1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Trzy mamy idą do pracy

Iść do pracy? Zostać w domu? A może pracować w domu? Kiedy i jak to zrobić? Oto historie trzech mam, które opowiadają o problemach, jakie napotkały po powrocie do pracy, i o tym, jak sobie z nimi radzą. Przeczytaj, a przekonasz się, że mama w pracy dla nikogo nie musi oznaczać końca świata.
"Mama niedługo wróci"

Monika do pracy wróciła, kiedy Mikołaj miał pół roku - na tyle starczyło urlopu macierzyńskiego i zaległego urlopu wypoczynkowego. Wróciła, bo musiała. Wyszła do pracy i od razu zniknęła na osiem godzin. Kto więc zajął się dzieckiem? "Była babcia, która dojeżdżała i przez trzy dni z nami mieszkała. A w pozostałe dwa dni przychodziła opiekunka" - wylicza. Z Maksem, który jest młodszy od brata o półtora roku, było tak samo. Teraz Mikołaj ma trzy lata i chodzi do przedszkola, a Maks właśnie oswaja się ze żłobkiem.

"Do pracy wróciłam, jak Igor miał niecałe pół roku i natychmiast zaczęłam tego żałować". Marta cierpiała przez 10 miesięcy - na tyle wróciła do pracy, by zastąpić koleżankę. Codziennie rano robiła makijaż z dzieckiem przyczepionym do nogi. Kiedy ona pracowała, małym Igorkiem zajmowała się głównie przyszła bratowa Marty.

"Kiedy skończyło się to zastępstwo, byłam najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem" - wspomina. Wróciła do domu, ale to nie znaczy, że przestała pracować - tym razem jednak przy domowym komputerze. Do firmy zaglądała kilka razy w miesiącu. "Byłam bardziej zmęczona, niż kiedy chodziłam do pracy. Wszystko przez to, że do komputera siadałam wieczorem, kiedy Igorek szedł spać. W dzień jak najwięcej czasu starałam się poświęcić jemu" - opowiada.

Joasia na początku pracowała tylko w domu. Wyjątkiem były spotkania z klientami, na które zdarzało się jej zabierać kilkumiesięcznego Karola. "Ja rozmawiałam, a on spał albo machał sobie nóżkami". Teraz kiedy Karol ma już 20 miesięcy, dwa-trzy razy w tygodniu zostaje z babcią, by mama mogła wyjść do biura i tam w spokoju popracować. "Ale to nie wystarcza, by wyrobić te pół etatu. Dlatego pracuję też w domu, w dzień, kiedy Karol śpi, albo wieczorem". Inne pory nie wchodzą w grę - od kiedy Karolek zaczął się przemieszczać, wyrywa kable z komputera.

Błogosławieństwo babci

Monika wróciła do pracy i tam przestała być mamą. Nie dostała żadnych ulg, nie korzystała także z przerw na karmienie. Po dwóch tygodniach tematu odciągania pokarmu już właściwie nie było, bo i Mikołaj, i potem Maks postanowili zrezygnować z piersi. "Cały dzień nie karmiłam, a jak wracałam, to już nie było chęci i w końcu pokarm mi zanikł" - tłumaczy Monika.

Martę nękały wyrzuty sumienia. Robiła więc wszystko, by wynagrodzić synkowi nieobecność. "Wstawałam o świcie po to, by się z nim pobawić. Wracałam z pracy i natychmiast siadałam, by znów się bawić". Ale Igor miał swój sposób na nasycenie się mamą - do niego należały noce. "To było jedno wielkie karmienie" - wspomina Marta, ale jednocześnie przyznaje, że dzięki temu udało się jej utrzymać pokarm.

Kiedy półtora roku temu urodziła Olę, wiedziała, że tym razem musi być inaczej, że powrót do "normalnej", regularnej pracy w jej przypadku nie wchodzi w grę. Choć pierwsze zlecenia wzięła, kiedy Ola miała zaledwie dwa tygodnie, wycieczki do pracy zaczęły się zdarzać dopiero, gdy córeczka miała już dziewięć miesięcy. "Wyszło super. Ola w ogóle tego nie zauważyła, nie przeżywała moich wyjść" - przyznaje Marta. Teraz małą zajmuje się babcia wspomagana przez nianię.

Joasia wie, że jest szczęściarą - kiedy ona wychodzi do pracy, z dzieckiem zostaje jej mama. Zdarza się jej też wychodzić na trzecią zmianę, kiedy Karol już śpi. Do domu wraca wtedy po północy. Na szczęście godziny pracy może sobie organizować dowolnie. Jak to wszystko znosi? "Psychicznie bardzo dobrze, bo wiem, że synek jest pod dobrą opieką. A fizycznie? Cóż, czasami jestem po prostu bardzo zmęczona" - przyznaje.

Mimo tak intensywnego trybu życia, Joasia przestała karmić piersią dopiero, gdy Karol miał 17 miesięcy. Do tego czasu albo podawała mu pierś tuż przed wyjściem do pracy, albo zostawiała zapas odciągniętego pokarmu. W domu była zawsze na 19, by zdążyć na wieczorne karmienie. "Zdarzało mi się umawiać spotkania na 21 i jechać na nie, gdy Karol już spał".

Mama pracuje, świat jej kibicuje

Monika wie, że w obecnym układzie najwięcej traci jej mąż. Kiedy ona wychodzi do pracy na 6 rano, to on musi przygotować chłopców, dać im śniadanie, spakować i zawieźć do przedszkola i do żłobka. Ona w tym czasie po prostu pracuje.

Marta przyznaje, że gdy po urodzeniu Igora wróciła do pracy, cały dom był ustawiony tak, by ona mogła pracować. "Teraz jest tak, że ja się dostosowuję do ludzi, którzy pomagają mi zajmować się Olą, a do pracy chodzę w ramach relaksu". A największym sukcesem jest to, że taki układ nie obciąża Marty sumienia. "Z Igorem były treningi, zabawa w każdej wolnej chwili. A przy Oli po prostu jestem, wystarczy, że się krzątam. I widzę, jak ona się pięknie rozwija, jaka jest spokojna" - cieszy się Marta.

"Czy coś bym zmieniła? Hm..."

Joasia jest zadowolona, bo udało się jej połączyć pracę z opieką nad dzieckiem. "Karol nie zna mamy, która jest cały dzień w domu i zajmują ją tylko zakupy, gotowanie i sprzątanie. Dla niego to jest norma, że mama coś tam grzebie w komputerze". Czy coś by zmieniła? Na pewno nie chciałaby siedzieć trzy lata na urlopie wychowawczym. A w przyszłości będzie chciała pracować więcej. Może wtedy, kiedy Karol zacznie chodzić do przedszkola.

Monika mówi wprost, że wróciła do pracy, bo nie miała wyboru. Gdyby miała, zostałaby z synami dłużej. Jak długo? "Myślę, że rok - tak byłoby najrozsądniej". Rok, nie trzy lata, bo dobrze jest porozmawiać o czymś innym niż zielona kupka czy wysypka, a wyjście do pracy jest do tego dobrą okazją. Poza tym trzeba się wtedy uczesać, starannie ubrać, umalować. A na plac zabaw na osiedlu Monika wychodzi tak jak stoi.

"Mam wyrzuty sumienia, jak Mikołaj mówi do mnie: przytul się, połóż się koło mnie i nie idź do pracy. Wtedy myślę sobie: zamiast iść, powinnam zostać z dzieckiem". Monika przyznaje, że gdyby mogła coś zmienić, to wróciłaby do pracy na pół etatu - by nie znikać z domu na tak długo. "Ale na urlop wychowawczy nie zdecydowałabym się na pewno".

"Przy Igorze ciągle się biczowałam, żałowałam, że nie wymyśliłam jakiegoś innego rozwiązania. A przy Oli oduczyłam się ciągłego planowania i zaczęłam żyć z dnia na dzień. Wiem już, że nie muszę brać każdego zlecenia, bo i tak będą następne". Marta przyznaje też, że jeszcze kiedy Ola była mniejsza, dostała bardzo dobrą ofertę pracy, oczywiście na etacie. Nie przyjęła jej, bo wiedziała, że i tak będzie żałować.

Więcej o: