Mama dla trojga
29.07.2008
, aktualizacja: 30.07.2008 16:15
Miłość nie zawsze jest łatwa. Czasem trzeba przejść przez lęk i ból, żeby na końcu otworzyć właściwe drzwi, drzwi do swego serca.

Fot. Arkadiusz acichocki / AG
Objęć mamy starczy dla wszystkich trzech siostrzyczek

Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że mamy bliźniaczek są dla niej bohaterkami. Tak właśnie stałam się jedną z nich...

... ale ja wszystkie "pierwsze razy" przeżywam dwa razy - pierwsze uśmiechy, słowa, pieszczoty...
Dwa razy więcej pracy, ale i dwa razy więcej miłości.

Fot. Arkadiusz acichocki / AG

Fot. Arkadiusz acichocki / AG
To, co niedawno wydawało mi się niemożliwe, stało się moją codziennością. mamy trzy zdrowe córki, które uśmiechają się od ucha do ucha. Trzeba mi gratulować, a nie współczuć.

Słodkie brzemię x 3 - nic to dla krzepkich ramion taty!

Fot. Arkadiusz acichocki / AG
Rodzice bliźniąt są uprzywilejowani - mogą obserwować ich zabawy, pieszczoty, rywalizację...
ZOBACZ TAKŻE
- Ja, matka pracująca (27-08-08, 14:03)
- Podwójne szczęście (26-09-07, 11:42)
- Bliźniaki (30-01-07, 12:21)
- Ciąża bliźniacza (14-02-11, 14:11)
Przez środek mojej macicy biegła wyraźna kreska. Kreska, której nie powinno tam być. Kreska rozdzielająca dwie kropki. Dwie!
- Panie doktorze, mąż twierdzi, że to bliźniaki.
- Ma rację.
- Pan żartuje, proszę mnie nie załamywać! - rzuciłam, choć obraz USG, który widniał przed moimi oczami nie pozostawiał wątpliwości.
MIESIĄC 3.
Płaczę dzień i noc. Alicja ma dopiero dwa latka, a tu jeszcze dwójka! Przewijanie, karmienie, gotowanie, pranie, sprzątanie, spacery, usypianie... Milion rzeczy do zrobienia, a ja jedna. Mam dopiero 25 lat. Chcę żyć, a nie stawać w wyborach o tytuł "Matki Polki" poświęcającej się dla gromady dzieciaków, bo trójka to już gromada. Nie dam sobie rady. Chciałam mieć tylko jeszcze jedno dziecko, NIE BLIŹNIAKI!!! Znikaj druga "fasolko", znikaj!
W przerwach między jednym, a drugim atakiem histerii, biegam na bliskie spotkania z muszlą klozetową.
Co się ze mną dzieje? Pierwszą ciążę znosiłam rewelacyjnie, a teraz...
Później dowiaduję się, że to wina bliźniaków. "Ciąża bliźniacza charakteryzuje się dużą produkcją kosmówki, a to ona odpowiada za mdłości"- wyjaśnia mi ktoś życzliwy.
MIESIĄC 4.
Doktor M. znowu przykłada swe "magiczne" urządzenie do mojego brzucha. Tym razem wyczarował nam dziewczynkę. A zatem mamy Julię. Drugi lokator jest nazbyt ruchliwy, więc pozostaje tajemnicą.
Ktoś ze znajomych pyta, dlaczego się martwię. "Przecież planowaliście ciążę. Powinnaś się cieszyć, bo to dar od Boga". Najwidoczniej nie dla mnie. Trójka dzieci!!! Nie stać nas na opiekunkę. Jedni dziadkowie pracują, a drudzy są daleko Jak mam sobie sama poradzić?! Sama, bo przecież mąż musi pracować, żeby zarobić chociażby na pieluchy. Czy wiesz ile kosztują pieluchy dla trójki dzieci?
Ciągle słyszę wśród znajomych głosy zachwytu: "Bliźniaki - jak fajnie! Zawsze chciałam mieć bliźniaki!".
"Proszę bardzo, mam jedne na zbyciu"- wołam, lecz tylko w myślach, żeby nie uznali mnie za wariatkę. Ja też myślałam, że to fajnie mieć bliźniaki. Zanim urodziła się Alicja. Dzięki niej wiem, że :
z płuc małych dzieci wydobywają się " WIELKIE" dźwięki,
sen nie jest nam niezbędny,
można nie siusiać i nie jeść przez cały dzień,
mięśnie rąk najszybciej wyrabiają się od noszenia dziecka,
wyjście z domu może zajmować godzinę,
mała istota może ssać pierś w nieskończoność.
- Panie doktorze, mąż twierdzi, że to bliźniaki.
- Ma rację.
- Pan żartuje, proszę mnie nie załamywać! - rzuciłam, choć obraz USG, który widniał przed moimi oczami nie pozostawiał wątpliwości.
MIESIĄC 3.
Płaczę dzień i noc. Alicja ma dopiero dwa latka, a tu jeszcze dwójka! Przewijanie, karmienie, gotowanie, pranie, sprzątanie, spacery, usypianie... Milion rzeczy do zrobienia, a ja jedna. Mam dopiero 25 lat. Chcę żyć, a nie stawać w wyborach o tytuł "Matki Polki" poświęcającej się dla gromady dzieciaków, bo trójka to już gromada. Nie dam sobie rady. Chciałam mieć tylko jeszcze jedno dziecko, NIE BLIŹNIAKI!!! Znikaj druga "fasolko", znikaj!
W przerwach między jednym, a drugim atakiem histerii, biegam na bliskie spotkania z muszlą klozetową.
Co się ze mną dzieje? Pierwszą ciążę znosiłam rewelacyjnie, a teraz...
Później dowiaduję się, że to wina bliźniaków. "Ciąża bliźniacza charakteryzuje się dużą produkcją kosmówki, a to ona odpowiada za mdłości"- wyjaśnia mi ktoś życzliwy.
MIESIĄC 4.
Doktor M. znowu przykłada swe "magiczne" urządzenie do mojego brzucha. Tym razem wyczarował nam dziewczynkę. A zatem mamy Julię. Drugi lokator jest nazbyt ruchliwy, więc pozostaje tajemnicą.
Ktoś ze znajomych pyta, dlaczego się martwię. "Przecież planowaliście ciążę. Powinnaś się cieszyć, bo to dar od Boga". Najwidoczniej nie dla mnie. Trójka dzieci!!! Nie stać nas na opiekunkę. Jedni dziadkowie pracują, a drudzy są daleko Jak mam sobie sama poradzić?! Sama, bo przecież mąż musi pracować, żeby zarobić chociażby na pieluchy. Czy wiesz ile kosztują pieluchy dla trójki dzieci?
Ciągle słyszę wśród znajomych głosy zachwytu: "Bliźniaki - jak fajnie! Zawsze chciałam mieć bliźniaki!".
"Proszę bardzo, mam jedne na zbyciu"- wołam, lecz tylko w myślach, żeby nie uznali mnie za wariatkę. Ja też myślałam, że to fajnie mieć bliźniaki. Zanim urodziła się Alicja. Dzięki niej wiem, że :
z płuc małych dzieci wydobywają się " WIELKIE" dźwięki,
sen nie jest nam niezbędny,
można nie siusiać i nie jeść przez cały dzień,
mięśnie rąk najszybciej wyrabiają się od noszenia dziecka,
wyjście z domu może zajmować godzinę,
mała istota może ssać pierś w nieskończoność.
Gdy mnożę to razy dwa i dorzucam dwuletnią Alicję staram się oddalić myśl o bliźniakach. Jakby ich nie było albo jakbym miała być ciężarną przez najbliższe kilka lat.
MIESIĄC 5.
Wizyty u doktora M. stają się rutyną. Po kolejnej oznajmiamy Alicji, że będzie miała dwie siostrzyczki. Wszyscy ostrzegają, że poród może być nawet dwa miesiące wcześniej, więc powoli rozpoczynamy przygotowania.
Boże, jak zmieścimy się w dwóch pokojach! Nie mamy gdzie postawić kolejnych dwóch łóżeczek. I co z wózkiem? Standardowa szerokość modelu bliźniaczego to ok. 83 cm. Wszędzie chodzę z centymetrem.
Szerokość drzwi wejściowych - 80 cm
Szerokość drzwi do windy - 66 cm
Znajduję forum "Bliźniaki i więcej" na www. gazeta.pl. Dziewczyny radzą trzymać wózek w samochodzie, dzieci znosić na dół w fotelikach samochodowych, wyjmować wózek, wkładać do niego dzieci, foteliki do samochodu i gotowe.
Tylko, co mam w tym czasie zrobić z Alicją??? Chyba prowadzić w zębach na smyczy i na czas manewrów przy samochodzie przywiązać do najbliższego drzewa, bo na to, że zbuntowana dwulatka mnie posłucha nie mam co liczyć.
W dodatku w naszym samochodzie nie zmieszczą się trzy foteliki, a wózek zajmie cały bagażnik. Czy jest choć jedna pozytywna rzecz w posiadaniu bliźniąt? Jeśli tak, to błagam niech mi ją ktoś wskaże!
Na forum poznaję Dikę. Ma rocznego synka i tak jak ja spodziewa się bliźniaków. Jest pełna optymizmu. Zazdroszczę jej podejścia. Wiele rozmawiamy. W końcu ktoś nie odwraca się do mnie plecami, kiedy mówię, że nie cieszę się z bliźniaków, że się boję i najchętniej wycofałabym się z tego interesu. Ktoś mnie słucha bez wpędzania w poczucie winy. Dzięki Dika!
MIESIĄC 6.
Leżę na fotelu ginekologicznym. Lekarz wkłada mi coś silikonowego między nogi i oznajmia, że rozpoczynamy walkę o dziewczynki.
Jak to walkę? Przecież ich nie chciałam, a teraz mam o nie walczyć?
To "coś" nazywa się pessar i mam to nosić w sobie do końca ciąży. Zero dźwigania, zero seksu. Nie wierzę, że można nie uprawiać seksu przez tyle miesięcy, ale wkrótce mam się o tym przekonać.
Czasem dopiero świadomość, że można coś stracić uświadamia nam tego wartość. To już nie są obce fasolki, tylko moje dziewczynki.
Jak to coś może im się stać? Na chwile przestaję bać się tego, co będzie po porodzie, a zaczynam bać się tego, co może stać się teraz.
Idę za radą dziewczyn z forum i zaczynam koncentrować się na przeżyciu kolejnego tygodnia. Byle do poniedziałku. Długoterminowe plany przestają istnieć. Żyję tylko "tu i teraz". Muszę cieszyć się każdym kolejnym dniem w trójpaku (jak mawia Dika). Uda się?
MIESIĄC 7.
Walka jest nierówna. One dwie, ja jedna. Za bardzo im się spieszy na ten świat. Brzuch coraz większy i coraz częściej twardy. Dostaję kolejne leki i nakaz leżenia... Byle do końca 28. tygodnia ciaży. Wtedy szanse na przeżycie są już spore. Dziewczynki trzymajcie się! Jeszcze kilka tygodni i będzie bezpieczniej.
Dziewiąty miesiąc staje się czymś bardzo odległym i nieosiągalnym. Leżenie niestety również.
MIESIĄC 5.
Wizyty u doktora M. stają się rutyną. Po kolejnej oznajmiamy Alicji, że będzie miała dwie siostrzyczki. Wszyscy ostrzegają, że poród może być nawet dwa miesiące wcześniej, więc powoli rozpoczynamy przygotowania.
Boże, jak zmieścimy się w dwóch pokojach! Nie mamy gdzie postawić kolejnych dwóch łóżeczek. I co z wózkiem? Standardowa szerokość modelu bliźniaczego to ok. 83 cm. Wszędzie chodzę z centymetrem.
Szerokość drzwi wejściowych - 80 cm
Szerokość drzwi do windy - 66 cm
Znajduję forum "Bliźniaki i więcej" na www. gazeta.pl. Dziewczyny radzą trzymać wózek w samochodzie, dzieci znosić na dół w fotelikach samochodowych, wyjmować wózek, wkładać do niego dzieci, foteliki do samochodu i gotowe.
Tylko, co mam w tym czasie zrobić z Alicją??? Chyba prowadzić w zębach na smyczy i na czas manewrów przy samochodzie przywiązać do najbliższego drzewa, bo na to, że zbuntowana dwulatka mnie posłucha nie mam co liczyć.
W dodatku w naszym samochodzie nie zmieszczą się trzy foteliki, a wózek zajmie cały bagażnik. Czy jest choć jedna pozytywna rzecz w posiadaniu bliźniąt? Jeśli tak, to błagam niech mi ją ktoś wskaże!
Na forum poznaję Dikę. Ma rocznego synka i tak jak ja spodziewa się bliźniaków. Jest pełna optymizmu. Zazdroszczę jej podejścia. Wiele rozmawiamy. W końcu ktoś nie odwraca się do mnie plecami, kiedy mówię, że nie cieszę się z bliźniaków, że się boję i najchętniej wycofałabym się z tego interesu. Ktoś mnie słucha bez wpędzania w poczucie winy. Dzięki Dika!
MIESIĄC 6.
Leżę na fotelu ginekologicznym. Lekarz wkłada mi coś silikonowego między nogi i oznajmia, że rozpoczynamy walkę o dziewczynki.
Jak to walkę? Przecież ich nie chciałam, a teraz mam o nie walczyć?
To "coś" nazywa się pessar i mam to nosić w sobie do końca ciąży. Zero dźwigania, zero seksu. Nie wierzę, że można nie uprawiać seksu przez tyle miesięcy, ale wkrótce mam się o tym przekonać.
Czasem dopiero świadomość, że można coś stracić uświadamia nam tego wartość. To już nie są obce fasolki, tylko moje dziewczynki.
Jak to coś może im się stać? Na chwile przestaję bać się tego, co będzie po porodzie, a zaczynam bać się tego, co może stać się teraz.
Idę za radą dziewczyn z forum i zaczynam koncentrować się na przeżyciu kolejnego tygodnia. Byle do poniedziałku. Długoterminowe plany przestają istnieć. Żyję tylko "tu i teraz". Muszę cieszyć się każdym kolejnym dniem w trójpaku (jak mawia Dika). Uda się?
MIESIĄC 7.
Walka jest nierówna. One dwie, ja jedna. Za bardzo im się spieszy na ten świat. Brzuch coraz większy i coraz częściej twardy. Dostaję kolejne leki i nakaz leżenia... Byle do końca 28. tygodnia ciaży. Wtedy szanse na przeżycie są już spore. Dziewczynki trzymajcie się! Jeszcze kilka tygodni i będzie bezpieczniej.
Dziewiąty miesiąc staje się czymś bardzo odległym i nieosiągalnym. Leżenie niestety również.
"Mama nie może"- powtarzam córce w nieskończoność. Nie wiem jak ona ma pokochać kogoś, kto zabiera jej dawna mamę, a daje w zamian wieloryba, który wciąż tylko "nie może".
MIESIĄC 8.
Niestety dzieci, a raczej ciąża nie zawsze scalają małżeństwo. Najpierw męczyłam męża w kółko mówiąc, że chcę mieć drugie dziecko, kiedy zaszłam w ciążę ciągle narzekałam, że w niej jestem, bo urodzę nie jedno, lecz dwoje dzieci. Do tego jeszcze brak seksu - on tak to widzi. On widzi, a ja czuję. Wymagam żeby rozumiał, co czuję, choć sama jestem jedną wielką sprzecznością. Słowa stają się coraz bardziej ostre. Nie chcemy milczeć, nie chcemy słuchać. Wyrzucamy z siebie niezrozumiałe potoki słów, zamiast rozmawiać. Każde z nas chce tylko pozbyć się zgromadzonego przez cały dzień napięcia. Jak bardzo można ranić w miłości? Przetrwamy to? "Kocham cię" - znów nie usłyszysz na dobranoc, nie dziś. Może jutro. Kochanie, bardzo cię potrzebuję...
MIESIĄC 9.
Udało się! Dotrwałyśmy do 9. miesiąca!!! Dziewczynki jestem z was dumna!
Ostatnia wizyta u ginekologa i decyzja. 29 marca o godz. 10. mają rozciąć mój wielki brzuch, by pokazać mi jego zawartość. Początkowo cieszę się jak dziecko. To niesamowite znać dzień i godzinę pierwszego spotkania z własnymi dziećmi. Potem jednak mój entuzjazm przygasa. Jeszcze dwa tygodnie! Jest mi potwornie ciężko. Nie mogę:
- chodzić, bo coś uciska mnie w kroczu, brzuch twardnieje;
- leżeć, bo brzuch jest zbyt wielki, a po kilku minutach w jednej pozycji drętwieje mi każda cześć ciała;
- jeść, bo bliźniaki uciskają wszystko, co się da.
Tylko sikać mogę - najlepiej co pięć minut. Nie wiem, jak przetrwać do jutra, a co dopiero 2 tygodnie!
19.03.2007
godz. 3.00
Mimo, że do terminu cesarki pozostało jeszcze 10 dni, ja czuję, że to już dziś. Skurcze stają się coraz bardziej regularne. Nachylam się nad mężem i cicho szepczę: " Kochanie powoli szykuj się na spotkanie z dziewczynkami.". Prysznic, dopakowanie toreb, ostatnie zdjęcia z brzuszkiem, buziak dla śpiącej Alicji, która zostanie z babcią i jedziemy. Na dworze zaczyna świtać, gdy dojeżdżamy do szpitala.
"Co się dzieje?" - pyta zaspana pani zza lady.
"Jestem w 37 tygodniu ciąży bliźniaczej ....." - procedura przyjęcia rozpoczęta.
Diagnoza: 2 cm rozwarcia, 10 dni do cc - próbujemy powstrzymać poród., tzn. oni próbują, a ja robię wszystko żeby urodzić. Nie mam już siły. Nie dam rady ani jednego dnia dłużej.
Godz. 13.00
Rozpoczynają się przygotowania do cesarki. Prawdziwy koktajl emocji: euforia, radość, ciekawość, podniecenie, ale także zmęczenie, niepokój, lęk przed nieznanym. Orientuję się, że nie ma przy mnie męża. Zaczynam pytać o niego: "Gdzie mój mąż? Nie zaczniecie bez niego!", ale przecież już zaczęli. Wszystko wiruje, potwornie mnie mdli. Nagle we mgle widzę znajomą twarz. Już jest przy mnie. Musieli go wystroić w te śmieszne ciuszki wymagane na sali operacyjnej i już jest ze mną. Czuję ulgę i spokój. Wiem, że przy najmniej on kontroluje sytuację.
Czekam... Jakie będą moje córeczki? Takie same? Różne?
Wreszcie krzyk. Jeden, drugi. Już są! Nel i Julia. Jeszcze ich nie widzę, ale wiem, że są całe i zdrowe.
MIESIĄC 8.
Niestety dzieci, a raczej ciąża nie zawsze scalają małżeństwo. Najpierw męczyłam męża w kółko mówiąc, że chcę mieć drugie dziecko, kiedy zaszłam w ciążę ciągle narzekałam, że w niej jestem, bo urodzę nie jedno, lecz dwoje dzieci. Do tego jeszcze brak seksu - on tak to widzi. On widzi, a ja czuję. Wymagam żeby rozumiał, co czuję, choć sama jestem jedną wielką sprzecznością. Słowa stają się coraz bardziej ostre. Nie chcemy milczeć, nie chcemy słuchać. Wyrzucamy z siebie niezrozumiałe potoki słów, zamiast rozmawiać. Każde z nas chce tylko pozbyć się zgromadzonego przez cały dzień napięcia. Jak bardzo można ranić w miłości? Przetrwamy to? "Kocham cię" - znów nie usłyszysz na dobranoc, nie dziś. Może jutro. Kochanie, bardzo cię potrzebuję...
MIESIĄC 9.
Udało się! Dotrwałyśmy do 9. miesiąca!!! Dziewczynki jestem z was dumna!
Ostatnia wizyta u ginekologa i decyzja. 29 marca o godz. 10. mają rozciąć mój wielki brzuch, by pokazać mi jego zawartość. Początkowo cieszę się jak dziecko. To niesamowite znać dzień i godzinę pierwszego spotkania z własnymi dziećmi. Potem jednak mój entuzjazm przygasa. Jeszcze dwa tygodnie! Jest mi potwornie ciężko. Nie mogę:
- chodzić, bo coś uciska mnie w kroczu, brzuch twardnieje;
- leżeć, bo brzuch jest zbyt wielki, a po kilku minutach w jednej pozycji drętwieje mi każda cześć ciała;
- jeść, bo bliźniaki uciskają wszystko, co się da.
Tylko sikać mogę - najlepiej co pięć minut. Nie wiem, jak przetrwać do jutra, a co dopiero 2 tygodnie!
19.03.2007
godz. 3.00
Mimo, że do terminu cesarki pozostało jeszcze 10 dni, ja czuję, że to już dziś. Skurcze stają się coraz bardziej regularne. Nachylam się nad mężem i cicho szepczę: " Kochanie powoli szykuj się na spotkanie z dziewczynkami.". Prysznic, dopakowanie toreb, ostatnie zdjęcia z brzuszkiem, buziak dla śpiącej Alicji, która zostanie z babcią i jedziemy. Na dworze zaczyna świtać, gdy dojeżdżamy do szpitala.
"Co się dzieje?" - pyta zaspana pani zza lady.
"Jestem w 37 tygodniu ciąży bliźniaczej ....." - procedura przyjęcia rozpoczęta.
Diagnoza: 2 cm rozwarcia, 10 dni do cc - próbujemy powstrzymać poród., tzn. oni próbują, a ja robię wszystko żeby urodzić. Nie mam już siły. Nie dam rady ani jednego dnia dłużej.
Godz. 13.00
Rozpoczynają się przygotowania do cesarki. Prawdziwy koktajl emocji: euforia, radość, ciekawość, podniecenie, ale także zmęczenie, niepokój, lęk przed nieznanym. Orientuję się, że nie ma przy mnie męża. Zaczynam pytać o niego: "Gdzie mój mąż? Nie zaczniecie bez niego!", ale przecież już zaczęli. Wszystko wiruje, potwornie mnie mdli. Nagle we mgle widzę znajomą twarz. Już jest przy mnie. Musieli go wystroić w te śmieszne ciuszki wymagane na sali operacyjnej i już jest ze mną. Czuję ulgę i spokój. Wiem, że przy najmniej on kontroluje sytuację.
Czekam... Jakie będą moje córeczki? Takie same? Różne?
Wreszcie krzyk. Jeden, drugi. Już są! Nel i Julia. Jeszcze ich nie widzę, ale wiem, że są całe i zdrowe.
Rok później
Patrzę na moje córeczki i wciąż mnie zadziwia, że czas tak szybko płynie. Jeszcze rok temu były w moim brzuchu, a teraz raczkują po całym domu, zabawnie mówią, wspólnie się bawią.
", 2, 3..., 10 - szukajcie!"- woła Alicja, a małe pędraki pędzą po pokojach z prędkością światła w poszukiwaniu starszej siostry.
Przeżyłam pierwszy rok! Sama karmię, przewijam, kąpie, usypiam całą trójkę. To, co tak niedawno wydawało mi się niemożliwe, ten "przerażający potwór z wielką paszczą" został oswojony i stał się moją codziennością.
A gdy czasem przechodząca obok kobieta próbuje podnieść mnie na duchu mówiąc: "Ale ma pani ciężko! Współczuję!", uśmiecham się pod nosem i idę dalej. A wewnątrz mnie coś krzyczy: " Czy nie widzisz kobieto, że mam trzy zdrowe córki! Czy nie widzisz, że jestem zadbana, umalowana, schludnie ubrana, a moje dzieci uśmiechają się od ucha do ucha! Mi trzeba gratulować, a nie współczuć!".
Oczywiście mam też chwile zwątpienia. Zwłaszcza gdy zmęczenie daje mi się we znaki. Czuje się wtedy taka stara, wypalona. Brak mi sił, żeby podnieść rękę, by powiedzieć mężowi "dzień dobry", a raczej "dobry wieczór", kiedy wraca do domu po całym dniu pracy. Jeszcze tylko pozbierać zabawki w drodze do łazienki, poukładać książki porozrzucane przez Alicję, rozwiesić pranie, nakarmić kota, przygotować ubrania dla dziewczynek na jutro, pozbierać brudne naczynia, pomyć butelki, umyć się, kolacje zjem już na śniadanie i mogę kłaść się spać. Po pięciu minutach słyszę płacz Julki, która za chwilę budzi Nel, a Alicja ucieka do naszego łóżka, aby nie słuchać krzyków. Wszystko to rejestruję w półśnie, bo nocne dyżury należą do męża. Mój zaczyna się dopiero o godz. 6 rano.
Jak już jest zbyt ciężko muszę się wypłakać w poduszkę, a potem iść popatrzeć na trzy małe główki wystające spod kołderek. Wtedy znowu wiem, dlaczego to wszystko robię. Jak jestem szczęśliwa.
Uwielbiam obserwować jak dziewczynki współpracują, np. jedna wchodzi na kanapę, zrzuca wszystkie rzeczy, a druga robi z nimi "porządek". Jak psocą to zawsze razem. Teraz wiem, że bycie mamą bliźniaków jest czymś wyjątkowym. Obserwowanie ich zabaw, przytulania się, czy rywalizacji jest dane tylko rodzicom bliźniaków.
To jakby móc zjeść dwa razy więcej czekolady, jakby poprosić o dwie porcje lodów, jakby dwa razy pojechać do Paryża, albo dwa razy przeczytać ulubioną książkę. To dwa razy więcej miłości, czułości, bliskości. Jedną z najpiękniejszych chwil dla kobiety, jest usłyszenie po raz pierwszy z ust dziecka słów "mama". A ja wszystkie "pierwsze razy" przeżywam dwa razy! Pierwsze uśmiechy, słowa, pierwsze kroki - wszystko podwójnie. Dwa razy więcej pracy, ale i dwa razy więcej miłości.
Alicjo, Neluniu, Juleczko - gdyby nie wy moje życie byłoby puste. Dziękuję wam za bezwarunkową miłość, którą dostaję od was w prezencie (jakbym codziennie miała urodziny), dziękuję że wypełniacie moją codzienność i nadajecie jej sens.
Kochanie, ach kochanie to Tobie to wszystko zawdzięczam. Dziękuję, że jesteś.
Patrzę na moje córeczki i wciąż mnie zadziwia, że czas tak szybko płynie. Jeszcze rok temu były w moim brzuchu, a teraz raczkują po całym domu, zabawnie mówią, wspólnie się bawią.
", 2, 3..., 10 - szukajcie!"- woła Alicja, a małe pędraki pędzą po pokojach z prędkością światła w poszukiwaniu starszej siostry.
Przeżyłam pierwszy rok! Sama karmię, przewijam, kąpie, usypiam całą trójkę. To, co tak niedawno wydawało mi się niemożliwe, ten "przerażający potwór z wielką paszczą" został oswojony i stał się moją codziennością.
A gdy czasem przechodząca obok kobieta próbuje podnieść mnie na duchu mówiąc: "Ale ma pani ciężko! Współczuję!", uśmiecham się pod nosem i idę dalej. A wewnątrz mnie coś krzyczy: " Czy nie widzisz kobieto, że mam trzy zdrowe córki! Czy nie widzisz, że jestem zadbana, umalowana, schludnie ubrana, a moje dzieci uśmiechają się od ucha do ucha! Mi trzeba gratulować, a nie współczuć!".
Oczywiście mam też chwile zwątpienia. Zwłaszcza gdy zmęczenie daje mi się we znaki. Czuje się wtedy taka stara, wypalona. Brak mi sił, żeby podnieść rękę, by powiedzieć mężowi "dzień dobry", a raczej "dobry wieczór", kiedy wraca do domu po całym dniu pracy. Jeszcze tylko pozbierać zabawki w drodze do łazienki, poukładać książki porozrzucane przez Alicję, rozwiesić pranie, nakarmić kota, przygotować ubrania dla dziewczynek na jutro, pozbierać brudne naczynia, pomyć butelki, umyć się, kolacje zjem już na śniadanie i mogę kłaść się spać. Po pięciu minutach słyszę płacz Julki, która za chwilę budzi Nel, a Alicja ucieka do naszego łóżka, aby nie słuchać krzyków. Wszystko to rejestruję w półśnie, bo nocne dyżury należą do męża. Mój zaczyna się dopiero o godz. 6 rano.
Jak już jest zbyt ciężko muszę się wypłakać w poduszkę, a potem iść popatrzeć na trzy małe główki wystające spod kołderek. Wtedy znowu wiem, dlaczego to wszystko robię. Jak jestem szczęśliwa.
Uwielbiam obserwować jak dziewczynki współpracują, np. jedna wchodzi na kanapę, zrzuca wszystkie rzeczy, a druga robi z nimi "porządek". Jak psocą to zawsze razem. Teraz wiem, że bycie mamą bliźniaków jest czymś wyjątkowym. Obserwowanie ich zabaw, przytulania się, czy rywalizacji jest dane tylko rodzicom bliźniaków.
To jakby móc zjeść dwa razy więcej czekolady, jakby poprosić o dwie porcje lodów, jakby dwa razy pojechać do Paryża, albo dwa razy przeczytać ulubioną książkę. To dwa razy więcej miłości, czułości, bliskości. Jedną z najpiękniejszych chwil dla kobiety, jest usłyszenie po raz pierwszy z ust dziecka słów "mama". A ja wszystkie "pierwsze razy" przeżywam dwa razy! Pierwsze uśmiechy, słowa, pierwsze kroki - wszystko podwójnie. Dwa razy więcej pracy, ale i dwa razy więcej miłości.
Alicjo, Neluniu, Juleczko - gdyby nie wy moje życie byłoby puste. Dziękuję wam za bezwarunkową miłość, którą dostaję od was w prezencie (jakbym codziennie miała urodziny), dziękuję że wypełniacie moją codzienność i nadajecie jej sens.
Kochanie, ach kochanie to Tobie to wszystko zawdzięczam. Dziękuję, że jesteś.
- 83 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Mama dla trojga
big_frog
13.12.08, 22:52
aż się popłakałam... Gratuluję... jestem mamą 5,5 synka i marzę o drugim dziecku, serdecznie pozdrawiam»
-
Mama dla trojga
jojosto
12.01.09, 14:18
siedze w pracy i mi lzy wzruszenia ciekna po policzkach serdecznie pozdrawiam potrojna mamusie !»
-
Mama dla trojga
niquedomi
08.11.09, 02:05
A ja nie uważam żeby artykuł był słaby. Ciąża jest sprawą bardzo emocjonalną, a ten tekst emocjami naszpikowany jest do granic możliwości. Powinnaś pisać Marta. Szczególnie że sprawia Ci to »
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród




