1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Być samotną mamą [HISTORIE MAM]

Paulina mówi, że jest jej teraz łatwiej. Dorota - że ta sytuacja jest korzystniejsza dla niej i dla jej synów. Renata czuje się szczęśliwa i spełniona. Mamy - singielki. Radzą sobie z codziennością, łączą pracę z wychowywaniem dzieci. Opowiedziały nam o sobie.
Beata, mama sześcioletniego Mateusza i dwuletniego Adasia:

Jestem szczęśliwa i pełna energii

W obecnej chwili jestem pozytywnie nastawiona do tej sytuacji. Mogę nawet powiedzieć, że wszyscy na tym skorzystaliśmy. W domu jest luźna atmosfera, jest wesoło, chce się do niego wracać. Mati przestał się wszystkiego bać, otworzył się, ma wielu kolegów. A ja w końcu zrozumiałam, że powinnam być dla siebie nie mniej ważna niż moi synowie. I wreszcie poczułam, że teraz jestem szczęśliwą i pełną energii mamą.

Początki były trudne. Mateusz miał cztery lata, Adaś sześć miesięcy. Nie miałam pracy. Za to miałam wielkiego doła. I mnóstwo koleżanek - samotnych mam. Ich wsparcie okazało się nieocenione. Od nich nauczyłam się dbać o siebie, swoje przyjemności, swój rozwój. Zyskałam nową energię, a z nią przyszły rozwiązania różnych problemów.

Pracuję w domu. Przede wszystkim wieczorami, kiedy chłopcy już śpią. W dzień - gdy Mateusz jest w szkole, a Adaś ma drzemkę. Czasami to nie wystarcza, bo mam dużo rzeczy do zrobienia i wtedy pomaga mi mama.

Jestem psychologiem. W tym roku zaczęłam studia podyplomowe - psychoterapię, o której zawsze marzyłam. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się otworzyć własny gabinet.

Na co dzień jesteśmy we trójkę. Mateusz chodzi do pierwszej klasy. Wstajemy wcześnie. Ważne jest to, żebyśmy mogli razem spokojnie usiąść przy stole i zjeść porządne śniadanie. Dużo wtedy rozmawiamy, śmiejemy się - to taka dawka dobrego humoru na cały dzień. W ogóle dużo czasu spędzamy razem w kuchni. Chłopcy są alergikami, więc wiele rzeczy do jedzenia muszę zrobić sama. A oni lubią mi pomagać. Ostatnio dwa razy robiliśmy biszkopt. Wcale nie dlatego, że się nie udał, tylko dlatego, że Adaś chciał cały czas miksować ciasto. Często przygotowujemy zapiekanki. Oni układają pieczarki na bułkach i posypują je tartym żółtym serem, a ja wkładam je do piekarnika.

Wieczorem mamy swoje rytuały. Najpierw chłopcy razem się kąpią. Nasza łazienka jest dość kolorowa - żółte kafle, czerwony sufit i do tego fioletowe i czerwone światło. Trudno ich wygonić z wanny. Po zabawie pistoletami na wodę na podłodze jest tak mokro, że można pływać. Później lądujemy w pokoju Mateusza. Obowiązkowo czytam mu książkę. Potem przenosimy się do Adasia i albo ja im śpiewam, albo słuchamy muzyki.

Kiedy chłopcy już śpią, a ja nie muszę pracować, czytam książki, oglądam filmy albo rozmawiam ze znajomymi przez telefon. Staram się zrobić coś dla siebie. Wiem, że jeśli ja będę szczęśliwa, moje dzieci też będą szczęśliwe.

Muszę przyznać, że teraz, kiedy sama wychowuję synów, paradoksalnie mam więcej czasu i nie czuję się ciągle taka zmęczona. Ojciec chłopców widuje się z nimi dwa razy w tygodniu i zabiera ich do siebie co drugi weekend, a czasami częściej. Wtedy absolutnie nie zajmuję się domem. To jest czas dla mnie. Mogę odpocząć, wyjechać, spotkać się z koleżankami. Mam też okazję zatęsknić za synami. Oni również tęsknią. Kiedy wracają do domu, zawsze coś razem robimy. Wyjmujemy instrumenty: ja gitarę, Mati keyboard, Adaś bębenki, i tworzymy muzykę - gramy, śpiewamy, tańczymy. Razem się wygłupiamy.

Obowiązkami domowymi zajmuję się, gdy chłopcy są ze mną. Razem odkurzamy, wieszamy pranie. Nawet po duże zakupy jeździmy razem. Mati wrzuca do koszyka to, co jest potrzebne, a Adaś to, co uda mu się ściągnąć z półek. Potem przy kasie jest zawsze trochę zamieszania.

Nie wyobrażam sobie na razie, żeby mieszkał z nami ktoś jeszcze. Jest nam dobrze. Bardzo ważne jest dla mnie to, że się kochamy i potrafimy to sobie nawzajem okazać. Na razie moje dzieci i moje związki to dwie różne sprawy. Myślę czasami o tym, że chłopcy kiedyś dorosną i że miło by było mieć kogoś bliskiego. Ale jeszcze nie teraz. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale na pewno nie będę się już poświęcać.

Jedyne, czego nam brakuje, to kominek. Mateusz się śmieje, że moglibyśmy piec kiełbaski jak w ognisku. Wybraliśmy już nawet projekt domu. Może kiedyś uda mi się go zbudować. Staram się realizować marzenia. I swoje, i dzieci. Choć wydaje mi się, że czasami fajniejsze jest oczekiwanie. Dlatego np. na drogie prezenty chłopcy muszą zawsze trochę poczekać.

Daję dzieciom mnóstwo pozytywnej energii, zabawy, ale jestem też konsekwentna. Jasno wyznaczam granice, bo inaczej synowie weszliby mi na głowę. Oczywiście, że zdarzają się trudne chwile. Kiedyś Mateusz wyszedł zapłakany z przedszkola. Dzieci opowiadały o swoich rodzinach. Tego dnia, po powrocie z przedszkola, Mati powiedział, że chce, żeby tata z nami mieszkał. W takich momentach oczywiście jest mi ciężko. Wspaniałe jest to, że każdego ranka budzą mnie całusy i uśmiechnięte buzie synków. Dlatego nie mogę powiedzieć, że żałuję tego małżeństwa, bo przecież dzięki niemu mam dwóch fantastycznych facetów.

Renata, mama pięcioletniego Marcina:

Mój świat kręci się wokół syna

Z synem od początku byliśmy sami. Od pięciu lat mój świat kręci się wokół niego. Czasami się śmieję, że jest takim prezentem od losu, urodził się w dniu moich imienin. Nie wyobrażam sobie teraz, że mogłoby go nie być. Jestem bardzo szczęśliwa i spełniona jako mama.

Pracuję w szkole, Marcin chodzi do przedszkola. Rano wstaję dużo wcześniej od niego. Mogę spokojnie wypić kawę, ubrać się, umalować. Potem go budzę i mam czas dla niego. Marcinek uwielbia jeszcze w piżamie posiedzieć ze mną na kanapie. Rozmawiamy, przytulamy się. Po południu odbieram go z przedszkola, robimy razem zakupy. Jeśli jest ładna pogoda, po drodze urządzamy sobie krótki spacer. Przed snem zawsze czytam mu książkę. Co wieczór Marcin sam ją sobie wybiera. Ostatnio spodobały mu się różne ciekawostki, ot choćby, jak powstał świat.

Oczywiście, że w ciąży miałam mnóstwo obaw. Przede wszystkim była to ciąża w późnym wieku, więc martwiłam się o jego zdrowie. Potem, kiedy już był ze mną, bałam się wziąć go na ręce, nie wiedziałam, jak przewinąć. Ale po porodzie spędziłam 17 dni w szpitalu, bo Marcin miał bardzo silną żółtaczkę. Położne nauczyły mnie wszystkiego.

Od pierwszego dnia po wyjściu ze szpitala mieszkamy we dwoje. Marcin zawsze spał sam w łóżeczku. W nocy budził się tylko na karmienie. Był bardzo grzecznym niemowlakiem. Pewnie dlatego nie było mi aż tak ciężko.

W początkowym okresie dużo pomagali mi rodzice. Zostawali z nim, kiedy musiałam coś załatwić, zrobić zakupy. Gdy wróciłam do pracy, Marcinek miał osiemnaście miesięcy. Przez dwa miesiące też zajmowali się nim dziadkowie. Później zatrudniłam nianię. Marcin jest żywym dzieckiem, babci i dziadkowi brakowało sił, żeby za nim biegać.

Spędzamy razem bardzo dużo czasu. Rysujemy, Marcin lubi książki z naklejkami, szukanie szczegółów, którymi różnią się obrazki. Odwiedzamy znajomych, oni przychodzą do nas. Dużym ułatwieniem jest moja praca. Jako nauczycielka mam wakacje, ferie, wolne święta.

W tym roku wyjeżdżamy na ferie w góry. Marcin uwielbia zimę. Mógłby nie schodzić z sanek i bez końca rzucać śnieżkami. W zeszłym roku zaczął nawet uczyć się jeździć na łyżwach. Staram się pokazywać mu nowe rzeczy i możliwości. I powtarzam, żeby spróbował, że jeśli mu się nie spodoba, wcale nie musi tego robić.

Do tej pory tylko jeden dzień spędziłam bez syna. Od ósmej do dwudziestej pierwszej. Pojechałam z młodzieżą na jednodniową wycieczkę. Ale wieczorem byliśmy już razem w domu. Poza tym zdarza mi się zostawić go u dziadków, kiedy idę do fryzjera albo na babskie zakupy.

Na noc nigdy Marcina nie zostawiłam. Czasami jestem za to zła sama na siebie. Marzę o tym, żeby pójść gdzieś ze znajomymi, spotkać się w kawiarni, pogadać. Ale wiem, że synek jest przyzwyczajony do tego, że kiedy zasypia, jestem w domu. No i właśnie te wieczory bywają dla mnie trudne. Często przygotowuję się wtedy do pracy, sprawdzam klasówki.

Nie zastanawiam się na co dzień nad tym, że nie ma w naszym domu dorosłego mężczyzny. Przykręcam sama półki, skręcam szafki, naprawiam zamki. A z Marcinem bawię się samochodami.

Miało być inaczej, mieliśmy być we troje. Były deklaracje, na których się skończyło. Marcin wie, że ma tatę, ma jego zdjęcie. Chciałabym, żeby kiedyś go poznał. Zdaję sobie sprawę z tego, że najtrudniejsze zadanie jest jeszcze przede mną. Pewnie kiedy Marcin pójdzie do szkoły, zaczną się pytania. Na razie przygotowuję się do tej sytuacji.

Brakuje mi tej drugiej osoby. Rozmowy, zwykłej czułości. Może jeszcze będzie mi dany szczęśliwy związek?

Paulina, mama pięcioletniej Magdy

Powoli otwieram się na bycie w nowym związku

Wcale nie jest trudno. Mogę powiedzieć, że jest mi nawet łatwiej. Zostałyśmy same, kiedy Magda miała trzy miesiące. Przez dwa lata były jeszcze próby ratowania małżeństwa. Burzliwe i nieskuteczne. Potem, szczerze mówiąc, odetchnęłam z ulgą. Kontakt z byłym mężem praktycznie się urwał.

Oczywiście, nie jest tak, że nie mam żadnych problemów. Ale wychodzę z założenia, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Kiedy Magda zaczynała chodzić do przedszkola, pracowałam od ósmej do szesnastej. Mogłam ją sama odprowadzać i odbierać. Teraz pracuję w systemie zmianowym. Babcia, z którą mieszkamy, też. Co miesiąc siadamy i układamy grafik. Kiedy obie pracujemy w tym samym czasie, pomagają mi brat i bratowa, koleżanki, mama koleżanki, sąsiadka. Najbardziej lubię dni, kiedy idę do pracy na pierwszą zmianę. Rano Magda urządza wyścigi: kto pierwszy zje śniadanie, umyje zęby, się ubierze. Jest przy tym mnóstwo śmiechu, no i nie spóźniamy się do przedszkola.

Magda uwielbia fotografować. Robi zdjęcia sobie, pluszakom, mnie. Potem je oglądamy, śmiejemy się z tych, które nie wyszły, wybieramy najładniejsze. Często rysujemy i wycinamy. A wieczorem obowiązkowo wspólna kąpiel z dużą ilością piany.

Magda jest dla mnie najważniejsza. Czasami myślę, że nasza sytuacja jest prostsza, bo ona jest dziewczynką. Mamy przecież swoje babskie sprawy. Magda jest małą kobietą - uwielbia malować paznokcie, czasem chodzi w moich butach na obcasach.

Staram się też myśleć o sobie. Mam sporo koleżanek, nie odrzucam zaproszeń na imprezy, gdzie większością są pary. Jednak dopiero rok temu otworzyłam się na możliwość nowego związku. Zrozumiałam, że nie mogę wrzucać wszystkich mężczyzn do jednego worka. No i nie chciałabym też, żeby Magda była jedynaczką.

Na razie naszym największym marzeniem jest zamieszkać we własnym mieszkaniu. Mam nadzieję, że niedługo się to spełni.

Więcej o:
Komentarze (42)
Być samotną mamą [HISTORIE MAM]
Zaloguj się
  • thorngorn

    Oceniono 99 razy 77

    Dziwi mnie, że ta mega politycznie poprawna gazeta, popełnia takie faux pas.

    Otóż droga gazeto! Samotnymi rodzicami bywają nie tylko mamy!

    Przyznam, że w tym temacie w naszym społeczeństwie SAMOTNY OJCIEC i w ogóle - ojciec -jest wybitnie źle traktowany.
    Wszędzie widoczne są informacje typu: "miejsce dla matki z dzieckiem", "mamy z dziećmi w sprawie szczepień mają zgłaszać się do..." itp, itd. Zawsze wtedy mam dylemat - jak jestem ojcem to mnie ta informacja nie dotyczy?

  • biedronka7112

    Oceniono 82 razy 76

    Tylko że w artykule nie zostały opisane samotne matki.
    Owszem - nie mają mężów.
    Mają jednak obecnych przy sobie rodziców, którzy przejęli na siebie rolę ojca dziecka.

    Samotną matką jest dla mnie kobieta, która wychowuje dziecko całkiem sama.

    Akurat wiem, o czym piszę, bo wychowywałam potomstwo przez jakiś czas z mężem, przez jakiś czas samotnie i przez jakiś czas ze swoją mamą.

    Gdy po kilku latach samotnego matkowania przeprowadziłam się do miasta, w którym mieszka moja mama, poczułam się jak na wakacjach - ogromna ilość problemów dnia codziennego nagle zeszła mi z głowy.

  • convalariamaia

    Oceniono 22 razy 10

    Jestem kilka lat po formalnym rozwodzie, bo ten realny odbył się wcześniej. Tez nie lubię jak się mówi o mnie "samotna matka". Nie jestem samotna. Samodzielna tak. W opiece nad moim dwoma Synami pomaga mi Teściowa (a tak!), czasem moja Mama, Brat, Siostra a nawet eksMąż (a tak!). Finansowo bywa bardzo ciężko. Kilka miesięcy nie miałam pracy. Jestem pozadłużana, ale poza kwestiami finansowymi wcale nie jest mi trudniej niż gdy byłam żoną. I tak sama musiałam się zajmować dziećmi. Jego i tak nigdy nie było. Teraz rzeczywiście jest mi nawet łatwiej. Zajmuję się dziećmi a nie nim. Nie ma nerwówki emocjonalnej itd. Dzieci mają Tatę w każdy weekend i to jest tez fajniejsze, bo wtedy faktycznie zajmuje się nimi, to jest ich wspólny czas. Nie taki miałam plan na życie, ale cóż, bywa, zdarza się. Jest dobrze, jesteśmy razem z dziećmi. Z Eks mogę teraz nawet normalnie jak z człowiekiem pogadać. Rozwód to nie koniec świata. Koniec marzeń o szczęśliwej pełnej Rodzinie tak. Ale nie koniec marzeń o szczęśliwej Rodzinie , tylko trochę inaczej :-)

  • conick_polny

    Oceniono 18 razy 10

    Szczerze współczuję faktycznie samotnym mamom, bo sama mam dziecko i wiem, że energia i czas poświęcane maluchowi wymagają wiele siły. Gdy nie ma się pomocy ze strony rodziców i nie ma się partnera, z którym dzieli się obowiązkami, na pewno jest trudno. Ale mamusie, które nazywają siebie SAMOTNYMI, gdy ich dzieci mają ojców, którzy się tymi dziećmi interesują, jest żenujące. A wśród tych mam jest pani psycholog. Gratuluję. Nie ma to, jak zrobić z siebie biedną mamunię. Przecież ma Pani byłego męża i otwarcie mówi Pani o tym, że często widuje się z dziećmi! Nie jest Pani samotną matką! Poza tym, znam wielu ojców, którzy daliby wszystko, żeby dzielić się opieką nad dzieckiem na pół albo ją przejąć, ale ich byłe skutecznie utrudniają im życie i traktują dzieci jak kartę przetargową. Kult samotnej matki jest porażką. Ojciec w sądzie nie ma żadnych praw, chyba że matka ćpa albo chleje... W przeciwnym razie automatycznie jest skazany na"widzenia", a później "samotne mamy" narzekają na ogrom obowiązków. Rzyg.

  • ma_niusia

    Oceniono 24 razy 10

    1. Fakt, w artykule pominięto samotne ojcostwo, ale tytuł artykułu mówi o samotnych matkach wyraźnie, ROZUMIEM, że sami ojcowie mogą czuc sie dotknięci, jednak mamy wolność słowa i jak ktoś chce pisać o samych matkach to ma prawo.
    2. Bardzo drażni mnie słowo "samotna matka" używane w tym artykule. Opisane w tym artykule mamy nie są samotne, w żadnym wypadku! Ciocie, babcie, sąsiadki - toć to towarzystwo, do tego jakże pomocne! To NIE SĄ samotne mamy. Ponoć modnie jest mówić "samodzielne", nie wiem, nie znam się... samotne nie są.
    3. Zazdroszczę trochę tym mamom. Od ponad 3 lat wychowuję Synka bez udziału jego Taty. Widzę mnóstwo plusów, dużo spokoju, radości i luzu w naszym życiu od tego czasu. Także gorsze chwile kiedy w czasie choroby dziecka nie wiem co zrobić bo do pracy pójść muszę albo mnie zwolnią, a chore dziecko potrzebuje mamy... ale w tym artykule uderza jedno: zero problemów finansowych! Zastanawiam się czy specjalnie do opisania wybrano bogate kobiety czy jak... obracam się w towarzystwie wielu samodzielnie wychowujących dzieci matek i KAŻDA ma mniejsze lub większe problemy finansowe. Każda. Ja jestem wiecznie zadłużona, ledwie wiążę koniec z końce, pracuję na pełen etat, staram się dorabiac dodatkowo, ale jak wypadnie powazniejsza choroba, zakup butów dla dziecka... jest naprawdę ciężko.
    Mimo wszystko nadal uważam, że rozstanie z ojcem Synka było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.

  • iupikaiei

    Oceniono 23 razy 9

    Kurna, tak się rozpisujecie o tych dzielnych, samotnych matkach, które odeszły od tych złych mężów/facetów. Ojców swoich dzieci, bo miały tak źle w związku. Żadna z nich nie zważała na dobro dzieci. No, prawie żadna, bo są chwalebne wyjątki. Ale są jeszcze kobiety w gorszej sytuacji - takie, które mają dzieci z mężczyznami, którzy zmarli. Wdowy. Wasze dzieci, wy, kobiety "z przeszłością", przynajmniej mają obojga rodziców. A co mają zrobić te, których mężowie czy partnerzy zginęli w wypadkach? W każdym razie odeszli na zawsze... Takie kobiety (choć mężczyźni również, przecież matki też giną, umierają) skazane są na bycie rodzicem na pełny etat. Nikt nie zastąpi wtedy takiego rodzica. Owszem, dziadkowie czy inna rodzina, ale to jest chwilowe. Nie można wymagać, że takie wsparcie jest w 100%. Jak wtedy wytłumaczyć dzieciom, kilkuletnim czy nastolatkom, bo zostają półsierotami w różnym przecież wieku, że tata/mama już nie wróci? A wy tylko biadolicie, jak macie źle. Niedobrze się robi. Znam takie przypadki, kiedy żona odeszła od męża, bo znudzona mężem znalazła sobie faceta, a ten drugi wydawał się lepszy. Nie patrzyła na dobro dzieci. Rozwaliła rodzinę, bo ten drugi był lepszym kochankiem albo miał więcej kasy. I potem i tak całą winę zwalają na męża, bo przecież gdyby się "bardziej starał", to ona by sobie kochanka nie znalazła. Znam kobietę, która rozstała się z facetem, "bo nie chodził w markowych dżinsach" (cytat!). Znany jest mi również przypadek, gdy żonka zabawiała się w swoim mieszkaniu, gdy mąż pracował od rana do wieczora prowadząc własną firmę. Nie zważała, że kilkuletnia córka śpi w pokoju obok. A potem próbowała zrzucić winę za rozwód na męża, szantażując go, że nie da mu rozwodu (do którego sama się przyczyniła w co najmniej 50%), jeśli on nie zostawi jej mieszkania, nie da alimentów itd. Nawet sędzia była zdziwiona, że on zostawia w mieszkaniu wszystko. Dosłownie wszystko. Świadkowie (wspólni znajomi czy przyjaciele) głównie świadczyli na jego korzyść, ale i tak tamta wariatka wygrała, bo nie tylko zabrała mu wszystko, ale próbowała też utrudniać kontakty z córką.
    Płacił byłej żonie alimenty na córkę (większe niż ustalone w sądzie) do ręki, ale nigdy nie brał potwierdzeń, więc wredna baba podała go do komornika, że nie płaci. Komornik zajął mu konto firmowe. Szok. Potem ten były mąż przejrzał na oczy i zaczął przesyłać jej przekazy pieniężne do domu, to nie odbierała ich. I "żonka" dalej podawała do komornika. W jakiś sposób udało mu się zdobyć numer jej konta i zaczął przesyłać pieniądze na konto, to próbowała kręcić i mataczyć, aż sam komornik się wkurzył, bo jego też próbowała robić w bambuko. I najlepsze z tego jest to, że to nauczycielka i do tego okazało się, że alkoholiczka. Wcześniej mężowi wydawało się, że żona "lubi wypić" (znikała często na 3 dni, jak nie miała zajęć w szkole). W każdym razie on sobie po jakimś czasie ułożył życie, to próbowała wpierniczać się również w nowy związek. Podstępem zdobyła numer telefonu drugiej partnerki byłego męża i zasypywała ją głupimi, wścibskimi telefonami.
    Ech, szkoda gadać, bo szarpią się tak do dziś, mimo że rozwiedli się 5 lat temu.
    Znam wiele takich przypadków i z obserwacji moich wynika, że kobiety pod tym względem są gorsze od facetów, na których wina i tak w efekcie spada, a sądy rodzinne zwykle stają po stronie "tych biednych i znękanych" bab.
    Faceci bywają beznadziejni, ale równie beznadziejne i głupie są kobiety. A wszystko to dzieje się ze szkodą dla tych, "dla dobra" których niby wszystko się dzieje - ze szkodą dla dzieci, z których wyrastają dorośli, nieprzystosowani życiowo, bez wzorców, kopiujący nieudane życie swoich rodziców.

  • head-cancer

    Oceniono 25 razy 5

    Tia... Mam w pracy taką sympatyczną, samotną atrakcyjną mamę z dwójką synów, starszą ode mnie o kilka lat. Kobitka ewidentnie na mnie leci, a że ja jestem raczej otwarty i uprzejmy to czasem z nią porozmawiam. Gdy do tego dochodzi to za każdym muszę wysłuchiwać o tym jak jej ciężko, o tym jakim jej ex jest wrednym alkoholikiem, jak ją niszczył itd itp. Wszystko fajnie, gdyby nie to, że sam jestem po nieudanym związku (a może to był romans) z inną rozwódką, tyle, że tamta ma jedno dziecko, córkę. Co ciekawe moja ex cisnęła mi dokładnie takie same śpiewki jak ta aktualna znajoma z pracy. Mąż alkoholik, jak się później okazało pić zaczął gdy mu przyprawiła rogi po drugim roku małżeństwa. Toczka w toczkę te same śpiewki. Co ja do cholery psycholog?
    Czasem się zastanawiam, czy kobiety w momencie gdy decydując się na macierzyństwo są w pełni poczytalnie, czy aby nie jest tak, że burza hormonów wyłącza im logiczne myślenie.
    A może to jest tak, że z jednym się zrobi dzieciaka, a potem szuka się frajera, który by na tego nie swojego dzieciaka zapieprzał w pocie czoła? Eksploatować kolejnego i kolejnego. I oczywiście zawsze, ZAWSZE winny jest facet, nigdy kobieta. Kobiety są jak widać nieskazitelne.

    Nie chcę się uprzedzać, lecz wiem jedno, im dłużej chodzę po tym świecie tym trudniej mi jest współczuć kobietom. Staram się jak mogę, lecz ciężko nie być seksistą w tym świecie.

  • pomarancza1977

    Oceniono 17 razy 5

    No dobrze ale co z seksem, czy te kobiety zrezygnowaly z niego i z tym im dobrze?

  • kropekuk1

    Oceniono 14 razy 4

    Ale mi też opowieści. Samotne matki! Ilez jest takich "samotnych" dla otrzymania ulg jakimi są obdarowywane, a nie dlatego, ze tak im życie zgotował los. Też samodzielnie wychowywalem swoją trójkę i nie widzę w tym żadnego bochaterstwa. Nikt mi nie pomagal; bo rodzina byla daleko, nie użalalem się tylko robiłem swoje i nie wyciągalem rąk do państwa o jakąkolwiek pomoc. Satysfakcje mam bo daliśmy sobie w czwórkę radę i... nasze życie toczy się nadal bo mężczyzna lepiej potrafi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX