1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nasza praca w naszych rękach

Czasem, by odnieść sukces w pracy, wystarczy sobie nie przeszkadzać
Z jednej strony kobiety bywają dyskryminowane w pracy właśnie dlatego, że są lub mogą w przyszłości zostać matkami, z drugiej czasem same ściągają na siebie kłopoty wciąż podkreślając, że nie mogą dobrze wykonywać pracy z powodu dziecka.



Żadna skrajność nie jest dobra: ani ciągłe zasłanianie się macierzyństwem, ani udawanie, że jest się w pełni dyspozycyjną, jakby dziecko nie istniało. Nie szkodzi, jeśli kobieta raz czy drugi powie, że jest w gorszej formie, bo jej maluch nie spał w nocy. Pod warunkiem, że nie zdarza się to nagminnie. Do pewnego momentu możemy liczyć na zrozumienie, ale gdy przekroczymy punkt krytyczny, spotkamy się już tylko z irytacją. Taka reakcja wynika z ogólnych reguł rządzących komunikacją międzyludzką - jeśli się długo i często o czymś mówi lub do czegoś nakłania, to wywołuje to efekt odwrotny od zamierzonego.

Są też kobiety, które z racji tego, że mają dzieci, wciąż oczekują specjalnych przywilejów. Oczywiście powinny domagać się, by respektowano ich prawa, ale to nie znaczy, że mają wciąż podkreślać "mnie się należy". Postawa roszczeniowa, która zresztą rzadko pojawia się dopiero po urodzeniu dziecka, bo zwykle jest związana z ogólnym nastawieniem życiowym, zawsze wywołuje niechęć otoczenia.

Wywołują ją też niekończące się opowieści o zupkach i kupkach.

Zachwyty nad naszym maleństwem mogą innych nudzić, a u koleżanek, którym nie udało się założyć rodziny, mogą budzić zazdrość. Niedoszłe mamy mogą myśleć: nie dość, że jej się udało, a mnie nie, to jeszcze wciąż bierze zwolnienia i muszę za nią pracować. By temu zapobiec wystarczy odrobina taktu i wyobraźni.

Nawet jeśli młoda mama powstrzyma się od opowieści o szczęściu macierzyństwa, to i tak koledzy mogą mieć pretensje, że muszą czasem pracować za nią.

Ogromnie wierzę w siłę nieformalnych relacji w pracy. Jeśli w firmie panuje zasada wzajemności, ludzie są w stosunku do siebie lojalni, to zwykle nie ma problemu z tym, by komuś, kto ma trudniejszy okres, trochę pomóc. Jednak jeśli szef i współpracownicy wychodzą młodej matce naprzeciw - przymykają oko na spóźnienia czy odciążają ją - to zwykle oczekują, że ona w przyszłości spłaci zaciągnięty dług wdzięczności. Że jeśli firma idzie jej teraz na rękę, to ona także będzie skłonna, w razie potrzeby, dopasować się do firmy i np. na szczepienie dziecka wybierze luźniejszy dzień w pracy, a nie akurat ten, w którym każda para rąk jest na wagę złota.

Nieraz jednak młode matki stoją z góry na przegranej pozycji - uważa się, że są gorszymi pracownikami i z tego powodu nie mają na przykład szans na awans.

Często spotykamy się z opinią, że kobieta, która ma małe dziecko, jest mniej wydajna. Jak się to uogólni i potraktuje wszystkie świeżo upieczone mamy jak jednorodną grupę, to rzeczywiście można znaleźć argumenty na potwierdzenie tej tezy - mniejsza dyspozycyjność, częstsze zwolnienia i gorsza forma z powodu nieprzespanych nocy. Jednak kiedy przyjrzymy się konkretnym kobietom to okaże się, że są wśród nich i te świetnie zorganizowane, i te zupełnie pogubione. Przekonamy się, że niektórym rzeczywiście dziecko trochę przeszkadza w pracy, ale innym wręcz pomaga, bo czują się szczęśliwe i mają więcej energii.

Kariera młodej matki zależy też w dużej mierze także od tego, jak dzieli się rodzicielskimi obowiązkami z ojcem dziecka.

Oczywiście. Jeśli obojgu zależy na pracy, to powinni np. na zmianę brać zwolnienia na chore dziecko czy wychodzić wcześniej z pracy, by odbyć rozmowę z nianią lub pójść na przedstawienie w przedszkolu.

Czy można więc uznać za zły układ, w którym tylko jeden z rodziców dopasowuje swoją pracę do obowiązków rodzicielskich?

Wszystko zależy od powodów takiej decyzji. Jeśli są one wyłącznie finansowe, np. on mówi do niej: "Moja praca jest ważniejsza, bo ja więcej zarabiam", to ten układ może okazać się bardzo ryzykowny. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę nie tylko pieniądze, ale też pasję, indywidualne ambicje i specyfikę wykonywanych zawodów - w przypadku niektórych dłuższa przerwa może oznaczać ogromne problemy z powrotem na rynek. Jeśli jednak jedno z rodziców "poświęca" swoją karierę dla dziecka, bo w gruncie rzeczy ani tej swojej pracy nie lubi, ani nie ma żadnych szczególnych planów zawodowych, to zupełnie zmienia postać rzeczy. Zanim więc kobieta zacznie z partnerem rozmowę na temat podziału obowiązków, powinna przede wszystkim szczerze porozmawiać sama ze sobą.

Jakie pytania powinna sobie zadać?

"Czy rzeczywiście zależy mi na karierze?", "Czy lubię swoją pracę i firmę?", "Czy to jest to, co naprawdę chcę robić?" "Czy w ogóle mam pomysł na swój rozwój zawodowy?". Czasami próbujemy dopasować się do cudzych ambicji i żyjemy według narzuconej nam np. przez rodziców, hierarchii wartości. Niekiedy kobieta uważa, że musi zrobić karierę, chociaż tak naprawdę wcale nie ma na to ochoty. Albo tkwi w pracy, która zupełnie jej nie odpowiada, ale nie chce się do tego przyznać. Wtedy podświadomie może dokonywać wyborów, które będą torpedować jej karierę. Nie do końca wierzę np. kobietom, które twierdzą, że chcą rozwijać się zawodowo i rodzą trójkę dzieci jedno po drugim, nie mając zaplecza w postaci pieniędzy na nianię czy chętnych do pomocy dziadków. Czasami oczywiście jest odwrotnie - kobieta męczy się na urlopie wychowawczym, bo uważa, że powinna zostać w domu z dzieckiem, a w głębi duszy tęskni za swoją firmą. Trzeba więc najpierw przyznać się przed sobą samą do swoich pragnień.

A jeśli kobieta jest pewna, że zależy jej na karierze?

Wtedy najpierw powinna zaangażować do opieki nad dzieckiem swojego partnera. Poszukać wspólnie rozwiązań, które będą dobre i dla dziecka, i dla nich obojga. Trzeba to zrobić jak najwcześniej - wtedy kiedy obie strony mają dużo dobrej woli, są skłonne pójść na kompromis, a ewentualne poczucie krzywdy nie zdążyło jeszcze narosnąć. Jeśli np. oboje pracują od 9 do 17 mogą poprosić swoich przełożonych o przesunięcie godzin pracy - jedno będzie przychodzić na 8, a drugie na 10. Innym rozwiązaniem może być umówienie się z szefem, że część pracy będziemy wykonywać w domu.

Co jednak, jeśli w naszej firmie nie ma takiego zwyczaju?

Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy go wprowadziły. Nie zakładajmy z góry, że przełożony nie przystanie na naszą propozycję. Wielokrotnie słyszałam od pracowników: "mój szef nigdy się na to nie zgodzi", a potem kiedy ich stanowisko obejmowały inne osoby, nagle okazywało się, że z tym samym szefem da się prawie wszystko załatwić.

Może warto porozmawiać z innymi mamami pracującymi w naszej firmie i razem iść do szefa?

Można rozważyć taką wspólną inicjatywę. Chciałabym jednak ostrzec przed tworzeniem w firmie obozu matek. Wprawdzie w ludzkiej naturze leży integrowanie się z podobnymi do nas przeciwko "innym", ale takie koterie na pewno nie służą dobrej atmosferze w firmie. Często podziały na matki i nie-matki czy kobiety i mężczyzn tworzą się w sposób naturalny, ale od nas zależy, czy je trochę osłabimy, czy raczej wzmocnimy. W interesie wszystkich leży, by być ocenianym na podstawie kompetencji i wiedzy, a nie sytuacji osobistej, wyznania, płci czy koloru skóry. Nie zapominajmy więc, że dla firmy jesteśmy najpierw pracownikiem, a dopiero potem matką.

Niektóre kobiety nie potrafią przez osiem godzin koncentrować się tylko na pracy i błądzą myślami wokół domu albo wydzwaniają sprawdzić, czy dziecko dobrze się czuje.

Wszyscy miewamy problem z pozostawieniem spraw domowych w domu i spraw firmy w firmie. Przez to w pracy jesteśmy mniej efektywni, a w domu nie jesteśmy w stanie wypocząć. W przypadku osób, które mają dzieci, przejawia się to też w taki sposób, że zaczynają traktować swoje potomstwo jak kolejne zawodowe wyzwanie, a jego edukację i wychowanie jak obszar, na którym można się wykazać, co na pewno nie jest dla tych dzieci korzystne. Myślę więc, że dla własnego zdrowia, kariery i szczęścia rodzinnego warto nauczyć się oddzielać dom od pracy. To jedno z najważniejszych zadań, jakie stoją przed pracującą matką.

Anna Rudzińska pracuje w firmie doradztwa personalnego Kienbaum. Jest psychologiem i mamą trójki dzieci.

Więcej o: