1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matka dla dwojga

Jak jednocześnie uśpić dwoje dzieci? Co zrobić, żeby jedno nie budziło drugiego? Jak podzielić uwagę między dwa niemowlaki? Oto dylematy rodziców bliźniąt...
Jeszcze w ciąży postanowiłam, że: - będę czytać moim dzieciom bajki od pierwszych dni ich życia, - będę im puszczać piosenki i kołysanki przy kąpieli i usypianiu, - będą zasypiały same - zgodnie z różnymi mądrymi teoriami.

Rzeczywistość wygląda tak, że do tej pory czytałam dzieciom bajkę dwa razy. Za pierwszym razem po kilku sekundach rozpętała się wielka wojna, bo chłopcy nie załapali, że ja ich tu oświecam, i za wszelką cenę starali się zwrócić na siebie moją uwagę.

Za drugim razem byłam sama z Arkiem. Zaczęłam czytać mu krótką książeczkę, modulując głos, żeby go zainteresować. Gdy doszłam do połowy, znudziło mu się leżenie i czekanie, aż się nim zainteresuję. Nie rozumiał, że to wszystko dla jego dobra. Wolał, żebym się z nim bawiła.

Kołysanki...

No cóż - usypianie maluchów najczęściej jest walką o przetrwanie, więc nigdy nie próbowałam włączać czegokolwiek, bo oni są strasznie aktywni w odbiorze różnych bodźców. Podczas wieczornego usypiania w domu panuje cisza, w pokoju jest półmrok i zachowujemy się, jakby świat się zatrzymał. Niestety, i to nie zawsze pomaga, bo Arek zanim zaśnie, lubi bez powodu odstawić 10 minut histerii.

Mądra pani od wychowania mówi, że dzieci nie powinny usypiać podczas jedzenia! Hm... Mam dwóch synków - obaj zasypiają przy butelce. Ba! Jeśli nie zdążą wtedy zapaść w sen, zaczyna się kombinowanie, jak ich uśpić! Na szczęście, gdy już się to uda, to jest spokojnie - budzą się dopiero na kolejne karmienie.

Mądra pani twierdzi, że już 4-, 5-miesięczne dziecko można oduczyć robienia nocnych pobudek. No cóż, Arka może i by się udało oszukać wodą lub zabawić, ale Mikołaja - nie ma szans. Kiedy on jest głodny, to jakby tajfun przeleciał przez dom - nie ma zmiłuj, nie odwrócisz jego uwagi. Nic nie działa i już. Dostanie jeść - i proszę, już jest spokój!

Bliźniaczy dzień

Stały plan dnia to podstawa w wychowaniu dziecka. Przy bliźniętach jest wręcz konieczny. Nasz plan jest tak stały, że można umrzeć z przewidywalności. Chociaż ma to swoje dobre strony, bo wiadomo, czego się spodziewać.

Rano pobudka, w zależności od nocnego karmienia i porannej kupy, która rozbudza chłopców między 7 a 9. Zdarza się, że budzi się tylko jeden, drugi sobie dosypia. Potem jest pierwsze śniadanie (mleko albo kaszka), trochę zabawy i drzemka (o tej porze nie trzeba ich usypiać, sami padają).

Na drugie śniadanie - owoce, potem chwila zabawy i spacer. Czasem udawany, na tarasie (wersja dla leniwych matek). Polega na tym, że wyjeżdżam z wózkiem za próg i udaję, że jestem na spacerze. Ruszam wózkiem, aż dzieci zasną, a później zajmuję się np. czytaniem gazety. Ten spacerowy sen trwa 3-4 godziny.

Później obiad, zabawa i w zależności od pogody - drugi spacer albo próba ułożenia chłopców do snu w domu. Jak się uda, to super. Jak nie, to mamy szkołę przetrwania do wieczornej kąpieli, która następuje o 19.30-20.

Później ok. 40 minut karmienia i usypiania i mamy wolne od dzieci na kilka godzin! Wtedy ja z uciechą zaczynam robić coś, co lubię, ale nigdy nie zrobiłam tego do końca, bo:

a) nie chce mi się po całym dniu,

b) stoję przed dylematem - wyspać się czy zainwestować w czas dla siebie,

c) nie mam siły,

d) usypianie się przeciągnęło i już jest strasznie późno, więc rozsądek podpowiada: spać!

W nocy jest jedna albo dwie pobudki. Jak jedna, to o 3-4. Jeśli dwie, to pierwsza w godzinach 1-2, druga między 4 a 6. Od czego to zależy? Nie wiem!

Dietetyczna łamigłówka

Czas rozszerzać dietę dzieciaków... I zaczęło się - jakieś gluteny, nie gluteny, kaszek 150 rodzajów! Wrr Ledwo połapałam się w zupkach jarzynowych i owocach, a już rozszerzamy dietę o mięso. Muszę zmienić mleko na "dwójkę" i wprowadzić gluten w jakichś miniilościach. Co to jest ten gluten i dlaczego mam się tak z tym bawić - na razie nie wiem.

I oczywiście wszędzie piszą, że ma być to powoli, stopniowo i nie wszystko naraz. A jednocześnie jest na to tylko miesiąc, a nowości dużo. W międzyczasie mamy szczepienie, więc wtedy nic nowego się nie wprowadza, żeby dodatkowo nie obciążać, i nie wiem, jak się wyrobić. Za miesiąc dojdą jeszcze jakieś kombinacje z mlekiem, bo ma być raz z taką kaszką, raz z kleikiem, raz z czymś tam! Jasne, że po kilku dniach się to ogarnie, ale na razie to wszystko mnie przeraża!

Na szczęście mądry pediatra powiedział, że lepiej, jak zaczniemy od słoiczków, bo tam są na pewno produkty przygotowane jak należy i w dobrych proporcjach. Mężuś przekazał to rodzicom i nikt się nie czepia, że nie karmię dzieci swojskimi wyrobami! A mnie przeraża wszystko, co mam im do buzi włożyć, czy aby na pewno to będzie OK, chociaż są bardzo chętni do jedzenia, lubią nowe smaki i dobrze tolerują większość nowości.

Kiedy chłopcy skosztowali już wszystkiego, co w tym miesiącu było dozwolone ze słoiczków, podjęłam próbę samodzielnego stworzenia zupki z jarzynek z ogródka. A że w potrawie musi być tłuszcz w postaci masła albo oleju rzepakowego, to dałam trochę masła. Arek zjadł, Miki pluł. Na drugi raz zrobiłam już bez masła - i zasmakowało obu.

Asertywność pilnie potrzebna

Strasznie mnie denerwuje, gdy słyszę od kolejnej koleżanki, jak to jej dziecko pięknie śpi w nocy, zjada cały obiad, w dzień grzecznie leży, zajmując się sobą, mało płacze, samo zasypia itp. Wychodzi na to, że tylko moje dzieci nie przesypiają całych nocy, nie chcą bawić się same dłużej niż 10 minut, grymaszą podczas jedzenia, mają trudności z zasypianiem Jeszcze bardziej nie znoszę tekstów w stylu: "Powinnaś/musisz/nie możesz ", "Mój Jaś to już dawno ", "Nie możesz ulegać, bujać, wozić ". Doskonale wiem, jakie błędy popełniam, wychowując dzieci, ale między mną a moimi koleżankami jest jedna subtelna różnica - one mają jedno dziecko, a ja dwoje. Jedno dziecko można jakoś opanować, a gdy krzyczy bez powodu, to po prostu na chwilę zignorować. Z bliźniakami natomiast jest tak, że gdy jeden śpi, ja robię wszystko, żeby ten drugi go nie obudził. Co z tego, że w dzień usypiam dzieci w wózku? Przecież nie będę tego robić do końca życia. Co z tego, że czasem pokołyszę na rękach? Świat się nie zawali.

Ostatnio jedna z ciotek zagadywała mnie delikatnie: "Może daj im do wózka podusie, bo oni tak płasko leżą...". Tłumaczę, że dziecko ma tak leżeć i że owszem, czasami ich kładę na poduszkach, ale tylko świeżo po karmieniu, a nie do spania. Po kilku dniach przynosi mi dwie poduszki i mówi, że to do wózka dla maluchów. Wzięłam, podziękowałam, odłożyłam na bok i spokojnie powiedziałam, że na pewno się przydadzą do spacerówki, gdy chłopcy będą więksi.

Dwóch synów, dwa światy

Taka mnie dzisiaj naszła refleksja, że dzieci i matki to nie maszyny, które da się zaprogramować. To, co działa jednego dnia, drugiego już nie. I to, co jednemu dziecku pomaga, na drugim nie robi wrażenia.

Więc chyba nie powinnam się przejmować tym, że Arek robi wieczorny cyrk, mimo naszych prób uspokajania i łagodzenia, ignorowania i przetrzymywania. I wciąż nie wpadliśmy na to, dlaczego tak jest. A Mikołaj jest najszczęśliwszy, kiedy ma osobistą niańkę przez 24 godziny na dobę i robi wszystko, żeby mieć kogoś na wyłączność, a gdy tak się nie dzieje, to krzyczy i miauczy, aż osiągnie cel. Efekt jest taki, że zawsze ktoś (ja, mama, mąż) zajmuje się jednym dzieckiem, a ktoś inny drugim.

No właśnie i ciągle jest tak, że jednym nie zajmuję się wcale! Bo jak zajmuję się Arkiem, to nie Mikołajem i odwrotnie.

Matka bliźniaków zawsze stoi przed dylematem, jak się tu rozdwoić. Obawiam się, że jeden z nich kiedyś będzie miał do mnie pretensję, że preferowałam tego drugiego. Eh...

Grunt to specjalizacja

Matka nie kura - zniesie wszystko! Stałam się specjalistką w zakresie żywienia niemowląt, znam wszystkie rodzaje kaszek, zupek, deserków itp. Świetnie orientuję się w przeliczaniu glutenu i schemacie żywienia!

Teraz zamierzam się specjalizować w środkach na ząbkowanie, bo chłopcy od kilku dni dają nam popalić Jak nie jeden, to drugi budzi się w nocy, a ja zaczynam chodzić na rzęsach. Zastanawiam się, czy można sobie kawę jakoś dożylnie podłączyć, bo ja bym ewentualnie była zainteresowana!

No i puszczam chłopcom kołysanki! Zupełnie nie rozumiem, jak mogłam wcześniej uważać, że słuchanie przed snem tylko ich rozbudzi! A było to tak - gazeta o tematyce dziecięcej, którą kupuję, dołączyła do wydania "Najpiękniejsze kołysanki". Kupiłam, włączyłam na próbę i szok - chłopcy słuchali z zaciekawieniem, leżeli bez miauczenia, czekając na kąpiel, podczas ubierania byli spokojni, nie płakali. Oczywiście nie wyeliminowało to całkowicie wieczornych problemów. Jednak odkąd puszczam chłopakom kołysanki, podczas kąpania zachowują się znacznie spokojniej, a potem szybciej zasypiają...

Więcej o: