1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"W głowie miałam obraz porodu jako krwawego i bolesnego doświadczenia" [LIST]

"Od momentu pełnego rozwarcia nie czułam bólu, po prostu odszedł, znikł, jakby nigdy mnie nie dotyczył. Nawet rozbawiłam wszystkich stwierdzeniem: Bardzo ją kocham! Ale jak już ją wyjmiecie będę ją kochać bardziej!".


Przeprowadziłam się do partnera i zaczęłam przygotowania do przyjścia na świat mojej córeczki. Przez pierwsze miesiące było radośnie. Ale im bliżej rozwiązania, tym więcej czytałam. Gazety, fora, blogi i artykuły przerażały mnie. Wszystkie były w tonie dramatycznym. Kobiety opisywały poród jako coś tragicznego, jak jakieś tortury. Po tej całej lekturze w mojej głowie kłębiły się same czarne chmury. Pełno strachu. Myślałam tylko: co będzie ze mną, co z moim dzieckiem? Bałam się, że coś może się stać, że nie poradzę sobie po porodzie z opieką nad dzieckiem. W głowie miałam obraz porodu jako krwawego i bolesnego doświadczenia.

A tymczasem...

Powiem wam, moje drogie Panie, szczerze: NIE MA SIE CZEGO OBAWIAĆ! Wody odeszły mi w domu w niedzielę, noc spędziłam już w szpitalu, co trzy godziny podawali mi prowokację. O 8.00 rano w poniedziałek podano mi kroplówkę na wywołanie. Był przy mnie mój Damian. Pierwsze godziny były dość nudne i nie ukrywam byłam niecierpliwa, że nic się nie dzieje. Nawet sama chciałam podkręcić kroplówkę by było szybciej. O 13.00 zaczęło się już intensywnie dziać, mocniejsze skurcze, ale nadal ból był do wytrzymania. Akcja zaczęła się rozwijać, skupiałam się na oddychaniu i nie ukrywam zerkałam na zegarek, sprawdzając ile już to trwa. O 14.00 czułam już ból i tutaj wkroczył mój partner. Spisał się na medal.

Trzymał mnie za rękę

Oddychał razem ze mną, próbował nawet mnie rozweselać. Dzięki jego obecności położna nie miała za dużo do roboty, sprawdzała tylko rozwarcie. Przyznaję, około 16.00 ból był silniejszy ode mnie, miałam chwilę zwątpienia, że my kobiety potrafimy naprawdę tego dokonać. Był to moment, w którym rozwarcie wynosiło 7cm i położna poprosiłam, bym wstałam z łóżka, to pójdzie szybciej. Podczas czterech najintensywniejszych skurczy, które dla mnie wtedy trwały wieczność, musiał mnie podtrzymywać partner. Po tych skurczach usłyszałam: "Pełne rozwarcie, idziemy rodzić".

Te słowa dały mi tyle siły

Chwyciłam stojak z kroplówką i popędziłam na łóżko porodowe. Byłam dumna z mojego mężczyzny, że dalej twardo trwa przy mnie. Tak bardzo byłam przejęta tym, że zaraz zobaczę nasze dziecko, że nie słyszałam żadnych otaczających mnie dźwięków, tylko głos położnej: "Przyj - przestań". Od momentu pełnego rozwarcia nie czułam bólu, po prostu odszedł, znikł jakby nigdy mnie nie dotyczył. Nawet rozbawiłam wszystkich stwierdzeniem: "Bardzo ją kocham! Ale jak już ją wyjmiecie będę ją kochać bardziej!"

Nie mogłam się już doczekać aż usłyszę że płacze.

Najpierw urodziło się pół główki, mój partner był zafascynowany tym, jak to wygląda, chwilę później o 16:55 urodziła się moja córeczka Wiktoria! Zobaczyłam ją, przytuliłam i usłyszałam pierwszy płacz! Przeżycie dla mnie tak ogromnie głębokie i radosne, że z fascynacji na widok tej malutkiej istotki nie interesowało mnie nic więcej.

Zobaczyłam, jak mój Damian przecina pępowinę i idzie za pielęgniarką z naszą córeczka na mycie i badania. Skupiałam się tylko chwile na sobie na urodzeniu łożyska i już byłam niecierpliwa, by znowu ją zobaczyć. O własnych siłach zeszłam z łóżka porodowego.

Czułam w sobie ogromną siłę do działania.

Dla mnie i partnera poród był przeżyciem niesamowitym, czymś co tak naprawdę ciężko oddać w słowach. A co najistotniejsze, nie było to niczym traumatycznym! Nie bójcie się tego! Nie obawiajcie się! Nie dopuszczajcie do siebie czarnych myśli!

Poród jest pięknym przeżyciem i wspominam go z uśmiechem na twarzy.

Jest ból, jest trochę krwi, ale daje niesamowitą satysfakcję i siłę. Uświadamiasz sobie że dajesz życie pięknej małej istocie, która staje się... oczkiem w głowie.

Urodziłam córeczkę i chcę za trzy lata urodzić następne dziecko i pójdę je rodzić z pewnością siebie i uśmiechem na twarzy, bo wiem, że czekać mnie będzie niesamowite radosne przeżycie.

List pochodzi z naszej akcji "Miałam piękny poród". Więcej czytaj tutaj >>>

Jeśli chcesz opisać swój poród, pokazać innym przyszłym mamom, że nie musi być "strasznie", czekamy na twój list pod adresem edziecko@agora.pl

Najciekawsze listy nagrodzimy książką.





Więcej o: