1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Inne światy

02.01.2014 14:43
Anna Alboth

Anna Alboth

Małego dziecka nic nie dziwi w innych kulturach. Inaczej jest z rodzicami.
Niespełna roczna Hania jest w romskiej wiosce w Mołdawii. I cóż robi? Próbuje wyjąć Romkom złote zęby z ust. A w czeczeńskich wioskach w Gruzji? Podnosi wdzięcznie rączki do góry i tańczy, ilekroć usłyszy czeczeńskie pieśni. A po tygodniu spędzonym w tureckiej rodzinie? Zaczyna nazywać mnie "anne" (to po turecku "mama").

Przez pół roku naszej podróży wokół Morza Czarnego przejechaliśmy jedenaście krajów, a Hania słyszała poza polskim, niemieckim i angielskim (które ma na co dzień - jesteśmy mieszanym małżeństwem) czternaście innych języków. Przy każdym nowym przyglądała się rozmówcy bardzo uważnie, jakby chciała zapytać: a ty, skąd jesteś?

DZIECKO - DOBRO WSPÓLNE

Wybierając się w podróż z dzieckiem do innego kraju, warto wiedzieć wcześniej, czego można się tam spodziewać, szczególnie jeśli ten kraj różni się kulturowo czy religijnie od naszego. I nie chodzi tutaj o jedzenie, florę bakteryjną ani przepisy drogowe, ale o kulturowo uwarunkowane podejście do dzieci.

Na Kaukazie czy w Turcji dziecko to dobro wspólne. Każdym dzieckiem zajmują się wszyscy wokół. I tak nie ma możliwości, żeby w kawiarni, restauracji czy nawet środkach transportu nie wejść w kontakt z ludźmi właśnie z powodu dziecka (a może - dzięki niemu?).

U nas zaczęło się to już na promie z Soczi do Turcji. Prom odbił od rosyjskiego brzegu, a my nagle mieliśmy wolne ręce, bo nasza Hania, słodka blondyneczka, podbijała serca pasażerów, kierowców ciężarówek i kelnerów. Przechodziła z rąk do rąk, a koniec końców znaleź-liśmy ją na mostku, u kapitana promu na kolanach. Jabłka, banany, podrzucanie do góry - dziecko dla Turka, niezależnie od wieku, to czyste szczęście.

Znajomi pytali: - I dawaliście tak obcym ludziom nosić i przytulać dziecko? Dopóki Hania nie miała nic przeciwko temu i rozdawała uśmiechy - tak. Nauczyliśmy ją tylko łapać za nos tego, kogo miała dosyć, i kiedy chciała uwolnić się z uścisku.

Przez cały nasz pobyt w Turcji nie dało się przejść ulicami miast ani miasteczek, żeby nie otaczał nas wszechobecny szept: "Masha'Allah!". Ten zwrot to popularne "zaklinanie" ślicznych dzieci, ktore ma uchronić od złego.

Ale, co ciekawe, w parze z zajmowaniem się dziećmi idzie swoista nadopiekuńczość. I tak wzbudzaliśmy powszechne zdumienie, dając Hani jeść samej - rączkami czy łyżką (u nich nawet 4-latki karmione są przez mamy, bo po co mają się męczyć, po co mają się brudzić?), dając jej jeść razem z nami (babcie i ciocie z całej rodziny chciały bez przerwy gotować pyszności tylko i specjalnie dla Hani) czy bawiąc się z nią na trawie albo pia-sku (przecież to dziewczynka! Powinna w czyściutkiej sukience siedzieć na krzesełku i pięknie wyglądać).

ZABAWEK EDUKACYJNYCH - BRAK

Pewien problem mieliśmy z zabawkami. Po etapie fascynacji patyczkami i kamieniami chcieliśmy zafundować Hani jakąś tak zwaną zabawkę kreatywną. Ale poza większymi miastami, w Azerbejdżanie, Armenii i Górskim Karabachu znajdywaliśmy tylko plastikowe różowe telefony komórkowe (to dla dziewczynek) czy karabiny i pistolety (dla chłopców). W którymś momencie ucieszył nas widok cymbałków, ale okazało się, że każda płytka wydawała ten sam dźwięk...

GOŚCINA I PODARUNKI

Hania otwierała nam wszystkie drzwi na Kaukazie. Czeczeni, Gruzini i Ormianie są narodami ogromnie gościnnymi, a gdy pojawia się dziecko, to już zupełnie stają na głowie.

Był piękny wieczór, akurat Hani pierwsze urodziny. Znaleźliśmy spokojne miejsce nad rzeką, w azerskich górach. Już zabieraliśmy się do uroczystej kolacji, kiedy z piskiem opon zatrzymał się obok nas samochód. Okazało się, że to Elgun, spotkany trzy dni temu podczas czekania na gruzińsko-azerskiej granicy. Zobaczył nas kilkanaście kilometrów stąd i postanowił dogonić i zabrać do siebie do domu, bo przecież nie może dziecka tak zostawić, bez prawdziwego dachu nad głową. Nie dało się go przekonać, że w specjalnie urządzonym samochodzie śpimy od miesięcy, że pakowanie i jechanie przez kolejną godzinę do jego domu i gotowanie przez jego żonę kolacji specjalnie dla nas to dodatkowy kłopot, że przecież wymieniliśmy na tej granicy dosłownie dwa zdania i nie musi się czuć zobowiązany. Oczywiście skończyło się na dwóch nocach w jego domu. On i żona oddali nam swoją sypialnię, a syn oddał Hani swoje łóżeczko.

Innego dnia kąpaliśmy się we trójkę w gruzińskim strumyku. Nasz samochód stał zaparkowany dość daleko, ale na widoku. W którymś momencie przejechała obok niego stara Wołga. Za chwilę zawróciła. Dwie osoby wyciągnęły z niej wielkiego arbuza i położyły przy naszych kołach.

- To dla dzieciaka! - krzyknęli z oddali i pojechali dalej.

Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się na nocleg, a ktoś z okolicy nas zauważył - dostawaliśmy choćby mały prezent dla Hani. A to jeszcze ciepłe mleko prosto od krowy (przynieśli nam je może dziesięcioletni chłopcy), orzechy (których przecież nie mogła pogryźć swoimi czterema zębami) albo czereśnie, które ktoś na prędce pozrywał z drzewa.

TRUDNY POWRÓT

Ciężko było wrócić do "Europy". Unijna granica z Bułgarią naprawdę pokazała różnicę. W kawiarni Hania podbiegła do grupki nastolatków, mówiąc wdzięcznie: "Halooo!". A oni odwrócili głowy i kontynuowali rozmowy. To, co na Kaukazie czy w Turcji jest normalne (dzięki temu, że wielopokoleniowe rodziny żyją pod jednym dachem, nawet nastoletni chłopcy wiedzą, jak bawić się z dziećmi, i lubią to) - nagle się skończyło.

A w pierwszy weekend po powrocie do domu wybraliśmy się na wystawę fotograficzną. Hania krążyła między nogami oglądających i bardzo się dziwiła: czemu oni wszyscy patrzą do góry na te zdjęcia, a nie na mnie? Różnice kulturowe, córeczko.

Autorka z mężem Thomasem i córeczką odbyła półroczną podróż wokół Morza Czarnego. Relację z ich wyprawy znajdziecie na stronie thefamilywithoutborders.com (Rodzina Bez Granic). Teraz planują kolejną podróż - już z dwiema córeczkami.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Inne światy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX