Witaj, Zosieńko

Tekst: Przemysław Gumienny
25.11.2008 , aktualizacja: 25.11.2008 16:39
A A A Drukuj
- Urodzę w domu! - powiedziała moja żona. To było kilka dniu temu, ale ja od tej pory nie mogę o niczym innym myśleć.

Fot. Łukasz Giza / AG
Fot. Łukasz Giza / AG
Fot. Łukasz Giza / AG
ZOBACZ TAKŻE
Początkowo nie brałem tego do siebie. Takie tam gadanie, protest przeciwko zimnym szpitalnym lekarzom, nieuprzejmym położnym, zupom mlecznym, szlafrokom w pasy. Zgoda, w szpitalach jest niefajnie, ale jakoś musimy przez to razem przejść. Zresztą Agnieszka - moja ukochana żona jest niestabilna emocjonalnie i ma do tego pełne prawo. W końcu jest w ciąży. Muszę być cierpliwy.

- Ja naprawdę urodzę w domu!!! - mówiła uparcie.

Tak, a ja będę piosenkarzem i nagram płytę z Dodą - myślałem uśmiechając się do siebie.

25 czerwca

Wczoraj byliśmy u pani ginekolog, Hinduski mieszkającej w Polsce. Oczarowała nas oboje swoim uśmiechem i spokojem. Przed wizytą Agnieszka musiała wypełnić jakieś ankiety, formularze. Powiedziałem - wpisz cokolwiek, nie marnujmy czasu, obejrzyjmy sobie jakiś film. Ale moja uparta żona zastanawiała się nad każdym pytaniem.

,,Jakie były Twoje stosunki z rodzicami?", ,,Jakie masz lęki?", ,,Wypisz swoją tygodniową dietę" i takie tam...

Przecież ona tego nie czyta, to pic na wodę - mówiłem trochę poirytowany.

Nie miałem racji. W gabinecie Pani doktor spędziliśmy ponad godzinę, nie tylko przeczytała każdą ankietę ale też zadała sporo pytań dodatkowych. Tłumaczyła nam jak wiele rzeczy ma wpływ na zdrowie nasze i naszych dzieci. Pewnie że wiele przeczytaliśmy, ale potrzebowaliśmy kogoś, kto nam ugruntuję tę wiedzę. Taki lekarz -duchowy przewodnik ? Przyjaciel- nauczyciel? Jakoś mi to nie pasuje do naszych realiów...

28 czerwca

- Ja nie żartuję, Przemku. Naprawdę chcę urodzić w domu - tłumaczyła spokojnie Agnieszka.

Pomyślałem, że ma przecież prawo do takiej decyzji.

- Ale jak? Gdzie? W jaki sposób? Z kim?

Setki pytań krążyły w mojej głowie. No bo rzeczywiście nasze prababcie rodziły w polu ocierały pot z czoła i wracały do pracy i nie było w tym nic dziwnego. Ale jak coś będzie nie tak? Jak okaże się, że potrzebna jest interwencja lekarska? A poza tym gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie?

Dotarło do mnie, że Agnieszka mówi całkiem poważnie, że będziemy musieli zmierzyć się z czymś ogromnym. Ale może właśnie dlatego jesteśmy małżeństwem żeby zwyciężać razem.

14 lipca

- Jesteśmy tu po to, aby być bardziej świadomi. Nasza kluska ma 2 miesiące i postanowiliśmy że przyjdzie na świat w miejscu w którym będzie cicho, ciepło i bezpiecznie. W naszym domu - mówiła Agnieszka kiedy padła nasza kolej.

- Nie podoba mi się tutaj. Takie wystąpienia kojarzą mi się z klubem anonimowych alkoholików - pomyślałem jednocześnie.

Byliśmy na pierwszych zajęciach w Szkole Świadomego Macierzyństwa. Każdy miał powiedzieć o sobie parę słów. Kilkadziesiąt mniejszych lub większych dużych brzuchów. Kilkadziesiąt zestresowanych kobiet i wspierających mężów. Dla mnie w tym całym gronie ważny jest tylko jeden brzuszek, najpiękniejszy na świecie brzuszek Agnieszki.

3 września

Chyba polubiłem trochę tę Szkołę Świadomego Macierzyństwa. Niektóre brzuchy są jakby bardziej znajome a spotkania coraz ciekawsze. I praktyczne zajęcia tańca, masażu i te teoretyczne prowadzone przez Szamankę, jak żartobliwie nazywamy naszą panią doktor, są wartościowe.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Witaj, Zosieńko nataliak9 29.11.08, 13:51

    Gratuluję szczęśliwego rozwiazania! Ja jednak preferuję metody tradycyjne, urodziłam w szpitalu państwowym, mam bardzo dobre wspomnienia, równiez nie uczestniczyłm w zajęciach »

  • Witaj, Zosieńko misiowa83 29.11.08, 15:35

    serdeczne gratulacje i wszystkiego dobrego!! z ciekawością,ale też trochę i z zazdrością przeczytałam wspominki świeżo upieczonego tatusia.Ja również marzyłam o porodzie w domu,niestety,nie »