1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matczyna wściekłość, czyli złość, o której nikt nie mówi głośno

17.04.2014 15:00
- Czasem po prostu trafia mnie szlag. Nie mogę już słuchać jej histerii, nie daję rady - mówi nam mama czterolatki

- Czasem po prostu trafia mnie szlag. Nie mogę już słuchać jej histerii, nie daję rady - mówi nam mama czterolatki (Fot. Shutterstock)

Każdy z nas ją widział. Na parkingu, w sklepie, na ulicy. Stojącą na chodniku, wchodzącą po schodach. Krzyczącą matkę. Pełną złości kobietę z dziećmi. O poczuciu bezradności i porażki opowiadają nam mamy, które czują, że złość czasem wymyka im się z kontroli. Są złe czy zagubione?
Matczyna wściekłość. Temat tabu. Wywołuje poczucie winy - ogromne, nieporównywalne z niczym innym. I strach. Wstyd. Nikomu nie można się przyznać. Czy ta złość będzie ewoluować? "Krzywdzę moje dziecko. Dlaczego przestałam sobie radzić? Jak położyć temu kres?" - takie myśli nie dają spać spokojnie.

Matka krzycząca. Szarpiąca dziecko za rękę. W miejscu publicznym, w domowym zaciszu. Bezradna i przerażona siłą swoich zachowań w obliczu równie bezradnego i przerażonego jej zachowaniem dziecka. Zwykła matka. Taka jak ty czy ja. Matka kochająca swoje dziecko, chcąca dla niego najlepiej. A jednak: coś w niej pękło. Może powiela zachowania swoich rodziców, chociaż zarzekała się nigdy tego nie robić. Może nie sypia, a może ma problemy w pracy. Może sypie się jej małżeństwo. Może ma za dużo na głowie. Może ma depresję. Przyczyn jej wściekłości może być wiele.

Pora porozmawiać o matczynej złości. To trudne, ale dzieci zasłużyły, żeby o tej wściekłości mówić głośno. Matki również.

"Patrzyłam na nie z pogardą i z góry"

Zaczyna się podobnie. Mówimy tu o scenariuszu, w którym dziecko jest wyczekane i upragnione. O kobietach, które praktykują świadome macierzyństwo, analizują style wychowawcze i poszukują takiego, który będzie najbliższy ich systemowi wartości. Czytają poradniki, myślą o tym, jak chcą traktować swoje dziecko, co mu przekazać, jaki rodzaj więzi zbudować. Czasem mają negatywne doświadczenia z dzieciństwa i wiedzą, jakich zachowań swoich rodziców nie chcą kopiować. Początki są dobre i napawają optymizmem.

- Metoda mojej mamy na idealne dziecko: za nieposłuszeństwo należy się lanie. Pasem - opowiada Magda. - Metoda była skuteczna, przyznaję. Ze strachu byłam bardzo potulnym dzieckiem, rzeczywiście idealnym jak na standardy lat 80. Zawsze łatwo wpadała w złość. Kiedy urodziłam syna, jednej rzeczy byłam stuprocentowo pewna: żadnych kar cielesnych, żadnego krzyku. Szło mi świetnie, co dodatkowo potwierdzały komplementy osób z mojego otoczenia: "jesteś wspaniałą matką! Taką cierpliwą, tak wspaniale z nim rozmawiasz, tak mu wszystko tłumaczysz" - wspomina. To były dobre lata.

- Moja córka ma niewiele ponad 3 latka. Wyczekiwana, upragniona, moja największa miłość, największe szczęście - tłumaczy Iwona. - Przechodziły mi ciarki po plecach, gdy słyszałam matki krzyczące na swoje maluchy, szarpiące je za rękę, straszące, grożące, stosujące szantaż emocjonalny - opowiada. Widywała je wszędzie: pod blokiem, w sklepie, w przychodni: - Nie były to matki z patologicznych rodzin czy marginesu społecznego - większość takich jak ja: młodych, wykształconych, z "dobrych" domów, z planowanymi, wyczekiwanymi dziećmi. Patrzyłam na nie z przerażeniem, że tak można się odnosić do ukochanej osoby. I trochę z pogardą i z góry, bo wydawało mi się, że jestem od nich lepsza - zdradza.

"A potem coś się zmieniło..."

Nie zaczęły krzyczeć od razu. Pierwsze lata życia dzieci wspominają z nostalgią: - Byłam dobrą matką, cierpliwą i wspierającą - to Magda, na jej twarzy rysuje się smutek. - Zanim pojawiła się córka, i przez pierwszy jej rok czy dwa lata życia, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nawet na nią podnieść głos - to Iwona, ten sam smutek na twarzy. - Teraz ma 3 lata i ze zgrozą muszę przyznać, że i mi puszczają czasem nerwy, że i ja dołączyłam do grona tych matek, którymi po cichu pogardzałam. Dlaczego? Nie wiem - mówi. Przyznaje, że bywa zmęczona, chora, zdenerwowana z różnych, nie dotyczących dziecka, powodów. - Moja wewnętrzna złość - kumulowana w środku - niestety coraz częściej zaczyna odbijać się na niej - przyznaje.

U Magdy zmieniło się po trzecich urodzinach syna. Urodziła drugie dziecko, córkę. I nagle zauważyła, że potrafi zrzędzić od rana do wieczora. Że coraz częściej, zamiast jak dotychczas z miłością i spokojem pochylić się nad problemem - podnosi głos. Coraz częściej i coraz głośniej. - Syn na wszystko ma czas, czasem nawet za 5 czy 6 razem nie reaguje na moją prośbę. Takie założenie butów przed wyjściem do przedszkola? Mount Everest. Wyegzekwowanie każdej, pozornie najłatwiejszej czynności, wymaga powtarzania, kombinowania, przedstawiania jej w mega atrakcyjnej formie. Ale ile można mieć zapału do wymyślania super fantastycznych historii po to tylko, żeby dziecko wreszcie przyszło umyć zęby? Zaczęło się ubierać? Posprzątało zabawki? - pyta Magda.

- Do tego córka i jej histerie - kontynuuje. - Jęczący ton. Można to obrócić w żart, ale tylko czasami. Kiedy zaczyna się kolejny dzień i znowu słyszę te jęki, i znowu wszystko jest trudne, mam dość. Jestem strasznie zmęczona. Mąż pomaga, jest bardzo zaangażowany, ale rankami to ja muszę to wszystko ogarnąć i wtedy jest najtrudniej - zdradza.

- Zdarza mi się krzyczeć, nawet bardzo, zdarzyło mi się parę razy dać im klapsy - Ewa ma dwie córki. I depresję. Wie już, że kiedy nie przyjmuje właściwej dawki leków, jest jej trudniej zachować cierpliwość: - U mnie jest to związane ewidentnie z chorobą, bo jak zaczęłam znowu brać leki we właściwej dawce, to okazało się, że moje dzieci nie są takimi potworami, tylko raczej ja - przyznaje. - Najgorzej mam z młodszą córką. Uwielbiam ją nad życie, ale to dziecko tak mnie potrafi wkurzyć, jak nikt i nic na świecie. Kompletnie nie radzę sobie z jej histeriami. Staram się bardzo, ale kiedy histeria ma miejsce piąty, szósty raz tego samego dnia, czasem wymiękam. Naprawdę, starsze dziecko zawsze umiałam jakoś zagadać, uspokoić, w ogóle do niego dotrzeć. Młodsza córka z byle powodu - tak, wiem, że to dla mnie byle powód, dla niej nie - potrafi drzeć się godzinę albo dwie, kopać, walić we wszystko. Nie potrafię jej choć na chwilę od siebie odizolować, nie da się jej gdzieś na sekundę zamknąć, nie mogę sama wyjść, bo ona po prostu niemal wyważa drzwi - opowiada. Czuje się bezradna. Mówi, że zachowanie jej młodszej córki dziwi też jej krewnych.

"Przez kilka sekund, zanim wybuchła płaczem..."

Pierwszy wybuch jest zaskoczeniem. Dla niej, dla dziecka. Przychodzi refleksja, postanowienie poprawy, obietnica: nigdy więcej. Potem schemat jest podobny: kolejny wybuch. Znowu obietnica poprawy. I znowu się to zdarza. Tym razem przerwa jest krótsza. Kolejny wybuch. Poczucie, że straciło się kontrolę. Bezradność. Nie jest to coś, o czym można komuś opowiedzieć. Matka zostaje więc ze swoją porażką sama. I jest coraz gorzej: samoocena spada, spirala złości się nakręca, może pojawić się depresja, może wydarzyć się coś złego.

- Ze złością szarpnęłam ją za rękę i krzyknęłam - opowiada Iwona o pierwszym przejawie agresji względem córki. - Jej mina wtedy dosłownie mnie rozwaliła. Przez kilka sekund, zanim wybuchła płaczem, na jej twarzy malowało się coś pomiędzy strachem, przerażeniem, rozczarowaniem i bólem, że jej własna matka, której ufa bezgranicznie i od której nigdy nic złego nie doznała, może tak ją skrzywdzić. Potem płakała nieutulonym płaczem - i choć ją przepraszałam i przytulałam, łkała i zanosiła się, trudno było mi ją ukoić. Okropnie się wtedy czułam i postanowiłam, że będę sobie o tej sytuacji przypominać za każdym razem, gdy poczuję, jak kipi we mnie złość. Że wyjdę do innego pokoju i uspokoję się, zamiast tak reagować od razu. I długo było znowu normalnie i dobrze. A potem takie sytuacje z krzykiem zaczęły się znowu pojawiać. Raz na tydzień. Ostatnio już co drugi dzień, a czasem codziennie, jest taka sytuacja, że chociaż raz dziennie na nią krzyczę - opowiada o swojej przemianie.

- Bicie? To dla mnie porażka - wyznaje Magda. Ta od lania pasem we własnym dzieciństwie. - Ale kilka razy zdarzyło mi się już dać im klapsy. Kompletnie wtedy nad sobą nie panowałam. Czułam jak zalewa mnie wściekłość. Pierwszy raz dałam klapsa synowi. Byłam zdruzgotana. Przeprosiłam, powiedziałam, że więcej się to nie powtórzy. Kiedy w złości dałam klapsa córce, syn spojrzał na mnie i zobaczyłam w jego twarzy ogromny zawód. Ogromny. "Przecież obiecałaś, obiecałaś!" - wykrzyknął. Straszne. Następnym razem, gdy znowu dałam klapsa histeryzującej córce, syn po prostu, nie przerywając zabawy, poszedł do swojego pokoju - opowiada Magda. Wie, że to bardzo źle. Uznał to zachowanie za normę. - "Mama ciągle krzyczy" - rzucił kiedyś takim komentarzem w rozmowie z kolegą. Dramat - mówi.

Drapanie w gardle

Magda bierze głęboki oddech i wyznaje: - Krzyczę. Wyprowadzona z równowagi wrzeszczę. Mam już takie znajome uczucie drapania w gardle, które jest sygnałem: znowu mnie poniosło, znowu wrzeszczałam. Bardzo się staram. Liczę dni, kiedy udało mi się nie podnieść głosu. Odnotowuję w mentalnym kalendarzu jako sukces. Czytam wszystko na ten temat: poradniki, artykuły, fora internetowe. Ale nie udaje mi się przeżyć nawet tygodnia w opanowaniu. Albo - w sytuacji zapalnej - myślę sobie przytomnie, że muszę zachować spokój, a sekundę potem już wrzeszczę. I pojawia się drapanie w gardle - opowiada Magda. Miała nadzieję, że może to problemy z tarczycą, wyczytała gdzieś, że mogą objawiać się m.in. złym humorem. Poszła na badania: - Wyniki w normie. Niestety - komentuje.

- Nie szarpię, nie biję, bo fizyczna agresja od dawna jest u mnie zakorzeniona jako kompletne zło - opowiada Iwona. - Ale szczerze, biorąc pod uwagę, że już krzyczę, szantażuję i straszę - wszystkie zachowania, które uważałam i nadal uważam za złe i bezowocne - mam jednak obawy, czy prędzej czy później znowu jej nie szarpnę za rękę, potrząsnę czy zbyt mocno złapię. Bo czasem patrzę na siebie z boku, jak krzycząc wymagam od mojej najukochańszej trzylatki zrobienia czegoś, co zapewne jest ponad jej siły i sama nie mogę się sobie nadziwić. Wtedy na szczęście udaje mi się zatrzymać. Ale boję się, że skoro już na takie zachowania sobie pozwalam, to będzie to eskalować - przyznaje i twierdzi, że wywołuje to w niej ogromne wyrzuty sumienia.

O wyrzutach sumienia mówi każda matka, która nie radzi sobie ze złością. Jest też strach, że to pójdzie dalej. Lęk, że krzywdzi swoje dzieci, że przekaże im wadliwy wzorzec radzenia sobie ze stresem. - Kompletnie straciłam cierpliwość i to zaledwie po kilku latach "wychowywania" dziecka. Na ogól staram się sama zatrzymać, ale czasem słyszę się, jak krzyczę i wymagam naprawdę absurdalnych rzeczy. Powielam zachowania i sposoby na dyscyplinę swoich rodziców? Tak, na pewno tak. Tyle, że mam świadomość, że tak nie chcę. A jednak tak robię - to Iwona.

- Zdarzyło mi się nią potrząsnąć, ale czasami ją straszę, bo wiem, że to podziała - Ewa decyduje się na szczere wyznanie. - Wzięłam kiedyś telefon i udałam, że dzwonię na policję, żeby ją zabrali, bo mam jej dosyć. Nie wiem nawet, skąd mi to przyszło do głowy, ale podziałało. Kiedyś jej zagroziłam, że jak wyjdzie z pokoju, to się wyprowadzę i nie wrócę, potem biedna nie chciała wyjść na obiad. Wiem, że to głupie, w teorii wszystko wiem, jak powinnam i nie powinnam postępować, ale po kilku godzinach jej wycia siada mi psycha normalnie, mam wrażenie, że zaraz zwariuję - mówi. Dodaje, że bardzo to dla niej trudne. Magda też już straszyła policją. I poprawczakiem. I wyprowadzką. - I już mówiąc te rzeczy wiedziałam, że to złe, straszne, niedopuszczalne. Ale i tak to robiłam - podsumowuje ze smutkiem.

"Myślałam, że jestem sama"

Jedna z matek, z którymi rozmawiałam, tak zakończyła swoje zwierzenia: - Uważam, że poniosłam klęskę i jestem złą matką. Nie radzę sobie ze złością, wyładowuję na dziecku niezwiązane z nim problemy. Widzę, że mimo pracy nad sobą, jest coraz gorzej. Boję się, że sąsiedzi wezwą pomoc społeczną, bo słyszą, że krzyczę. Boję się, że skrzywdzę dziecko, że w przyszłości będzie powtarzać moje zachowania. Już widzę pierwsze efekty - też nie panuje nad złością. Myślę, że potrzebuję pomocy, ale nie stać mnie na prywatną terapię. Może uda się na NFZ? Coś zrobić muszę, to pewne. Nadal pragnę być super mamą dla swojego dziecka i mam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno.

Kiedy jakiś czas temu Wendy Bradford, amerykańska blogerka, napisała o matczynej wściekłości, odzew internautów był zdumiewający "Myślałam, że jestem sama" - napisała inna matka. Wtórowało jej wiele kobiet. Posypały się historie o wyrzutach sumienia, depresji, żalu. Wychowywanie dzieci jest bardzo trudne. Czasem zmęczenie bierze górę. Czasem inne problemy są zbyt poważne, nie pozwalają się odłożyć na bok w kontaktach z dziećmi. Czasem wystarczy drobiazg. Ale złość ma tendencję do eskalacji. Krzyczące matki to niekoniecznie margines, niekoniecznie patologia. Kochają dzieci i chcą dla nich jak najlepiej. Potrzebują pomocy. Znacie je? A może same nimi jesteście? Czy udało wam się zapanować nad emocjami, wyjść zwycięsko z walki ze złością? Opowiedzcie nam o tym!

O macierzyństwie bez lukru przeczytaj w książce "Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego" >>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Zobacz także
  • Mama z dzieckiem Matki mają ciągłe poczucie winy. O wszystko!
  • Najbardziej - jak zwykle - wyspane jest dziecko. Ty wstajesz do dziecka, a on śpi? Pora to zmienić!
  • - Bycie matką to wspaniała przygoda - mówi Dominika Buczak, dziennikarka. - Co nie zmienia faktu, że kiedy mój synek wyjeżdża na 2 dni z tatą, to cieszę się na dwa dni spędzone w samotności. I o tej ambiwalencji warto mówić. Prawdziwy obraz macierzyństwa - co to znaczy?
Komentarze (106)
Matczyna wściekłość, czyli złość, o której nikt nie mówi głośno
Zaloguj się
  • noida

    Oceniono 555 razy 501

    Jakiej walki ze złością? Złość to naturalne uczucie, pojawia się częściej wtedy, kiedy człowiek jest zmęczony i zestresowany (czyli przy małych dzieciach nieustannie). Zmuszanie się do bycia aniołem spokoju i zen kończy się psychicznymi problemami. Matka to nie bezduszny robot. Każda matka krzyczy. Nie róbmy z ludzi idiotów.

  • noida

    Oceniono 449 razy 367

    I jeszcze jedno - matka wrzeszczeć nie może, bo jest chodzącym aniołem. Co innego ojciec, w końcu to on jest od zaprowadzania dyscypliny, więc może wrzeszczeć, ile wlezie i nikt nie będzie miał do niego za to pretensji. Szkoda, że nikt nigdy nawet nie pomyślał o napisaniu artykułu pt. "Ojcowska wściekłość, o której nikt nie mówi". W końcu mężczyzna to człowiek, ma prawo się wkurzyć. Tylko kobietom urodzenie dziecka odbiera prawo do wszelkich ludzkich uczuć.

  • kasia.stu

    Oceniono 266 razy 256

    Wszędzie dookoła z bilboardów, gazet i tv patrzą na nas uśmiechnięte, wyspane mamusie z grzecznymi i uśmiechniętymi dziećmi. A rzeczywistość jest zupełnie inna. Nie podniosłam głosu na moje dzieci przez ponad dwa lata ich życia, bo nie było powodu. Ale jak mam teraz nie krzyknąć, jak się wyrywa na parkingu i boję się, że wpadnie pod jakiś samochód? Albo jak 25 raz o coś proszę i dalej jest to niezrobione (np nieubrane buty czy spodnie). Ile razy można prosić pięciolatka, żeby siadł przy stole, kiedy stoi obiad (wcześniej jest kilka razy informowany o tym, że za chwilę będzie obiad), ile razy można mówić, żeby poszedł do łazienki, bo jest pora kąpania. Ile razy można mówić to samo codziennie, jak jeszcze drugi trzylatek wszystko obserwuje i zaczyna naśladować starsze dziecko? Czasem nerwy puszczają i brak chwili na oderwanie się od tego tylko nasila złość. ja klapsów nie daję, ale jak czasem "ręce mi opadają" to niemiłosiernie krzyknę. Wszystkim jest potem źle i smutno, jest przepraszanie, ale za chwilę znowu robią to samo :(

  • szary212

    Oceniono 207 razy 179

    wszystkie koleżanki, które mają drugie dziecko-córkę, mają w domu małe upiorne wrzaskuny :) - zapewne chodzi o zaznaczenie swojej obecności wyraźnie, w relacji do starszego rodzeństwa, ale jest to nie do wytrzymania; przestałam odwiedzać przyjaciółkę na jakiś czas, bo jej młodsza córka po prostu nas wykańczała wrzaskiem - Mamaaaaa!!! - na milion decybeli, z odległości 1 metra; co do wrzasków jako matka - ja muszę, bo mój syn w życiu nie potraktuje poważnie mojej łagodnej prośby i grzecznego tłumaczenia; tak po prostu ma od urodzenia; bardzo chciałam być miłą mamusią jak z podręcznika, ale na niego to nie działa - chociaż przepadamy za sobą, musi dostać ochrzan, żeby zrobić to co trzeba :), albo muszę mocno negocjować. Nie biję, ale się drę. Nie mam już zbytnich wyrzutów sumienia, bo dziecko ma duże poczucie bezpieczeństwa w rodzinie, i jest pogodne z natury; zbiera się po ochrzanie szybko, bez jakichś blizn na psychice;
    i jeszcze jedno - NIGDY już nie oceniam wrzeszczących matek, czy takich szarpiących za rękę w sklepie - bo nigdy nie wiadomo, co się tam wydarzyło między nimi; natomiast furii dostaję na matki, które na wszystko swoim dzieciom pozwalają

  • kcamilla

    Oceniono 194 razy 178

    Dlatego uważam,ze zamiast becikowego (jednorazowej pomocy finansowej) powinna byc niania, zalóżmy do wykorzystania parę godzin w miesiącu...tak naprawdę to -tak podejrzewam,patrząc na siebie - każda matka potrzebuje czasami oddechu,by wrócic do normalności, kiedy czujey eskalacje złości, po prostu wyjść i zostawić choć na godzine...niby nic a jednak tak wiele. Dzisiaj niestety rodziny mieszkaja daleko od siebie, każdy mieszka sam, nie ma juz wielopokoleniowych rodzin, gdzie babcia,prababcia chcąc nie chcąc pomagały...to smutne i przygębiające... dodatkowo "przy kims" chcąc nie chcąc staramy sie hamować, napewno pilnujemy sie bardziej, niż jak jesteśmy sami z dziećmi - chociążby z krzykiem. Szkoda,że dzisiaj nie możemy powiedzieć "zerknij na nia idę do łazienki......"

  • Oceniono 120 razy 102

    jedna pani mówi, że rano musi wszystko ogarnąć, ja w ogóle muszę wszystko ogarnąć, mąż dzieckiem się zajemie godzinę, dwie wieczorem, ale wszystko inne jest na mojej głowie i serio można oszaleć, cały dzień sprzątasz, nosisz drewno, pierzesz, prasujesz i odbierasz z przedszkola słodkiego aniołka, chcesz sie spełnić w matczynej misji, a tu jęki, krzyki, marudzenie i jak tu ma cię szlak nie trafić...

  • attka

    Oceniono 97 razy 93

    Ja stosuję metodę liczenia - pomaga i mi i dziecku. Wygląda to tak - jeżeli Młody mimo kolejnej prośby nie chce czegoś zrobić, a mnie już szlag trafia zaczynam głośno liczyć. Po powiedzeniu (stanowczym głosem) pierwszuch liczb mówię, że jeżeli nie zrobi tego zanim policzę do ... ( tu wstawiam 5 lub 10 - zależnie od sytuacji) to ... - i tu wymyślam na szybko karę (wersja z nagrodami nie działała, o ile nie była to obietnica słodkiego, a nie chcę aby dziecko słodycze kojarzyło z nagrodami). W sytuacji podbramkowej, gdy nie mam pomysłu na karę, ostrzegam dziecko, że zacznę na niego krzyczeć, bo mnie bardzo zdenerwował tym, że nie chce zrobić tego i tego, mimo, że go wielokrotnie prosiłam. I konsekwentnie realizuję kary (nawet jeżeli towarzyszy temu ryk czy histeria) więc skuteczność liczenia jest coraz większa i coraz rzadziej zdarza mi się, że doliczam do podanej liczby. Co ważne - staram się aby wymyślane kary były rzeczywiście karami i były w miarę konsekwencją jego działania ("nie pozbierałeś kartek z podłogi to ja je wynoszę na makulaturę. najwyraźniej nie są to twoje ukochane obrazki, skoro nie przeszkadza ci, że ciągle ktoś na nie wchodzi")

    Oczywiście nie zawsze się to idealnie sprawdza. Czasami, kiedy się na maksa spieszę (najczęściej rano), a dziecko, mimo wielokrotnych próśb stawia czynny upór ("ja chcę zostać dzisiaj w domu", "nie chcę się ubrać" itp), albo w sytuacji niebezpiecznej zdarza mi się na niego ostro ruszyć i nakrzyczeć. Kiedyś się tym mega przejmowałam, ale później zrozumiałam, że to jest właśnie życie o to też uczy. Że Młody musi wiedzieć, że są pewne takie zachowania, którymi można wyprowadzić innych z równowagi, albo że są takie sytuacje kiedy po prostu człowiek jest zdenerwowany i mogą puścić mu nerwy,
    Zawsze po takim wybuchu, staram się mu potem wytłumaczyć co mnie tak zdenerwowało (robię to nawet jeżeli przyczyna nie leży w dziecku - mówię mu wtedy np. Że miałam bardzo ciężki dzień w pracy i już byłam zdenerowana i jak on teraz tak i tak się zachował to mi puściły nerwy).

  • czujny_jak_pies_podwojny

    Oceniono 169 razy 69

    hehe, ja tam olewam dzieciaka, jak zaczyna robić aferę.
    Stoicki spokój. Po jakimś czasie samo zamyka paszczę.
    Pracowałam kiedyś jako nauczycielka od zawsze nienawidziłam roszczeniowych bachorów i przewrażliwionych mamusiek z ich bezstresowym wychowaniem.
    Moje dziecko zna zasady:
    1. Nie ma prawa narzucać swojej woli innym żadnym sposobem. Jak mędzi z jakiegoś irracjonalnego powodu, olewam. Zakładam słuchawki, seriously. Obraża się a potem i tak samo przyłazi, bo to ono chce ode mnie czegoś finalnie, a nie ja od niego.
    2. Nic nie dostaje za darmo. (no, oprócz wiktu i opierunku, rzecz jasna. Posprzata pokój, pozmywa naczynia - będzie kieszonkowego. Nazbiera na jakieś iGó..., to sobie kupi. Nie nazbiera - dzwoni ze starej nokii, i może drzeć paszczę ile wlezie, że niemodne.
    Polecam. Wyluzujcie z bachorami, bo wkurzacie i siebie i innych. Jak mają z nich wyrosnąć psychopaci, to i tak wyrosną.

  • mirrorqueen

    Oceniono 45 razy 45

    ostatnio widziałam taką sytuację: mama idzie z dzieckiem (4-5l.) ulicą, wszystko gra. dzieciak uśmiechnięty, mama też. Mijają wystawę sklepu. Dzieciakowi wkręca się faza. Rzuca się na ulicę, płacze, bije matkę. Weszłam do sklepu, byłam w nim jakieś 40 minut. Wychodzę, dzieciak daje koncert dalej. Matka super spokojnie siedziała na murku przy tarzającym się po chodniku dziecku i tłumaczyła mu coś. Weszłam do kolejnego sklepu, zeszło mi tam 20 minut. Jak wychodziłam dziecku akurat minęło, bo motylek przeleciał. Dało matce rękę i spokojnie powędrowali dalej. Miałam ochotę podejść i powiedzieć jej, że jest święta. Nie wiem jak matki dają sobie rade z takimi akcjami np rano, jak spiesza się do pracy i mają 10 minut do wyjścia. Nie wiem jak organizują to bez krzyków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX