształconych" [FELIETON]

1 września to dla mnie potrójna trauma: rocznica wybuchu II Wojny Światowej, urodziny mojego serdecznego przyjaciela (zawsze się źle kończą, nieważne jak dobrze by się zaczęły) i właśnie pierwszy dzień w szkole.
Tak jak obiecywał Henio z Tesco wyrok początku edukacji został odroczony o jeden dzień.

I zaczęło się. 1 września nadszedł w sposób spektakularny. Od rana powitała nas iście jesienna pogoda nie dając nam w niedziele zapomnieć, że wakacje właśnie dobiegają końca. Osobiście mnie to jeszcze nie dotyka, bo dziecko mam w przedszkolu działającym cały rok, co nie zmienia faktu, że co roku coraz bardziej się zastanawiam, jak to będzie, gdy przedszkole się skończy. Coraz bardziej się martwię, bo nie wiem, kiedy przedszkole się skończy. Tutaj mogę podziękować tym wszystkim politykom, którzy o moją głowę pełną zmartwień się troszczą dostarczając mi kolejnych niewiadomych. Nie wiem czy moje dziecko pójdzie do klasy 0, czy do zerówki, czy od razu do pierwszej. Nie wiem czy w ogóle dostanie się do szkoły (bo może zaraz zniosą obowiązek edukacji).

Nie wiem, jak chory musi być umysł, który doszedł do takich wniosków.

Od strony rodziców dzieci, które zaczynają edukację też nie jest łatwo. Wysyłamy do SZKOŁY (to te miejsce gdzie uczą i rozwijają) dziecko, które umie czytać i liczyć, po czym dowiadujemy się, że w pomieszczeniu edukacyjnym, zwanym klasą, te dzieci przez kolejny rok nie zobaczą na oczy literki. Nie wiem, jak chory musi być umysł, który doszedł do takich wniosków. Nie wyobrażam sobie jak wielkich zniszczeń w edukacji podstawowej osoba, która na ten pomysł wpadła, doznała, ale szczerze współczuję - dajcie mi adres, to wyślę kwiaty i misia, bo na pewno potrzebuje przytulania.

Boję się również samych nauczycieli. Zakompleksionych, zmanierowanych i często niedokształconych.

Ludzi, którzy przez większość życia uczyli się jak uczyć rzeczy, których nie rozumieją. Ludzi, którzy nie potrafią wytłumaczyć, skąd wiedza którą przekazują się wzięła. Bo studia pedagogiczne powinny być uzupełnieniem konkretnej specjalizacji. Powinny być dla osób, które w swoim życiu już coś przeżyły i chcą się tą wiedzą podzielić. Jakie doświadczenia życiowe może mieć 19- latek(a), który wybiera kierunek studiów samemu jeszcze będąc osobą niedoświadczoną i potrzebującą ukierunkowania w życiu? Jaką wiedzę na temat współczesnego świata może przekazać osoba, która pracuje w zawodzie od 20 lat i od 15 ma gotowe te same lekcje - gotowce, za które sama piętnuje uczniów? Jaką wiedzę może przekazać najgorszy student z mojego roku, który dumnie mi oświadczył, że został na uczelni i uczy kolejne pokolenia? Na to ostatnie znam odpowiedz - nauczy ich mniej niż sam wie a tym samym, każde kolejne pokolenie będzie uczone poniżej minimum ustawionego dla pokolenia wyżej - istna idiokracja (nie bez przyczyny ostatnio była w ramówce telewizyjnej).

Patrząc na efekty reform z ostatnich lat wątpię, czy posyłanie dzieci do szkoły ma jeszcze jakikolwiek sens.

Miałem szczęście pisać jeszcze starą maturę, nie chodziłem do gimnazjum i jakoś dziwnie czuję się lepiej od osób, które te reformy objęły. Z roku na rok wychodzą kolejne roczniki ludzi niedoedukowanych, podchodzących do matury tak jak ja do I Komunii - "musi być, ale nie wiem po co". Nastawione roszczeniowo i nie dające nic w zamian.

Mojemu pokoleniu zdawało się, że jest pokoleniem straconym, że wyż demograficzny (gdy już potrafiliśmy to przeliterować i zrozumieć sens) da nam ostrego kopa w d . Myśleliśmy, że nasza edukacja w klasach po 35-40 osób nic nie da, bo wszyscy nam mówili, że to nie są warunki do nauki. A jednak udaje się nam. I udaje się nam wszystko to, co nie wychodzi złotym pokoleniom reform. Mamy pracę, szkoła nauczyła nas, brzydko mówiąc "kombinować". Potrafimy dostrajać się do aktualnych potrzeb rynku. Może to dlatego, że byliśmy w centrum o wiele większych zmian, zmian całego państwa. Nie wszyscy są prezesami, bo na prezesów też musi ktoś pracować, ale większości udało się po prostu po ludzku żyć.

Boję się pierwszego dnia szkoły.

Bo wiem, że chcąc dla dziecka jak najlepiej w życiu, będę przez kolejne parenaście lat musiał walczyć z głupotą osób, które teoretycznie powinny życia dziecka uczyć. Bo szkoła nie uczy liczenia, czytania czy budowy anatomicznej samicy słonia. Szkoła uczy nas jak przygotować się do życia bez niej. Uczy jak omijać pułapki przez życie zastawiane. Uczy nas jak najszybciej uporać się z problemem i kto może nam w tym pomóc. Tylko czy rzeczywiście szkoła tego uczy?



Więcej o:
Komentarze (101)
"Boję się szkoły i nauczycieli. Zakompleksionych, zmanierowanych i często niedokształconych" [FELIETON]
Zaloguj się
  • klamkas

    Oceniono 810 razy 622

    Ja się boję rodziców, którzy wszystko wiedzą najlepiej - łącznie z tym jak dziecko nauczyć fizyki i chemii. I takich, którzy tak doskonale znają sytuację, ale nie wpadli na to, że nauczyciel nie może korzystać z jednego gotowca od 15 lat, bo w między czasie kilkukrotnie zmieniła się podstawa programowa i przynajmniej dwukrotnie wprowadzono duże zmiany w systemie nauczania.

    A najbardziej boję się rodziców, którzy mają przekonanie, że to szkoła jest odpowiedzialna za naukę życia i rozwiązywania problemów... Na pewnym poziomie to prawda. Ale to przede wszystkim rola rodzica. To nie tylko szkoła nauczyła ofiary reformy edukacji takiego a nie innego podejścia - to przede wszystkim rodzice nauczyli, że im się wszystko należy, że świat należy do nich, że można wszystko mieć, a niczego nie dawać w zamian. To rodzic nauczył, że jeśli supermądre dziecko (oczywiście, przecież każde musi takie być) słabo sobie radzi z matematyką, to nie musi samo pracować - wszystko magicznie naprawi korepetytor, od którego oczekuje się, że bez wysiłku dziecka "wtłoczy" mu do głowy materiał, absolutnie nie da zadania domowego (bo przecież za to mu rodzic płaci, żeby on te zadania rozwiązał). To nie szkoła, tylko rodzice płacą dzieciom (przykład leniwej gimnazjalistki) za korepetycje z HISTORII, zamiast zagonić ją do podręcznika. To rodzice uczą, że można robić co chce, a spotkać cię mogą tylko te dobre konsekwencje. To rodzice nie poświęcają dzieciom czasu zwalając swoje obowiązki najpierw na szkołę, potem na korepetytora, ratownika na basenie, anglistkę, instruktora jeździectwa, na szkółkę baletową, a wyrzuty sumienia zagłuszają dając dziecku w tych nielicznych chwilach uwagi to, czego akurat najmniej mu potrzeba - pieniądze, nowy gadżet, ekstra bluzkę, którą zaszpanuje przed koleżankami.

    To nie szkoła rodzi sobie dzieci...

  • myslownicelife.blogspot.com

    Oceniono 405 razy 355

    Proponuję poznać gramatykę języka polskiego, by uniknąć w przyszłości takich na przykład kwiatków:
    "Wysyłamy do SZKOŁY (to te miejsce gdzie uczą i rozwijają) dziecko..." - powinno być "to to miejsce" lub "to te miejsca". Ponadto proponuję dokształcić się w kwestii wykształcenia nauczycieli, aby nie obwieszczać "odkrywczo", że "bo studia pedagogiczne powinny być uzupełnieniem konkretnej specjalizacji" :( Otóż pedagogika nikogo nie upoważnia do nauczania czegokolwiek w szkole. Uprawnienia takowe dają wyłącznie studia z "konkretnej specjalizacji" właśnie - przykładowo na kierunkach: matematyka, chemia, fizyka, geografia, filologia polska albo edukacja wczesnoszkolna tudzież nauczanie zintegrowane, które nawiasem mówiąc, aby było skuteczne, wymaga ogromnego talentu i jeszcze większej wiedzy o rozwoju dziecka, o działaniu jego mózgu, wreszcie o dydaktyce służącej skutecznemu przekazywaniu tak podstawowych umiejętności, jak dodanie dwa do dwóch, co nie jest proste w przypadku człowieka niepotrafiącego jeszcze abstrakcyjnie myśleć, a człowiekiem takim jest sześcio i siedmiolatek.
    I na koniec:
    Boję się. Mediów, w których brak środków na zatrudnienie dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia, legitymujących się zdolnością do pogłębionej refleksji, podstawową znajomością języka ojczystego i wynikającym z tego poczuciem wartości, którego braku nie będą sobie rekompensować nieudolnym wyżywaniem się na nauczycielach. Gdyż Pan Autor niczym się nie odróżnia od wspomnianych z taką pogardą przedstawicieli młodszego (gorszego) pokolenia. Nawet jeśli zdał starą maturę i nie ukończył gimnazjum.
    Jednakże cel felietonu został osiągnięty - wywołał pełen oburzenia odzew czytelników. Znać, że podstawy sztuki gatunku obiły się Autorowi o uszy. I tyle. Bo do Prusa bardzo mu daleko.

  • zakopane7777

    Oceniono 273 razy 235

    Rozumiem. Czyli nauczycielem ma zostać jakis dyrektor firmy, który po 20 latach praktyki ma zrezygnować z pensji 15 000 miesiecznie i sam z siebie zamienić ja na 1 200 i uczyć pana/pani dzieci. Tak? Bo jak tak chce! Tup, tup, tup nóżkami. Tylko to tup, tup robi dorosły rodzic, a nie dziecko w sklepie z zabawkami.

    "Szkola powinna uczyc zycia, a nie budowy anatomicznej slonia" - ok, a na studia medyczne egzaminy beda z tematow zyciowych - co zrobic jak nie ma pieniedzy, albo co zrobic jak rozwioda sie rodzice. Tak? Kurde, kto jest autorem tego tekstu? Strach chodzic po polskich ulicach.

  • szary_user

    Oceniono 139 razy 111

    Panie Marcinie, Pan się za bardzo przejmujesz.
    Pomyśl Pan tak: skoro ja chodziłem do szkoły i żyję to i dzieciakowi krzywda się nie stanie.
    Przecież jesteś Pan młody i niewiele się zmieniło od kiedy skończyłeś Pan szkołę.
    Ja podchodzę do tego na umiarkowanym luzie, bo nawet jeśli szkoła coś w dziecku zepsuje, to rodzic przecież władzą nadrzędną jest i może zawsze wady powstałe w styczności z polskim systemem edukacji naprostować.
    A nauczyciel też człowiek, może być lepszy lub gorszy, mylić się i nie chcieć się do błędu przyznać, to loteria taka sama jak pobyt w szpitalu.
    Weź Pan oddech i zdrowia Pan nie psuj rozmyślaniem nad rzeczami na które nie masz Pan wpływu.

  • gosc_06

    Oceniono 118 razy 100

    Trzy krótkie uwagi.

    1. "dajcie mi adres, to wyślę kwiaty" - Szucha 25, Warszawa, dowolny departament.

    2. "Ludzi, którzy nie potrafią wytłumaczyć, skąd wiedza którą przekazują się wzięła. Bo studia pedagogiczne powinny być uzupełnieniem konkretnej specjalizacji". Nie wiem, skąd ma Pan informacje. Nauczyciele przedmiotowcy są absolwentami "normalnych" studiów, najczęściej 5-letnich, uniwersyteckich, w większości nawet nie specjalności pedagogicznej, ale z tak zwanym "blokiem dydaktycznym".

    3. "Jaką wiedzę może przekazać najgorszy student z mojego roku, który dumnie mi oświadczył, że został na uczelni i uczy kolejne pokolenia?". Wie Pan, najsłabszy student z mojego roku jest doradcą metodycznym i ekspertem MEN, jednym z twórców reformy programowej firmowanej przez p.Hall.

  • sayuri70

    Oceniono 102 razy 82

    Autorze poczytaj siebie i zastanów się czy to nie Twoje uprzedzenia i przekonanie co do własnej nieomylności
    mogą wyrządzić dziecku krzywdę. Brakuje jeszcze tego żebyś swoje lęki przekazywał dzieciom !

    Problemem edukacji jest oczywiście szereg idiotycznych reform, brak środków i logiki zarządzania nią,
    ale poważna kwestia to też relacja rodzic- nauczyciel. W ostatnich latach to się strasznie zepsuło. Przecież wszystkim chodzi o dobro dziecka....Niestety nagonki medialne osób, które nawet nie wysilą się na odrobinę obiektywizmu, robią swoje. Kolejny przykład szczucia......
    A przecież można by budować jakiś dialog bez napastliwości. Co z tego, że w komentarzach usprawiedliwia się Pan, że nie chodzi mu o wszystkich.. To tak jak na pierwszej stronie nazwać kogoś złodziejem, a na ostatniej przeprosić..
    I jeszcze jedno. Szkoła nie zrobi wszystkiego, Pan jako tata ma do zrobienia bardzo dużo i niech mi pan uwierzy: jeżeli dziecko będzie miało mądrą wspierającą rodzinę zawsze da radę. Proszę spać spokojnie, a przed snem poczytać dziecku.....cokolwiek.....byle nie ten felieton ;)

  • croyance

    Oceniono 78 razy 76

    Panie Sztetter, pan sie boi niedoksztalconych nauczycieli, a ja sie boje niedoksztalconych dziennikarzy, ktorzy robia takie byki stylistyczne i interpunkcyjne jak Pan ...

  • chaujot

    Oceniono 67 razy 67

    A Pan autor to ten słynny Pan od artykuliku że do czystej Warszawy wszy przywożą "słoiki". Myślałem że po tamtych wypocinach już nikt nie da mu nic napisać, a tu taka niespodzianka. Współczuję już dziś nauczycielom którzy będą uczyć Pana dzieci.

  • alik.13

    Oceniono 65 razy 65

    "Bo wiem, że chcąc dla dziecka jak najlepiej w życiu, będę przez kolejne parenaście lat musiał walczyć z głupotą osób, które teoretycznie powinny życia dziecka uczyć. "
    Nikt nie mówił, że bycie rodzicem to łatwe zadanie. Nie każdy do tego dorósł.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX