1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

One zawsze wynajdą dziecku chorobę: matki cyberchondryczki

Sprawdzasz każdy objaw malucha u dr Google, wyszukujesz dzieciom najczarniejsze scenariusze i najrzadsze jednostki chorobowe? Być może należysz do mam cyberchondryczek...
Zamiast udać się z niepokojącymi objawami do lekarza sami szukamy diagnozy w sieci. To mniej czasochłonne i darmowe, ale kryje w sobie wielką pułapkę - cyberchondrię, zachowanie, które polega na doszukiwaniu się poważnych chorób na podstawie wyszukiwanych w internecie objawów.

Internet to nie lekarz

Badacze ustalili, że autodiagnoza za pomocą wyszukiwarki często prowadzi do konkluzji, że cierpimy na poważną albo nieuleczalną chorobę. Zdaniem ekspertów cyberchondrycy traktują np.Google jak żywego człowieka, który udzieli im szybkiej odpowiedzi co im dolega. - To niebezpieczne, bo wyszukiwarka wypluwa kilka pierwszych wyników pasujących do objawu, które mogą być kompletnie nietrafione ale nas podłamią psychicznie - mówi Mariusz, pracownik dużej firmy informatycznej z Warszawy.

Wiele objawów można przypisać wachlarzowi chorób - od banalnego stresu i zmęczenia przez nerwice po bardzo poważne jednostki chorobowe. Na przykład ból głowy może być wynikiem głodu czy przemęczenia albo oznaką poważnej choroby mózgu, co jednak zdarza się dużo rzadziej. Cyberchondryk zawsze wynajduje najgroźniejszy przypadek i zamartwia się rokowaniami, choć dolegliwość nie została nawet potwierdzona przez lekarza. - Nie można traktować internetu jak lekarza. Tymczasem cyberchondrycy nie tylko diagnozują i leczą samych siebie za pomocą internetu. Co gorsza, choroby potrafią wmówić poważne schorzenia swoim dzieciom - tłumaczy Mariusz.

Rak, HIV czy stresująca praca

28-letnia Magda często była zmęczona, pociła się, dokuczały jej węzły chłonne. - Sprawdziłam to w internecie i zaczęła się jazda. Podejrzewałam u siebie chłoniaka albo HIV. Nie spałam tydzień, zastanawiając się jak to powiem mężowi i kto zaopiekuje się synkiem w razie mojego odejścia. Nie wpadłam, że to po prostu efekt stresującej pracy i związanego z tym spadku odporności - opowiada. - Gdy ją zmieniłam, dolegliwości natychmiast ustały.

Z kolei dwuletni synek Magdy niedawno dostał silnej wysypki i musiał się poddać badaniom w szpitalu. - Zanim dostałam ich wyniki, w krótkim czasie znalazłam w sieci informacje wskazujące na sepsę, choroby autoimmunologiczne i zakaźne. Umierałam ze strachu, bo synek jest dość pulchny a jedna z poważnych chorób genetycznych występowała u dzieci o grubych rysach twarzy - wspomina Magda. Okazało się, że mały cierpi jedynie na silną alergię. Jednak zanim wypowiedział się lekarz, mama przepłakała całą noc martwiąc się jego poważnym stanem zdrowia. Zachowanie Magdy to klasyka cyberchondrii - nie mając podstaw w postaci diagnozy lekarskiej umierała z niepokoju oczekując najgorszego.

Wyszukiwarka przyjaźnie podpowie

Szacuje się, ze około jedna czwarta użytkowników internetu konsultuje zdrowotne problemy w sieci. Podczas gdy część z nich zachowuje spokój i udaje się do lekarza by postawił diagnozę, pozostali "leczą się" i określają rokowania sami, nierzadko zrozpaczeni. W rezultacie przychodzą do lekarza oznajmiając, że mają raka choć tak naprawdę dolegliwość jest wynikiem banalnej przypadłości.

Jak twierdzą naukowcy, w przyszłości możliwe będzie stworzenie wyszukiwarek, które będą zdolne do identyfikowania zapytań medycznych i zaoferowania porady, która nie sugeruje automatycznie najpoważniejszych chorób....

Czy zdarza ci się diagnozować chorobę dziecka za pomocą internetu?
Więcej o:
Komentarze (6)
One zawsze wynajdą dziecku chorobę: matki cyberchondryczki
Zaloguj się
  • tanczacy.z.myslami

    Oceniono 8 razy 8

    "Zamiast udać się z niepokojącymi objawami do lekarza sami szukamy diagnozy w sieci. To mniej czasochłonne i darmowe, ale kryje w sobie wielką pułapkę - cyberchondrię, zachowanie, które polega na doszukiwaniu się poważnych chorób na podstawie wyszukiwanych w internecie objawów."

    To nie jest wynalazek czasów internetu. Polecam humorystyczną powieść "Trzech panów w łódce (nie licząc psa)" autorstwa Jerome K. Jerome'a z końca XIX w. Jedne z jej bohaterów udał się do biblioteki i zaczął czytać tam encyklopedię zdrowia (od A do Z). Ku swojemu przerażeniu odkrył u siebie objawy _wszystkich_ opisanych w niej chorób. Jedynym wyjątkiem była (nie wiadomo dlaczego) "puchlina kolan". :)

  • kerkopithekion

    Oceniono 9 razy 1

    taa... trzeba rzeczywiście nie mieć mózgu żeby szukać diagnozy (i terapii) na necie :D
    szczególnie idiotyczne są pod tym względem rozmaite fora :D

  • wyprostowany

    0

    ale to nie jest problemem, że diagnoza w sieci. problemem jest to, że objawy można bardzo łatwo pod siebie podciągnąć. ludzie! ja już od 10 lat nie powinienem żyć, umierając około 2004 na raka jelita grubego. termalne objawy znalazłem u siebie w roku 2003. co ciekawe, w 2005 już nie było żadnych. z kolei rak żołądka objawił się w 2013, tak samo ostateczne, końcowe objawy..... dziś już jestem zdrowy od roku.

  • ami_lii

    Oceniono 8 razy 0

    Przestałam sprawdzać zabiegi w wyszukiwarce odkąd przyjazny dr. Google uznał że "ekstrakcja korzenia zęba" (poprzednia dentystka zostawiła mi kawałek korzenia w dziąśle) to jest to samo co "resekcja korzenia". Dentysta popukał się w czoło i stwierdził że jego praca byłaby o wiele łatwiejsza gdyby pacjenci nie korzystali z internetu przed wizytą u niego. Jego zdaniem, ok. 85% pacjentów najpierw sprawdza sobie objawy a potem wpadają w panikę i na wszelki wypadek nie idą do dentysty. Albo sprawdzają wszystkie możliwe skutki uboczne znieczulenia. A najgorsi to są ci, którzy lepiej wiedzą jakie leki dentysta powinien przepisać, jaki płyn jest najlepszy po usunięciu zęba i jak często powinno się brać antybiotyk.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX