1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Moja córka zamienia się w różowego kucyka! Stygmatyzujemy dzieci ze względu na płeć i baaaardzo mi się to nie podoba!

Skąd wiem, jak się nazywają wszystkie koniki w odcieniach pastelowych? Bo moja córka jest ukierunkowywana (przez przedszkole, tv) w stronę niskowykwalifikowanego robota. Bo brak myślenia i wyciągania wniosków jest DLA DZIEWCZYNEK.
Próbowaliście kiedyś zrobić zabawkę dla dziecka?

Jeżeli nie macie zdolności, to jesteście w kiepskiej sytuacji. Drewniane cuda z drewna, które teraz królują w sklepach (nie chodzi mi o szwedzki dyskont z klopsikami) chodzą po kosmicznych cenach. Dlatego, razem z po prawicy panującą, stwierdziliśmy, że zabawki dziecku robić będziemy sami. Oczywiście nie wszystkie, ale te wyjątkowe. Te, w które "tatuś z mamusią wkładają całe swe serce". Zaczęło się od pluszaków-filcaków. Zabawa przednia. Najlepiej bawią się sami rodzice i serdecznie taką formę spędzania wolnego czasu polecam. Problem polega na tym, że te zabawki podobały się tylko przez krótką chwilę (taaaa, zostaliśmy docenieni stwierdzeniem "może być").

Drewno, choćby i diamentem strugane a złotem malowane przegra z różowym plastikiem i nylonowym włosem.

I to napawa mnie prawdziwym smutkiem - gust naszych dzieci raczej nie ma szans ewoluować w dobrą stronę.

Największa tandeta jest "cool"

Wystarczy spojrzeć na reklamy zabawek by totalnie się załamać i stracić nadzieję na przyszłość. Największa tandeta jest "cool", bo krzyczą o niej reklamy w tv i internetach. Cytując inżyniera Mamonia: "Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem". Umysły naszych dzieci są wyjątkowo ścisłe. Po prostu podoba im się to, co już gdzieś widziały. A oknem na świat naszych pociech jest telewizja i otoczenie. Nie ma co się oszukiwać, trendseterami dla młodych nie jesteśmy, bo my to jesteśmy stare zgredy, na które kiedyś sami narzekaliśmy.

Czego tak naprawdę nie znoszę w zabawkach?

Zaszufladkowania i odzierania dzieci z wyobraźni (projektant zrobił to za nas). Dopóki moja córka bawiła się tym, co jej się podobało, nie było jeszcze tak źle. Była fanem pewnego gadającego samochodu i jego zardzewiałego kumpla. Lubiła tworzyć coś sama (i ze mną) używając dostępnych w okolicy elementów konstrukcyjnych. Obok leżała (życie chroń przed babciami!) podarowana lalka B., która nie wzbudzała żadnych emocji.

Niestety nabywanie umiejętności społecznych (czytaj: poznawanie nowych koleżanek, niektórych naszpikowanych przez najwyraźniej "niedopieszczone" mamusie różem i innym przesłodzonym draństwem "made for your daughter") zaczęło wywoływać reakcję: "nieeee, to jest dla chłopaków". Rodzina lalek B. się rozrosła, a na parapecie zagościły kolorowe mityczne parzystokopytne. W dodatku pogłębiały się u dziecka kompleksy, bo jak wytłumaczyć 4-latce, że namalowany prze nią konik nie przypomina tego z obrazka? Że jej ręce i wyobraźnia nie są jeszcze dostosowane do takich form ekspresji. Że musi ćwiczyć, żeby się nauczyć. A jej się ćwiczyć nie chce, bo łatwiej dostać plastikową zabawkę.

Co spowodowało taką zmianę w preferencjach mojej córki?

Przedszkole! To jasne, skoro proces ten zaczął narastać 2 tygodnie, odkąd zaczęła chodzić do przedszkola.

A ja z zazdrością patrzę na synów znajomych, którym wtłacza się w głowę informacje:

- o ziemi, bo globus jest DLA CHŁOPAKÓW

- o dinozaurach, których nazw nawet ja nie potrafię wypowiedzieć, bo dinozaury są DLA CHŁOPAKÓW

- o samochodach, ich osiągach, bo samochody są przecież DLA CHŁOPAKÓW,

- o kosmosie i podróżach w najodleglejsze części wszechświata, bo kosmonauci i statki kosmiczne są, jak wiadomo, DLA CHŁOPAKÓW.

W zamian wiem:

- jak się nazywają wszystkie koniki w odcieniach pastelowych, bo jednorożce i pegazy są DLA DZIEWCZYNEK

- jak się nazywają księżniczki z bajek, bo księżniczki są DLA DZIEWCZYNEK

- czym różni się spódniczka od sukienki i jak ważne jest by dzisiaj wyjść w różowej, bo moda jest DLA DZIEWCZYNEK

- wiem, że dziecko rozwija mi się w strone niskowykwalifikowanego robota, bo brak myślenia i wyciągania wniosków jest DLA DZIEWCZYNEK

Stygmatyzujemy społecznie dzieci ze względu na płeć i baaaardzo mi się to nie podoba. Ponieważ chce być sprawiedliwy to muszę dodać, że to działa też w drugą stronę, bo jak chłopiec chce się bawić lalkami i tańczyć w balecie, to mu się tego zabrania!

Chłopcy w pewnym momencie się oburzą, czemu mają wiedzieć więcej od koleżanek. A dziewczynkom pewnie nie uda się już wytłumaczyć, że wiedza to coś więcej niż znajomość metod na zmywanie lakieru z paznokci.

Udało mi się zachować zdrowe proporcje i zwalczyć "tylko dla chłopaków".

Zamiast na balet młoda chodzi na tańce (bez chłopaków i tak), oprócz cud koników toleruje roboty i statki kosmiczne, a na bazie latawców uczymy się praw fizyki. No i pewne znane klocki... a niech sobie będą różowe! Byleby tylko wspomagały wyobraźnię, której naszym dzieciom, przy takim łatwym dostępie do wszystkiego, może brakować najbardziej.

Oddzielnym tematem jest rozprawka nad głupotą i perfidnością reklam dla dzieci. Niestety to one teraz wyznaczają standardy. Obecnie połowę czasu zajmuje rodzicowi tłumaczenie dziecku, że nie potrzebuje reklamowanego sprzętu, a mógłby porozmawiać na inne ciekawsze tematy. Ale o tym wkrótce.

Więcej o:
Komentarze (122)
Moja córka zamienia się w różowego kucyka! Stygmatyzujemy dzieci ze względu na płeć i baaaardzo mi się to nie podoba!
Zaloguj się
  • magidagi

    Oceniono 363 razy 337

    Co do reklam - jest na to bardzo prosty sposób - wyłączyć telewizor. A jeszcze lepiej - wyrzucić.
    Ja wiem, że to może kontrowersyjne, ale życie bez telewizora naprawdę jest możliwe.

  • pisedoff

    Oceniono 273 razy 257

    Jedna uwaga, choć całkiem nie na miejscu - kucyki nie są parzystokopytne. No chyba, że My Little Ponies to krowy.

  • jarek.p

    Oceniono 272 razy 232

    Spoookooojnie!!!!

    To wszystko przychodzi z wiekiem. I, w prawidłowej kolei rzeczy, z wiekiem mija. Dla każdej dziewczynki jest czas na zabawy klockami i na zabawy różowymi kucykami, czas na latanie z obdartymi do mięsa kolanami i czas na sukieneczkę z falbankami, w której strach usiąść, bo się pogniecie.
    Piszesz, że zazdrościsz chłopcom - otóż chłopcy też nie mają tak różowo. Mój sześciolatek dla przykładu gdzieś od dwóch lat świata nie widzi poza jakimiś kretyńskimi potworami z klocków lego, których jedynym sensem istnienia jest napierdzielanie się wzajemne. Wcześniej były to wałkowane na wszelkie możliwe (i jeszcze parę niemożliwych) sposoby postaci i sceny z jakiegoś kretyńskiego mangoidalnego serialu dla małych morderców i sadystów.
    Owszem, można podumać nad stereotypami, które każą twojej córce ubierać się w różową sukieneczkę i pasujące do niej zabawkowe pantofelki na obcasie, a mojemu synowi przy pomocy wyżebranego na któreś urodziny ultimatrixa ostatecznego podbijać cały park maszynowy, zbieranego jeszcze całkiem niedawno z wypiekami na twarzy teamu Zygzaka Błyskawicy, w wyniku czego biedne autka kończą co do jednego kołami do góry, wymordowane jakimiś superbroniami, ale po co? Jak świat światem, mali chłopcy zawsze się bawili w wojnę, a małe dziewczynki się stroiły by wyglądać pięknie. Z tym nie wolno walczyć, to można najwyżej ukierunkowywać.
    O, i tu właśnie twoja rola: żeby wytłumaczyć w porę córce, że ta różowa sukieneczka, której jej będą zazdrościć wszystkie koleżanki to tylko dodatek, a nie cel życia, że świat się nie kończy na tych idiotycznych kucykach, a REKLAMY KŁAMIĄ - to jedno warto wbijać do głowy ile wlezie. Podobnie jak i ja, staram się dziecku tłumaczyć, że ten biedny złomek przecież był bardzo fajnym autkiem, a teraz leży do góry kołami, całkiem zabity i innym autkom jest przecież bardzo smutno (moje dziecię na to odpowiada: ale taaato, to tylko taka zabawa) i że prawdziwa wojna jest czymś bardzo bardzo złym, bo giną na niej prawdziwi ludzie, którzy też mają dzieci i te dzieci potem zostają bez rodziców.
    Podsumowując - wyluzuj. Daj się dziecku bawić, czym chce, jedynie czuwaj nad całokształtem.
    Amen.

    J.

  • rumpa

    Oceniono 250 razy 172

    I jak pięknie wszędzie wychodzi pogarda dla kobiet. Wszędzie. Różowy jest be i bez gustu - niby dlaczego? to zawsze jest kulturowo uwarunkowane - a no bo to kolor kobiecy.
    Chęć wyglądania pięknie i się podobania - też be, bo to kobiece.
    Niechęć do nauk ścisłych - od razu dyskwalifikuje , bo to nie jest męskie. Jest taki piękny obraz, gdzie mężczyźni naukowo duszą ptaszka, a mała dziewczynka płacze nad jego losem. To też be i żałosne, bo przecież mężczyzna prawdziwy w imię prawdy ma w dupie , ile cierpienia tym przysporzy. I nawet nie chce mu się zastanowić, czy można zrobić coś inaczej, nie krzywdząc innych , ale trzeba by się wysilić.
    Jak mała dziewczynka przebiera się za chłopaka, lata po drzewach, to wszyscy zasadniczo są dumni. Różnie bywa, ale jednak zazwyczaj są. Natomiast nie ma wyjątku w reakcjach, jak chłopiec przebiera się za dziewczynkę - zboczeniec, głupek, dziwoląg, pogarda i potrzeba naprawienia.
    Kobieta może w glanach iść do miasta, facet w szpilkach zostanie aresztowany pod zarzutem obrazy moralności publicznej - kto to widział, aby arystokrata płci przebierał się za nomen omen cipę?

    Zastanówcie, drodzy państwo, czy czasem, wyśmiewając i próbując oduczyć dziewczynki różowych pony, od dziecka nie uczycie ich, że są gorsze i głupsze, no bo je interesują pony, a nie co właściwie?
    Na ubrankach dla pony, układaniu kwiatów i byciu pięknym też można zarabiać. No ale tak nie zarabiają prawdziwi, agresywni mężczyźni, więc to od razu i z definicji jest gorsze.
    Cokolwiek zaczynają robić kobiety, traci na wartości lub ma niewielką - patrz zawód nauczyciela czy pielęgniarki.
    Posumuję to tak - konserwator powierzchni płaskich ożeniony ze sprzątaczką popełnia mezalians.

    I wszyscy w to wierzycie.

  • pani.misiaczkowa

    Oceniono 125 razy 113

    Ja mam wrażenie, że wszędzie panuje przeświadczenie, iż jak dziewczynka to wszystko musi mieć różowe. Moja córa jest zafiksowana na kolorze żółtym. Ostatnio próbowałyśmy kupić kalosze. Wchodzimy do sklepu. pani się pyta, czy może coś podać. Dziecię: chcę kalosze. Ależ proszę bardzo. mam super kaloszki dla Ciebie, takie śliczne różowe. I ryk. Jaaaaa chcęęęęęę żółte. Kicha. Nie ma żółtych. Podobnie jest z kupnem innych rzeczy, prawie wszystko w odcieniach różu.
    Szufladkowanie jest też w innych kategoriach. Początek roku przedszkolnego. zajęcia dodatkowe.
    Piłka nożna. Jedyną zapisaną dziewczynką jest moja córa. I wielkie zdziwienie: ależ piłka jest dla chłopców.

  • tusiamara

    Oceniono 140 razy 94

    Bardzo się ciesze, że coraz częściej podnoszony jest problem segregacji z/g na płeć. Z tym zjawiskiem spotykam się praktycznie od początku, t.j. od momentu kompletowania wyprawki. Praktycznie wszystko co kupowałam było do wyboru albo różowe, albo niebieskie (a że szczerze nie cierpię różu, moja córka jest wszędzie brana za chłopca:)) - acz to to jeszcze pół biedy.
    Zaszufladkowanie widzę choćby w różnicy prezentów jakie dostaje syn, a jakie córa i to od najmłodszych lat, od dziewczyńskich gryzaczków i męskich grzechotek! A im dalej w las tym problem nabiera na silę....
    Z drugiej strony widzę Szwecję i tamtejsze skrajne podejście. I zastanawiam się gdzie jest granica? Odbieranie dziewczynkom klocków, a chłopcom wózka z lalami, choć przednie się nim bawią wydaje mi się być co najmniej krzywdzące. Z drugiej strony chłopcy od dziewczynek różnią się i to bardzo, a próba zamaskowania tego na siłę wydaje mi się być co najmniej chora....
    Sam piszesz, że tęsknie patrzysz na "chłopięce" zabawy, a gardzisz tym co jest wpisane w "dziewczęcy" świat. Choćby wrażliwość na kolor, jest czymś co odbiera się dzisiejszym facetom. Znajomość nazw pastelowych czy bardziej wyszukanych kolorów jest niemęska, jest oceniana niżej, niż dajmy na to taka wyobraźnia przestrzenna (później idzie taki do sklepu po farbę i nie rozumie skąd pretensje, gdy przyniesie śliwkową zamiast wiśniowej). A po mojemu brak jednej jak i drugiej zdolności jest swoistego rodzaju upośledzeniem. Odbieramy naszym dzieciom kawałek pięknego świata.
    I tu widzę pułapkę. Widzę, że powoli zawiązują się frakcje "anty różowe", podnoszą się feministyczne głosy żądające męskich zabaw dla dziewczynek, jakoś głosy żądające lalek dla chłopców na razie milczą, ale może to kwestia czasu. A mi się coś wydaję, że sedno problemu jest omijane, że brakuje wyważenia. Może to nam dorosłym brakuje wolności, może i my sami się zaszufladkowaliśmy i nie tak łatwo jest nam dotknąć naszej prawdziwej kobiecości i męskości... I te nasze zagubienie przelewamy, chcąc nie chcąc, na dzieci zasłaniając się schematami.....

  • sjagoda

    Oceniono 95 razy 87

    moja córka ma chyba kilkadziesiąt kucyków, którymi bawi się codziennie.. na zmianę z kilkudziesięcioma "resorakami"; jednymi i drugimi zabawkami bawi się z ten sam sposób, kucyki rozmawiają ze sobą, samochodziki ze sobą.. Myślę, że wszystko jest dla ludzi, nie ma co popadać w obłęd a rodzice powinni uczestniczyć w życiu dzieci, bawić się z nimi, analizować co je interesuje bardziej a co mniej i rozwijać ich pasje, pokazywać świat bez względu na jego kolor, różowy czy niebieski. Myślę, że przy wsparciu i zainteresowaniu rodziców dzieci są w stanie przejść przez okres zabawy lalkami B. wiedząc, że kobiety naprawdę tak nie wyglądają, kucyki nie są rzeczywiście różowe a samochody nie zmieniają się w strzelające armatami roboty..

  • malpa.r

    Oceniono 86 razy 68

    tusiamara :później idzie taki do sklepu po farbę i nie rozumie skąd pretensje, gdy przyniesie śliwkową zamiast wiśniowej.
    ----------------

    Kiedyś było to nie do pomyślenia: każdy facet wiedział, czym wiśniówka rózni się od śliwowicy.

  • rastarr

    Oceniono 60 razy 54

    Ech dzieciaki... Nielekko jest - jakoś zgrzebna rzeczywistość końcówki zeszłego ustroju powodowała, że większość czasu spędzało się na przysłowiowym trzepaku, bądź bawiąc się patykiem, a reszta to wyobraźnia. Ale może to tylko (dość wczesne) idealizowanie własnego dzieciństwa??

    twokidsonboard.blogspot.com/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX