1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matka kontra córka - bolesna rywalizacja

Jak układać sobie relacje z mamą, kiedy same rodzimy dziecko? Kiedy warto postawić granice? Co przemilczeć, a czemu się sprzeciwić?
"Nigdy tak bardzo nie kłóciłam się z matką jak wtedy, kiedy sama zostałam mamą" - tę i podobne opinie słyszałam od wielu kobiet, które właśnie urodziły dziecko.

Niektóre młode matki tak to przeżywają, ale nie uogólniałabym. Równie często albo i częściej zdarza się słyszeć: "Nigdy nie kłóciłam się z moją matką tak jak w okresie dojrzewania" czy też "Nie rozumiałam mojej matki, póki sama nie zostałam matką". Rzeczywiście, kiedy kobieta rodzi dziecko, jej stosunki z własną matką na ogół się zmieniają. Bywa, że na gorsze. Wiele zależy od tego, jak ta relacja wyglądała do tej pory. Jeśli było sporo niezrozumienia, trudności i cierpienia, może się to nasilić, gdy córka urodzi dziecko. Jeśli jednak obie kobiety zbudowały dobrą dorosłą relację, jest duża szansa, że staną się sobie jeszcze bliższe. Jednak najczęściej więź matka-córka nie jest ani bardzo dobra, ani szczególnie nadwyrężona i macierzyństwo córki może zdynamizować tę relację w jakimś kierunku.

Nie zdarza się tak, że relacja jest świetna, ale psuje się, gdy córka rodzi dziecko, bo np. jej mama nie może sobie poradzić z tym, że została babcią?

To mało prawdopodobne. Jeżeli dla kobiety stawanie się babcią jest tak trudne, jeszcze ciężej musiała przeżywać dojrzewanie córki, bo to ono mogło być dla matki pierwszą poważną oznaką przemijania. Psychologia ma swoją logikę i raczej nie ma takich cudów, żeby matka, która w pełni akceptuje fakt, że jej córka dojrzewa i rozpoczyna życie seksualne, raptem nie umiała sobie emocjonalnie poradzić z tym, że ma wnuka. Oczywiście mogła wcześniej nie uświadamiać sobie kobiecej rywalizacji, która objawiała się paradoksalnie na przykład tym, że dwie kobiety były dla siebie bardziej jak przyjaciółki niż matka i córka. Zwierzały się sobie, chodziły razem na dyskoteki, wymieniały ciuchy i kosmetyki - jak równolatki. Kiedy młodsza z przyjaciółek rodzi dziecko, a starsza uświadamia sobie, że akurat to doświadczenie nie jest już jej dostępne, może zacząć rywalizować bardziej wprost. Na przykład stara się udowodnić, że to ona byłaby lepszą matką, czy że dziecko jest do niej bardziej przywiązane - czyli, że właściwie to ona jest tu prawdziwą młodą matką, nie jej córka.

Bywa też, że dopiero kiedy rodzimy dziecko pewne zachowania mamy zaczynają nam przeszkadzać. Nie możemy np. znieść tego, że wtrąca się w nasze życie. Czy to dlatego, że po porodzie jesteśmy bardziej wrażliwe?

Nie tylko. Może wcześniej godziłyśmy się na mamy ingerencję, bo nie dotyczyła obszarów dla nas priorytetowych, np. chętnie jechałyśmy na wakacje tam, gdzie radziła, albo podejmowałyśmy pracę, którą załatwiła. Kiedy jednak chce kontrolować nasze macierzyństwo, zaczynamy się buntować. Urodzenie dziecka czyni nas bardziej dorosłymi i nie chcemy być traktowane jak nieporadne dziecko. Bywa też, że ingerencja się nasila, bo matka nieświadomie wykorzystuje fakt, że jesteśmy zależne od jej wsparcia i pomocy.

Wiele kobiet się na to skarży. Czy dobrym pomysłem jest więc proszenie mamy o pomoc w pierwszym okresie po porodzie? Żeby odwiedzała nas codziennie albo przyjechała na miesiąc?

Czasem życie nas do tego skłania, na przykład gdy ojciec dziecka musi pracować po dwanaście godzin dziennie. Pomoc matki to najnaturalniejsze rozwiązanie jeżeli miedzy dwiema kobietami nie ma głębokiej rywalizacji, zadawnionych urazów czy nadmiernej symbiotycznej bliskości. Ale jeżeli takie ukryte miny są - pewnie wybuchną.

Ale przecież relacja między matką a córką nigdy nie jest idealna.

Żadna relacja taka nie jest. Chodzi o ciężar emocjonalny tego, co było, siłę żalu i nieufności. Dobrze, by młoda kobieta wcześniej dokonała rozrachunku. Zdała sobie sprawę z tego, co jest dla niej cenne w tej relacji, a co nie do zniesienia i na co nie może się zgodzić. Czego nie może matce darować, a za co jest jej wdzięczna. Co może dostać od niej, a czego nie. Ważne, by nie oczekiwała, że gdy urodzi dziecko, dotychczasowe trudne relacje, magicznie się uzdrowią. Żeby nie miała roszczeń, czy nadziei zupełnie niespójnych z tym, co już wie. Jeśli młoda kobieta boleśnie pamięta, jak matka starała się jej udowodnić, że do niczego się nie nadaje, to nie ma sensu, żeby teraz zapraszała matkę do siebie. W trudnym poporodowym okresie.

Może jednak córka miała tylko takie wrażenie? Źle odczytywała intencje matki?

To nie ma znaczenia. Jeśli córka uważa, że matka ma do niej zbyt krytyczny stosunek, to będzie się tego dopatrywać w każdym geście. Wystarczy, że mama będzie w inny sposób trzymać dziecko, by córka stwierdziła: "No tak, znów chce mi pokazać, że wie lepiej". Potraktuje to jako zamierzoną nieżyczliwą demonstrację. Dlatego kiedy rozważamy poproszenie mamy o pomoc, musimy wziąć pod uwagę nie tylko to, czego rzeczywiście możemy się po niej spodziewać, ale również - a może przede wszystkim - nasze własne nastawienie, obawy, lęki i roszczenia.

Jeśli podejrzewamy, że mama będzie się wtrącać albo robić niemiłe uwagi, możemy jej nie zapraszać, ale możemy też postawić granice. Jak to zrobić?

Najpierw musimy się zastanowić, czy rzeczywiście tego chcemy. Są osoby, które narzekają: "Nie umiem postawić mamie granic", ale tak naprawdę nawet nie próbują, bo właściwie odpowiada im bycie małą zaopiekowaną córeczką. Pod pretekstem urodzenia dziecka włączyły mamę w swoje życie i już nie chcą się z nią rozdzielić. Tylko otoczenie (np. zmarginalizowany mąż) zwraca im uwagę, że coś jest nie tak. Stawianie granic mamie nie będzie wtedy skuteczne ani przekonujące, bo tak naprawdę młoda kobieta boi się być samodzielną matką. W tym przypadku warto porozmawiać o problemie z kimś bliskim albo nawet profesjonalistą.

Załóżmy jednak, że chcemy te granice postawić. Jak to zrobić?

Najpierw zadać sobie pytanie "W czym?". Czy uważamy, że w ogóle mamy jest w naszym życiu za dużo? Narzuca się, absorbuje sobą, zawsze wszystko wie lepiej? Wtedy nie jest najlepszym źródłem wsparcia na okres poporodowy, a stawianie jej granic może okazać się trudne. Ale może irytują nas jakieś pojedyncze zachowania? Na przykład to, że jej pomoc zawsze wiąże się z krytyką. Jeśli poza tym, że mama często powtarza: "Znów mleko za gorące" albo "Chyba małą za lekko ubrałaś, jest chłodno na dworze", uważamy, że jest pomocna i dobrze się z nią czujemy, można próbować rozmawiać. Dobra stabilna relacja (nawet jeśli nie jest pozbawiona bolesnych obszarów) powinna to wytrzymać.

Co powiedzieć?

Na przykład: "Mam wrażenie, że często dajesz mi do zrozumienia że coś źle robię przy dziecku, odbieram to, jakbyś chciała mi powiedzieć, że się nie nadaje na matkę". W optymalnej sytuacji mama może odpowiedzieć: "Chyba rzeczywiście tak mówię, ale wcale nie myślę, że jesteś złą matką. Robię tak dlatego, bo się niepokoję, że kiedyś oparzysz dziecko mlekiem". Może dzięki takiej rozmowie córka zobaczy, że intencją matki nie jest poniżenie jej, tylko troska. Matka - że córka ten rodzaj uwag odbiera jako krytykę lub złośliwość.

Czasem rozmowa nic nie daje. I wydaje się, że lepiej jest machnąć ręką. Tylko jakoś nam się to nie udaje.

Nie zawsze jest łatwo machnąć ręką, bo korzenie naszych reakcji mogą sięgać głęboko. Na przykład kiedy mama przychodzi w odwiedziny i zaczyna po swojemu przekładać dziecięce ubranka, w nas odzywa się zastarzała furia. Budzi się dwunastolatka, której matka przychodziła do pokoju, zaglądała w każdy kąt i ukradkiem czytała pamiętnik. I zachowujemy się jak ta dwunastolatka. Zaczynamy krzyczeć: "Znowu mi to zrobiłaś, mam dość tego myszkowania w moich rzeczach". Może kiedy sobie uświadomimy, dlaczego tak reagujemy, następnym razem łatwiej nam będzie nad sobą zapanować. Bo dziewczynka była na matkę zdana, mogła się co najwyżej buntować, dorosła kobieta natomiast ma możliwość wyboru.

Jakich zachowań nie warto znosić?

Narzucania swoich zwyczajów na siłę, nieuwzględniania naszego stanowiska. Słyszałam o pewnej babci, która w czasie gdy córka szła się wykąpać, szybko podawała dwumiesięcznej wnuczce mleko z butelki, bo uważała, że dziecko karmione tylko piersią jest niedożywione. Córka nie musi też pokornie wysłuchiwać poniżających, obraźliwych słów. Kiedy np. matka mówi do córki: "Ale się zapuściłaś, fleja z ciebie. Zadbaj o siebie, bo cię ten twój chłop w końcu rzuci", zasługuje na odpowiedź: "Nie chcę, żebyś tak do mnie mówiła. Jeśli masz mnie tak traktować, to lepiej nie przychodź".

Takie słowa córki nie są niestosowne?

Psychologa nie tyle interesuje czy coś jest stosowne czy nie, tylko czy jest dobrym i najmniej psychologicznie kosztownym rozwiązaniem danego dylematu. Jeśli nawet matka poczuje się urażona, a córka winna, to być może jest to mniej niszczące i dla niej, i dla rodziny, niż gdyby córka tygodniami czy miesiącami przyzwalała na inwazyjne zachowania matki, dusząc w sobie żal i złość.

Zbliża się koniec urlopu macierzyńskiego. Czy dobrym pomysłem jest oddawanie dziecka pod opiekę naszej mamie?

To zależy od wielu czynników. Między innymi tego, jaka była dla nas. Znam córkę alkoholiczki, która w dzieciństwie, po powrocie ze szkoły, często zastawała zamknięty dom, bo mama poszła w tango. Dziś nie wyklucza, że mama wciąż po kryjomu popija i jednocześnie wpada na pomysł oddania jej pod opiekę własnego dziecka. Jedyną jej refleksją w tej sprawie jest: "Może dzięki temu nie będzie pić. Będzie miała jakieś obowiązki". Czasem mamy powody, by mieć poważne wątpliwości, że matka sprawdzi się jako opiekunka, a mimo to zostawiamy jej nasze dziecko.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo mamy takie marzenie, żeby matka, która nie była dla nas taka, jak byśmy chciały, teraz się magicznie odmieniła. Pragniemy, żeby ta, która nigdy nie miała dla nas czasu, teraz znalazła go dla naszego dziecka, a więc pośrednio także dla tej dziewczynki, którą mamy w sobie. Często ten proces myślowy jest nieświadomy. Nie poddany racjonalnej kontroli. Młoda mama nie stawia sobie pytania: "Na jakiej podstawie sądzę, że będzie inaczej?". Dopiero kiedy wydarzy się coś dla niej raniącego, a dla dziecka niesprzyjającego, mówi: "Jak mi w ogóle mogło to przyjść do głowy?! Przecież matka wcale się nie zmieniła".

Zdarza się jednak, że kobieta w roli babci funkcjonuje lepiej niż w roli matki.

Tak. Na przykład kiedy córka była mała, mama nie mogła się nią zajmować, bo był to dla niej czas rozwoju zawodowego. Po pięćdziesiątce czuje się zawodowo ustawiona i może ofiarować swój czas wnukom. Oczywiście pod warunkiem, że jej niedostępność wynikała z konieczności, a nie z wyboru. Ale jeśli wybrała pracę, bo nużyły ją kontakty z małym dzieckiem, to pewnie teraz też będzie jej trudno sobie z nim poradzić. Zanim więc oddamy mamie dziecko pod opiekę, przeanalizujmy, w jakich aspektach możemy na nią liczyć, a w jakich raczej nie. A jeśli sądzimy, że coś zmieniło się na lepsze w niej lub w nas, zastanówmy się, jakie mamy podstawy, by tak myśleć.

Zofia Milska-Wrzosińska jest psychologiem i psychoterapeutką. Kieruje warszawskim Laboratorium Psychoedukacji. Ma czworo dzieci.

Więcej o:
Komentarze (11)
Matka kontra córka - bolesna rywalizacja
Zaloguj się
  • baba67

    Oceniono 66 razy 58

    Ostatnie pokolenie namolnych babc ktore poza praca i rodzina nie mialy zadnych zainteresowan. Normalna kobieta cieszy sie na emeryturze wolnym czasem , zwiazkiem ze swoim mezem, wreszcie nie muszac skakac kolo rodziny. Jesli sie tej niezaleznosci psychicznej opartej na zdrowym egoizmie nie wypracowalo to sie jest wrzodem na doopie stale krytycznym, kontrolujacym, wtracajacym sie w zwiazek corki, naruszajacym prywatnosc mlodej rodziny. W moim pokoleniu kobiet bardziej egoistycznie nastawionym takich pan jest mniej.

  • lucusia3

    Oceniono 47 razy 37

    No zastanawia mnie to wołanie córek o niezależność. Ja jestem jedyna w szerszym kręgu znajomych, która bez pomocy babć odchowuje dzieci. Koleżanki się zastanawiają jak to w ogóle jest możliwe. Zazdroszczą mi też dobrych układów z rodzicami z obu stron. Tyle, że nie łączą tego ze sobą. Najlepiej by było, jakby dziadkowie odwalili robotę z wnukami, wyszli sobie cichutko od nich z domu, oczywiście po posprzątaniu, bez naruszania np. kolejności szamponów w łazience i jeszcze zostawili pieniądze na wakacje. A dzieci się odwdzięczą kocykiem elektrycznym, albo równie atrakcyjnym "nowoczesnym" prezentem. Zastanawiam się czy oni nie mylą rodziców z psem? Wytresowany, posłuszny, z minimalna ilością wymagań.

  • jan.go

    Oceniono 19 razy 11

    I dlatego w tysiącletnich kulturach azjatyckich to syn zajmuje się rodzicami Co mądrość to mądrość

  • wmojejopinii

    Oceniono 5 razy 5

    Skąd? moja mama ma córkę nie taką o jakiej marzyła. Stąd.

  • hoa-hong

    Oceniono 1 raz 1

    Moja juz teraz świetej pamięci babci jak byłam mała jak zabierała mnie gdzieś, to wracałam ubrana w cos zupełnie innego bo jej sie nie podobało, jak byłam nieco starsza i trochę z nami mieszkała to nie można było jej wyperswadować zaglądania do naszych rzeczy, dopiero na kilka lat oprzed smiercia nieco sie uspokoiła, pomijając oczywiście szukanie mężów ulubionej wnuczce ;) (pozostała trójka wnucząt była traktowana jak powietrze) Ot charakterna kobita była

  • Ina Skrobisz

    0

    NAJGORSZE jak matki podstepnie zabierają matkom dzieci i wnuki uwazaja za własne dzieci ,krzywda jest tak ogromna ze do końca zycia relacje są chore i toksyczne

  • k.l.o.c.e.k.l.e.g.o

    Oceniono 44 razy -4

    jest proste rozwiązanie - mamusi mówi się: jak nie możesz się pogodzić z tym, że ja mam swoje dzieci i będę je wychowywać wg mojego uznania, to spieprzaj dziadu

  • mczes57

    Oceniono 94 razy -4

    Niestety dzisiaj młodzi bez babci i dziadka nie dają sobie rady.Byle problem i już tragedia. Gdyby nie pomoc dziadków liczba rozwodów idzie w górę o 100%.Młodzi narzekają że muszą na emerytów pracować, ale to emeryci wspomagają młodych również finansowo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX