1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Czy można nie kochać własnego dziecka? [OPINIE PSYCHOTERAPEUTY I INTERNAUTÓW]

Oczekujemy, że miłość macierzyńska pojawi się zaraz po urodzeniu dziecka. Czasem jednak trwa to dłużej, a może też zdarzyć się tak, że tego uczucia zupełnie zabraknie. Pytamy psychoterapeutkę, dlaczego niektóre kobiety nie kochają swoich dzieci i sprawdzamy, co na ten temat myślą użytkownicy naszego forum.
Czasami matce trudno jest pokochać swoje dziecko, zdarza się też, że jej uczucie w którymś momencie zanika. Wydawałoby się, że to niemożliwe, zewsząd słychać głosy oburzenia: "Co z instynktem macierzyńskim, falą uczucia zaraz po porodzie, naturą?! To musi być wynaturzenie - nie kochać dziecka, będąc matką".

Owszem, z biologicznego punktu widzenia wytwarzana podczas porodu oksytocyna ma nam pomóc obdarzyć zrodzone z naszych trzewi dziecię ciepłymi uczuciami. Ale co dzieje się wtedy, gdy poziom hormonu spada, a miłości jakby za mało? Co, jeśli po porodzie patrzymy na nasze płaczące zawiniątko, a serce pozostaje niewzruszone? Panika. To wbrew naturze. Wbrew kobiecości. Trzeba to ukryć, nie przyznawać się, wypracować miłość.

Nie kocham swojego dziecka. Ciągle myślę, co straciłam przez to, że się urodził. (...) Mój syn ma cztery lata. I nie piszcie, proszę, o krwi z krwi. Nie czuję żadnego magicznego związku. Nie lubię z nim być, bawić się, spędzać wspólnie czasu. Co robić? Jak go pokochać? (guest)

Bolesne doświadczenie

Czy naprawdę matka może nie kochać własnego dziecka? Z psychologicznego punktu widzenia jest to możliwe, bo wszystkie emocje są indywidualne, uzależnione od jednostkowych doświadczeń i uwarunkowań. Znałam kobietę, która mówiła, że nie może pokochać swojego rocznego dziecka. Czekała aż będzie starsze, aż stanie się partnerem do rozmów: "Może wtedy?" - pytała z zakłopotaniem. I z nadzieją. Bo dla kobiety niekochanie własnego dziecka to doświadczenie bolesne, które każe kwestionować wszystko: swoją kobiecość i swoje człowieczeństwo.

Matka, która nie kocha wystarczająco, czuje, że coś jest z nią nie tak. Nie kochać swojego dziecka? Czy to w ogóle możliwe? Pytamy psychoterapeutkę, sprawdzamy, co myślą na ten temat użytkownicy forum emama. Zastanawiamy się.

U mnie przyszło to z czasem, na początku traktowałam syna jak automat i był dla mnie kimś bardzo odległym. Pokochałam go po miesiącu, jak zaczął reagować na bodźce zewnętrzne. Każda miłość przychodzi inaczej. (gość)

Gdzie ta miłość?

Iwona wspominając swoje oba porody mówi, że kiedy kładziono jej dzieci na brzuchu wcale nie odczuwała tej mitycznej fali miłości. - Później, kiedy leżeliśmy już na szpitalnym łóżku - moje dziecko i ja - patrzyłam za każdym razem na tę malutką twarz i rączki, a dominującym uczuciem było zainteresowanie - wspomina. - Nie tkliwość, nie miłość, lecz właśnie zaciekawienie. A więc tak wyglądasz? Taki jest człowiek, który powstał ze mnie i z mojego partnera? Martwiło mnie, że nie czułam od razu miłości, przecież wszędzie słyszałam, że pojawia się z ogromną siłą już na początku. Na szczęście - dla mnie i dla moich dzieci - trzeciego dnia po porodzie płakałam już ze wzruszenia patrząc na ukochanego noworodka - opowiada.

Pod koniec ciąży próbowałam obudzić w sobie miłość, ale to było raczej na siłę, żeby mieć co wspominać. Po urodzeniu dziecka czasami patrzyłam na nie i myślałam, że w sumie, gdyby jego nie było, moje życie niewiele by się zmieniło. I zastanawiałam się, czy przejęłabym się tym, że muszę po nim sprzątać łóżeczko i wyrzucać wszystkie ciuchy. Świadomie zaczęłam kochać chyba, jak dziecko miało około 4-5 miesięcy. Od tego czasu nie wyobrażam sobie życia bez niego. (neokawa)

Niekoniecznie od razu

Agnieszka Iwaszkiewicz, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji, współpracująca z Ośrodkiem ReGeneRacja, wyjaśnia, że chociaż wytwarzana podczas porodu oksytocyna ma moc więziotwórczą i od pierwszej sekundy sprzyja pokochaniu dziecka to nie przesądza o pojawieniu się uczucia: - Nie możemy abstrahować od naszego wyposażenia psychologicznego - mówi psychoterapeutka. - Nie każda kobieta ma zdolność pokochania dziecka. Na jej plan rozwoju mogą mieć wpływ jej relacje z bliskimi osobami, w tym z własną matką oraz to, jaki styl przywiązania ją charakteryzuje - to czy lubi mieć wokół siebie wiele bliskich osób, czy jest zdystansowana, itd. U niektórych kobiet uczucie może pojawić się po urodzeniu dziecka, ale u niektórych nie pojawi się nawet wtedy.

Tak, jak niektórzy nie kochają swoich rodziców, chociaż "się powinno", tak niektórzy nie kochają swoich dzieci, chociaż też "się powinno". A sytuacja bycia pod presją odczuwania, kiedy się nie odczuwa, na pewno nie pomaga. (cherry.coke)

Różne oblicza braku uczucia

Problemy z uczuciem do dziecka mogą przyjmować różne formy. Kobieta może czuć się obojętna wobec swojego potomstwa, może odczuwać znudzenie jego obecnością, obarczać je winą za odebranie jej życia, które miała przed ciążą, szczególnie jeśli była ona efektem tzw. "wpadki". Trudniej może też być nastolatkom, które z reguły nie planują macierzyństwa na tym etapie życia. - Matka może mówić, że jest jej trudno pokochać swoje dziecko, ale może też być względem niego agresywna lub odczuwać niechęć do zajmowania się nim - wyjaśnia Agnieszka Iwaszkiewicz. - Kobiety różnie sobie radzą z tym brakiem uczucia, czasem uciekają w zachowania psychopatyczne, a czasem inaczej maskują ten brak uczucia.

Nie tylko indywidualne cechy kobiety mają wpływ na to, czy uda jej się pokochać własne dziecko. Ten brak miłości, jak podkreśla psychoterapeutka, spowodowany może być też innymi czynnikami: - Mogą to być też cechy zewnętrzne, takie jak niechęć do partnera, porzucenie przez ojca dziecka, rozsypanie idealnego obrazu macierzyństwa lub przymuszenie do niego w przypadku niechcianej ciąży - wylicza Agnieszka Iwaszkiewicz i dodaje, że matce może być trudniej pokochać swoje dziecko, kiedy fantazjowała o idealnym macierzyństwie, a jej własne okazało się z różnych przyczyn inne i niełatwe: - Wtedy jej miłość może być wystawiona na próbę, bo kłopoty z dzieckiem utrudniają pokochanie go - uważa psychoterapeutka. - Nawet miłość macierzyńską czasami trzeba wypracować.

Moja mama mnie nie kochała, ale będąc fantastycznym, porządnym, uczciwym, odpowiedzialnym, sensownym i rozsądnym człowiekiem była też i wyśmienitym rodzicem. Czasem się pewnie kochać nie da, ale zdrowy i przyzwoity człowiek takie "życiowe zadanie", jakim jest wychowanie dziecka spełni jak tylko może najlepiej i może się zdarzyć, że lepiej niż ci pełni wielkich uczuć. (bi_scotti)

Bolesne także dla kobiety

Myśląc o kobietach, które nie potrafią pokochać swojego potomstwa, naturalnie zaczynamy współczuć ich dzieciom. Jest to jednak bolesne doświadczenie także dla samej matki, która zdaje sobie sprawę z tego, że nie powinna publicznie przyznawać się do braku uczuć do własnego dziecka. - Istnieje duża presja społeczna - mówi psychoterapeutka. - Kobiecie nie wolno odrzucać swojego macierzyństwa, uważa się, że powinno ono być piękne i krystaliczne. Taki stan na pewno nie jest dobrym doświadczeniem dla kobiety, bo może kwestionować także jej kobiecość.

W społeczeństwie niełatwo usłyszeć głosy zrozumienia dla kobiet, które nie kochają swoich dzieci. Przeważa pewne niedowierzanie, że takie matki rzeczywiście istnieją. Jednak Agnieszka Iwaszkiewicz zwraca uwagę na bardzo interesującą rzecz: - O tym, że kobiety niekochające swoich dzieci istnieją, świadczy druga strona medalu: przecież do gabinetów psychoterapeutów trafiają dorośli, którzy mówią, że jako dzieci nie byli kochani przez własne matki - mówi. Nawet jeśli coś nie mieści się w naszej definicji macierzyństwa czy w sposobie postrzegania otaczającego nas świata, nie oznacza, że dane zjawisko nie istnieje. Dorosłe dzieci uczęszczające na terapię i skarżące się na brak miłości w dzieciństwie są najlepszym dowodem na to, że może być inaczej.

Najczęściej bliscy niekochającej matki widzą, co się dzieje, ale nic nie robią, tylko czekają na nie wiadomo co. Czasami kończy się to tragicznie. Wkurza mnie, że zwala się całą winę na kobietę. Nie wiem, co to znaczy udawać przyzwoitość, kiedy się ma na co dzień i już na zawsze osobę, do której czujemy niechęć. Wyobrażam sobie, że musi być to bardzo trudne, zwłaszcza jeśli nie wolno o tych odczuciach swobodnie mówić. Myślę, że taka osoba czuje się jak w potrzasku. To, że nie zaiskrzyło między matką a dzieckiem to jest tragedia i dla dziecka, i dla matki. Normalnie to zaiskrzenie pomaga ponieść trudy macierzyństwa i jeszcze się tym cieszyć. Dlatego nie miałabym odwagi oceniać, że niekochająca matka nie jest przyzwoitym człowiekiem. (franczii)

Cytaty kursywą pochodzą z forum emama.

Więcej o:
Komentarze (105)
Czy można nie kochać własnego dziecka? [OPINIE PSYCHOTERAPEUTY I INTERNAUTÓW]
Zaloguj się
  • jobenka

    Oceniono 480 razy 414

    dziękuję Wam za podejmowanie tematów tabu, z szacunkiem, ale bez owijania w bawełnę.

  • panizemsta

    Oceniono 209 razy 191

    pamietacie film We need to talk about Kevin?

  • doata

    Oceniono 253 razy 169

    Co za bzdury! Oksytocyna wytwarzana jest również m.in. w trakcie każdego karmienia oraz miesiączki. Poza tym w trakcie cięcia cesarskiego podaje się oksytocynę domacicznie, żeby macica się obkurczyła, bo inaczej szczęśliwa mamusia się wykrwawi. I nawet jeśli nie ma normalnej akcji porodowej, to w/w hormon jest wytwarzany już po kilku godzinach przez organizm matki.
    Gdyby tylko oksytocyna była odpowiedzialna za miłość, to co mają powiedzieć mężczyźni - ojcowie, babcie, dziadkowie i reszta rodziny? Nikt by nie kochał takiego noworodka a tendencja jest raczej odwrotna.

  • gniewsaurona

    Oceniono 169 razy 141

    W Polsce kobieta która zdeklaruje że nie lubi dzieci jest uważana za nienormalną. Na zachodzie to jest normą. Kobiety od wieków zmagają się z tym problemem. Kiedyś nie było skutecznej antykoncepcji więc kobieta rodziła i nienawidziła swoich dzieci skrycie. Kler, społeczeństwo wciska kobietom bajeczkę o tym że największym szczęściem dla kobiety jest dziecko. Dla niektórych kobiet tak, ja postrzegam to w kategoriach nie-szczęścia i problemu oraz utraty niezależności.

  • elle-74

    Oceniono 177 razy 141

    też nie kochałam swego dziecka. wcale nie planowałam mieć dzieci i udawało mi się dość długo ich uniknąć, aż zaliczyłam wpadkę w wieku 35 lat. tragedia. nie usunęłam tylko dlatego, że stchórzyłam. cała ciążę nazywałam bachora per pasożyt. miałam nadzieję, że moje instynkty macierzyńskie się rozbudzą po porodzie, niestety z powodu zatrucia ciążowego zakończyłam ciążę przedwcześnie - w 8 miesiącu, a więc nici z automatycznie uruchamianych uczuć podczas porodu naturalnego. dziecko tydzień było w inkubatorze a ja już sama w domu, mleka miałam na 1 sciągnięcie, nigdy więc nie miałam okazji przystawić córki do cyca. opiekowałam się nią i troszczyłam, ale uczyć w tym nie było żadnych, jedynie poczucie obowiązku. miłość przyszła z czasem, nawet nie wiem kiedy. teraz moja Julka ma 4 latka i kocham ją najbardziej na świecie, ale pamiętam jak trudne miałyśmy początki.

  • caregiver

    Oceniono 304 razy 126

    Któż to może wiedzieć co w tym łóżeczku leży? Może następny kibol ganiający z maczetą?

  • mia-ka

    Oceniono 148 razy 108

    Stanowczo brakuje mi tu jednego ważnego aspektu. DOPASOWANIA dwojga ludzi (matki i dziecka) z ich usposobieniem, charakterami - do siebie. Lub braku takiego dopasowania. Dziecko to jest odrębny człowiek. Ma jakąś tam mieszankę genów odziedziczoną w częściach po - trudno powiedzieć których przodkach i jakie oni mieli cechy. Dziecko bynajmniej NIE JEST plasteliną w rękach matki, a wpływ zachowań matki wobec dziecka, jak długo nie są one kompletnie wynaturzone jest znacznie mniejszy niż byśmy sobie życzyli.
    Dość, ze dziecko ma swój charakter, swoje cechy a matka swoje. I tak samo jak wszyscy ludzie się do siebie dopasowują lub nie dopasowują (jedni się lubią wzajemnie inni są neutralni wobec siebie , jeszcze inni popadają w fascynacje, miłości lub nienawiści wobec siebie), tak samo matka i jej dziecko mogą być do siebie dopasowani lub nie dopasowani.
    Nieraz bywa tak, że wspomniana w artykule oksytocyna wykonuje swoją robotę w dwójnasób. Jest miłość, matka kocha swoje dziecko, życie i wszystko by oddała.
    Potem dziecko rośnie. Z czasem pojawiają się u dziecka coraz intensywniej cechy odziedziczone z mieszanki genów. Jeśli są to cechy (usposobienia) sprzeczne z tymi, które matka uważa, odczuwa jako dobre, sympatyczne (dla niej osobiście), pożądane, czyli - jeśli dziecko wyrasta na człowieka, którego ta matka obchodziłaby szerokim łukiem gdyby był to obcy człowiek, to wtedy jest b. poważny problem.
    Im więcej takich cech niedopasowania, tym bardziej i tym skuteczniej acz stopniowo - miłość zanika, aż w końcu wcale jej nie ma. Matka nie kocha swojego dziecka, chociaż kiedyś prawdziwie kochała.
    Jeśli jest odpowiedzialnym człowiekiem, to dziecko zbyt wielkiego uszczerbku z tego powodu nie zazna. Chociaż z pewnością będzie jakoś wiedzieć, że jest nie kochane i być może potem po psychoterapeutach biegać.
    To sytuacja patowa. Ani matka, ani dziecko nie maja na to wpływu, ani nie sa temu winni. A jednak matka nie kocha (już) swojego dziecka. Kochała tylko tak długo, jak długo u dziecka nie wyszły na powierzchnie cechy usposobienia tak bardzo przez nią niepożądane.
    Te cechy niepożądane (u drugiej osoby) , wywołujące złe lub bardzo złe samopoczucie są kompletnie różne dla różnych ludzi. Jeden ma awers do jakiś cech u bliźniego i ucieka,gdzie pieprz rośnie od wszystkich ludzi przejawiających daną cechę, gdyż ta cecha doprowadza go do rozpaczy i podłego samopoczucia, a drugi człowiek odwrotnie- będzie taka cechę uwielbiał i wręcz szukał kontaktu z ludźmi zaopatrzonymi w te cechę.
    Dlatego jedni ludzie się lubią a inni nie lubią, a czasami wręcz nienawidzą.
    Wielka bieda, jeśli matka, skądinąd bardzo kochająca, urodzi dziecko, które następnie, stopniowo wraz ze wzrostem, dojrzewaniem, będzie przejawiało coraz intensywniej i kategorycznie cechy przez nią ogólnie znienawidzone. Próby wyeliminowania takich cech pozyskanych przez dziecko z puli genów to bezproduktywna i z góry przegrana walka z wiatrakami. DRAMAT I PAT.
    Zatem stara piosenka ; " miłość ci wszystko wybaczy" nie odzwierciedla niestety rzeczywistości.
    Miłość, nawet ta potężna - macierzyńska, jeśli zaistnieje, to niestety NIE JEST zjawiskiem CONSTANS.
    I nie zawsze są jacyś WINNI.
    Niestety ale jest coś takiego jak pech lub fart, choćbyśmy nie chcieli. Czyli - dziki przypadek. Nie wszystkim da się świadomie sterować. Niektóre matki i ich dziecko mają zwyczajnie pecha, że los ich do siebie dobrał.

  • pinocchio

    Oceniono 272 razy 74

    Oksytocyna .... :) podczas porodu ma być pzyczyną, źródłem i gwarantem miłości do dziecka.

    Pani psycholog, ktora propaguje i wierzy w taką bzdurną teorię kompromituje się.
    I jest to kompromitacja nie jako psychologa, ale myślącego człowieka.

    Aż szkoda z tym polemizować, ale chyba trzeba w skrócie wykazać jakie to bzdury

    1. Po pierwsze mnósto kobiet rodzi przez cesarkę, gdzie nie ma akcji skurczów macicy, albo rodzi po słabej akcji . I co te kobiety nie kochają swoich dzieci? Albo kochają słabiej?
    A może po prostu podac im należy "oksytocynę na miłość"?

    2. Po drugie, o miłości nie decyduje oksytocyna ale dojrzałość.
    Człowiek dojrzały jest zdolny do miłości, ponieważ dojrzałość to akceptacja świata, życia i rozwoju, i nie ma lepszego wyrazu tej akceptacji niż pragnienie przekazania życia dalej.

    3. Po trzecie. Kobieta może cierpieć na depresję poporodową, która jest mieszanką przyczyn neurofizjologicznych i emocjonalnych. Tyle że depresja poporodowa najczęściej dotyczy samooceny siebie jako matki a nie jest brakiem uczuć do dziecka.

    4. Kobiety które nie czują wiezi z własnymi dziećmi, lecz jednocześnie ten brak więzi powoduje u nich rodzaj dyskomfortu psychicznego, wyrzutów sumienia, najczęściej przenoszą swoje doświadczenia lub problemy na relację z dzieckiem. Takie przeniesienie jest "unikiem" jakiegoś bardziej pierwotnego bólu. To skomplikowana sytuacja, wcale nie łatwa do odkręcenia i przezwyciężenia. Właściwym słowem byłoby "do odnalezienia", bo taka kobieta musi w sobie odnaleźć wyrzucone lub wyparte kiedyś uczucia. To jest naprawdę trudne.

    Dużo trudniejsze niż banialuki o oksytocynie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX