Wstydliwy problem: wszawica wróciła do szkół
18.01.2010
, aktualizacja: 17.01.2010 21:54
Społeczna szkoła od pół roku walczy z wszawicą. W Krakowie są podstawówki, w których wszy pojawiają się co miesiąc! Małopolski sanepid rok temu obiecywał, że pomoże szkołom rozwiązać problem. Nic z tego
ZOBACZ TAKŻE
- Wszy nie biorą się z brudu, więc skąd? (21-09-10, 14:01)
- Kursy dla nauczycieli: wychowanie w zgodzie z etyką (09-02-10, 03:00)
- Szkoły będą wymyślać własne wzory świadectw (05-02-10, 09:00)
- Rodzice uczniów: Lekcje od 9 zamiast od 8 rano (03-02-10, 08:00)
- Bez repetowania za złe zachowanie w szkole (23-01-10, 08:00)
- Walka z próchnicą już w szkole rodzenia (18-01-10, 19:52)
SERWISY
To już przekracza naszą wytrzymałość - żali się Czytelnik w liście do "Gazety". Jego wnuczek ze szkoły społecznej przy ul. Michałowskiego od początku roku szkolnego trzy razy poddawał się leczeniu wszawicy. "Wczoraj synowa znowu stwierdziła wszy. Kupowanie po raz czwarty drogich preparatów dla całej rodziny, pranie pościeli, ręczników... Czy sanepid może zlecić szkole rozwiązanie tego problemu? Dzieci ciągle się nawzajem zarażają, koszty leczenia w naszej rodzinie wyniosły już ponad 300 zł!" - napisał do nas.
- Wieszamy kartkę, że w szkole panuje wszawica, i liczymy, że rodzice zajmą się problemem. Nic więcej nie możemy zrobić - twierdzi wicedyrektor społecznej podstawówki Piotr Cieciura.
- Wszy zjedzą polskie dzieci - mówi Teodozja Maliszewska, dyrektorka szkoły nr 68 w Krakowie. Opowiada o małych uczniach, którzy drapią się na lekcjach po głowach. Przyznaje, że w swojej podstawówce co miesiąc ma dwa-trzy przypadki wszawicy. Nie wiadomo, jak jest w innych szkołach, bo dyrektorzy prócz poinformowania rodziców uczniów nigdzie dalej nie muszą zgłaszać tego problemu.
- Wszędzie jest podobnie jak u mnie, tylko nie wszyscy dyrektorzy się do tego przyznają. Wstydzą się. Tymczasem tu nie ma się czego wstydzić, tylko trzeba głośno wołać o pomoc. Najlepiej wspólnie, żeby nas usłyszeli.
Ponieważ wszawica jest na liście chorób zakaźnych, Maliszewska poprosiła sanepid o rozwiązanie problemu. - Przysłali mi sześć kartek o tym, czym są wszy. Tyle - opowiada.
Czystość zbyt intymna
Skąd bierze się problem z wszami w szkołach? W 2003 roku minister zdrowia wydał rozporządzenie, które zniosło obowiązek kontroli higieny uczniów przez szkolne pielęgniarki. W "Standardach postępowania pielęgniarek szkolnych" wydanych przez Instytut Matki i Dziecka czytamy nawet, że "utrzymywanie w szkołach przeglądów czystości ciała i odzieży należy uznać za gwałcenie praw dziecka". Może się ono odbywać jedynie za zgodą i na prośbę rodziców.
I tu pojawia się problem, bo nie wszyscy rodzice się zgadzają. Co robić, gdy pozwoleń brak, a w szkole zapanuje wszawica?
Cztery lata temu w takiej sytuacji sanepid próbował zmusić chrzanowskie pielęgniarki, by sprawdziły głowy wszystkim uczniom, bez względu na to, czy rodzice się zgadzają, czy nie. Gdy te odmówiły, nałożył na nie kary, które... cofnęło Ministerstwo Zdrowia.
Jak więc w świetle obowiązujących przepisów walczyć z wszawicą uczniów? Pytała już o to resort zdrowia Studencka Poradnia Prawa Medycznego, ale odpowiedzi nie dostała. My też zapytaliśmy i zostaliśmy odesłani do Głównego Inspektoratu Sanitarnego. - Gdy nie ma zgody rodzica na badanie głowy, nic nie można zrobić - usłyszeliśmy tam.
Gdy w ubiegłym roku sygnalizowaliśmy, że wszawica wraca do szkół, małopolski sanepid obiecał, że będzie apelował do ministra o zmianę przepisów. Ale nie zaapelował. - Sytuacja prawna jest, jaka jest - rozkłada ręce rzeczniczka sanepidu Anna Armatys.
Niemieckie prawo, twarde prawo
Inni sobie jednak z tym radzą. Np. w Niemczech szkoła wysyła ucznia z wszami do domu na leczenie. Na lekcje wrócić może dopiero wtedy, gdy pojawi się z zaświadczeniem od lekarza, że problem został zlikwidowany.
Wicedyrektor podstawówki przy ul. Michałowskiego uważa, że jeśli rodzic zgłosi, że znalazł u dziecka wszy, on jako dyrektor nie ma prawa odsunąć takiego ucznia od nauki na czas wyleczenia, bo tym samym łamałby tzw. obowiązek szkolny. Nie może też sprawdzić, czy uczeń został wyleczony.
Maliszewska stosuje u siebie "niemieckie prawo". Dzieci wracają do szkoły dopiero, gdy głowy sprawdzi im środowiskowa pielęgniarka, którą o problemie dyrektorka informuje osobiście.
Poza tym wymogła na wszystkich rodzicach zgodę, by raz w miesiącu szkolna pielęgniarka sprawdzała ich dzieciom głowy.
Kontrola w niczym nie przypomina tej sprzed lat, gdy pielęgniarki sprawdzały włosy uczniów przy całej klasie, a jak coś w nich znalazły, bywało, że głośno komentowały.
- Dzieci są proszone pojedynczo do gabinetu. Nie ma tu mowy o żadnym gwałceniu ich praw, jest za to troska o ich zdrowie - mówi pielęgniarka Maria Wyżga, współpracująca z SP nr 68. Zaznacza też, że nawet najczęstsze kontrole głów w szkole nic nie dadzą, gdy nie będzie chęci współpracy ze strony rodziców. - To oni muszą wyleczyć dziecko oraz poddać kuracji całą rodzinę.
Maliszewska: - Co miesiąc wykrywamy przypadki wszawicy. Niestety, zazwyczaj u tych samych uczniów. Gdybyśmy ich w porę nie separowali od innych, za chwilę cała szkoła drapałaby się po głowie. Dodaje: - Dlatego kontrole czystości uczniów muszą obowiązkowo wrócić do szkół.
- Wieszamy kartkę, że w szkole panuje wszawica, i liczymy, że rodzice zajmą się problemem. Nic więcej nie możemy zrobić - twierdzi wicedyrektor społecznej podstawówki Piotr Cieciura.
- Wszy zjedzą polskie dzieci - mówi Teodozja Maliszewska, dyrektorka szkoły nr 68 w Krakowie. Opowiada o małych uczniach, którzy drapią się na lekcjach po głowach. Przyznaje, że w swojej podstawówce co miesiąc ma dwa-trzy przypadki wszawicy. Nie wiadomo, jak jest w innych szkołach, bo dyrektorzy prócz poinformowania rodziców uczniów nigdzie dalej nie muszą zgłaszać tego problemu.
- Wszędzie jest podobnie jak u mnie, tylko nie wszyscy dyrektorzy się do tego przyznają. Wstydzą się. Tymczasem tu nie ma się czego wstydzić, tylko trzeba głośno wołać o pomoc. Najlepiej wspólnie, żeby nas usłyszeli.
Ponieważ wszawica jest na liście chorób zakaźnych, Maliszewska poprosiła sanepid o rozwiązanie problemu. - Przysłali mi sześć kartek o tym, czym są wszy. Tyle - opowiada.
Czystość zbyt intymna
Skąd bierze się problem z wszami w szkołach? W 2003 roku minister zdrowia wydał rozporządzenie, które zniosło obowiązek kontroli higieny uczniów przez szkolne pielęgniarki. W "Standardach postępowania pielęgniarek szkolnych" wydanych przez Instytut Matki i Dziecka czytamy nawet, że "utrzymywanie w szkołach przeglądów czystości ciała i odzieży należy uznać za gwałcenie praw dziecka". Może się ono odbywać jedynie za zgodą i na prośbę rodziców.
I tu pojawia się problem, bo nie wszyscy rodzice się zgadzają. Co robić, gdy pozwoleń brak, a w szkole zapanuje wszawica?
Cztery lata temu w takiej sytuacji sanepid próbował zmusić chrzanowskie pielęgniarki, by sprawdziły głowy wszystkim uczniom, bez względu na to, czy rodzice się zgadzają, czy nie. Gdy te odmówiły, nałożył na nie kary, które... cofnęło Ministerstwo Zdrowia.
Jak więc w świetle obowiązujących przepisów walczyć z wszawicą uczniów? Pytała już o to resort zdrowia Studencka Poradnia Prawa Medycznego, ale odpowiedzi nie dostała. My też zapytaliśmy i zostaliśmy odesłani do Głównego Inspektoratu Sanitarnego. - Gdy nie ma zgody rodzica na badanie głowy, nic nie można zrobić - usłyszeliśmy tam.
Gdy w ubiegłym roku sygnalizowaliśmy, że wszawica wraca do szkół, małopolski sanepid obiecał, że będzie apelował do ministra o zmianę przepisów. Ale nie zaapelował. - Sytuacja prawna jest, jaka jest - rozkłada ręce rzeczniczka sanepidu Anna Armatys.
Niemieckie prawo, twarde prawo
Inni sobie jednak z tym radzą. Np. w Niemczech szkoła wysyła ucznia z wszami do domu na leczenie. Na lekcje wrócić może dopiero wtedy, gdy pojawi się z zaświadczeniem od lekarza, że problem został zlikwidowany.
Wicedyrektor podstawówki przy ul. Michałowskiego uważa, że jeśli rodzic zgłosi, że znalazł u dziecka wszy, on jako dyrektor nie ma prawa odsunąć takiego ucznia od nauki na czas wyleczenia, bo tym samym łamałby tzw. obowiązek szkolny. Nie może też sprawdzić, czy uczeń został wyleczony.
Maliszewska stosuje u siebie "niemieckie prawo". Dzieci wracają do szkoły dopiero, gdy głowy sprawdzi im środowiskowa pielęgniarka, którą o problemie dyrektorka informuje osobiście.
Poza tym wymogła na wszystkich rodzicach zgodę, by raz w miesiącu szkolna pielęgniarka sprawdzała ich dzieciom głowy.
Kontrola w niczym nie przypomina tej sprzed lat, gdy pielęgniarki sprawdzały włosy uczniów przy całej klasie, a jak coś w nich znalazły, bywało, że głośno komentowały.
- Dzieci są proszone pojedynczo do gabinetu. Nie ma tu mowy o żadnym gwałceniu ich praw, jest za to troska o ich zdrowie - mówi pielęgniarka Maria Wyżga, współpracująca z SP nr 68. Zaznacza też, że nawet najczęstsze kontrole głów w szkole nic nie dadzą, gdy nie będzie chęci współpracy ze strony rodziców. - To oni muszą wyleczyć dziecko oraz poddać kuracji całą rodzinę.
Maliszewska: - Co miesiąc wykrywamy przypadki wszawicy. Niestety, zazwyczaj u tych samych uczniów. Gdybyśmy ich w porę nie separowali od innych, za chwilę cała szkoła drapałaby się po głowie. Dodaje: - Dlatego kontrole czystości uczniów muszą obowiązkowo wrócić do szkół.
- 74 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
to ci mendy.
marysiaru
18.01.10, 15:02
W artykule autor pisze o szkole społecznej-a więc dla dzieci z tak zwanychlepszych rodzin.Nawet nie myślę co dzieje się w szkołach podstawowych wdzielnicach robotniczych małych miast na »
-
jak to w Polsce,za dużo święconej wody
venus99
18.01.10, 15:59
i za mało mydła.»
-
Nowa grypa H2N2
goyahkla
18.01.10, 16:24
czy GW przygotowuje grunt pod nową odminę grypy którą będą przenosić wszy? A kiedyś się mówiło "wszy to od ruskich ,można załapać".»
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





