1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dookoła morza

07.03.2011 00:00
To nieprawda, że podróż z niemowlęciem musi być męcząca. Nasza trwała pół roku i była nieustającymi wakacjami.
Siadamy z mężem nad Google Maps i zaczynamy się zastanawiać. Nasza córeczka Hania skończyła pół roku, a większa wyprawa marzyła nam się już od jakiegoś czasu.

Jako para dziennikarz i fotograf sporo podróżowaliśmy razem w przeszłości, a też i Hania zwiedziła już w chuście kawałek Włoch, Belgii i Austrii.

Wiedzieliśmy, że nasze podróżowanie we trójkę się sprawdza, że wbrew powszechnym opiniom nie jest to męczące ani dla nas, ani dla dziecka. Że nasza Hania i odkrywanie z nią świata na nowo to żadne ograniczenie. I że nic nie daje nam większej frajdy niż bycie ciągle we trójkę, a do tego w drodze!

NO, TO DOKĄD?

Najpierw zapada decyzja o tym, że jedziemy samochodem. Autostop czy lokalne autobusy przez sześć miesięcy to trochę za dużo. I tak nasze dwa plecaki zamieniamy na prawdziwie rodzinne autko Renault Espace, zapakowane po sufit pieluchami (te zabrały najwięcej miejsca), słoiczkami z jedzeniem (na wszelki wypadek), ubrankami (dziecko rośnie każdego dnia) i podróżnym łóżeczkiem dla Hani (żeby miała choć jedno bezpieczne, dobrze znane miejsce).

Skoro jedziemy samochodem, to nie tak daleko. Ważne jest, żeby w razie czego można było szybko wrócić. To pierwsza tak długa podróż z Hanią. Przecież jeszcze nie wiemy, czy nasza córeczka polubi prawdziwe podróżowanie tak jak my. Jasne jest też, że raczej wschód niż zachód. Kraje Unii Europejskiej stają się w naszych oczach coraz bardziej do siebie podobne, wystawy sklepów są takie same, ludzie nie różnią się od siebie aż tak bardzo. Poza tym zachód już dobrze znamy. No i jest droższy.

KIERUNEK - WSCHÓD

Wcześniej byliśmy choć na krótko w większości krajów wokół Morza Czarnego. Wiedzieliśmy, czego się tam można spodziewać, znaliśmy języki, no i mieliśmy sporo przyjaciół w wielu miastach po drodze. Przyjaciele to możliwość użycia pralki, rozmów przez internet z babciami i dziadkami, no i poczucie bezpieczeństwa. Bo przyjaciele wiedzą, gdzie jest najbliższy szpital, jak rozmawiać z policjantem i ile powinniśmy zapłacić za pampersy, żeby nie dać się oszukać.

Pętelka wokół Morza Czarnego wyglądała dobrze od początku. Była zamkniętą całością - zawsze jedzie się do przodu, nie wraca tą samą drogą. No i było morze. Przecież to w końcu miały być wakacje.

Z TAK MAŁYM DZIECKIEM?

Ani podczas podróży, ani po powrocie nikt nie nazwał nas otwarcie nieodpowiedzialnymi rodzicami. Ale dochodziły do nas głosy, że dziecko jest za małe, że po co je narażać, że przecież można na spokojnie do dziadków na działkę, a na podbój świata jeszcze będzie czas.

My natomiast wierzyliśmy, że to, czego dziecku w wieku Hani najbardziej potrzeba - to jedzenie, spanie i... szczęśliwi rodzice. Zmieniający się widok za oknem nie ma większego znaczenia, jeśli ukochany miś jest ten sam, śpiewane w samochodzie piosenki są znajome i zabawy w łóżku o poranku się nie zmieniają.

Wyjazd z półrocznym dzieckiem nie jest wcale tak kłopotliwy dla rodziców: dziecko wciąż nie chodzi (więc sobie nie pójdzie hen daleko), zabawki i rodzice wciąż wystarczają (więc nie musieliśmy się zatrzymywać przy każdym placu zabaw), a Hania spała dwa razy w ciągu dnia (co dało nam czas na przemieszczanie się). No i nic nam przez te pół roku nie uciekło! Żadnemu z nas! Ani pierwsze słowa, ani pierwsze kroki. I tak "tata" usłyszeliśmy jeszcze w Mołdawii, "mama" na Krymie, w Rosji Hania nauczyła się łapać policjantów za nosy, w Gruzji tańczyć przy czeczeńskich pieśniach, a zaczęła chodzić zupełnie sama w Serbii - ostatniego dnia podróży. A przy tym wszystkim nie złapała nawet kataru.

LIVE TV

Bardzo nas cieszyło, że Hania mogła odkrywać ten prawdziwy świat razem z nami, a nie z telewizora czy wciskając przyciski w plastikowych zabawkach. Codziennie rano po obudzeniu miała swój własny program przyrodniczy: czasem krowy, czasem konie, czasem kozy. Szybko nauczyła się, jak beczy owca, jak skacze żabka czy pluska woda w strumyku, jeziorze i morzu.

Bardzo szybko, bo już na drugiej granicy, okazało się też, że z naszego małego członka załogi będzie wielki praktyczny pożytek. Przejechaliśmy w sumie dwadzieścia przejść granicznych i albo byliśmy przepuszczani przejazdem dyplomatycznym, albo nie musieliśmy czekać w kolejkach.

Ale nie to było największym plusem podróżowania z dzieckiem. Dzięki dziecku zobaczyliśmy zupełnie inny świat: trochę wolniej, spokojniej, dokładniej. Hania była naszym kluczem do ludzi. Bo przecież na całym świecie są małe dzieci, niezależnie od kultury czy statusu społecznego. I w tak łatwy i naturalny sposób można przejść w rozmowach od pampersów i kaszek do prawdziwych, głębszych tematów. Ludzie nam bardzo ufali, zapraszali na noc do swoich domów, na śniadania, kolację albo chociaż kawę i ciasto.

Przez te pół roku odwiedzaliśmy przyjaciół dziennikarzy, maleńkie i duże wioski, rozmawialiśmy z kobietami i mężczyznami o najróżniejszych korzeniach i marzeniach. Poznaliśmy króla Romów w Mołdawii, zaprzyjaźniliśmy się z rodziną z autonomicznego Naddniestrza, zakochaliśmy w Krymie, znienawidziliśmy rosyjską policję, odpoczęliśmy w czeczeńskich wioskach w Gruzji, roztapialiśmy się w 42 stopniach w Azerbejdżanie, mokliśmy w Górskim Karabachu, w Armenii pytaliśmy o Turcję, w Turcji o Armenię.

I mam nadzieję, że choć mała Hania z tego wszystkiego nie będzie wiele pamiętać, to coś jednak w niej zostanie. Jakaś otwartość na świat, ciekawość. Nie bała się muzułmańskich chust (które chciała przymierzać) ani młodych wilków (które nazywała "hał hał"), a Romkom próbowała wyjmować złote zęby. Nasza Hania bez granic.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Dookoła morza
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX