1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dajmy spokój matkom! Skrytykujmy leniwe babcie, profesorów z licznymi fuchami i budowlańców!

Matki to grupa społeczna, którą wypada krytykować. To wpisuje się w modny ostatnio nurt i jest w dobrym tonie. Nawet jeśli ton jest pełen pogardy i mizoginii. Profesor Mikołejko przyznaje w felietonie, że nie lubi "matek wózkowych", a ja nie lubię hydraulików. Czy mogę im wypowiedzieć wojnę?
Nie znoszę fachowców. Ostatnio się przeprowadzałam. Wynajęłam specjalistyczną firmę. Według zapewnień szefa, miało przyjść trzech mężczyzn, przenieść trylion kartonów (i nieco mniej mebli) do samochodu, a później przewieźć do mojego nowego mieszkania. Część kartonów skrywała w sobie książki (fakt godny odnotowania, zważywszy na dalszą część tekstu), a każdy z nich był pieczołowicie oklejony i podpisany: kuchnia, książki, szkło - ostrożnie!, dzieci (proszę odnotować ten szczegół: "książki" i "dzieci"). "Robota na 3 godzinki!" - zapewnił mnie szef. Przychodzi dwóch facetów, na oko koło 60-tki. Krzywią się na widok kartonów. Wzdychają. Narzekają, że dużo tych rzeczy. Marudzą, że stawka za niska. Że za wysoko. Za stromo. Za ciężko. Za długo. Nienawidzę fachowców jak jasna cholera - parafrazując myśl pewnego profesora filozofii.

Albo takie ekipy remontowe - przyjeżdżają, brudzą, nie dotrzymują terminów, rozmawiają tylko z mężczyznami. Żeby mnie w ogóle posłuchali, muszę przybrać pozę "słodkiej dziuni" i głupiutko chichocąc, płaszczyć się: "Ależ panie Kaziu, może jednak dałoby się tę półeczkę przesunąć odrobinkę w lewo?". I trzepocę rzęsami, a pan Kazio z panem Zdzisiem cieszą się, mówią coś o tym, że kobiety, że zachcianki i szafeczkę przesuwają. Nie cierpię fachowców. Tak całkiem prywatnie ich sobie nie lubię i nawet do głowy mi nie przyszło, że mogłabym wykorzystać swoją pozycję i napisać o nich tekst, zemścić się na łamach serwisu, dla którego pracuję. Właściwie nie byłoby to szczególnie trudne: oto ja, mama dzieciom, rozsądnie myśląca kobieta, muszę się użerać z ludźmi, którzy są niekompetentni, traktują mnie protekcjonalnie i nie lubią kobiet innych niż własne matki i żony.

Profesor otwiera mi oczy

Na szczęście to się zmieniło, profesor Mikołejko swoim felietonem "Wojna z wózkowymi" ("Wysokie Obcasy Ekstra", nr 4, wrzesień 2012), podał mi na tacy narzędzie zemsty: będę pisać o wszystkich tych grupach społecznych, które mnie irytują: o żulach pod blokiem (Jaki przykład dają moim dzieciom? Żeby chociaż pili w zaciszu domowej meliny, a nie tak pod oknami moimi i to przez kilka godzin! Jakoś rozejść się nie mogą, nie zauważają nawet, że alkohol już się im skończył!), o kierowcach samochodów dostawczych, którzy blokują rano wyjazd z osiedla, a gdy proszę, żeby przesunęli nieco swój "pieczywowóz", bo muszę wyjechać do pracy, oni wzruszają ramionami, mówią coś o tym, że mogłam sobie kupić dom, a nie mieszkanie, że praca nie zając (a jeśli spóźnię się do pracy, wyjdę z niej później i wrócę do domu później, będę miała więc mniej czasu na zadeptywanie z dziećmi naszych osiedlowych trawników. Naprawdę, ludzie, którzy nie mają dzieci, nie zrozumieją tego nigdy!). Może też o wszelakich mądrych głowach napiszę w kontekście dzieci, wszak pracuję dla portalu parentingowego - będzie coś o tym, że nie rozumieją, że wypowiadają się z pozycji autorytetu, że mówią mi jak mam rodzić, czym karmić, jak pilnować i gdzie chodzić. Naprawdę, profesorze Mikołejko: dziękuję Panu. Otworzył Pan przede mną nowe możliwości. Lepiej niech nikt mnie już nie denerwuje!

Dokuczmy też chustowym!

Nie do końca zgadzam się z tym, że kiedyś mamy były cicho i nie domagały się żadnych praw. A to wpychanie się do kolejek z dzieckiem na ręku? Pożyczanie małolata od sąsiadki, żeby załatwić sprawę w urzędzie? Albo te dzieci w latach 70. i 80. - okupujące podwórka, bez żadnej opieki i bez tych ohydnych plastikowych jeździków (panie Profesorze, też mnie razi ten brak estetyki! A czy zwrócił Pan uwagę na te brzydkie kolory ścian, które wybierają młode małżeństwa? Czy wyruszyłby Pan ze mną na krucjatę przeciwko brzoskwiniowym? I może jeszcze przeciwko firankowym - czy widział Pan jak skrajnie ohydne są te plastikowe firanki w polskich oknach, udające koronki i tiule? Z metra!).

Panie profesorze, a co sądzi pan o "matkach chustowych"? Do teraz znałam tylko taki podział: wózkowe kontra chustowe. Jedne walczące z barierami architektonicznymi, a drugie wpychające się wszędzie z dziećmi omotanymi w jakieś kolorowe szmaty - te drugie wszędzie wejdą i patrzą wokół tym swoim pełnym wyższości spojrzeniem matek, dla których trzecie piętro urzędu skarbowego nie jest żadną przeszkodą. To nic, że bez windy! - zdają się mówić ich tryumfujące spojrzenia: - Ja jestem mamą chustową, wszędzie dotrę z dzieckiem! Matki chustowe - to są dopiero królowe balu. Nie zadeptują może trawników pod oknami profesorów, ale zaręczam - wciąż się spotykają i pytlują nieustannie o szmatach - elastycznych, wiązanych, kółkowych, koalach, na krzyż, plecaczkach. Zgroza. A mogłyby, jedna z druga, klub książkowy założyć!

Dlaczego matki, a nie właściciele psów?

Dlaczego matkom można dokuczać? Pisać o nich z pogardą, wyśmiewać, odmawiać prawa do spotkań towarzyskich, do potrzeb innych niż nieustanna inwigilacja poczynań potomka? Do niedawna siedziały cicho, a teraz się wyemancypowały i zaczęły głośno domagać praw w przestrzeni publicznej. Dzieci wpisały się w styl życia współczesnych młodych Polaków, nie trzeba się z nimi zamykać w domach, świat oferuje więcej opcji niż ogrodzony plac zabaw. To może się nie podobać. Dzieci najczęściej są głośne. Matki często asertywne. A taki filozof siedzi przy otwartym oknie i musi napisać felieton. Zbiera myśli. A one, te matki, te z wózkami, o kieckach mu pod oknem rozmawiają. Jak tu się skupić? Wychyla się i zwraca im kulturalnie uwagę, jak na profesora szanowanej instytucji naukowej przystało. A one od razu wrzask, że dzieci, że wspólna przestrzeń, że jak mu się nie podoba, to powinien w leśniczówce zamieszkać! Ach, jakież to prostackie.

Mija kilka miesięcy. Profesor filozofii siada przy oknie, zamkniętym tym razem, dzień jakby chłodniejszy. Termin goni, a tu felieton trzeba napisać. Szuka inspiracji... I oto są! Stoją tam dwie takie, z wózkami, dzieci rozpełzły się po drodze, a one nic tylko plotkują, ustami ruszają, rozstać się przez 3 godziny nie mogą! Nie słyszy rozmowy, ale wyczuwa, że miałka jest nieskończenie, że pusta, że nikomu niepotrzebna. I już znalazł pomysł. Pisze felieton. Wywołuje burzę. Matkom znowu się dostaje, bo same się o to proszą - takie są wszechobecne, zauważalne, takie młode i uważają, że świat ma im się kłaniać w pas.

"Wstyd!"

Profesor Mikołejko, pisze w swoim felietonie, że wózkowe nie czytają. Ja używałam i wózka, i chusty, wstyd przyznać i spieszę zapewnić, że zdarzało mi się przeczytać książkę (stąd niezadowolenie panów z firmy przeprowadzkowej). Może ten świat nie zszedł jednak całkiem na psy? Sęk w tym, że ofiarami jadu profesora Mikołejki padły przedstawicielki grupy społecznej, którą zadziwiająco łatwo krytykować. Dajmy już matkom spokój! Czy nie ma innych grup społecznych, pod adresem których możnaby wysunąć poważniejsze zarzuty niż te o niedomknięte furtki, dzieci puszczone samopas, korzystanie z przywilejów? Na dodatek trudno oprzeć się wrażeniu, że atak jest zupełnie przypadkowy. Gdyby tego dnia profesor Mikołejko miał do czynienia z "moimi" fachowcami od przeprowadzki, może wypowiedziałby wojnę "kartonowym"?

Sylwia Chutnik, prezeska Fundacji MaMa, aktywistka społeczna, zapytana o odczucia związane z felietonem profesora, mówi: - Osłupiałam. Nie rozumiem, jak ktoś może w tak krzywdzący sposób komentować grupę społeczną, jaką są młode matki. Że roszczeniowe, że pytlują - tak można powiedzieć o przedstawicielach wielu grup społecznych. Felieton jest krzywdzący, a na dodatek podszyty mizoginią. Wstyd!

Więcej o:
Komentarze (224)
Dajmy spokój matkom! Skrytykujmy leniwe babcie, profesorów z licznymi fuchami i budowlańców!
Zaloguj się
  • kawowa.panienka

    Oceniono 118 razy 100

    Cóż, prawda jest taka, że nie tylko fajne, mądre kobiety mają dzieci. I o to chyba najbardziej tutaj chodzi. Żeby nie uogólniać ale też nie zaprzeczać istnieniu podgatunku matek o którym pisał prof Mikołejko. One istnieją i mają się świetnie. Nie potrzebują też obrony, same się bronią, najczęściej wrzaskiem i pretensjami, że jak tak można zwracać uwagę to tylko dziecko... A normalna matka? Też chodzi z wózkiem ale nie wrzeszczy na pół parku do swojego pacholęcia - nie kop pana bo się spocisz....

  • ateofi

    Oceniono 128 razy 90

    Pani Karolino - zdaje się, że Pani i większość krytykujących profesora nie zrozumiała o co tak naprawdę chodzi!! On nie krytykuje każdej jednej matki z wózkiem, tylko pewną grupę chamskich rozczeniowych panien, kórym "wszystko wolno". Niestety parę razy widziałam takie w akcji. Dzieciak na chodniku wrzeszczy i rzuca się na ziemię, kompletnie nie słuchając matki. Albo inna sytuacja: idzie sobie młoda mamuśka z równie młodym tatuśkiem i "rzucają mięsem" (ku... mać, piz..., chu...) przy dziecku aż uszy "więdną" od słuchania takich wiązanek. Często widzę dzieci biegające po trawnikach i straszące ptaki a taka durna mamuśka tylko się śmieje, już nie mówiąc o tym jak czasem taki mały dzieciak potrafi się odezwać do rodziców lub do obcych!! Sporo jest też "mausiek" rodzacych dzieci zupełnie bezmyślnie, kiedy nie mają pracy i środków do życia a potem bezczelnie żadają mieszkania socjalnego. Wybaczcie Drodzy Państwo, ale jest dużo patologii w zachowaniach dzisiejszych matek i trzeba to piętnować - nikt nie jest święty i nietykalny. Ja też kiedyś zwróciłam uwagę takiej jednej, której córka darła się w niebogłosy i wogóle nie dała się uspokoić bo chciała coś wymusić. Po klku minutach takiego wrzasku nie zdierżyłam i powiedziałam do matki, zeby wreszcie zaczęła wychowywać dzieciaka a nie pozwalała sobą maniplować. Ocywiście mamuśka się strasznie obraziła, że ktoś śmiał jej coś powiedzieć!
    Poza tym, co to za argument, że jak nie podoba się dziecko wrzeszczące pod oknem to ktoś inny ma się wyprowadzić?!!! A niby dlaczego? Co tylko matki mogą robić co im się podoba a inni mają to bezkrytyznie akceptować?!! Droga pani - jest Pani bezczelna!!! Sama jestem matką, ale jakby mi jakiś wrzeszczał na okrągło pod oknem to bym zareagowała!!!

  • money.eu

    Oceniono 98 razy 78

    Scenki z tygodnia :
    swiezo wymalowan sciana budunku,a obok piekne boisko,kryte,czysciutkie.
    Dziewczynka wali z calej sily pilka o te nowa sciane,ludziom pod oknami.
    Na uwagi lokatorow odpowiada : a wlasnie z emoja corka BEDZIE walic o sciane,bo sciana jest wlasnie po to !
    Obok tej matki siedzi druga,z malym chlopczykiem;za matkami rosnie piekny ,stary cis,kupiony juz 20 lat temu i posadzony przez lokatorow.
    Synek z jakim dragiem wali z calej sily po cisie,usilujac polamac i posciagac galezie.
    Lokatorzy :ten cis 20 lat temu kosztowal juz 3000 zl ,dzis jest wart ponad 20000 i jest poza tym pod ochrona i to jest ozdoba podworza;prosze uspokic dziecko.Mama numer 2 na to : przeciez to maly dzieciaczek,wolno mu.Niech sobie wali,niech zrywa,przeciez musi sie czyms zajac,prawda????
    I tak mozna do oporu,a kretynstwo jest niesmiertelne

  • lewi_hashomer

    Oceniono 74 razy 68

    Nawet ciekawie się zaczynało. Przerwałem przy słowie "parentingowy".

  • atr8

    Oceniono 75 razy 59

    Niedawno o mało co nie zabiłem dzieciaka. Trzy wózkowe mamy pytlowały sobie na wprost wyjścia z klatki schodowej, a dwójka nieco starszych dzieci wpadala pędem na drzwi od domu. Dowiedziałem się o tym, gdy przy... walilem gó...arzowi tymi drzwiami ./ciężkkie, stalowe, brak szyby/. Odbił się, jak kot od ściany na kreskówkach, ryk, krew się leje, a one do mnie z mordą. Jak ja rozumiem pana profesora.

  • czemajapkami

    Oceniono 76 razy 56

    Matki są grupą społeczną, którą zadziwiająco łatwo krytykować? Błagam. Wystarczy powiedzieć słowo, żeby (czego przykładem jest ten silący się na ciętą ripostę felieton) wywołać falę świętego oburzenia.

  • pj.pj

    Oceniono 65 razy 53

    A może by tak w którymś tekście pojawił się link do Mikołejki? Przekonanie, że wszyscy go czytali, jest mylne... Niemniej, sądząc z dyskusji i głosów przeciwnych, chyba przyjdzie mi się z profesorem zgodzić, przynajmniej częściowo. Mam dość terroru cudowności macierzyństwa, rozwrzeszczanych dzieci w restauracjach oraz dzieciaczków zajmujących miejsca siedzące w komunikacji miejskiej, a obecnie jest taki klimat, że skrytykowanie tego wywołuje natychmiastową burzę. Macierzyństwo jest rzeczą naturalną i nie należy go ani idealizować i na piedestał wynosić (zwłaszcza na galopująco przeludniającej się Ziemi) oraz się nim chwalić, ani też demonizować. Epatowanie wszystkich dookoła zaślinionymi pociechami w wózkach czy chustach po prostu nie każdemu musi się podobać i tyle.

  • gad_z_rakowa

    Oceniono 64 razy 48

    bardzo slaby ten felieton, bez urazy.
    a prof. m. ma racje.

  • niewolnik_slow

    Oceniono 57 razy 45

    Bardzo atrakcyjnie i z polotem napisany artykuł, nawet można zgodzić się, co do fachowców.
    Ale, niestety, oparty na nieprawdzie.
    Profesor nie pisało o młodych matkach ogólnie, napisał, że są "w porządku".

    Artykuł był o wrednych babiszonach, które utrudniają innym życie.
    Pytałam świeżo dzieciatą koleżankę, czy czuje się urażona opinią profesora, a ona na to, że przecież artykuł nie jest o niej...
    Jak ktoś chce zrozumieć opacznie, to zrozumie.

    Ja się nie obrażam, gdy ktoś napisze, że "niektórzy nauczyciele to lenie", bo to zdanie nie jest o mnie, choć jestem nauczycielem. Co innego, gdy ktoś pisze "wszyscy nauczyciele to lenie", wtedy odczuwam w sobie bunt.
    Ale profesor nie pisał, że wszystkie młode matki są okropne.

    Zatem jeśli ktoś czuje się urażony przez artykuł, to zapewne przejawia pewne krytykowane w nim zachowania.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX