Podwójne szczęście
- Bliźnięta - rady dla podwójnie szczęśliwych rodziców (07-03-11, 00:00)
- Bliźniaki to ciąża razy dwa! (27-10-09, 11:09)
- Mama dla trojga (29-07-08, 14:24)
- Bliźniaki (30-01-07, 12:21)
- Ciąża bliźniacza (14-02-11, 14:11)
- Mamy własne mieszkanie, samochód, poradzimy sobie - zapewnia.
- A jak będą bliźniaki? - pytam w przypływie wisielczego humoru.
Trzy dni później idziemy na USG. Maciej kuka zza parawanu na ekran, ja też wpatruję się intensywnie i... nie mogę uwierzyć - wykrakałam! Lekarka ostrzega mnie przed komplikacjami w ciąży, ale co mi niby miałoby dolegać?
13. tydzień odklejanie łożyska - trzy tygodnie plackiem w łóżku, 20. tydzień anemia - cztery dni w szpitalu, 30. tydzień skurcze - 9 dni w szpitalu i fenoterol w kroplówce, 34. tydzień cholestaza i skurcze - szpital już do porodu
W końcu po 36 tygodniu, gdy skurcze się wzmagają lekarze stwierdzają, że nie ma sensu dłużej zwlekać. Czeka mnie cesarka, bo Krzyś odwrotnie się ułożył. Najpierw wyjmują Wojtusia (3110g, 10pkt Apgar), dwie minuty później na świat przychodzi Krzyś (2430, 9pkt Apgar). Dziś chłopcy mają 14 miesięcy i są jak Huragan i Tsunami...
Jak miło wstać
5:45 pobudka, bliźniaki stoją w swoich łóżeczkach i drą się w niebogłosy. Wstaję, zanoszę obu do salonu i rozstawiam zabawki. Potrząsam, grzechoczę naciskam, żeby grało. Krzyś łapie auto, Wojtuś młotek. Krzyś wyrywa Wojtusiowi młotek, ja zabieram Krzysiowi młotek i oddaję do z powrotem Wojtusiowi. Zabawa się rozkręca. Po cichutku wymykam się z powrotem do sypialni i wskakuję do łóżka. Mija minuta... Słyszę klapanie, towarzystwo popiskując wbiega na czworakach do pokoju. Wstaję i zanoszę ich z powrotem do salonu, przez chwilę bawię się z nimi i znów czmycham do sypialni, no a towarzystwo za mną... Po trzeciej próbie poddaję się i wstaję na dobre.
Na jednym wózku
Po całonocnym poście, chłopcom dopisuje apetyt, śniadanie nie stanowi więc problemu. Gorzej jest ze spacerem. Sygnałem, że wychodzimy jest wyciągnięcie butów, każdy z chłopców łapie swoje i próbuje mnie przekonać, żebym mu je natychmiast nałożyła. Kompletne ubranie dzieci, siebie, wyniesienie wózka i władowanie do niego bliźniaków to nie lada wyzwanie. Niemniej jednak wysiłek jest wart zachodu, bo chłopcy uwielbiają spacery. Jedziemy, chłopcy grzecznie siedzą... przez jakieś pięć minut. Potem Wojtuś wstaje, skoro on wstał natychmiast to samo robi Krzyś. Rozglądają się dookoła, szczerzą ząbki. Z tej perspektywy świat jest o wiele ciekawszy. A może by tak potrząsnąć wózkiem. Super zabawa. Ziemia tak fajnie ucieka spod kół. Krzyś wychyla się z boku wózka wisząc tylko na szelkach, Wojtuś przygląda się temu z zachwytem. Z pewną obawą czekam dnia, kiedy chłopcy odmówią siedzenia w wózku i będą chcieli zwiedzać świat na własnych nogach.
Kuchenne igraszki
Po spacerze głodomory chcą jeść. Lecę do kuchni robić drugie śniadanie, chłopcy przez chwilę urzędują w salonie, po czym dołączają do mnie. Krótki przystanek przy wózku, chłopcy kręcą opiaszczonymi kółkami (ale się fajnie sypie). Uwijam się jak w ukropie, bo wiem, że zaraz będę miała dwie wiszące przy nogach kłody i nie będę miała się jak ruszyć. Wojtuś znudził się już wózkiem i właśnie próbuje otworzyć szafkę, przy której stoję. Kątem oka widzę zmierzającego w naszą stronę Krzysia, uciekam czym prędzej. Krzyś dopada szafki, razem z Wojtusiem wywalają zmiotkę i szufelką (zawsze mam małą nadzieję, że może pozamiatają, ale gdzie tam...), potem lecą ziemniaki i cebula. Krzyś rzuca ziemniakami, Wojtuś próbuje jeść łupiny od cebuli. Rzucam się na ratunek, sprzątam szybko, w tym czasie chłopcy wywalają z innej szafki połowę jej zawartości. W końcu udaje mi się wszystko przygotować, chłopaki do fotelików i jemy. Ach jak ślicznie jemy! Czwarta łyżeczka, piąta... Krzyś wstaje i odwraca się do mnie plecami, zaczyna wyciągać łyżeczki z suszarki i rzuca je po kolei na podłogę, Wojtuś jak na komendę też wstaje. Latam dookoła fotelików i sadzam ich z powrotem. Po chwili Krzyś próbuje przeleźć do fotelika Wojtusia. Cudem kończymy śniadanie i czym prędzej uciekamy z kuchni.
Przyciągająca moc łazienki
Łazienka jest miejscem zakazanym, no chyba, że nie zdążę na czas zamknąć drzwi. Jak towarzystwo zauważy, to już nie ma szans. Wlatują do środka, Krzyś wkłada głowę do pralki i głośno pokrzykuje, Wojtuś wrzuca swoje autko do brodzika, po czym gramoli się zapamiętale, żeby je sobie wyciągnąć. Krzyś wyciąga głowę z pralki, odwraca się i... o! Zauważa sedes, podchodzi skwapliwie i zaczyna trzaskać klapą, Wojtuś zwabiony odgłosem porzuca autko i przyłącza się do imprezy przy sedesie. Prawie udało się otworzyć, zabrakło kilku centymetrów, klapa opada z głośnym trzaskiem. Na szczęście nie napotkała na swej drodze żadnych paluszków. Wychodzę, mam nadzieję, że gdy chłopcy zauważą, że mnie nie ma pójdą za mną - zazwyczaj tak robią. Czekam spokojnie w salonie i po chwili faktycznie wylania się z za zakrętu Krzyś, tuż za nim podąża Wojtuś wesoło kłapiąc szczotką od sedesu...
Ale plama!
Wybija dwunasta, czas na drzemkę. Odkładam chłopców do łóżeczka (Ha! Moje wielkie osiągnięcie - zasypiają sami).
Wojtuś budzi się zazwyczaj pierwszy. Sadzam go na nocniczku i czatujemy na siusiu. Nocniczek zaczyna grać i oczywiście właśnie w tym momencie budzi się Krzyś. Krzysia też na nocnik, drugi nocniczek gra. Zostawiam chłopaków i lecę do łazienki wynieść nocniki. Gdy wracam dwie gołe pupki gonią się po dywanie śmiejąc się w głos. Na środku jest mokra plama. Jak to możliwe, przecież dopiero co siusiali. Najpierw ganiam wijące się piskorze, próbując nałożyć pieluchy potem czyszczę dywan. Sytuacja wydaje się być opanowana.
Powrót taty
Kolej na obiad. Chłopcy ślicznie ciamkają mięsko i ziemniaczki, dopychają rączkami marchewkę. Krzyś odzywa się z pełną buzią "Da Da Da Da Dat", Wojtuś mu wtóruje "Drrrr Ba Ba Ba". Później czas już leci z górki, szczęk zamka - tata wraca z pracy. Lecimy we trójkę do drzwi go przywitać, chłopcy włażą mu na kolana i domagają się przytulania i noszenia. Bawimy się we czwórkę, Wojtuś przychodzi i wpycha mi do ust jakiś paproch znalezionym gdzieś w kącie. Wylewnie mu dziękuję za to, że się z mamusią podzielił. Zachęcony moją reakcją Wojtuś leci w stronę kaloryfera i po chwili wpycha Maciejowi kołtun włosów i kurzu do ust. Mój mąż uśmiecha się słabo i szybko pluje na bok. Potem zostaje już tylko kąpiel - tzn. potop w łazience, kaszka i do łóżek. Mija kolejny nasz dzionek.
Ludzie zaczepiają mnie, pytają o imiona, płeć, patrzą z uśmiechem lub kiwają głowami i mówią "Podwójny kłopot...", zawsze odpowiadam, "podwójne szczęście".
Zobacz także:
- 15 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
do eeela
okularniczka
05.10.07, 20:05
Sorry, ale chyba sama masz ADHD...Sama też jestem mamą czternastomiesięcznych bliźniczek i doskonale wiem jakwygląda typowy dzień. Ale nie zamieniłabym sie za żadne skarby świata »
-
Re: Podwójne szczęście
mathiola
05.10.07, 20:32
Moje podwójne szczęście na szczęście już śpi. Jak wygląda dzień z 16-miesięcznymi bliźniakami moge opisać w kilku oddzielnym wątkach, bo w jednym się nie zmieści. Moje dzieci nie mają ADHD, »
-
Re: Podwójne szczęście
lollypop
06.10.07, 14:49
Nie doczytalam sie w artykule niczego co wskazywaloby na diagnoze ADHD. Zwyczajna aktywnosc w dwuosobowym wydaniu. Zawsze dziwily mnie za to dzieci ktore potrafily pol dnia przesiedziec w »
Najczęściej czytane
- 1.Najbardziej ukochane potrawy naszego dzieciństwa
- 2.Kiedy urodzić pierwsze dziecko? Obalamy mity o wczesnym i dojrzałym macierzyństwie
- 3.Gwiazdy z ADHD i dysleksją - jako dzieci miały ciężkie życie, dziś są sławne
- 4.5 niezwykłych rzeczy codziennego użytku dla dzieci
- 5.Dzieci - młodzi milionerzy. Oni zarabiają dużo więcej niż ty!
- 6.Wady Polek - jak nas widzą za granicą
- 7.Jak zaoszczędzić na starszym dziecku? Rady dla rodzin w kryzysie
Szkoła karmienia

Choć początki karmienia piersią mogą być trudne, wiele mam szybko pokonuje trudności i nabiera wprawy.

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletter







