Wakacje z dziećmi. W Disneylandzie - krainie inżynierów wyobraźni
01.06.2009
, aktualizacja: 29.05.2009 12:47
Wciąż zastanawiamy się, kto miał większą frajdę: moja córka pędząca na skorupie żółwia czy ja w spadającej windzie
ZOBACZ TAKŻE
- Dokumenty do walizki - wyjazd za granicę (04-07-08, 00:00)
- Z dzieckiem na narty. Rabka i Rohacze (22-02-10, 06:00)
- Cyklady - przygoda smakuje figą. Wakacje z dziećmi. (11-05-09, 06:00)
- Przedszkole pod żaglami (21-07-08, 14:52)
- Z dzieckiem w Wielkiej Brytanii (25-06-07, 12:51)
- Zwiedzajcie Londyn z dziećmi (25-06-07, 12:27)
- Dania kocha dzieci (25-06-07, 12:17)
- Polska z dziećmi. Inwałd - Park Miniatur, Mini Zoo i Dinolandia (01-08-11, 10:30)
- Wakacje z dziećmi w austriackim Tyrolu. Boberki z gondolki (24-08-09, 14:00)
- Ustroń - od muflona do katapulty. Wakacje z dziećmi (13-07-09, 06:00)
SERWISY
- Marzenia jednak się spełniają - stwierdziła moja dziewięcioletnia córka Karolina, gdy dowiedziała się, że pojedziemy do paryskiego Disneylandu. Dotąd postacie z disnejowskich kreskówek i charakterystyczny pałac Śpiącej Królewny ze strzelistymi wieżami znaliśmy obydwoje tylko z ekranu. Karolina z wypiekami na twarzy pakowała do walizki notes, bo umówiliśmy się, że będzie zapisywała swoje wrażenia. Ja, spodziewając się typowo dziecięcych rozrywek, w duchu obawiałem się nudy. Byłem jednak w błędzie...
***
Disneyland Resort Paris to jeden z pięciu takich parków na świecie (pozostałe znajdują się w USA, Japonii i Hongkongu). Otwarto go 12 kwietnia 1992 r. w Marne-la-Vallée, 30 km na wschód od Paryża. Zajmuje 19 km kw. i zatrudnia 13 tys. pracowników. Na gości czeka siedem disnejowskich hoteli z blisko 5 tys. pokoi (prócz tego wiele hoteli stowarzyszonych). Z każdego w kilka minut dojdziemy do parku rozrywki - najbardziej obleganej atrakcji w Europie. Od momentu otwarcia gościło tu ok. 200 mln turystów, a w 2008 r. zanotowano 15,3 mln odwiedzin.
Z lotniska Charles'a de Gaulle'a dojeżdżamy do Marne-la-Vallée busem w niespełna godzinę. Zamieszkamy w Disney's Hotel New York - stylizacja na nowojorskie drapacze chmur i wnętrza w stylu art déco mają sprawiać wrażenie, że jesteśmy w sercu Manhattanu. Goście, zwłaszcza najmłodsi, od razu czują się tu niczym w bajkowym świecie: w nos uderza miły, słodki zapach (będzie nam towarzyszył na każdym kroku), a obsługa nosi stroje z disnejowskich filmów. W holu znajduje się sala do zabaw, a co jakiś czas z głośników rozlega się muzyka, wbiegają ucharakteryzowani tancerze i wciągają maluchy do tańca. Dzieci śmieją się od ucha do ucha.
***
Zaczynamy od Disneyland Parku (jedna z dwóch głównych części kompleksu; druga to Walt Disney Studios Park; jest też mniejsza - Disney Village, z knajpkami, kręgielnią i kinem). Podzielono go na pięć krain tematycznych. W każdej z nich atrakcje (w sumie jest ich 47) wiążą się z głównym tematem krainy, podobnie jak wystrój, muzyka, kostiumy obsługi, a nawet menu w restauracjach.
Zaczynamy od Main Street USA, czyli ulicy amerykańskiego miasteczka z przełomu XIX i XX w. To zarazem główna ulica parku, łącząca pozostałe krainy. Wzdłuż niej stoją niewysokie, stylizowane budowle, m.in. ratusz (mieści główny punkt informacji) i stacja kolejki kursującej wokół Disneyland Park. Działa nawet staroświecki salon fryzjerski z prawdziwym golibrodą. Dużo tu sklepów z pamiątkami, zabawkami i knajpek. Goście zazwyczaj szybko mijają tę krainę; tymczasem warto zwolnić i wsłuchać się w odgłosy miasteczka. Gdy staniemy np. przed szyldem gabinetu stomatologicznego, usłyszymy... wydzierającego się wniebogłosy pacjenta. Podniósłszy zaś słuchawkę starego aparatu telefonicznego w Market House Deli, usłyszymy rozmowy mieszkańców.
Już z daleka widać strzeliste wieżyczki bajkowego zamku Śpiącej Królewny - różowej budowli z niebieskimi dachami (za nią rozpościera się ulubiony przez najmłodszych Fantasyland poświęcony postaciom z bajek Disneya). Historię Śpiącej Królewny pokazano tu na witrażach i gobelinach. Niepozorne wejście wiedzie do groty pod zamkiem, w której mieszka ogromy smok. Gdy tam zaglądamy, bestia śpi, ale nagle podnosi się z rykiem...
Nieco dalej świat królewny Śnieżki. Sceny z bajki, poruszające się postaci i dekoracje oglądamy z ruchomych wagoników, podobnie jak perypetie Pinokia po sąsiedzku.
Pora na lot Piotrusia Pana: wsiadamy do malutkich statków (stylizowane gondole podwieszone pod sufitem) i lecimy nad miniaturowym Londynem, obserwując, jak nasz bohater walczy z kapitanem Hookiem. Po chwili w labiryncie Alicji w Krainie Czarów spotykamy postacie z tej bajki.
"It's a small world" to wesoła wyprawa dookoła świata. We wnętrzu kolorowego budynku zalanego wodą odtworzono w miniaturze niemal każdy zakątek globu. Są tu m.in. egipskie piramidy i wieża Eiffla. Oglądamy te cuda pływając łódkami, a wokół nas ruchome lalki śpiewają wciąż tę samą piosenkę (niestety, gdy raz wpadnie w ucho, trudno ją zapomnieć).
***
Discoveryland to kraina odkryć. Budowniczowie parku (Walt Disney nazywał ich inżynierami wyobraźni) postanowili pokazać tu, jak dawni wizjonerzy - np. Juliusz Verne - widzieli przyszłość. My zaczynamy od emocjonującego Space Mountain: Mission 2. To niezwykle szybki rollercoaster nawiązujący do podróży na Księżyc. Kolejka pędzi w ciemności, wpada w korkociągi i pętle, wokół migają gwiazdy i meteoryty, wybucha Supernowa. Karolina opisuje to tak: "Wsiedliśmy do wagoników i od razu poczuliśmy, że nie będzie łagodnie - miały wielkie zapięcia dociskające nas do siedzeń. Kolejka ruszyła dość spokojnie i wjechała do stromej rury, w której stanęła. Nagle pojawił się dym i wystrzelili nas w górę. Pędziliśmy to w górę, to w dół, tak szybko, że nie mogłam nawet krzyczeć. Potem wirowaliśmy, a raz jechaliśmy nawet do góry nogami. Ojej, co ja wtedy przeżyłam! Dobrze, że jechałam z tatą...".
Ochłonąwszy wsiadamy do Star Tours (symulator gwiezdnych podróży), by odbyć międzyplanetarny lot z niezbyt doświadczonym pilotem - robotem, który co rusz pakuje się w tarapaty wlatując w sam środek walki czy niemal uderzając w inne pojazdy kosmiczne. Oglądamy to na wielkim ekranie podczas gdy symulator rusza się we wszystkie strony, sprawiając bardzo realistyczne wrażenie (dość powiedzieć, że wyświetlany film nadzorował George Lucas, twórca "Gwiezdnych wojen").
W tej krainie można też zwiedzić "Nautilusa", czyli podwodny statek kapitana Nemo, lub wziąć udział w kosmicznej strzelaninie Buzz Lightyear Laser Blast, inspirowanej popularnym filmem dla dzieci "Toy Story 2" (jedziemy wagonikami i z laserowych pistoletów celujemy do tarcz - wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów).
***
Wchodząc do Frontierlandu, czyli krainy pogranicza, trafiamy na Dziki Zachód. Kolejka Big Thunder Mountain jeździ tu po sztucznej wyspie na środku jeziora, po którym pływają łódki i wielki parowiec. W sztucznych górach na wyspie urządzono starą kopalnię. Zwiedzamy ją wsiadłszy do wagoników jadących z prędkością 49 km/godz. Po drodze widać sprzęt górniczy, w jaskiniach wiszą nietoperze, a kiedy zdarza się tąpnięcie, coś sypie się nam na głowy. Gdy przejeżdżamy tuż nad powierzchnią jeziora, wokół kipi woda. Stacja kolejki znajduje się na brzegu, na wyspę jedzie się więc podwodnym tunelem. "Nie wiem, jak on wygląda, bo miałam zamknięte oczy" - zanotowała szczerze Karolina.
Za to cały czas miała oczy otwarte (i to bardzo szeroko) w Phantom Manor, czyli Dworze Upiora. W posępnym domu mieszkał kiedyś właściciel kopalni. Jego córka zakochała się w mężczyźnie, który nie przypadł tatusiowi do gustu. W dniu ślubu wybranek zniknął - możemy się tylko domyślać, co się z nim stało. W domu, gdzie straszy duch złego ojca, gasną światło, słychać śmiech upiora i... zaczynamy zjeżdżać w dół. Potem na piechotę i w małych wagonikach zwiedzamy mroczne zakamarki. Spotykamy nieszczęśliwą pannę młodą i gościmy na weselu, które nigdy się nie odbyło. Na sali siedzą i tańczą (przy dręczącej muzyce) tylko duchy. "Była też głowa pewnego pana, który za wszystkimi wodził oczami, mnóstwo kościotrupów, duchów i upiornych rzeczy. A na końcu tabliczka z napisem: Przygotuj się do wejścia do świata żywych" - napisała Karolina.
***
Adventureland, czyli krainę przygody, lubią całe rodziny, głównie za sprawą piratów z Karaibów. Ale uwaga! Ta atrakcja nie powstała na bazie słynnych filmów z Johnnym Deppem, lecz odwrotnie.
***
Disneyland Resort Paris to jeden z pięciu takich parków na świecie (pozostałe znajdują się w USA, Japonii i Hongkongu). Otwarto go 12 kwietnia 1992 r. w Marne-la-Vallée, 30 km na wschód od Paryża. Zajmuje 19 km kw. i zatrudnia 13 tys. pracowników. Na gości czeka siedem disnejowskich hoteli z blisko 5 tys. pokoi (prócz tego wiele hoteli stowarzyszonych). Z każdego w kilka minut dojdziemy do parku rozrywki - najbardziej obleganej atrakcji w Europie. Od momentu otwarcia gościło tu ok. 200 mln turystów, a w 2008 r. zanotowano 15,3 mln odwiedzin.
Z lotniska Charles'a de Gaulle'a dojeżdżamy do Marne-la-Vallée busem w niespełna godzinę. Zamieszkamy w Disney's Hotel New York - stylizacja na nowojorskie drapacze chmur i wnętrza w stylu art déco mają sprawiać wrażenie, że jesteśmy w sercu Manhattanu. Goście, zwłaszcza najmłodsi, od razu czują się tu niczym w bajkowym świecie: w nos uderza miły, słodki zapach (będzie nam towarzyszył na każdym kroku), a obsługa nosi stroje z disnejowskich filmów. W holu znajduje się sala do zabaw, a co jakiś czas z głośników rozlega się muzyka, wbiegają ucharakteryzowani tancerze i wciągają maluchy do tańca. Dzieci śmieją się od ucha do ucha.
***
Zaczynamy od Disneyland Parku (jedna z dwóch głównych części kompleksu; druga to Walt Disney Studios Park; jest też mniejsza - Disney Village, z knajpkami, kręgielnią i kinem). Podzielono go na pięć krain tematycznych. W każdej z nich atrakcje (w sumie jest ich 47) wiążą się z głównym tematem krainy, podobnie jak wystrój, muzyka, kostiumy obsługi, a nawet menu w restauracjach.
Zaczynamy od Main Street USA, czyli ulicy amerykańskiego miasteczka z przełomu XIX i XX w. To zarazem główna ulica parku, łącząca pozostałe krainy. Wzdłuż niej stoją niewysokie, stylizowane budowle, m.in. ratusz (mieści główny punkt informacji) i stacja kolejki kursującej wokół Disneyland Park. Działa nawet staroświecki salon fryzjerski z prawdziwym golibrodą. Dużo tu sklepów z pamiątkami, zabawkami i knajpek. Goście zazwyczaj szybko mijają tę krainę; tymczasem warto zwolnić i wsłuchać się w odgłosy miasteczka. Gdy staniemy np. przed szyldem gabinetu stomatologicznego, usłyszymy... wydzierającego się wniebogłosy pacjenta. Podniósłszy zaś słuchawkę starego aparatu telefonicznego w Market House Deli, usłyszymy rozmowy mieszkańców.
Już z daleka widać strzeliste wieżyczki bajkowego zamku Śpiącej Królewny - różowej budowli z niebieskimi dachami (za nią rozpościera się ulubiony przez najmłodszych Fantasyland poświęcony postaciom z bajek Disneya). Historię Śpiącej Królewny pokazano tu na witrażach i gobelinach. Niepozorne wejście wiedzie do groty pod zamkiem, w której mieszka ogromy smok. Gdy tam zaglądamy, bestia śpi, ale nagle podnosi się z rykiem...
Nieco dalej świat królewny Śnieżki. Sceny z bajki, poruszające się postaci i dekoracje oglądamy z ruchomych wagoników, podobnie jak perypetie Pinokia po sąsiedzku.
Pora na lot Piotrusia Pana: wsiadamy do malutkich statków (stylizowane gondole podwieszone pod sufitem) i lecimy nad miniaturowym Londynem, obserwując, jak nasz bohater walczy z kapitanem Hookiem. Po chwili w labiryncie Alicji w Krainie Czarów spotykamy postacie z tej bajki.
"It's a small world" to wesoła wyprawa dookoła świata. We wnętrzu kolorowego budynku zalanego wodą odtworzono w miniaturze niemal każdy zakątek globu. Są tu m.in. egipskie piramidy i wieża Eiffla. Oglądamy te cuda pływając łódkami, a wokół nas ruchome lalki śpiewają wciąż tę samą piosenkę (niestety, gdy raz wpadnie w ucho, trudno ją zapomnieć).
***
Discoveryland to kraina odkryć. Budowniczowie parku (Walt Disney nazywał ich inżynierami wyobraźni) postanowili pokazać tu, jak dawni wizjonerzy - np. Juliusz Verne - widzieli przyszłość. My zaczynamy od emocjonującego Space Mountain: Mission 2. To niezwykle szybki rollercoaster nawiązujący do podróży na Księżyc. Kolejka pędzi w ciemności, wpada w korkociągi i pętle, wokół migają gwiazdy i meteoryty, wybucha Supernowa. Karolina opisuje to tak: "Wsiedliśmy do wagoników i od razu poczuliśmy, że nie będzie łagodnie - miały wielkie zapięcia dociskające nas do siedzeń. Kolejka ruszyła dość spokojnie i wjechała do stromej rury, w której stanęła. Nagle pojawił się dym i wystrzelili nas w górę. Pędziliśmy to w górę, to w dół, tak szybko, że nie mogłam nawet krzyczeć. Potem wirowaliśmy, a raz jechaliśmy nawet do góry nogami. Ojej, co ja wtedy przeżyłam! Dobrze, że jechałam z tatą...".
Ochłonąwszy wsiadamy do Star Tours (symulator gwiezdnych podróży), by odbyć międzyplanetarny lot z niezbyt doświadczonym pilotem - robotem, który co rusz pakuje się w tarapaty wlatując w sam środek walki czy niemal uderzając w inne pojazdy kosmiczne. Oglądamy to na wielkim ekranie podczas gdy symulator rusza się we wszystkie strony, sprawiając bardzo realistyczne wrażenie (dość powiedzieć, że wyświetlany film nadzorował George Lucas, twórca "Gwiezdnych wojen").
W tej krainie można też zwiedzić "Nautilusa", czyli podwodny statek kapitana Nemo, lub wziąć udział w kosmicznej strzelaninie Buzz Lightyear Laser Blast, inspirowanej popularnym filmem dla dzieci "Toy Story 2" (jedziemy wagonikami i z laserowych pistoletów celujemy do tarcz - wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów).
***
Wchodząc do Frontierlandu, czyli krainy pogranicza, trafiamy na Dziki Zachód. Kolejka Big Thunder Mountain jeździ tu po sztucznej wyspie na środku jeziora, po którym pływają łódki i wielki parowiec. W sztucznych górach na wyspie urządzono starą kopalnię. Zwiedzamy ją wsiadłszy do wagoników jadących z prędkością 49 km/godz. Po drodze widać sprzęt górniczy, w jaskiniach wiszą nietoperze, a kiedy zdarza się tąpnięcie, coś sypie się nam na głowy. Gdy przejeżdżamy tuż nad powierzchnią jeziora, wokół kipi woda. Stacja kolejki znajduje się na brzegu, na wyspę jedzie się więc podwodnym tunelem. "Nie wiem, jak on wygląda, bo miałam zamknięte oczy" - zanotowała szczerze Karolina.
Za to cały czas miała oczy otwarte (i to bardzo szeroko) w Phantom Manor, czyli Dworze Upiora. W posępnym domu mieszkał kiedyś właściciel kopalni. Jego córka zakochała się w mężczyźnie, który nie przypadł tatusiowi do gustu. W dniu ślubu wybranek zniknął - możemy się tylko domyślać, co się z nim stało. W domu, gdzie straszy duch złego ojca, gasną światło, słychać śmiech upiora i... zaczynamy zjeżdżać w dół. Potem na piechotę i w małych wagonikach zwiedzamy mroczne zakamarki. Spotykamy nieszczęśliwą pannę młodą i gościmy na weselu, które nigdy się nie odbyło. Na sali siedzą i tańczą (przy dręczącej muzyce) tylko duchy. "Była też głowa pewnego pana, który za wszystkimi wodził oczami, mnóstwo kościotrupów, duchów i upiornych rzeczy. A na końcu tabliczka z napisem: Przygotuj się do wejścia do świata żywych" - napisała Karolina.
***
Adventureland, czyli krainę przygody, lubią całe rodziny, głównie za sprawą piratów z Karaibów. Ale uwaga! Ta atrakcja nie powstała na bazie słynnych filmów z Johnnym Deppem, lecz odwrotnie.
1
2
następne »
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Re: Wakacje z dziećmi. W Disneylandzie - krainie
magda_lena11
09.06.09, 16:05
Trzy dni to naprawdę absolutne minimum - i to pod warunkiem, że nie ziedza się wszystkiego, a tylko wybrane atrakcje. Byliśmy już dwa razy - pierwszy raz tylko ja z córką, Disneyland był »
-
Wakacje z dziećmi. W Disneylandzie - krainie in..
jozek.1955
10.06.09, 11:07
Zabranianie dzieciom na sile wizyty w Disneylandzie i kontakt "tylko z tym co francuskie, francuskie i francuskie" to moim zdaniem takie samo waskie myslenie jak odwiedzanie tylko i tylko »
Ciąża i poród






