1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Równouprawnienie to fikcja: ojcowie są traktowani gorzej. To oczywiste!"

02.01.2015 10:10
Równouprawnienie to fikcja: ojcowie są traktowani gorzej. To oczywiste!

Równouprawnienie to fikcja: ojcowie są traktowani gorzej. To oczywiste! (Fot. Clandestini Westend61/FOTOLINK)

Kiedy jeździłem z kilkumiesięczną córką tramwajem/autobusem pomoc z wózkiem zaoferowały mi dokładnie TRZY osoby (a jeździłem niemal codziennie przez 1,5 roku!): dwóch mężczyzn i jedna starsza pani.
Mamy połowę marca, w międzyczasie obchodziłem już Dzień Babci (dziadka wszyscy mają w nosie), Walentynki i ostatnio Dzień Kobiet. Żeby życie było bardziej utrudnione, tak się dziwnie składa, że wielu znajomych oraz bliskich rozpoczęło swe zygotowe życie w okresie wiosenno-wakacyjnym, co jednoznacznie mówi mi, że portfel świeci pustkami. Tym samym w ciągu 3 miesięcy mam zaliczone większość urodzin i 3 święta "państwowe", ale to tak na marginesie.

Niesamowitym zbiegiem wypadków jest fakt, że większość tych świąt dotyczy kobiet. Dzień Kobiet - dla nich, Dzień Babci - to przecież dzień kobiet po menopauzie, Walentynki... kaman! Żaden facet o zdrowych zmysłach nie obchodziłby go, gdyby nie presja płci podobno słabszej.

Powód do irytacji jakiś musi być, więc wziąłem na tapetę równouprawnienie płci.

W tymże równouprawnieniu najbardziej mnie denerwuje jednostronna postawa roszczeniowa. Dokładniej rzecz ujmując to bierność w egzekwowaniu swoich praw przez "braci w płci". Jak to jest, że kobiety walczą o parytety, a jednocześnie mają noszone bagaże i otwierane drzwi? Dlaczego mężczyźni nie proszą o miejsce w tramwaju czy autobusie i dlaczego przedziały w PKP nazywają się "dla matki z dzieckiem"?

Fakt, że przez posiadanie penisów jesteśmy traktowani gorzej jest oczywisty. Jesteśmy usługodawcami: "proszę pomóc mi z wózkiem", "proszę mnie przepuścić", "proszę mi naprawić", "otwórz damie drzwi". Nawet nieproszeni rzucamy kapotę na kałużę.

Ktoś powie, że mężczyźni powinni być szarmanccy. Tylko czy ktoś wie, co to znaczy?

Szarmancja wywodzi się z rycerstwa. A kim była kobieta w czasach rycerzy? Zdobyczą, kuchtą, inkubatorem. Jej prawa były minimalne. By kobietom osłodzić nieco życie wymyślono rycerskość. A to w drzwiach się ją puściło. A to na koniu przewiozło kawałek. Ot, taki ochłap ludzkiego zachowania od prawdziwego człowieka (faceta) w kierunku podczłowieka (kobieta) - taki wtedy był podział. Innymi słowy - objaw litości. Ta litość przemieniła się z rycerskości w szarmancję.

Szczęśliwie kult niezniszczalnego i wszechpoteżnego mężczyzny zniknął wraz z wyzwoleniem się kobiet.

Udało im się wywalczyć równy status społeczny z samcem. Zdawałoby się, że tym samym powinny zrezygnować z elementów litości, którymi były obdarowywane wcześniej. Z jednej strony kobieta to nasz równy partner (wersja oficjalna), z drugiej nadal powinniśmy jej dogadzać (urok życia). Tylko że w momencie, gdy mamy równe prawa, nasze dogadzanie zamienia się w usłużność. Tym samym one prawa zyskują, a my stajemy się kastą niższą.

Skąd w ogóle poruszenie tematu?

Kiedy jeździłem z kilkumiesięczną córką tramwajem/autobusem pomoc z wózkiem zaoferowały mi dokładnie TRZY osoby (a jeździłem niemal codziennie przez 1,5 roku!): dwóch mężczyzn i jedna starsza pani. Zwykle nawet nie prosiłem kobiet o pomoc, gdy tylko odwracałem głowę w ich stronę, te automatycznie odwracały swoją! Ekstremum nastąpiło, gdy stałem z dzieckiem na rękach i partnerką u boku. Przejechałem 2-3 przystanki, po czym poprosiłem o chwilową zmianę (jedna ręka z dzieckiem, druga trzyma się czego się da). W momencie, gdy dziecko trafiło w matczyne ręce, miejsce od razu się znalazło! Najwyraźniej jako samiec nie byłem godzien dostąpić zaszczytu ustąpienia.

I tak - boli mnie to, że Ci którzy o równouprawnieniu mówią najwięcej, dostrzegają tylko swoje prawa, a prawa innych ignorują. Gdy wypadłem z dzieckiem z tramwaju (tak - wypadłem z wózkiem, bo żadna z zakonnic, które zajmowały wagon nie była łaskawa mi pomóc) jedyną osobą, która do mnie podeszła był motorniczy.

Chłopcy na święta dostają samochody, dziewczynki wyzywająco ubranego kobietopodobnego bohomaza.

Moje problemy zostawmy jednak za plecami i zobaczmy, jak społeczeństwo wychowuje kolejne pokolenia równouprawnionych kobiet. Moja córka wraca do domu z przedszkola, w którym są same panie (mężczyzna jest niegodzien tej pracy) i słyszę, że już nie chce samochodów tylko różową lalkę, że chce wyglądać jak księżniczka i pomagać w kuchni. Chłopcy na święta dostają samochody, dziewczynki wyzywająco ubranego kobietopodobnego bohomaza. Kobiety uczą przyszłe kobiety chcieć mniej, być czymś gorszym: maszynkami do sprzątania i gotowania, które mają kochać przygłupie zabawki, czcić bohaterów bajek i na wszelki wypadek nie interesować się światem realnym. W tym samym czasie chłopcom mówi się o rakietach, dinozaurach i układzie planetarnym. Drogie panie, upośledzajcie swoje pociechy płci obojga. Chłopcom ograniczacie możliwość pobawienia się lalką wpajając im, że to niemęskie. Dziewczynkom nie dajecie zostać policjantem. No, ale faceta z lalką, ubranego na różowo ciężko poprosić o włożenie walizy na półkę w PKP.

O perypetiach i dylematach współczesnego ojca przeczytaj w genialnych książkach Tomasza Kwaśniewskiego >>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Zobacz także
Komentarze (102)
"Równouprawnienie to fikcja: ojcowie są traktowani gorzej. To oczywiste!"
Zaloguj się
  • tomek.54321

    Oceniono 394 razy 282

    100% prawdy ;] Mężczyżna nie ma równych praw. Wystarczy popatrzeć jak traktowani sa ojcowie w sądach rodzinnych (jaki procent ojców dostaje opieke nad dzieckiem), lub właśnie na przytoczony przykład przedziałów dla matek z dziećmi zamiast dla rodziców z dziećmi. Możnaby to mnożyć i mnożyć. A najgorsze jest to, że jeśli jakiś facet upomni sie o swoje prawa to odrazu jest szowinistą i walą sie na niego gromy ze strony płci preciwnej.
    Co do wychowania to też absolutnie sie zgadzam. Dziewczynki od urodzenia wychowywane są jak w bajce, czyli na księżniczki, których jedynym kontaktem ze światem realnym ma być opieka nad rodziną. Co do reszty spraw związanych z rzeczywistością to wpaja sie im, że tym zajmie się facet. I faktycznie to z reguły kobiety ten model dziewczynkom wpajają. Dlatego też poźniej nie ma się co dziwić, że w dorosłym życiu nie starają się one robić kariery, czy sięgać po stanowiska kierownicze (o co ostatnimi czasy była wielka burza w środowiskach feministycznych). Nie robią tego, bo ich matki/babki/opiekunku nauczyły je, że przecież od zarabiania jest facet a ona powinna urodzić dziecko, zająć się domem a poza tym (ostatnio bardzo częste stwierdzenie) leżeć i pachnieć.
    Także drogie panie równouprawnienie to już macie, a to co dalej probujecie wywalczyć to dominacja. Od was jedynie zależy jak to wykorzystacie i na waszym miejscu zająłbym się próbami zmiany świadomości wiekszości kobiet a nie walka o dodatkowe przywileje, które w tym momencie z równouprawnieniem nie maja nic wspolnego. Bo przecież jak można rządać równej liczby miejsc w parlamencie dla obojga płci, kiedy procent kobiet w polityce jest znacznie mniejszy? To nie jest równość, bo takowa byłaby, jakby ilość miejsc była proporcjonalna do udziału poszczególnych płci w polityce. A tak w ogole to ustalanie odgórne podziału ze wzgledu na płeć nie ma nic wspolnego z równouprawnieniem, a wręcz jest jego przeciwieństwem;]

  • maaamu

    Oceniono 239 razy 195

    Jestem feministką i zgadzam się z niektórymi stwierdzeniami i wnioskami.
    W Polsce powszechnie uważa się, że kobiety rozmnażają się przez dzieworództwo i żadne dziecko w tym kraju nie ma ojca ( na poziomi stereotypów i uogólnień) - miejsca dla matek z dzieckiem, mama i ja, urlopy macierzyńskie itp. Mimo konieczności nie wspiera się i nie promuje ojcostwa zaangażowanego a ojca zajmującego się dzieckiem traktuje jak dopust boży. Mój mąż dzielił ze mną macierzyński, chociaż według kodeksu pracy było to możliwe dopiero po 16 tygodniach, co wywołało poruszenie w całej rodzinie i u pracodawców - moje kadrowe musiały się "skonsultować" czy to aby legalne. Kiedy chodzi z dzieckiem do przychodni jest jedynym mężczyzną z dzieckiem a rejestratorki zadają głupie pytania w stylu: "Pamięta Pan może datę urodzenia dziecka?", "czy matka była z dzieckiem na ostatnim szczepieniu". Szkoda, że nikt nie sprawdza, czy pamięta imię i płeć. Pominę już babcie poduszkowe (gatunek endemiczny w małych miejscowościach) niemal żegnające się kiedy na pytanie do spacerującego z mężem syna " Gdzie mamusia Twoja synu, zostawiła Cię" synek dzielnie odpowiada " W pjacy".
    Co do "zasiadających" zakonnic - mnie też nie ustąpili miejsca siedzący w pociągu młodzi zakonnicy, mimo że stałam obok nich z 9-miesięcznym brzuchem. Zszokowani tym nieobyczajnym widokiem zatopili się w modlitwie różańcowej, poświęconej w końcu kobiecie-matce.

    Równouprawnienie dotyczy obu płci! Równość w prawach i obowiązkach jest w obopólnym interesie. Tak będę wychowywała mojego synka, który ma różowe kapcie, 2 lale, które utula do snu i gotuje "zupę" z klocków. Chrzanić stereotypy!

  • naels

    Oceniono 127 razy 105

    Jako kobieta zgadzam sie z autorem w calej rozciaglosci. Drogie panie, z calym szacunkiem, badzmy konsekwentne. Albo domagamy sie równouprawnienia, równego dostepu do rynku pracy, równych plac i partnerskiego traktowania, albo domagamy sie kwiatuszków, czekoladek, calowania w reke, wyreczania i szarmanckiego otwierania drzwi. Ale wtedy nie dziwmy sie, ze jestesmy traktowane jak niepelnosprawne idiotki, którym dla wlasnego bezpieczenstwa nie powinno sie powierzac wysokich stanowisk czy duzych pieniedzy.
    Na moim zadupiu nie ma zwyczaju przepuszczania kobiety w drzwiach, noszenia za nia torby, prawienia komplementów czy calowania w reke (brrr!). Sa za to dzielone urlopy rodzicielskie, a w mojej firmie (przemyslowy osrodek naukowo-badawczy) polowe kierownictwa stanowia kobiety, w tym glówna pani prezes. W przedszkolach sa zarówno panie wychowawczynie, jak i panowie wychowawcy (chociaz tych drugich rzeczywiscie mniej).
    Zdecydowanie wole to, niz te polska rycerskość. Absolutnie nie domagam sie, zeby mezczyzna mi pomagal wnosic szafe na czwarte pietro. Domagam sie za to równych plac, to sobie w razie potrzeby wynajme tragarza do tej cholernej szafy i uczciwie mu zaplace.

  • zolteczko18

    Oceniono 97 razy 89

    Zgadzam się z Panem, jestem bardzo wyczulona na różne formy dyskryminacji. Tak, równouprawnienie to fikcja. A szkoda. Ludzie powinni sobie po prostu pomagać. Nie tylko mężczyźni kobietom. Dlaczego tak mało osób chciało pomóc autorowi z wózkiem? Bo to facet, pewnie sobie poradzi. Tylko co ma płeć do rzeczy, gdy ktoś ma jakiś kłopot? Przedział dla matki z dzieckiem? A przecież można by napisać: "dla rodzica z dzieckiem". Otwieranie kobietom drzwi, ciągłe ustępowanie i nadskakiwanie uważam za bezsensowne i niepotrzebne. Pomagajmy, wyręczajmy, ale wtedy, kiedy jest taka konieczność. Normalniejszy byłby ten świat gdyby wszyscy traktowali innych przede wszystkim jak ludzi- równych sobie, a nie postrzegali ich wyłącznie przez pryzmat płci.

  • maja2005

    Oceniono 65 razy 63

    Równouprawnienie to prawo do bycia samodzielnym człowiekiem. Samodzielność to stan umysłu - jestem w stanie się sama utrzymać, iść przez życie i samodzielnie się rozwijać. Nie potrzebuję w tym celu nikogo, na kim się powieszę i będę wymuszać utrzymanie statusu społecznego.

    Małżeństwo dla samodzielnej kobiety jest równoprawnym związkiem, w którym obie strony coś tworzą. Razem są po to by mieć dzieci, wspierać się w ciężkich chwilach a nie po to, by jedna strona targała na plecach drugą.

    Nie każdy chce być samodzielny i nie ma znaczenia, czy jest to kobieta, czy mężczyzna - kultura naszego kraju powoduje, że od facetów wymaga się większej samodzielności niż od kobiet i wiele dam to wykorzystuje - stawiając jedynie warunki, nic w zamian nie wnosząc.

    Mąż to życiowy partner a nie tatuś, który ma obowiązek się nami kobietami opiekować. My również jesteśmy dorosłe i powinnyśmy również wziąć na siebie część obowiązków należących do dorosłej osoby.

    Tak ja rozumiem równouprawnienie - najpierw nasza samodzielność, która pozwala dopiero na stawianie warunków a potem walka o prawa. A nie odwrotnie.

  • marty25

    Oceniono 125 razy 61

    Problemem facetów jest to, że nie potrafią/nie chcą się zjednoczyć aby wspierać się w relacjach z kobietami. Przyczyna jest oczywista - kultura kształtuje nas na indywidualistę, macho i człowieka sukcesu, zatem wspieranie się w relacjach z płcią 'słabszą' w sprawach dotyczących dzieci, rodziny itp wydaje się tak niemęskie, że aż szkoda gadać.
    Dlatego kobiety załatwiają nas jak chcą.
    Zauważcie, że model zaangażowanego, kochającego i troskliwego ojca może funkcjonować w rodzinie tak długo, jak podoba się to kobiecie. W momencie, kiedy kobieta ma partnera dosyć - może się go pozbyć w mgnieniu oka. Wystarczy jakieś pomówienie, które uczyni go potworem w oczach innych. Wtedy relacje uczuciowe ojca z dziećmi nie mają dla nikogo żadnego znaczenia.
    Tyle na temat rzeczywistości, w wydaniu płci 'słabszej'.

  • ska3kanelly

    Oceniono 107 razy 49

    Czas na maskulinizm. Feministki stworzyły wiele NGO, których celem niestety nie jest równouprawnienie, ale jego zachwianie, czasem wręcz jawna dyskryminacja mężczyzn. Wiele jest też niekorzystnych wzorców kulturowych. Jeśli by stworzyć oddolną organizację ochrony praw mężczyzn (nieważne ojców czy nie, niezależnie od stanu cywilnego, orientacji seksualnej), można by zahamować tę tendencję i pomóc tysiącom osób, które takowej pomocy potrzebują.

  • qwasyx

    Oceniono 39 razy 25

    corce podobnie jak synowi kupowalem klocki, bo jestem zdania ze rozwijaja psychike. Co na to Babcie, Mamy i inne przedstawicielki plci tzw. pieknej (Ciocie) nie bede wypisywal.
    Dziecmi moglem sie opiekowac jak byly chore. Mama musiala do pracy (Pani NAUCZYCIELKA)!
    Pzdr
    Wszystkich (bez wzgledu na plec)
    PS
    Z ta Pania juz nie mieszkam

  • ojciec_polski

    Oceniono 27 razy 21

    Jak widać z komentarzy, jest powszechna świadomość rażącej hipokryzji dotyczącej tzw. "równouprawnienia". Podzielam to zdanie w całej rozciągłości, bowiem na własnym przykładzie doświadczyłem, jak jestem traktowany przez sąd rodzinny tego kraju. Nota bene - sąd, w 99% reprezentowany przez kobiety... Pytam - dlaczego? Pytam jak to jest, że może 5% ojców w tym kraju ma przyznawane prawo do opieki nad dziećmi, gdy rodzice się rozstają. Jakoś tak dziwnie się składa, że naturalnego prawa wynika, że do poczęcia dziecka, tak samo jest potrzebna matka, jak i ojciec. Jakoś tak dziwnie się składa, że gdy związek się rozpada, to wina leży zwykle gdzieś po środku. To dlaczegóż w majestacie prawa, karze się ojców niejako z automatu zabraniem dzieci z codziennego życia, czyniąc z nich weekendowych rodziców (jeśli mają szczęście)? A nawet, jeśli już sobie to weekendowe prawo wywalczą po kilku latach udowadniania, że nie są wielbłądami (a dzieci zdążą już mocno podrosnąć, bez ojca na co dzień), póki co nie ma żadnego porządnego mechanizmu prawnego, który chroniłby prawo ojca i dzieci do tego nawet sporadycznego kontaktu. Złośliwa matka, może bez szczególnych konsekwencji nawet te ochłapy ojcostwa wyrzucić do śmieci, najzwyczajniej nie pozwalając na kontakt z dziećmi w sądownie przyznanym terminie. Ojciec zaś, który nie jest w stanie w którymś momencie płacić alimentów, bo przykładowo ląduje w szpitalu, ma na karku natychmiast komornika, który może mu przykładowo zlicytować dom. Po powrocie ze szpitala, taki "równouprawniony" ojciec może sobie pójść pod most... Ktoś powie, że to fikcja? Otóż nie. Własnych dzieci nie widywałem przez lata, przez lata też byłem gnębiony komornikiem, który naliczał kwoty z sufitu, typu 50 tyś. tytułem zaległych alimentów. Gdy prosiłem o wyjaśnienia, skąd takie wyliczenia (bowiem istotnie, nie było żadnych zaległości) - słyszałem odpowiedź: "bo tak nam wyliczyła wierzycielka" - czyli ... matka dzieci. Gdybym miał opisać skalę cierpień i upokorzeń, tylko dlatego, że mam dzieci i je kocham, na skali tej zabrakłoby miejsca. Niestety, zasadniczy udział ma w tym system polskich sądów rodzinnych i związana z nim machina. Moją intencją nie jest kogokolwiek obrazić, a jedynie zaświadczyć, że przez ostanie lata, jako ojciec, byłem w tym kraju traktowany, jak Murzyn w czasach segregacji rasowej. Tylko dlatego, że nie jestem kobietą. Konkludując: co miałem wycierpieć, to już wycierpiałem. Ból minął, zapewne zmienił mnie jako człowieka na zawsze. Pozostała jednak gorycz dotycząca poczucia niesprawiedliwości oraz lęk o to, na jakich ludzi wyrosną moje dzieci oraz dzieci w tysiącach innych, podobnych przypadków. Czy ktoś w tym państwie myśli o tym, jak wychowana zostanie kolejna generacja Polaków i jaki będzie los ich rodzin? Wszak nie od dziś wiadomo, że zdrowa rodzina, to silne państwo.... Bez faktycznego równouprawnienia matek i ojców w sprawach dzieci, wcześniej, czy później kraj ten doprowadzimy do katastrofy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX