1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Sylwia Chutnik: "Naprawdę nie wiem o co chodzi z tym słowem na F!" [WYWIAD]

Dlaczego młode Polki boją się słowa "feminizm"? Czy rzeczywiście lepiej mieć syna, bo facetom jest w życiu łatwiej? O czym Sylwii Chutnik nie chce się rozmawiać? Znana feministka i działaczka społeczna w rozmowie z Karoliną Stępniewską.
Karolina Stępniewska: - Od dawna nurtuje mnie feminizm w Polsce. Z jednej strony funkcjonuje jako zawód, gdy czytam na przykład: Sylwia Chutnik - pisarka, aktywistka, feministka, Kazimiera Szczuka - feministka, a z drugiej strony, jeśli zapytamy się jakiejś dziewczyny na ulicy czy jest feministką, to ta obrusza się i mówi "Nie, broń Boże, absolutnie!". Skąd takie reakcje, dlaczego tak jest?

Sylwia Chutnik: - Wydaje mi się, że to cały czas jest coś bardzo złego i wstydliwego, a jeśli ktoś powie, że jest feministką w towarzystwie, to jest to zaproszenie do dyskusji. A mi się nie chce rozmawiać już o tym. Bardzo często mam coś takiego, że w środowisku czy towarzystwie, którego jeszcze bardzo dobrze nie znam, ktoś wie, że jestem feministką albo powiem coś takiego, że 'zaśmierdziało" feminizmem to jest to zaproszenie do rozmów, których w ogóle mi się nie chce toczyć. Wydaje mi się, że ja już nie chcę być tą siłaczką, tzn. będę o to walczyła zawsze i wszędzie, i aż do grobowej deski, ale mam takie wrażenie, że w XXI wieku, kiedy zostało wywalczone już tak wiele rzeczy, kiedy to słowo jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki, nauk nie tylko humanistycznych, ale też np. akcja "dziewczyny na politechniki" to przecież też jest feminizm, ja oczekuję od rozmówcy, żeby miał podstawowe wiadomości. Już straciłam energię i cierpliwość, żeby tłumaczyć to ludziom. Niech sobie w Wikipedii poczytają, niech sobie wpiszą w Google.

Naprawdę nie wiem o co chodzi z tym słowem na F! Nie wiem dlaczego dziewczyny nadal się boją tego słowa używać, albo - co mnie denerwuje - korzystają w pełni z tego, co feministki wywalczyły, często ponosząc koszty bardzo osobiste i będąc ciągle w kontrze, co też nie jest dobre, a one korzystają z tego deprecjonując jednocześnie pracę feministek albo nie zdając sobie z tego sprawy. To jest nowe pokolenie kobiet, które są po prostu totalnie wyemancypowane, takie pokolenie wychowane na popkulturowym feminizmie w stylu "Sex w wielkim mieście" - one są już zupełnie gdzie indziej niż byłyśmy my czy nawet pokolenie wcześniejsze niż moje, powiedzmy 20 lat temu. One to po prostu dostały w prezencie, bo zaszły zmiany kulturowe, które nie biorą się z tego, że ktoś się po prostu zlitował nad kobietami, tylko zostały wywalczone. Nie mają tej świadomości, że mogą studiować, pracować, korzystać z lepszych ustaw, dzięki temu, że inne kobiety to wywalczyły.

Feministki włożyły na różne parlamentarne stanowiska panie, które teraz fukają, jak słyszą o prawach człowieka. I myślę, że ta praca jest bardzo niedoceniana, co oczywiście mnie boli, ale też jestem realistką i wiem, że tak po prostu często się dzieje. Poza tym nie robię tego, żeby mi dziękowano do grobowej dechy, tylko dlatego, że to po prostu trzeba zrobić. Wracając - jest strach, cały czas. Ale też mówiąc szczerze: to jest ludzi problem, niech idą na terapię (śmiech).

Młode dziewczyny często mają jeszcze takie reakcje "Nie, jak powiem, że jestem feministką to już nigdy męża nie znajdę", mówione na tym samym wydechu co "Mam już 22 lata, jestem taka stara".

- Tak, bo jest wciąż mętlik pomiędzy wyzwoleniem, a taką superwoman z kolorowych pism, w których musimy być wszystkim naraz. Tak samo jest w temacie matek. A z drugiej strony są to jakieś naleciałości nie wiadomo skąd, kultury trochę konserwatywnej, trochę katolickiej, takiej poukładanej plus "nie wypada". To jest przedziwna mieszanka, bo dziewczyny potrafią z jednej strony być totalnie wyzwolenie ubrane, ale w głowie mieć po prostu meblościankę.

Czy to nie jest trochę tak, że wiele dziewczyn boi się mieć swoje poglądy? Boją się mieć zdanie na tematy polityczne czy jakiekolwiek inne, które wykraczają poza wybór - powiedzmy - lakieru do paznokci?

- Ja mam ten problem, że żyję w specyficznym środowisku i w dużym mieście. Pewne rzeczy są jak w bańce mydlanej - dla mnie to, że dziewczyny siedzą przy stole z chłopakami i nie tylko rozmawiają o polityce, ale też bardziej się na tym znają, ponieważ działają politycznie albo społecznie, to moje naturalne środowisko. Rozpolitykowane, rozgadane, dyskutujące. Więc ja pewnych rzeczy po prostu nie zauważam, dlatego, że po prostu to mi się nie trafia. Ale dzięki temu, że często gdzieś jeżdżę, w różne zupełnie środowiska, co związane jest też z moim pisaniem, obserwuję to, że kobiety mają chęć rozmawiania.

Weźmy przykład polityki, bo wydaje mi się on taki symboliczny. Nadal mają problem, że one siedzą przy tym stole, albo mężczyźni mają z tym problem, że one siedzą przy tym stole i chcą na równi rozmawiać, bo jest to oczywiście banalizowane, przecież: "Co one tam wiedzą". I ten podział: kuchnia - dziewczęta, gadające, szepcące albo gdzieś tam na papierosku na balkonie, a faceci w dużym pokoju, livingroomie, układają nowy rząd. To jednak jest bardzo jeszcze obecne. Szczególnie to widać w innych miastach niż moje. Często w środowiskach, w których bym się nie spodziewała, że ten problem jest, na przykład w środowiskach akademickich. I naprawdę dopóki kobiety nie zaczną przejmować tego, nie zastanawiając się czy są feministkami, czy będą teraz wyglądały grubo albo czy ktoś sobie teraz coś pomyśli...

Tutaj widziałabym też ten problem, że dziewczyny za dużo analizują i zanim zaczną mówić, co myślą, to zaczną analizować czy to będzie dobrze widziane. Ostatnio pani z jazd doszkalających samochodem mówiła mi, że najlepsze są kobiety, które są bezrefleksyjne - wsiadają i jadą, a te, które za dużo myślą mają problem z podejmowaniem szybkich decyzji, stąd strach przed jazdą samochodem. Za bardzo analizują co zrobić, a facet po prostu to robi. Tak samo w sytuacjach politycznych, społecznych, z codziennego życia, na przykład: "Czy jak teraz nakarmię publicznie dziecko to będzie problem?".

Często spotykam się z sytuacją, że kobieta mówi: "Świetnie, że mam syna, on będzie miał łatwiej w życiu". Tak jest? Lepiej mieć syna?

Dla mnie osobiście to jest duże wyzwanie, bo chciałabym go wychować na osobę, która nie będzie musiała mieć sprzątaczki i sekretarki przy sobie. To jest bardzo trudne, bo kulturowo on naprawdę ma bardzo dobrze. Widzę to po tym, w jaki sposób odnoszą się do niego dziewczyny. Mówią na przykład: "Bruno, zostawiłeś coś", a on na to "Ooo" i bierze to. Ostatnio widziałam to w świetlicy i mówię: "Jak to Ola pilnowała, żebyś wziął śniadaniówkę do tornistra?". Co to jest w ogóle za sytuacja? Od razu jest po prostu małym królewiczem! A moja rodzina mówi: "Ale będzie sobie świetnie radził w życiu!". No taaak....

Naprawdę chciałabym, żeby to się już zmieniło, ale to niestety jest długi bardzo proces i niestety taki, o który kobiety muszą ciągle dbać, nie mogą odpuścić. Mówi się, że parytety, że szklany sufit w firmach... Nie! Dom! Tutaj jest największa walka, największa walka jest o władzę domową - kto ma sprzątać, kto ma odprowadzać, kto ma pamiętać o tym, żeby śniadaniówkę wziąć do tornistra... Myślę, że jest bardzo duży problem z wychowywaniem panów. Skoro już jest tak, że to głównie kobiety wychowują dzieci, to naprawdę - zróbmy dla siebie ten prezent i starajmy się wychować tych małych facecików na odpowiedzialnych mężczyzn w przyszłości. Taka mi złota myśl na koniec wyszła (śmiech).

Sylwia Chutnik - pisarka, prezeska Fundacji MaMa, kulturoznawczyni, absolwentka Gender Studies na UW. Przewodniczka miejska po Warszawie i działaczka społeczna. Laureatka Paszportu Polityki w kategorii Literatura (2008) oraz Społecznego Nobla Ashoki za działalność na rzecz matek (2009).

Komentarze (178)
Sylwia Chutnik: "Naprawdę nie wiem o co chodzi z tym słowem na F!" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • tenar1

    Oceniono 346 razy 118

    A może młode dziewczyny nie wstydzą się feminizmu, tylko twarzy polskiego feminizmu?
    Przecież sztandarowe postacie feminizmu w Polsce, takie jak panie Szczuka i Środa, są kompromitacją i zaprzeczeniem idei feminizmu.
    Przykład? Proszę bardzo:
    Nasze drogie feministki ostro walczą z EURO, jako rozrywką tylko dla mężczyzn. A może zamiast tego wykorzystałyby je do promowania futbolu kobiet? Może zdobycia jakiś środków na sport dla dziewczyn? W tak wychwalanej przez nasze feministki Skandynawii piłka nożna jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych wśród kobiet, a Norweżki są wicemistrzyniami świata w tej dyscyplinie. I myślę, że naszą kadrę męską wykończyłyby bez dogrywki.

    Niestety, takie osoby jak wymienione panie wolą leczyć swoje kompleksy i kompromitować ruch feministyczny w Polsce.

  • darkwords

    Oceniono 258 razy 76

    Prawdziwy feminizm, który dąży do równouprawnienia z uwzględnieniem różnic między kobietami i mężczyznami, zasługuje na najwyższy szacunek; jednocześnie mam nadzieję, że krzykliwa propaganda uprawiana przez osoby pokroju pań: Chutnik, Środy czy Szczuki czym prędzej trafi na śmietnik historii i już go nigdy nie opuści.

    "(...)ale też np. akcja "dziewczyny na politechniki" to przecież też jest feminizm(...)"
    Prowokacyjnie można powiedzieć, że zrównanie wieku emerytalnego też jest feminizmem ze względu na zniwelowanie pewnej różnicy w traktowaniu kobiet i mężczyzn. Ciekawe, czy popfeministki kiedykolwiek podejmą ważne tematy pokroju dyskryminacji mężczyzn w sądach rodzinnych* lub tabu przemocy rodzinnej ze strony kobiet czy zatrzymają się na (jak to ładnie pani Chutnik nazwała) "meblościance" z mitem szklanego sufitu i wiecznym roztrząsaniem prawa aborcyjnego.

    "Dla mnie osobiście to jest duże wyzwanie, bo chciałabym go wychować na osobę, która nie będzie musiała mieć sprzątaczki i sekretarki przy sobie."
    Rozumiem, że wychowywanie pokolenia księżniczek, które jest święcie przekonanie, że nie liczą się umiejętności na rynku pracy, a jedynie sam fakt posiadania macicy, jest w porządku?

    "Skoro już jest tak, że to głównie kobiety wychowują dzieci, to naprawdę - zróbmy dla siebie ten prezent i starajmy się wychować tych małych facecików na odpowiedzialnych mężczyzn w przyszłości."
    Cytat za cytat:
    "We're a generation of men raised by women. I'm wondering if another woman is really the answer we need." ("Fight Club")

    Dobra, wygłosiłem niepopularne opinie - czekam na kamienie lecące w moją stronę i minusowanie komentarza :)

    Pozdrawiam,
    DW

    ---
    * bardzo proszę o wstrzymanie się z publikacją komentarzy powielających krzywdzący stereotyp ojców, których nie interesuje własna rodzina - owszem, zdarzają się takie przypadki; pytanie brzmi: gdzie kobieta miała rozum, gdy decydowała się związać z takim facetem zamiast z prawdziwym mężczyzną?
    ** jestem za swobodnym prawem do przerwania ciąży w pierwszym trymestrze, ale tylko i wyłącznie przy jednoczesnej zgodzie obojga partnerów lub gdy facet opuści ciężarną kobietę - nie jesteście, drogie panie, wiatropylne, więc mężczyzna też powinien mieć tutaj trochę do powiedzenia.

  • baba8012

    Oceniono 169 razy 73

    Problem w tym, że feminizm w Polsce jest strasznie demonizowany. Próbuje się na siłę przedstawiać feministki jako babochłopy z nieogolonymi pachami, które nienawidzą mężczyzn. Bez zastanowienia powtarza się jakieś bzdurne stereotypy, a robią to często ci, którzy nawet nie chcą się dowiedzieć ani zrozumieć o co chodzi feministkom. Albo to dzielenie kobiet na "normalne" i "feministki"..... Czy jeśli nie mam ochoty zakładać rodziny w wieku 25 lat to już jestem feministką? A jeśli mam ochotę spędzić dzień na swój sposób, a mimo to parę godzin spędzam w kuchni, żeby mąż miał domowy obiadek to jestem ta normalna? To chyba nie jest takie proste.

  • poiuy21

    Oceniono 92 razy 46

    Wikipedia: Podstawą programu feminizmu jest dążenie do emancypacji kobiet i równouprawnienia płci, zarówno pod względem formalnym, jak i faktycznym

    Nikt nic nikomu nie każe. Nie chodzi o to, że jedne kobiety stoją po dobrej stronie, a inne po złej. Nieważne jest czy kobieta sprowadza się do roli ładnego gadżetu, czy pracuje w kopalni, czy jej całym życiem są dzieci i mąż, czy poświęca życie prywatne dla kariery zawodowej.
    Ważne jest by każda kobieta miała wolność i świadomość wyboru, by mogła się realizować tak jak jej się podoba, mając takie same możliwości jak mężczyźni bez ograniczeń przez stereotypy, uprzedzenia i średniowieczne poglądy.
    Dziwi mnie że kobiety walczą same ze sobą i na siłę dzielą się na przeciwne obozy... z tego co się orientuję to feministki nie zmuszają kobiet do niczego, a raczej walczą o to by żyło im się lepiej. Może komuś obojętna jest taka pomoc, ale warto pamiętać o kobietach które są ofiarami przemocy, handlu ludźmi, nie mogą przebić się przez szklany sufit, doznają dyskryminacji, są napastowane seksualnie.

    Łatwo się oburzać na feminizm póki nie ma problemów. Może jak młode dziewczyny pójdą do pracy i dostaną mniejszą pensję niż kolega z takimi samymi kwalifikacjami to feminizm okaże się nie taki zły...

    Chociaż... jeśli kobieta jest mądra to sobie poradzi...
    Bo Kobiety są cudowne. Przyznanie się do bycia feministką postrzegane jest jako przyznanie się do słabości. Mam wrażenie że kobiety wstydzą się żądać takich samych warunków, jakby to było przywilejem. Ambicja by sobie ze wszystkim poradzić na medal, by wybić się wśród faworyzowanych mężczyzn prowadząc jednocześnie dom i być wspaniałą żoną jest bardzo honorowa i nie pozwala na narzekanie, którym jest mowa nie nierównych szansach. Tylko że nie wiem po co bo nikt tego medalu nam nie da.

  • nadesz

    Oceniono 88 razy 32

    Oczywiscie, ze sie go boja, bo jezeli cena jaka maja zaplacic jest samotnosc, to maja gdzies ten feminizm, szczegolnie w takim kraju jak Polska, gdzie w dalszym ciagu model lepszej plci dominuje i ustala silne wzorce spoleczne.
    Konfrontacja rodzi niepokoj u plci przeciwnej, mezczyzni nie chca widziec kobiet silnymi, bo sa zagrozeniem ich poczucia meskosci, bycia silnym, madrzejszym.
    Dlatego wola byc manipulowani przez nas i utwierdzani w przekonaniu, ze z nimi jest wszystko jak najbardziej w porzadku, bo tak mowily im ich mamy i tego samego oczekuja od nas.
    Kobiety sa zawalane tonami lektur w postaci artykulow w magazynach dla pan jak uszczesliwic swojego partnera,i absolutnie nie ma w tym nic zlego, ale dlaczego tak niewiele jest magazynow dla mezczyzn z tym samym tematem?
    My polskie kobiety jestesmy ofiarami naszych norm spolecznych i tu nie chodzi o autorytety, ktorych zreszta brak, ale caly system przekonan spolecznych, w ktorych funkcjonujemy i ktorym sie poddajemy, bo tak najzwyczajniej jest latwiej funkcjonowac!!

  • drex1

    Oceniono 31 razy 29

    gratulacje, artykuł z przed dwóch lat patrzac na komentarze wrzucony na główną:))

  • mocarabia

    Oceniono 52 razy 24

    "...jeśli zapytamy się jakiejś dziewczyny na ulicy czy jest feministką..."

    irytuje mnie poziom języka, jakim posługują się dziennikarze, a dziennikarze GW w szczególności;
    w tym, cytowanym wyżej wypadku, cóż to jest za wyrażenie: " zapytamy się jakiejś dziewczyny..." ??
    albo zapytamy się... - czyli zapytamy siebie, w sensie samych siebie (o coś)
    albo zapytamy - kogoś? - jakąś dziewczynę.. o coś...

    analfabeci, kur--&%$#* -a! nawet zrozumiałabym niedouczenie dziennikarzyn... ale gdzie jest, do diabła, korekta! i "redachtor", co wpuszcza to na stronę?!

    ...albo niech poproszą polonistkę Szczukę, może zrobi dobry uczynek i doszkoli GW?

  • od-or

    Oceniono 56 razy 24

    z tych wpisów mozna wysnuć jeden wniosek że polskie chłopy boją się swoich bab ,araby też nie chcą równouprawnienia bo to nygusy i lenie do roboty ale dlaczego Polacy?

  • porazostatni

    Oceniono 61 razy 21

    A co tu się dziwić. Wystarczy poczytać, że "feministka" używają panowie jako obelgi, synonimu kobiety która jest im przeciw, uważa ich za szowinistyczną świnie, chce przywilejów. A panie chcą się panom podobać, to odżegnują od bycia straszną heterą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX