Witaj, Zosieńko
25.11.2008
, aktualizacja: 25.11.2008 16:39
- Urodzę w domu! - powiedziała moja żona. To było kilka dniu temu, ale ja od tej pory nie mogę o niczym innym myśleć.
ZOBACZ TAKŻE
- Poród nas wyzwala (15-01-07, 11:16)
- Poród w twoich rękach (23-12-06, 01:00)
- W domu narodzin (21-11-06, 12:34)
- Poród w domu (05-08-05, 15:19)
- Orgazm w trakcie porodu (17-02-12, 16:15)
Początkowo nie brałem tego do siebie. Takie tam gadanie, protest przeciwko zimnym szpitalnym lekarzom, nieuprzejmym położnym, zupom mlecznym, szlafrokom w pasy. Zgoda, w szpitalach jest niefajnie, ale jakoś musimy przez to razem przejść. Zresztą Agnieszka - moja ukochana żona jest niestabilna emocjonalnie i ma do tego pełne prawo. W końcu jest w ciąży. Muszę być cierpliwy.
- Ja naprawdę urodzę w domu!!! - mówiła uparcie.
Tak, a ja będę piosenkarzem i nagram płytę z Dodą - myślałem uśmiechając się do siebie.
25 czerwca
Wczoraj byliśmy u pani ginekolog, Hinduski mieszkającej w Polsce. Oczarowała nas oboje swoim uśmiechem i spokojem. Przed wizytą Agnieszka musiała wypełnić jakieś ankiety, formularze. Powiedziałem - wpisz cokolwiek, nie marnujmy czasu, obejrzyjmy sobie jakiś film. Ale moja uparta żona zastanawiała się nad każdym pytaniem.
,,Jakie były Twoje stosunki z rodzicami?", ,,Jakie masz lęki?", ,,Wypisz swoją tygodniową dietę" i takie tam...
Przecież ona tego nie czyta, to pic na wodę - mówiłem trochę poirytowany.
Nie miałem racji. W gabinecie Pani doktor spędziliśmy ponad godzinę, nie tylko przeczytała każdą ankietę ale też zadała sporo pytań dodatkowych. Tłumaczyła nam jak wiele rzeczy ma wpływ na zdrowie nasze i naszych dzieci. Pewnie że wiele przeczytaliśmy, ale potrzebowaliśmy kogoś, kto nam ugruntuję tę wiedzę. Taki lekarz -duchowy przewodnik ? Przyjaciel- nauczyciel? Jakoś mi to nie pasuje do naszych realiów...
28 czerwca
- Ja nie żartuję, Przemku. Naprawdę chcę urodzić w domu - tłumaczyła spokojnie Agnieszka.
Pomyślałem, że ma przecież prawo do takiej decyzji.
- Ale jak? Gdzie? W jaki sposób? Z kim?
Setki pytań krążyły w mojej głowie. No bo rzeczywiście nasze prababcie rodziły w polu ocierały pot z czoła i wracały do pracy i nie było w tym nic dziwnego. Ale jak coś będzie nie tak? Jak okaże się, że potrzebna jest interwencja lekarska? A poza tym gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie?
Dotarło do mnie, że Agnieszka mówi całkiem poważnie, że będziemy musieli zmierzyć się z czymś ogromnym. Ale może właśnie dlatego jesteśmy małżeństwem żeby zwyciężać razem.
14 lipca
- Jesteśmy tu po to, aby być bardziej świadomi. Nasza kluska ma 2 miesiące i postanowiliśmy że przyjdzie na świat w miejscu w którym będzie cicho, ciepło i bezpiecznie. W naszym domu - mówiła Agnieszka kiedy padła nasza kolej.
- Nie podoba mi się tutaj. Takie wystąpienia kojarzą mi się z klubem anonimowych alkoholików - pomyślałem jednocześnie.
Byliśmy na pierwszych zajęciach w Szkole Świadomego Macierzyństwa. Każdy miał powiedzieć o sobie parę słów. Kilkadziesiąt mniejszych lub większych dużych brzuchów. Kilkadziesiąt zestresowanych kobiet i wspierających mężów. Dla mnie w tym całym gronie ważny jest tylko jeden brzuszek, najpiękniejszy na świecie brzuszek Agnieszki.
3 września
Chyba polubiłem trochę tę Szkołę Świadomego Macierzyństwa. Niektóre brzuchy są jakby bardziej znajome a spotkania coraz ciekawsze. I praktyczne zajęcia tańca, masażu i te teoretyczne prowadzone przez Szamankę, jak żartobliwie nazywamy naszą panią doktor, są wartościowe.
- Ja naprawdę urodzę w domu!!! - mówiła uparcie.
Tak, a ja będę piosenkarzem i nagram płytę z Dodą - myślałem uśmiechając się do siebie.
25 czerwca
Wczoraj byliśmy u pani ginekolog, Hinduski mieszkającej w Polsce. Oczarowała nas oboje swoim uśmiechem i spokojem. Przed wizytą Agnieszka musiała wypełnić jakieś ankiety, formularze. Powiedziałem - wpisz cokolwiek, nie marnujmy czasu, obejrzyjmy sobie jakiś film. Ale moja uparta żona zastanawiała się nad każdym pytaniem.
,,Jakie były Twoje stosunki z rodzicami?", ,,Jakie masz lęki?", ,,Wypisz swoją tygodniową dietę" i takie tam...
Przecież ona tego nie czyta, to pic na wodę - mówiłem trochę poirytowany.
Nie miałem racji. W gabinecie Pani doktor spędziliśmy ponad godzinę, nie tylko przeczytała każdą ankietę ale też zadała sporo pytań dodatkowych. Tłumaczyła nam jak wiele rzeczy ma wpływ na zdrowie nasze i naszych dzieci. Pewnie że wiele przeczytaliśmy, ale potrzebowaliśmy kogoś, kto nam ugruntuję tę wiedzę. Taki lekarz -duchowy przewodnik ? Przyjaciel- nauczyciel? Jakoś mi to nie pasuje do naszych realiów...
28 czerwca
- Ja nie żartuję, Przemku. Naprawdę chcę urodzić w domu - tłumaczyła spokojnie Agnieszka.
Pomyślałem, że ma przecież prawo do takiej decyzji.
- Ale jak? Gdzie? W jaki sposób? Z kim?
Setki pytań krążyły w mojej głowie. No bo rzeczywiście nasze prababcie rodziły w polu ocierały pot z czoła i wracały do pracy i nie było w tym nic dziwnego. Ale jak coś będzie nie tak? Jak okaże się, że potrzebna jest interwencja lekarska? A poza tym gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie?
Dotarło do mnie, że Agnieszka mówi całkiem poważnie, że będziemy musieli zmierzyć się z czymś ogromnym. Ale może właśnie dlatego jesteśmy małżeństwem żeby zwyciężać razem.
14 lipca
- Jesteśmy tu po to, aby być bardziej świadomi. Nasza kluska ma 2 miesiące i postanowiliśmy że przyjdzie na świat w miejscu w którym będzie cicho, ciepło i bezpiecznie. W naszym domu - mówiła Agnieszka kiedy padła nasza kolej.
- Nie podoba mi się tutaj. Takie wystąpienia kojarzą mi się z klubem anonimowych alkoholików - pomyślałem jednocześnie.
Byliśmy na pierwszych zajęciach w Szkole Świadomego Macierzyństwa. Każdy miał powiedzieć o sobie parę słów. Kilkadziesiąt mniejszych lub większych dużych brzuchów. Kilkadziesiąt zestresowanych kobiet i wspierających mężów. Dla mnie w tym całym gronie ważny jest tylko jeden brzuszek, najpiękniejszy na świecie brzuszek Agnieszki.
3 września
Chyba polubiłem trochę tę Szkołę Świadomego Macierzyństwa. Niektóre brzuchy są jakby bardziej znajome a spotkania coraz ciekawsze. I praktyczne zajęcia tańca, masażu i te teoretyczne prowadzone przez Szamankę, jak żartobliwie nazywamy naszą panią doktor, są wartościowe.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Witaj, Zosieńko
nataliak9
29.11.08, 13:51
Gratuluję szczęśliwego rozwiazania! Ja jednak preferuję metody tradycyjne, urodziłam w szpitalu państwowym, mam bardzo dobre wspomnienia, równiez nie uczestniczyłm w zajęciach »
-
Witaj, Zosieńko
misiowa83
29.11.08, 15:35
serdeczne gratulacje i wszystkiego dobrego!! z ciekawością,ale też trochę i z zazdrością przeczytałam wspominki świeżo upieczonego tatusia.Ja również marzyłam o porodzie w domu,niestety,nie »
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród




odtwórz
odtwórz


