1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Komentarze (110)
Matczyna wściekłość, czyli złość, o której nikt nie mówi głośno
Zaloguj się
  • konfuziussagt

    Oceniono 17 razy -11

    Jak latwo sie usprawiedliwiamy.
    Ile tych dzieci mamy na glowie? 7-mioro, 5-cioro?
    Nie. Jedno, dwoje, najwyzej troje. I co ? Juz wysiadamy?
    Moze kilkuletnie dzieci maja wychowywac rozhisteryzowane matki?
    Agresja, rodzi agresje.
    Nadmiar wolnego czasu, tak jest! Nadmiar wolnego czasu
    (Moja matka wychowywala czworke dzieci i prowadzila gospodarstwo w prymitywnych warunkach, chodzila spac 23-24, wstawala 4-5 i potrafila byc kochajaca matka),
    rodzi potrzebe wyzycia sie na slabszym.
    Wstyd.
    Prymityw jak w stadzie pawianow.
    Wziac sie w garsc,
    poduczyc, poprosic madrzejszych o pomoc a nie krzywdzic dzieci!
    Zreszta odplaca za to potem pieknym za nadobne.
    Zycze powodzenia

  • gdsta

    Oceniono 11 razy -5

    nie ma mądrych wrzasków i krzyków i szarpań

    to że "się zdarza" nie jest usprawiedliwieniem

    chcesz się wydzierać - drzyj się na szefa czy partnera, czy Gołotę - jeśli jesteś agresywny w stosunku do słabszych to pomyśl co z Tobą jest nie tak

    to, ze się zdarzyło to sygnał alarmowy i samo nie mija

    nie chodzi o to by sobie wybaczyć i lecieć dalej lotem koszącym

  • Joanna Joanna

    Oceniono 4 razy -4

    Mama- moja mama nigdy nie podnosiła głosu na mnie ani na rodzeństwo, nigdy nie stosowała kar cielesnych, gdy narozrabialiśmy to jej milczenie i smutek był najbardziej dotkliwą karą. Wówczas robiliśmy wszystko aby ją przeprosić, aby znów przytuliła. Były trudne chwile ale nie było krzyku. Są zachowania które Mamie nie przystoją , własnie z racji bycia Mamą.Jest wiele innych sposobów rozładowania złości. Moje dzieci nie słyszały nigdy krzyku ani w domu ani tym bardziej w miejscu publicznym. To wszystko wymaga oczywiście pracy nad sobą, ale bycie Mamą wynagradza wszystko.Pozdrawiam.

  • mikki kkk

    Oceniono 26 razy -4

    Mi sie zdarzylo i po wlasnej obserwacji wyciagnelam taki wniosek:to z zachowaniem wlasnego dziecka musicie sobie radzic bo to wlasnie wycie histeria czy bunt dziecka wyprowadzaja nas z rownowagi-jak???u mnie sprawdfzilo sie spedzanie z mala wiecej czasu poswieceniu jej uwagi wiekszej dawce milosci poprostu-te dzieci sa sflustrowane,rodzice-najwazniejsze osoby na swiecie oczekuja duzo ale nie zaspokajaja potrzeby dziecka lub potrzeb..oczywiscie tak jest w moim przypadku,moze wasze dzieci maja inne potrzby musicie do tego dojsc metoda prob i bledow nie ma innej drogi
    Bardzo serdecznie pozdrawiam sflustrowane mamy
    To ze o tym mowiecie i staracie sie znalezc rozwiazanie swiadczy tylko o tym ze nie poleglyscie,ale dalej walczycie,wiec gratuluje:)

  • mniklasp

    Oceniono 8 razy -2

    macie chore dzieci, moga byc chore poniewaz nie umiecie je wychowywac, czy musicie isc do psychologa(behawioralne) lub moga byc chore klinicznie, lub psychiatry ( choroby umyslowe). Druga strona ze same jestescie chore na podobne choroby jak wasze dzieci. Potrzebujecie pomocy specjalistow

  • pyzz

    Oceniono 3 razy -1

    Taka sama przemoc domowa, jak każda inna. :(

  • kokoszka1515

    Oceniono 3 razy -1

    Widzę, że jesteś wściekła?

  • ona3010

    Oceniono 11 razy -1

    U nas nie ma partnera/taty wiec wszystko jest na mojej głowie, ciągle z cóką jesteśmy razem wiec naturalne to jest że czasem obydwie mamy się powyżej kokardy... ale trudno nie ma wyjścia. Zdarza się ze krzyczę na dziecko, raz dostało kalpa i nie mam wyrzutów sumienia, robię to co czuję, nikt nie uczy jak być matką, a idealne wzorce z gazet mam gdzieś. Złość jest potrzebna i pozytywną cechą, byłam na warsztatach złość agresja i polecam to.

  • Ellie Own

    Oceniono 7 razy -1

    Macierzyństwo to kaszka z mleczkiem.Nie wierzę żadnej "mamie z głową w chmurach".W końcu nie radzić sobie to żaden wstyd

  • Ewa Suszek

    Oceniono 3 razy -1

    Oj znam to i cierpię też. Podróżujemy teraz z synkiem i mimo poświęcania mu czasu 24 h (a może właśnie przez to, że jesteśmy razem dzień i noc od osmiu miesięcy) wkurza mnie oczywiście nieraz i wybucham chcąc nie chcąc. Nie chcąc się powtarzać, pisałam o tym na blogu kilkanaście dni temu: fivestartent.wordpress.com/2014/03/30/mam-na-imie-ewa-i-czasem-krzycze-na-czlonkow-rodziny/

  • asssia123

    0

    ja właśnie mam taki okres że krzyczę złość najgorzej w nocy nie chce tego ale tak jest i czasem nie mogę zapanować. potem placz a kocham córkę nad życie ma 10msc i prawie każda noc nie przespana normalnie. może 10 nocy na te 10 msc przespane. i każdy że już nie powinna złość obwijanje się że jestem zła matka. poczucie wstydu oraz wyrzuty sumienia a potem znowu wybuch. Moje dziecko zaczęło bic złości się bo tak ja się zachowuje i muszę nad tym zapanować. może rozmowa z lekarze jakieś leki na uspokojenie. A wcześniej tak się cieszyłam a tu teraz jakiś straszny kryzys

  • n.owak

    0

    Ja juz nie mam siły. Czuje się bezradna, porażka na 100%. Są takie chwile ze żałuję że zostałam mamą. Może lepiej było poprzestać na jednym dziecku, a nie w euforii decydować się na drugie. Teraz to mam jazdę bez trzymanki. Codziennie wrzaski, szarpanie. Płacz już nie robi na mnie wrażenia. Jestem raczej wtedy zła ze znowu musze uspokajac dzieciaki. Robię to bezuczuciowo. Przytulam je i całuje bo wiem ze szybciej się tak uspokoja, a wewnątrz jestem zła ze znowu musze to robić. Nienawidzę tego kim się stałam mniej więcej rok po urodzeniu dzieci.

  • psychologbmw

    0

    Problemem jest to, że kobietom trudno się sobą zaopiekować, trudno jest pochylić się nad niewygodnymi emocjami. Często mamy chcą być silne, ale nie zawsze dają sobie radę same ze wszystkim, a o pomoc proszą wtedy, gdy już stoją na krawędzi. Polecam artykuł o złości na dziecko na stronie Gabinetu Psychologicznego Drugi Brzeg
    Barbara Michno-Wiecheć, psycholog psychoterapeuta

  • Pam S

    0

    Jesli to może jakoś dotrzeć do mam (bohaterek) artykułu to polecam gorąco porozumienie bez przemocy i praktykę Mindfulness. Poztrozumienie bez przemocy uczy nazywać własne uczucia i potrzeby a praktyka Mindfulness uczy byc ze swoimi emocjami nie bedac przez nie zalewaną, czy porywaną, uczy dostrzegania co sie z nami dzieje.

  • Kasia Sos

    0

    ojej przerazajacy ten artykol? czy i mnie to czeka? moja corcia ma 7 miesiecy i nie daje mi powodow do krzyku poki co... boje sie tego, ze puszza mi nerwy. moja mama byla aniolem spokoju, nigdy nie pamietam zeby na mnie krzyczala czy uderzyla a nie bylam latwym dzieckiem. gdybym dostala chociaz czesc jej cierpliwosci to bedzie dobrze, na pewno bedzie.

  • agaeli

    0

    jesli moja corka zachowuje sie histerycznie(4lata), to zeby nie zdenerwowac sie, pomaga mi dosyc pewna perspektywa. mianowice zobaczenie w niej czlowieka, ktory sobie z czyms nie radzi, ma problem i jest sfrustrowany. wowczas nie biore calej sytuacji do siebie i czuje spokoj; chce pomoc jej jakos wyjsc z tego stanu. zazwyczaj jak corka wyrzuci z siebie jakies 'niezbedne minimum' to przytualnie pomaga. juz sama nauczyla sie, ze jak sie zdenerwuje to po niedlugiej chwili chce sie przytulic. mysle, ze pomaga jej wtedy ta akceptacja w zlosci,ze nie odplacam jej pieknym za nadobne. nie zawsze jest to latwe, czasem mnie tak zdenrwuje, ze pomimo braku agresji z mojej strony, nie czuje ochoty na przytulanie, szczegolnie jesli ona sama agresywnie szarpie mnie zeby ja przytulic.wtedy prosze ja zeby 'ladnym' glosem o to poprosila.zazwyczaj po chwili potrafi sie na tyle uspokoic zeby to zrobic, a pozniej przytualnie calkowicie ja uspokaja(mnie rowniez) i mozna o danej sytuacji porozmawiac. oczywiscie nie zawsze jest idealnie, ale czuje sie zawsze bardzo dobrze wewnetrznie jak uda mi sie nie odbic pileczki..

  • La Gre

    Oceniono 2 razy 0

    brakuje mi tu zakończenia artykułu, skoro matka krzyczy to co dalej? jakie są rozwiązania dla tej nie dobrej kobiety?

  • nyetiri

    0

    Dziękuję za ten artykuł.

  • esobrio

    Oceniono 2 razy 0

    To jakieś popadanie ze skrajności w skrajność... Albo anioł, albo wrzeszczący szaleniec? Nie ma drogi pomiędzy?

  • mikki kkk

    0

    Jezeli ktoras z mam wybralaby sie do psychologa z dzieckiem to ten wyslalby szkraba do innego pomieszczenia i dalej rozmawialby tylko z rodzicem..wniosek taki ze to tylko i wylacznie przez wasze podejscie dziecko jest nieznosne lub jeszcze bardziej nieznosne,bledne kolo.Rozwiazanie tego problemu jest jedno i jest oczywiste..kozystajcie ze sposobow relaksacji brzmi to banalnie ale dziala pozatym nie ma innej drogi..!Joga,medytacja,wiecej spacerow,czytanie ksiazek,CZAS DLA SIEBIE!Mamay dbajcie o siebie o swoje ambicje i satysfakcje,wyjedzcie na wakacaje jezeli finanse to nie problem, korzystajcie z pomocy bliskich jezeli macie taka mozliwosc.Ja jej nie mialam uspokajalam sie przy dziecku,wszstko sie da!Jezeli mimo wszystko nie dajecie rady to szukajcie wsparcia u specjalistow..

  • julita165

    0

    Jestem mamą 2,5-latka który do łatwych nie należy ( mam to nawet czarno na białym od psychologa: typ osobowości opozycyjnej ) i chociaż kocham go starsznie, jest moim aniołkiem i skarbeczkiem to przyznam ze wstydem że kilka razy zdarzyło mi się na niego krzyknąć i potem czułam się chyba jeszcze gorzej od niego. Ja jestem z natury dość wybuchowa ale bardzo pracuję nad tym, żeby żadne krzyki więcej się nie powtórzyły A najlepsze w tym wszystkim jest to że to działa :-) Im ja spokojniej do dziecka podchodzę tym on jest grzeczniejszy i spokojniejszy, im bardziej staram się "wejść w jego skórę" i zrozumieć że on potrzebuje jeszcze np. paru minut zabawy a nie natychmiastowej kąpieli tym łatwiej mi go przekonać po kilku minutach niż wymuszając określone zachowanie natychmiast. W konsekwencji i jemu i mnie jest lepiej. Aczkolwiek takie postępowanie wymaga czasu, jeśli np mam wizytę u lekarza na 16 to zabieram się do wyjścia pól godziny wcześniej bo albo synek nie od razu reaguje i wtedy jestem na czas albo wychodzi od razu to wtedy zaliczamy dodatkowy spacerek. Mnóstwo ludzi ( moim zdaniem niesłusznie ) uważa jednak że rozpuściłam synka kompletnie a ja po prostu staram się kiedy tylko mogę, szanować jego zdanie i iść z nim na kompromis :-)

  • bruna5

    Oceniono 18 razy 0

    Bezstresowe wychowanie czyli "róbta co chceta", a potem rwanie włosów z głowy, bo rozpuszczone dzieciaki mają rodziców w dupie.
    Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz...

  • j_edyta99

    Oceniono 1 raz 1

    Idąc tym tropem nic nie jest warte tych nerwów, krzyku, klapsów itp. Moja córka ma prawie 17 lat. Jak była mała starałam się właśnie tak postępować "przecież świat się nie zawali". Może "po drodze" popełniłam inny błąd i nie to jest przyczyną, ale teraz córka ma wywalone na wszystko. Całymi dniami leży "bo może". Jak ma dłużej wolne to potrafi się nie przebierać z piżamy kilka dni. Nie robi nic w domu. Jak jej coś każę zrobić grożąc karą to zrobi to z taką miną, że wolałabym to zrobić sama. Często "zapomina", że o coś ją prosiłam itd. Potrafi być miła tylko jak czegoś potrzebuje. Czasem zaczynam myśleć, że żałuję, że jej nigdy nie uderzyłam. Teraz chyba nawet tego nie docenia.

  • Alex Ferenc

    Oceniono 1 raz 1

    Dopiero teraz trafiłam na Warz artykuł i też miałam wrażenie że jestem z tym wszystkim sama. Właśnie wyszłam z pokoju od córki. Na 8 lat. Nie potrafimy razem odrabiać zadań domowych. Najpierw dziecko prosi mnie o pomoc a później gdy jej tłumaczę co i jak to przemądrza się, twierdzi że wszystko umie a się okazuje że później źle wychodzi. Najpierw złości na mnie że próbuje coś jej powiedzieć później złość na siebie że zrobiła coś źle a teraz siedzi jęczy i ryczy teatralnie w pokoju bo wku...ona wyszłam z pokoju mówiąc że nigdy więcej nie pomogę odrabiać lekcje jeśli będzie się tak zachowywać. Miałyśmy tak Cały zeszły rok a teraz zaczyna się od początku. Moje dziecko o wszystko się wykłóca. Nie mam siły ani cierpliwości. Walnęłam pięścią w biurko zaczęłam wyklinać nawrzeszczałam na nią i wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. W innych dziedzinach życia jest ten sam problem. Czuję się bezsilna bo moje dziecko ma wrażenie że ja odrzucam i czuje się głupie nieposłuszny i nieakceptowane. Niestety kłótnie są codziennie i nie mogę wyegzekwować innego zachowania. Moje dziecko nie umie ze mną rozmawiać nie umie komunikować problemów ani prosić o pomoc. A naprawdę nie tak Ja Wychowywałam. Ja umiem poprosić przeprosić i tego samego oczekiwałam i uczyłam. Natomiast Moje dziecko nie umie poprosić, nie rozumie dlaczego jestem zła i wszystko egzekwuje piskiem i płaczem. Nie chcę by moje dziecko czuło się odrzucone ale ja już dłużej nie dam rady.

  • margaretka16

    Oceniono 1 raz 1

    no ja z moim dzieckiem jem razem, na kolanach inaczej krzyczy maAAAma(ma dwa latka), nawet do ubikacji załatwić się z nim idę, a w nocy często się budzi, a raz na tydzień nawet o 2 w nocy wstaję już z nim, bo się już wyspał i muszę się z nim po cichutku bawić czasem do 4, 4.30 rano, bo mąż musi rano o 6 wstawać do pracy, a moje starsze 11 letnie dziecko do szkoły. Tylko ja również o 6.15 wstaje , bo syn ma autobus do szkoły i muszę go wyszykować, jak go wyszykuję o 7 rano wychodzi( bo 7,20 ma autobus), to wstaje mój dwulatek gdzie chodzi z mną krok w krok. Ok 12.30 idzie spać na drzemkę godzinną a ja szybko ogarniam dom, i obiad szykuję w międzyczasie, szybko, szybko żeby się wyrobić i jak najwięcej zrobić jak mały śpi, wstawiam pranie itp itd. Trochę wyrozumiałości Panie dla Pań również, bo na pewno nie chciał by się Pan zamienić z żoną rolą. Mój mąż powiedział wielki szacun, ale on by zwariował, i nie dałby rady. Mój starszy syn był całkiem inny, można było przy nim wszystko zrobić, drugi jest jego całkowitą odwrotnością nic nie da rady przy nim zrobić. Teraz czekamy, aż skończy 2,5 lata i pójdzie do przedszkola, a ja nie mogę doczekać się kiedy wrócę do pracy i odpocznę. I odżyję między ludźmi.Kocham moje dzieci, ale kobieta również człowiek i również ma prawo do odpoczynku, wypoczynku, więcej niż godzinę na dobę ( nie licząc już kilku godzin przerywanego snu)

  • kriss_773

    Oceniono 1 raz 1

    Mam dwójkę dzieci, duża różnica wieku. Z córką nie miałam zbyt wielu problemów, od czasu do czasu krzyknęłam, bardzo rzadko, przy sytuacji ekstremalnej dałam jej klapsa, później po opadnięciu emocji rozmawiałam z nią co się stało, że taka kara przypadła jej w udziale. Udawało się, dochodziłyśmy do porozumienia. Teraz jest dużą dziewczynką i myślę że ma poukładane w głowie. Z synkiem już nie jest tak różowo. Jest bardziej uparty, słyszy tylko to co chce usłyszeć... Szukam swoich błędów, bo generalnie nie jestem fanką ani wrzasków, ani bicia, czasami jednak dochodzę do wniosku, że tylko gdy podniosę głos on mnie usłyszy. Często jestem wyczerpana tym że muszę pędzić przez miasto żeby zdążyć do przedszkola, muszę zrobić zakupy, zabrać któreś z dzieci do lekarza, itd. Czuję że wiecznie biegnę... Czasu dla siebie mam śladowe ilości i to też mnie wykańcza. Przez te kilkanaście lat skupiłam się na dzieciach, zostawiłam swoje pasje na które nie miałam już ani czasu, ani siły... Wczoraj spędziłam dzień zupełnie inaczej niż zwykle. Sprawy związane z pracą załatwiłam, a później miałam czas dla siebie. Mąż odebrał synka, zajął się nim po południu, a ja załatwiałam swoje rzeczy. Wróciłam do domu wieczorem zmęczona całodniowym łażeniem, ale było to takie pozytywne, moje zmęczenie. Moja głowa nareszcie odpoczęła, bo postanowiłam nie martwić się jak poradzi sobie moja rodzina, oczywiście dali radę bez problemu, a ja się zregenerowałam. Dlatego wszystkie sfrustrowane mamy (każda z nas tak ma, nie czarujmy się że jest inaczej) od czasu do czasu trzeba sobie zrobić reset i spędzić czas sama ze sobą, bądź w takim towarzystwie, które jest w danym momencie najlepsze dla nas. Na dłuższą metę nikt nie jest w stanie być idealny, choćby bardzo chciał... ja bardzo długo do tego dochodziłam, walcząc z poczuciem winy, mimo że pewnie nie raz czułam się totalnie wykończona i wypalona, zacznijcie dbać o siebie na ile jest to możliwe. Czasami wystarczy pół godziny pobiegać, wypić kawę z koleżanką, albo iść na wystawę która nas interesuje, ale trzeba ten czas dla siebie znaleźć, bo inaczej nie będzie happy endu, tylko coraz większa frustracja - wiem to doskonale! Trzymam kciuki za Was wszystkie i za siebie samą, żeby w końcu móc czuć się dobrze :)

  • milu100

    Oceniono 1 raz 1

    Najfajniejsze są te mamy, które chętnie pouczają inne na temat wychowania dzieci a same na cały etat zatrudnija opiekunki do dzieci i to mimo tego, że same nie pracują i siedzą w domu.

  • lob1

    Oceniono 3 razy 1

    Każdej matce wysiadają nerwy,kiedy małe dziecko często jest niegrzeczne,uparte,krzyczące.Matka kilka razy w nocy wstaje do dziecka a rano do pracy.Po pracy zamiast odpocząć musi obiad gotować,sprzątać,prać i słuchać jak dziecko się złości,płacze ,krzyczy,na ziemię się kładzie.A męża nie ma ,bo poszedł z kolegami na piwo albo na mecz.Wcale się nie dziwię ,że wychodzą z siebie,bo tego się nie da wytrzymać a nikt nie pomoże.Dlatego nieraz matki dają klapsa albo nakrzyczą.Takie odruchy są zupełnie normalne i nic dziecku się nie stanie.Znam to z autopsji.

  • aniuu1

    Oceniono 5 razy 1

    Niecierpię takich rodziców.. Czy na prawdę nie ma innej metody? Ja sądzę, że tak na prawdę to wszyscy się nakręcają niepotrzebnie.. rodzice - dzieci, dzieci - rodzice.. a na koniec z tego błędnego koła się już nei wyjdzie. To rodzice uczą i nieraz narzucają sposób komunikacji.. dzieci za to dużo obserwują i naśladują. Sądzę, że problem zwykle wynika z problemów rodziców, z bezrodności, złości, braku poczucia własnej wartości, dlatego warto nad tym pracować.. a dzieci- potrzebują przede wszystkim czuć się kochane, akceptowane i szanowane.. sądzę, że to 90% sukcesu

  • q-ku

    Oceniono 1 raz 1

    to proste - matki (i ojcowie) dali się zapędzić w bezradność, nie dyscyplinują swych dzieci, a te im wchodzą na głowy, wyrastając na jeszcze bardziej dysfunkcyjnych rodziców w przyszłości...

    dzieci innych ssaków naczelnych są grzeczne - popatrzcie jak one to robią i przestańcie się wygłupiać z bezstresowym "wychowaniem" na dzikusów

    dzieci muszą znać granice, muszą być wychowywane

  • kika2025

    Oceniono 1 raz 1

    Dzięki Bogu za artykuł, a już myślałam że dostaje kota do głowy. U mnie zmieniło się wszystko po urodzeniu drugiego dziecka. Starszy syn zazdrosny o wszystko, co dotyczy młodszego robi wszystko, by zwrócić na siebie uwagę. Nieważne, czy dostanie to co chce-bo on chce zawsze, wszystko i coraz więcej. Fizycznie i ze względu na dobre wychowanie, nie jestem w stanie mu wszystkiego dać, bo i tak mu nie dogodzę. Doproszenie się o coś jest katorgą, a jak zrobi coś chętnie to na ogół na złość. W końcu nadchodzi kres wytrzymałości-krzyk raz, drugi, trzeci furia, a potem to okropne, wszechogarniające poczucie winy, że krzywdzę dziecko i depresja przez resztę dnia, że nie nadaje się na matkę. Bogu dzięki okazuje się, że jestem po prostu przemęczoną, ale kochającą matką jak każda z was, i to mi poprawiło humor.

  • ma_gala

    Oceniono 5 razy 1

    Czytam ten artykuł i w każdej bohaterce widzę siebie. Mam 2,5 letniego synka: kochanego, wyczekanego, upragnionego, wiecznie uśmiechniętego psotnika. Ale wraz z jego narastającym "buntem dwulatka" zauważyłam, że są takie dni, że mam go dość. Nie mam cierpliwości, krzyczę, wkurzam się na niego niebotycznie, że mnie nie słucha. Pół biedy jeżeli w domu jest mąż, który stara się rozładować sytuację. Widząc mnie wrzeszczącą i szarpiącą dziecko powiedział do syna: "Jesteś niegrzeczny i dlatego mam jest zła na Ciebie. Ale bardzo Cię kocha", a do mnie: "wyjdź na spacer, idź na siłownię, wyżyj się, bo wszyscy oszalejemy z tym wrzaskiem." Po takich "akcjach" czuję się koszmarnie, nie potrafię sobie z tym poradzić. Zastanawiam się skąd to się u mnie bierze. Zmęczenie? Na pewno, obydwoje z mężem pracujemy na cały etat, z tym że on często wyjeżdża w delegacje. Stresująca praca? Tak, mam napięte terminy, cały czas muszę być "w harmonogramie", pracuję pod ogromną presją czasu. Ale czy to tylko to? Nie. U mnie w domu też tak było, że moja matka non stop na mnie wrzeszczała, a ojciec był chodzącą oazą spokoju, ale też nie wtrącającą się w to, co się dzieje w domu. Czy miałam do niego żal? Tak, bo miałam wielokrotnie poczucie, że dostaję od matki karę niewspółmierną do przewinienia (również cielesną) a on nic z tym nie robi. Wtedy przysięgłam sobie, że u mnie będzie inaczej i co? I puszczają mi nerwy. I krzyczę. I ręka z klapsem też poleci. Najgorzej jest wtedy, gdy jestem sama z dzieckiem, a mąż jest w delegacji. Cały czas mam wrażenie, że z czymś nie nadążam, że nie wyrabiam się, nie daję rady jako dobra matka. No bo i w pracy muszę się sprawdzać, w domu ma być posprzątane, ugotowane, poprane i poprasowane, na spacer trzeba iść z małym, pobawić się. Wieczorem jak położę dziecko spać, mam dość. Jedyną aktywnością na jaką mam jeszcze się, jest przełączanie kanałów w TV. Wiem jedno - muszę sobie poradzić ze swoją złością, bo nie chcę krzywdzić dziecka nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

  • adamiakadam1

    Oceniono 2 razy 2

    Podesłałbym ten artykuł żonie, ale boje się że będzie krzyczeć....

  • anna.kw

    Oceniono 4 razy 2

    Zawsze powtarzam, żeby mieć dziecko nie trzeba pieniędzy, wielkiego domu tylko dużo miłości i cierpliwości....
    Mam 3 dzieci, każde nieplanowane :D. Teraz wyjątkowo planuje 4-te. Moje dzieciaczki są wyjątkowo żywotne. Ale jakimś cudem ja sobie radzę z nimi w domu a w przedszkolu/ szkole nie dają sobie z nimi rady. Nie czytałam żadnego podręcznika do wychowywania dzieci, nie latam po forach i nie wzoruje się na żadnych artykułach w gazetach. Kiedy uznałam, ze nie daje sobie rady z obgryzaniem paznokci u najstarszej córki, a bałam się, ze zniszczy sobie płytkę paznokciową i nigdy nie będzie miła ładnych paznokci, poszłam z nią do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Nic nie płace za porady (Raszyńska 8/10
    Warszawa poradnia-top.pl‎). Spotkałam tam rewelacyjnych ludzi, którzy pomogli mi zdiagnozować w czym problem. Okazało się że jestem za mało surową matką, zbyt liberalną :D Stąd problemy z utrzymaniem porządku i rygoru. Chciałam byś wspaniałym przyjacielem dla moich dzieci, rozmawiać z nimi a one po prostu potrzebowały matki, która pilnuje zadaje zadania i każe ponosić konsekwencje swoich czynów. Teraz wiem, że jestem przede wszystkim matką, i przez to mam zapewnić moim dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Nie ma nic złego w korzystaniu z porad doświadczonych fachowców.

  • Katarzyna Gryc

    Oceniono 8 razy 2

    Polecam książkę "Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko" Matthew McKay

  • poiuytrewq0987

    Oceniono 7 razy 3

    Ktoś tym dziewczynom wmawia, że muszą mieć więcej niż 1 dziecko. Że to norma, standard, jedno to za mało, musi być dwójka albo katolicka trójka. A potem płacz i podrzucanie dzieci do żłobków, przechowalni, świetlic, kłótnie i rozwody. Jeszcze niani się zachciewa od państwa?!! kpina. Nie masz nerwów (masz nerwicę) - się nie rozmnażaj!!! Tyle w temacie.

  • mamamariusza

    Oceniono 4 razy 4

    A potem, po latach, kiedy dziecko jest już prawie dorosłe, jest jeszcze gorzej. Wstyd, żal i poczucie winy, że się zawiodło i było (jest) zła matką narasta z każdym rokiem. Czasem wstyd spojrzeć dziecku w oczy, zwłaszcza, że ono kocha w dalszym ciągu i nie pozwoliłoby skrzywdzić swojej matki nikomu, w żaden sposób. Coraz trudniej z tym żyć.

  • wronamas

    Oceniono 4 razy 4

    Emocje trzeba pokazywać dziecku od razu jak się pojawiają, a nie tłumić przez 3 lata... Przy okazji pokazujemy dizecku jak radzić sobie z emocjami. Przecież ono też je ma i jakoś musi je wypuścić. A nie wstydzić się za nie - bo przecież mama złych emocji pewnie nie ma...

  • koci-gaj

    Oceniono 9 razy 5

    Można być idealną mamą gdy się ma pieniądze, czas i idealne dziecko, ale idealnych dzieci chyba nie ma - ja ich nie spotkałam. Jeśli ma się kłopoty, to one odbiją się nie tylko na kobiecie ale i - w jakimś stopniu - na jej dziecku. Mój syn ma już 16 lat, jest kulturalnym młodym człowiekiem, choć bardzo upartym. Jednak gdy był dzieckiem często doprowadzał mnie do szału. Robił tylko to co chciał i żadna siła nie mogła go skłonić do zmiany zdania. Kończyło się to czasem moją bezsilnością i klapsami a nawet - czego się ciągle wstydzę - spoliczkowaniem syna, gdy odpowiadał mi drwiąco lub lekceważąco. Im bardziej zależało mi na tym, by go wychować na dobrego, szczęśliwego człowieka, tym bardziej złościł mnie jego opór i przewrotność. Czasami miałam wrażenie, że mój synek mnie nienawidzi. Często doprowadzał mnie do łez i ucieczki z domu - na chwilę - by ochłonąć. W końcu zawsze wyciągaliśmy rękę na zgodę, choć mam wrażenie, że ja częściej byłam tą, która robiła to jako pierwsza. Syn często dostawał napadów histerii w miejscach publicznych, w sklepie, na przystanku. Działo się tak wtedy, gdy odmawiałam mu czegoś, np. prowadzenia wózka w sklepie, gdyż obijał nim ludzi i półki. Potrafił wtedy płakać na cały głos (wrzeszczeć) i rzucać się na podłogę. Uważam, że znosiłam to całkiem dobrze, ale w domu czasem już nie wytrzymywałam, gdyż uspokoić go było można tylko klapsem. Nie pomagało żadne tłumaczenie, rozmowa, logiczne wywody. Może gdybym nie była zaangażowana emocjonalnie, to dałabym sobie radę z opanowaniem mojego dziecka, ale za bardzo go kochałam i te emocje doprowadzały do napadów złości. Myślę, że podobnie jest z innymi matkami, które mają trudne dzieci. Ja byłam nawet u psychologa, ale i on stwierdził, że mój syn ma bardzo silną osobowość i potrafi manipulować dorosłymi, w tym i mną. Dlatego trochę sobie wybaczyłam i zalecam dużą ostrożność w ocenianiu matek krzyczących na swoje dzieci. Czasami inaczej się nie da, bo nie jesteśmy cyborgami tylko ludźmi.

  • Beata Kałużna

    Oceniono 6 razy 6

    Pół roku chodziłam raz w tygodniu do psychologa na pogadanki m. in. o braku kontroli nad emocjami ale teoria sobie praktyka sobie niestety. Znaleźć czas dla siebie, prosić innych o pomoc. Tylko kto teraz ma czas dla 3 małych, cudzych dzieci? Sama miałam wymyślać jak rozwiązać swoje problemy ale jeśli wiedziałabym jak to zrobić nie chodziłabym do psychologa. Niestety chyba tylko pozostaje psychiatra i jakaś farmakologia :(

  • miszmasz51

    Oceniono 9 razy 7

    NIGDY NIE USTĘPOWAĆ DZIECKU. To jest PODSTAWOWA zasada. Niech wrzeszczy, niech wyje, niech histeryzuje - trzeba przetrzymać. Sprawdź tylko, dlaczego płacze (chodzi o zdrowie) - i tyle. Raz, drugi, trzeci - i już WIE, że szantażem niczego nie uzyska. Bo dzieci nie są takie głupie, jak myślimy... dzieci potrafią być wyrachowane w swoim postępowaniu. No i równie ważne - być konsekwentnym. Jeżeli się powiedziało czy nakazało coś - trzymać się tego pazurami i zębami. "Sprzątnij, bo wyrzucę..." - jeżeli tego nie uczyni, WYRZUĆ. Choćby było drogie... Kiedy czymś rzuci - zabierz i już nigdy mu tego nie oddawaj później, kiedy się uspokoi. "Rzuciłeś? Widocznie nie potrzebne tobie, sam zadecydowałeś". Koniec, kropka. "Przestań wrzeszczeć, bo wyjdę z domu" - UCZYŃ TO, masz okazje pójść do sklepu po zaległe zakupy... czy chwilkę odpocząć na ławce przed domem. Niech wrzeszczy, aż mu się znudzi. Jeżeli się boisz zostawić je samo w domu - nie mów, że wyjdziesz - stój nad nim, patrz spokojnie... PRZECZEKAJ. To bardzo ważne - bo tym wrzaskiem chce na tobie coś wymusić - pamiętaj ! "Ubierz się, bo - albo nie pójdziesz, czy nie pojedziesz z nami, albo wyjdziesz nie ubrany" - I TAK UCZYŃ. Oczywiście trzeba wiedzieć, co dziecko samo może zrobić, czego nie. Albo: "chodź na obiad, wołasz" - i nic. Nie przychodzi... wściekasz się? BARDZO ŹLE robisz. Co robić? Po prostu - mija czas obiadu, sprzątasz, chowasz nie zjedzone do lodówki, albo wyrzucasz resztki - dziecko JUŻ GO NIE DOSTANIE. Z głodu nie umrze, nie ma obawy, niech czeka na kolację, niczego wcześniej NIE MOŻE dostać. Nawet kiedy oprzytomnieje, przyjdzie, przeprosi, połasi się - nic z tego. Przeprosiny przyjmij, uśmiechnij się, przytul - jak chce, pochwal - może nie pochwal. ale pokaż, że się cieszysz - za to, że przeprasza, NIGDY NIE ŻARTUJ Z TEGO, NIE KPIJ, nie dawaj odczuć, że postawiłaś na swoim - ale KONSEKWENCJE musi ponieść, poznać je. To trudne, owszem, wiem. Dobrymi radami piekło wybrukowane - też wiem. Sam to przeszedłem... Ale - nie ma innego sposobu.
    I NAJWAŻNIEJSZE - NIGDY DZIECKA NIE ODPYCHAJ, kiedy chce się przytulić, połasić, pobawić się z tobą, nawet na chwilę... także NIGDY nie zapomnij pochwalić, docenić jego wysiłki (nawet jeżeli mu nie uda się czy zrobi coś nie tak, nie po twojej myśli) - wytłumacz, pokaż - ale, co powiedziałeś (aś) wcześniej - to święte.
    A teraz pozorna sprzeczność:
    Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa - NAUCZ się je TEŻ przepraszać, kiedy to ty się pomylisz czy zrobisz źle. NAUCZ się potrafić przyznać do błędu: "tak, synku, córeczko, źle wyszło, ja też nieomylny(a) nie jestem"...

  • Oceniono 46 razy 8

    Takie wybuchy złości wszystko niszczą. Wiem bo sama to przeżywam. Zdarzają mi się coraz rzadziej ale jeszcze się zdarzają. Mogę być ideałem przez cały czas a jeden wybuch złości wszystko niszczy. Nie biję ich - ale czasem się wydrę jak głupia. Biorę tabletki uspakająjące żeby jakoś sobie pomóc. Pomaga też rozmowa z dziećmi - mówię im że wtedy nie jestem sobą. Kochają mnie i starają się zrozumieć. Mówię im też że bicie jest czymś najgorszym więc nawet w złości nie podniosę na nich ręki.

  • cyniczny.komentator

    Oceniono 43 razy 9

    No proszę. Ależ to się człowiek ciekawych rzeczy dowiaduje. Jak ja byłem dzieckiem, to nie raz i nie dwa rodzice się na mnie wydarli, nie raz i nie dwa dostałem w tyłek. No i co? No i wyrosłem na porządnego człowieka, wykształconego, niekaranego, szanowanego, mającego bardzo dobre relacje z innymi ludźmi. Ale ja dorastałem w normalnej rodzinie. Inną sprawą jest, że wedle dzisiejszych standardów to jakaś patologia była, bo jakże to dziecku w tyłek dać, jakże to 12 latka samego pociągiem puścić, jakże to 6 latka wypuszczać z domu z kluczem na szyi. No i tak się cieszę, że dorastałem w normalnych czasach, kiedy istniały normalne rodziny.

  • Ewa Suszek

    Oceniono 15 razy 9

    Znam to też i cierpię czasem przez wybuchy złości. Podróżujemy teraz z synem i mimo tego że jesteśmy razem non stop i poświęcamy mu mnóstwo czasu (a może właśnie przez to że jesteśmy ze sobą noc i dzień od ośmiu miesięcy), wkurza mnie nieraz i wybucham, ponosi mnie potem się tym frustruję, mam czasem wyrzuty sumienia połączone z żalem, smutkiem, złością, rozczarowaniem. Nie zdarza się to bardzo często, ale na pewno częściej niż jak miał mniej niż 3 lata - podobnie jak u bohaterek tekstu. Pracuję nad sobą, uczę się innych sposobów rozładowywania, staram się nie biczować po fakcie. Tego Wam wszystkim życzę, pamiętajcie jesteśmy wystarczająco dobrymi matkami :) Pisałam o tym więcej kilkanaście dni temu na blogu: fivestartent.wordpress.com/2014/03/30/mam-na-imie-ewa-i-czasem-krzycze-na-czlonkow-rodziny/

  • trombita

    Oceniono 12 razy 12

    Mnie uspakaja trochę książka 'matka,która nie miała matki', jest to trochę taki "amerykański" poradnik, ale wydaje mi się, że coś jest na rzeczy. Mówi o nas, kiedy jesteśmy spanikowane, bo wymyka nam się wszystko spod naszej kontroli; bo się spóźniamy, jesteśmy ciągle podszyte strachem, ze dziecku może się coś stać, nieustannie je kontrolujemy, porządkujemy i poganiamy, bo sprostało wymogom grupy, żeby przypadkiem nie odstawało tak jak my. I mamy takie ogromne poczucie samotności i braku wsparcia, bo jak dzwonimy, to nasze matki mówią, że to nasza wina, albo nie można z nimi pogadać, bo są chore, stare, albo już ich nie ma. Albo wiemy, że o nas zawsze myślały źle, więc nasza skarga, to będzie tylko woda na ich młyn, że sobie znowu nie radzimy.
    A partner, ten też ma za dużo rad, więc przy nim jest już apogeum, bo się spinamy jeszcze bardziej, i wybuchamy jeszcze mocniej.
    Trzymam za was kciuki.
    W czasie wychowywania mojej córki, wszystkie moje upiory dzieciństwa wyszły i zaczęły straszyć, czasami mi się wydaje, że tymi krzykami, jękami, piskami, histerią - raz ona a raz ja z nimi walczymi, a upiorów dużo :)

  • ona3010

    Oceniono 17 razy 13

    i zapomnijcie o bezstresowym wychowaniu i o haśle matka polka :) Złość jest ok trzeba się tylko nauczyć jak z niej korzystać.

  • tatkoo1

    Oceniono 15 razy 15

    Twierdzenie że słowo matka ma tylko pozytywne konotacje jest nadużyciem , jest cała masa matek które w ogóle się nie spełniają w tej roli, zresztą podobnie ojcowie.

  • patrykkiwaczek

    Oceniono 21 razy 21

    strasznie trudny temat i niestety nie dotyczy tylko mam :-(
    Nie jest łatwo być rodzicem, zasuwać po kilkanaście godzin w pracy i dodatkowo ogarniać jeszcze obowiązki domowe. Niby człowiek wie, jak ważny jest czas i chwile spędzane z rodziną :-) ale gdy plecy napier..., oczy same zamykają się ze zmęczenia (bez względu na porę dnia) - ciężko być oazą spokoju i cierpliwości :-). Życzę wszystkim trochę wytchnienia i czasu dla siebie :-). Trzymajcie się :-)

  • mamarozwrzeszczana

    Oceniono 41 razy 25

    Dziękuję za poruszenie tego tematu. Niestety nie jest mi obcy. Czy ktoś wie, gdzie można szukać pomocy? Wiem, że sama sobie z tym nie poradzę.

  • pani_basia

    Oceniono 36 razy 34

    Kiedy się mocno denerwowałam zachowaniem dzieci, wychodziłam na korytarz i siadałam na schodach. Zwykle starsze po paru minutach wyglądało przez drzwi i pytało: mamo, przyjdziesz już?
    Wiem, że nie da się tego zastosować w przypadku dziecka trzyletniego. Tym matkom, które mają nadmierne poczucie winy i są złe na siebie za to, że krzyczą, chciałabym dedykować podsłuchaną rozmowę moich dzieci (starsze 10 lat, młodsze 6):
    (młodsze) Mama do nas gada i gada przez pół godziny, a my i tak nie słuchamy. A tata krzyknie raz i my od razu słuchamy.
    (starsze) Bo tata krzyknie raz i potem jest spokój.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX