Spełniona nadzieja - I nagroda w konkursie na pamiętnik

Redakcja miesięcznika "Dziecko" Tekst Justyna Pawlak
11.09.2009 , aktualizacja: 11.09.2009 10:58
A A A Drukuj
Prezentujemy pamiętnik Justyny Pawlak, który bardzo nas poruszył, bo jak w zwierciadle można zobaczyć w nim niemal wszystkie barwy macierzyństwa - zarówno te jasne, radosne, jak i te ciemniejsze, często skrywane...

Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
ZOBACZ TAKŻE
Zastanawiam się, jak to jest być w ciąży i mieć dzieciątko, i w ogóle. Próbuję to wszystko jakoś poukładać, ale od tego ciągłego myślenia tylko boli mnie głowa. I jest we mnie niczym nieuzasadniona złość. Czasem sobie myślę, że mam już 27 lat (M. 31) i to już najwyższa pora. A czasem nie. Nie mogę uwierzyć, że M. tak mocno mnie kocha. Dlaczego? Czy dlatego, że myślę, że nie zasługuję na TAKĄ miłość, że przecież nie można TAK kochać?

Nie wiem dlaczego, ale jestem prawie pewna, że jestem w ciąży. W sumie nie ma żadnych objawów, bo jeszcze kilka dni do okresu, ale nigdy nie miałam tak wysokiej temperatury. I porannych mdłości, no i obolałych piersi. M. już bardzo chce. Nie mówi o tym, w ogóle za wiele nie mówi o uczuciach. Zawsze muszę z niego wyciągać: "Powiedz, jak mnie kochasz", i dopiero wtedy słyszę: "Jak stąd na Syberię i z powrotem". Jednak nie. Jeśli Ono było choć przez chwilę we mnie, to właśnie spłynęło krwią po wewnętrznej stronie ud. Jakaś pustka we mnie. Dziwne - rano płakałam w łazience. Teraz czuję ulgę. M. jest rozczarowany. I smutny. Nic nie mówi - ale to paskudne uczucie usadowiło się wygodnie na dnie jego oczu i patrzy na mnie bezczelnie - to Twoja wina! Kiwa mi palcem. Choć staramy się dopiero drugi miesiąc, zaczynam wierzyć, że to ze mną jest coś nie tak. Wiem, że M. wcale tak nie myśli. Zazdroszczę mu tego nie-myślenia, tej możności nieskupiania się na rzeczach trudnych, których nie zmienisz, bo są poza twoim zasięgiem.

Wczoraj znów rozmawialiśmy o dziecku. Pytałam M., czy jest pewien. Jest. Czy się nie boi? Nie. A co sobie myśli? "Oj, czy Ty zawsze musisz zadawać takie pytania? No wiesz, wyobrażam sobie, jak się z nim bawię, jak mu pokazuje moją kolekcję resorków - oczywiście z daleka. Pamiętaj, masz mu ich nie dawać pod żadnym pozorem".

"Na pewno mu nie dam", śmiejemy się. Za chwilę poważnieje i z ust wyrywa się krótkie nastroszone pytanie:

"A co jak, no wiesz nie możemy ", "Nie mówmy o tym teraz, dobrze? Nie teraz". A potem można to nazwać staraniem się o małego/małą. Bardzo pięknym i starannym staraniem.

NIE JESTEM. Po raz pierwszy myślę poważnie o adopcji. Czy umiałabym pokochać cudze dziecko? Przygarnąć i zapomnieć, że ono nie ze mnie i nie z niego, że rosło pod sercem u kogoś innego. Na razie nie oswajam tej myśli, nie potrafię. Znów pustka, choć w ostatnim miesiącu staraliśmy się naprawdę na serio. A ja wyobrażałam sobie, jak zapuszcza we mnie korzenie.

Nie zapuściło, choć wołałam je po imieniu. Wyginałam biodra ku górze - jak radzą najlepsze podręczniki. Uciekło.

A ja już mam 27 lat. I ciągle nie potrafię zgodzić się na siebie. Jestem Unikająca. Może dlatego uciekło?

Cały dzień narastało we mnie pragnienie, ale on wieczorem był zbyt zmęczony. Wczoraj też do późna oglądał film, a ja umierałam w pustym łóżku. Boli świadomość, że chcemy mieć dziecko, a najlepsze dni nam uciekają, bo on nie jest zainteresowany. A może ja to traktuję zbyt serio?

W przyszłym tygodniu okaże się, czy jestem. Przez ostatni czas w ogóle o tym nie myślałam, nie rozmawialiśmy. Chyba tak jest lepiej - żadnej presji.

Już wiem, że dziś albo jutro dostanę okres. Czy dlatego tak się kłócimy? Jestem pijana. Po raz pierwszy od bardzo dawna. Chyba mogę, nie? Skoro nie jestem A może jestem bezpłodna?... Niby mamy rok, ale innym to wychodzi szybciej. Hop siup i już zaokrąglony brzuszek. I szybki ślub, a potem równie szybki rozwód. I po co takim dziecko, co to się nawet tak naprawdę nie kochają Pamiętam, jak kiedyś drżałam, gdy spóźniał mi się okres. Teraz jest punktualny jak nigdy.

W końcu upragniony urlop i Krym. Aż boję się myśleć, że może tam

Czekam na ciążę jak na spełnienie, a M. nawet mocniej. Na Krymie było pięknie. Staraliśmy się jak szaleni. Codziennie. Było pięknie - tylko my, słonce i morze. I może już ono we mnie kto wie? Mój mąż za kilka dni wyjeżdża i nie będzie go cały miesiąc. Jak to wytrzymam?

JESTEM W CIĄŻY. JESTEM W CIĄŻY!!! Mam takie ciężkie piersi i jakaś zmęczona jestem. Głupio się czuję, pisząc to, bo jeśli za kilka dni okaże się, że jednak nie? W niedzielę będę już wiedzieć, a we wtorek M. wyjeżdża na swoją ukochaną Syberię. Jak ja to wytrzymam, bez niego, bez niczego - bo nawet zasięgu tam nie będzie miał?

Temperatura nie spada, piersi nabrzmiałe i wielkie. I strach też wielki i nabrzmiały. Jeśli tak - to już nie ma odwrotu. Trzeba iść naprzód. Strach i przerażenie. A przecież jeśli tak, to nie będzie to przypadkowe, przecież chcieliśmy tego, staraliśmy się, więc powinna być radość. Oglądam swoje piersi w lustrze i szukam potwierdzenia. I do końca nie mogę w to uwierzyć.

Zrobiłam sobie test - jednak nie. Doszczętnie zgłupiałam. Może faktycznie nie. Skąd mogę wiedzieć, jak to jest?

Ciągle nie rozmawiamy. Przepraszał mnie, ale ja się zawzięłam. "Wiesz, świnia jesteś", mówi. "Czy musimy się tak kłócić akurat, gdy już zaraz wyjeżdżam?" A ja? Że mam nadzieję, że nie wróci. To były straszne słowa. Sama się przeraziłam, gdy tak nagle zawisły między nami. Nie chciałam tego powiedzieć, ale chciałam go zranić. Chciałam, żeby go zabolało, zapiekło do żywego. Więc powiedziałam.

A jednak chyba tak. Sprawdziłam test później i pojawiła się druga kreska - co znaczy, że wynik jest pozytywny, ale generalnie nie ma się z czego cieszyć, bo test był już niemiarodajny.

TAK - rośnie mi w brzuchu mały Pawlak. We wtorek, godzinę przed wyjazdem M. zrobiłam drugi test. Pojawiły się dwie kreski, ta druga cienka i niewyraźna. "Czemu taka cienka", pyta i nie może uwierzyć. Chyba się bał, że zaraz zniknie i się okaże, że jednak nie. Pusty los.

Pojechał, a ja ryczę. Jestem prawie pewna - wyraźnie czuję, jak się to maleństwo kręci i lokuje, aż mnie wszystko boli i niedobrze mi. A niech będzie nawet niedobrze i niech boli, oby tylko jemu tam było wygodnie i nie chciało sobie pójść od mnie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów