1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Matki winne otyłości dzieci? Autorzy kampanii społecznej twierdzą, że tak!

Kampania "Jakie matki, takie dziatki" ma zwrócić uwagę Polaków na fakt, że nawyki żywieniowe wynosimy z domu. Kontrowersje wzbudza nie tylko nazwa akcji, ale i towarzyszący jej plakat. Czy słusznie?
Środek lata, moje dzieci bawią się wraz z innymi maluchami w warszawskim Parku Fontann na Podzamczu. Rozbiegane dzieciaki uciekają przed strumieniami wody, zabawa jest przednia. W sam raz na upalne wakacyjne popołudnie. Obserwuję rozradowane dzieci i myślę o raporcie Światowej Organizacji Zdrowia na temat otyłości nieletnich. Gdy czytałam go zaledwie miesiąc wcześniej, pomyślałam, że dane wydają się przesadzone - 29 proc. jedenastolatków ma nadwagę? To niemożliwe! Inne badania, przeprowadzone pod nazwą "Peryskop" we Włoszech, Danii i w naszym kraju, wykazały, że nadwaga jest też problemem 15 proc. polskich przedszkolaków.

Środek lata, obserwuję dzieci biegające w samych kostiumach kąpielowych lub majteczkach i - zaniepokojona - szybko dokonuję w głowie obliczeń. To jednak mogłoby się zgadzać, te dane mogą być wiarygodne! Wokół mnie sporo dzieci w różnym wieku, a wiele z nich z wyraźną nadwagą. Jedno z tych bardziej puszystych, znużone zabawą, podchodzi do swojego wielkogabarytowego ojca i prosi o picie. Tata wyjmuje z torby słodzony napój imitujący herbatę. Słyszę szelest torebki z czipsami. "Nadwaga nie bierze się z powietrza" - myślę. Do podobnych wniosków najwyraźniej doszli twórcy kampanii społecznej "Jakie matki, takie dziatki". Fundacja BOŚ, organizator akcji, chce zwrócić uwagę na fakt, że rodzice nieświadomie przekazują swoim dzieciom złe nawyki żywieniowe i w dużej mierze to oni są odpowiedzialni za ich otyłość. Tylko zmiana złych nawyków i aktywność fizyczna mogą poprawić sytuację - twierdzi Fundacja.

Gruba mama - grube dziecko?

W ośmiu miastach Polski przez dwa tygodnie będą wisieć billboardy z plakatem wybitnego polskiego plakacisty, Andrzeja Pągowskiego. Mama z córką, zwrócone plecami do obserwującego, wpatrzone zapewne w morze. Mocne kolory, wyraźna kreska, różowe majtki w białe grochy, do tego napis: "Ja" (na plecach otyłej mamy), "Ty" (na plecach otyłego dziecka) i "jemy!". Celne? W naszej redakcji uważamy, że tak. Pomysł jest czytelny, intrygujący i zwraca uwagę na ważną kwestię związaną z nadwagą nieletnich: dzieci czerpią wzorce od swoich rodziców. Że niepoprawny politycznie? Tylko, jeśli chcemy się tej niepoprawności doszukiwać - symbolika jest prosta, ale trafiona. Ma skłonić do refleksji i naszym zdaniem osiąga ten cel. Oburzeni plakatem twierdzą, że utrwala on stereotypy (gruba mama to grube dziecko), ukazuje, że nadwaga jest obciachowa (wspomniane różowe majtki w groszki) i wskazuje jako winowajcę matkę.

Nie sposób nie zgodzić się z opinią, że nie każda matka, czy ogólnie rodzic (w przypadku tego plakatu można się przecież jeszcze przyczepić do wyraźnej nieobecności ojca na obrazku), ponoszą winę za nadwagę swojego dziecka. Jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że to rodzice uczą dziecko prawidłowych nawyków żywieniowych i stanowią wzorzec do naśladowania. To my, w tej samej mierze ojcowie, jak i matki, uczymy dzieci słodzić herbatę, pić gazowane napoje, jeść cukierki, śmieciowe jedzenie, tłuste obiady i podjadać między posiłkami. W tym sensie więc przekaz plakatu, mimo że przedstawia mocno uproszczony obraz przyczyn otyłości, jest czytelny i celnie puentuje problem (no dobrze, panie Andrzeju, a nie można było jednak gdzieś tam jeszcze tatusia posadzić? Na jego plecach można było np. umieścić ostatnią sylabę sloganu... Moja feministyczna strona osobowości czułaby się bardziej usatysfakcjonowana! Poza tym jestem "na tak", zapewniam!).

"Będziesz grzeczna, dostaniesz żelka!"

Dorota Barańska, dietetyk dziecięcy, w wypowiedzi dla naszego serwisu, stwierdza kategorycznie, że bezpośrednią odpowiedzialność za otyłość dziecka ponoszą rodzice: - To oni kształtują nawyki żywieniowe swoich dzieci - tłumaczy. - Już kiedy dziecko wchodzi w świat tych nawyków, popełniamy błąd podając mu kaszki instant lub soki zamiast owoców. Od razu uczymy dzieci jeść rzeczy słodkie, bo wtedy jedzą chętniej, a nam jest łatwiej. Nawet produkty, które chwalą się na etykietach, że nie zawierają cukru, często są słodzone fruktozą! W efekcie dziecko uczy się odrzucać smaki neutralne, bo woli słodkie.

Poza tym używamy jedzenia jako sposobu nagradzania dziecka. "Będziesz grzeczna, dostaniesz żelka!", "Kupię ci czekoladkę, jeśli ładnie wypijesz syrop" - to częste zdania w ustach rodziców. Dorota Barańska zauważa: - Takie nawyki są zgubne. Rodzice dają dziecku coś do jedzenia, żeby się uspokoiło, a ono sobie siedzi i podjada. Czego się uczy w ten sposób? Ono musi kontrolować proces jedzenia, a my sadzamy niejadka przed włączonym telewizorem, bo łatwiej go nakarmić, gdy nie zwraca uwagi na to, że je. W ten sposób wyrabiamy w nim nieprawidłowe mechanizmy, które prowadzą prosto do otyłości.

Oszukani rodzice

Na stronie kampanii "Jakie matki, takie dziatki" (aktywniepozdrowie.pl) możemy przeczytać, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba dzieci dotkniętych otyłością wzrosła w Polsce trzykrotnie oraz że w grupie wiekowej 7-18 lat na nadwagę i otyłość cierpi 18 proc. chłopców i 14 proc. dziewcząt. Łącznie problem ten dotyczy 20 proc. polskich dzieci w wieku 9-18 lat. Co trzecie dziecko (37 proc.) codziennie je słodycze. Częściowo winne są tu przyzwyczajenia, które my wynieśliśmy z domów - słodycze to nieodzowna cześć dzieciństwa. Częściowo jesteśmy też wprowadzani w błąd przez specjalistów do marketingu, w dobrej wierze podajemy coś dziecku, sądząc, że to wartościowa przekąska, gdy tymczasem jest to nafaszerowany złymi tłuszczami i cukrem "zapychacz". Idealnym przykładem jest historia matki, która wytoczyła proces firmie produkującej najsłynniejsze czekoladowo-orzechowe smarowidło na świecie: po obejrzeniu reklamy była pewna, że chleb z tym kremem stanowi pełnowartościowe śniadanie, tymczasem głównym jego składnikiem jest... biały cukier i olej roślinny. Sąd uznał rację konsumentki i zasądził odszkodowanie w wysokości 3,05 miliona dolarów (z tego 2,5 miliona do podziału z innymi Amerykanami, którzy kupili produkt w trakcie rzeczonej kampanii reklamowej).

Złe nawyki żywieniowe to nie tylko słodkości, ale też nieodpowiednie pory posiłków, podjadanie pomiędzy nimi, picie nieodpowiednich napoi, spożywanie tłustych potraw, wysoko przetworzonej żywności, rodzinne wycieczki do fast foodów i - co bardzo ważne - brak ruchu. Jeśli rodzice nie będą pamiętać o tym, ze dziecko będzie kopiować ich zachowania i nawyki, to próba zmiany przyzwyczajeń dziecka, kiedy pojawi się już u niego problem otyłości, będzie trudna. Szczególnie, jeśli wejdzie już w fazę buntu. Można się oburzać na plakat będący ilustracją kampanii, ale nie zmieni to faktu, że dane statystyczne są alarmujące, a zmiana nawyków żywieniowych w polskich rodzinach konieczna. Właściwie nawet należy się oburzać na ten plakat - dzięki temu jest o akcji głośno i usłyszy o niej więcej osób.



Rodzina nad talerzem "chińskiej zupki"

Gra jest warta świeczki. Robiąc zakupy spożywcze, widzę te wszystkie rodziny z wózkami sklepowymi wypchanymi zupkami typu instant, mrożonymi pizzami, czipsami, słodyczami, karkówką, nieprzyzwoicie słodkimi napojami... Widzę i analizuję w głowie dane. Wyobrażam sobie kolacje tych rodzin, widzę jej członków siedzących przy stole, myślę o pośpiechu, w jakim żyjemy i o szukaniu dróg na skróty. Myślę o dzieciach, które zaśmiecają swoje młode organizmy niezdrowym jedzeniem, bo tak właśnie jada się u nich w domu. Wiem, że moje dzieci odżywiają się lepiej, bo mają mamę, która świadomie kształtuje ich nawyki. Czy czuję się dzięki temu lepsza? Nie. Jestem tylko zdziwiona. Dlatego dla mnie kampania społeczna "Jakie matki, takie dziatki" ma sens, towarzyszący jej plakat również. Cel uświęca środki, a rodzice potrzebują edukacji. Nie dlatego, że są głupi, tylko często zwyczajnie nieświadomi.

Czy plakat Andrzeja Pągowskiego jest obraźliwy?
Więcej o:
Komentarze (20)
Matki winne otyłości dzieci? Autorzy kampanii społecznej twierdzą, że tak!
Zaloguj się
  • attka

    Oceniono 50 razy 46

    I co z tego? Mój syn był od małego zdrowo żywiony. Kiedy szedł do przedszkola uwielbiał warzywa, owoce i jogurty naturalne. Słodycze - raz na jakiś czas, zazwyczaj jakieś ciasteczko, gorzka czekolada lub kawałek ciasta. Zero fast food;ów. Dziecko miało przykład w domu, bo my z mężem, też się zdrowo odżywiamy. Ale co z tego, skoro poszedł do przedszkola i wszystko wzięło w łeb. Skoro wszystkie nawyki żywieniowe, które miały się utrwalić uleciały w powietrze, a ich miejsce zajęły wszechobecne słodycze. No cóż, czego jednak mogłam oczekiwać skoro w przedszkolu na drugie śniadanie jest grzesiek, albo deser monte albo rogalik z nutellą? O tuczących i pustych "płatkach" (bo nie są to prawdziwe płatki tylko nadmuchane słodzone chrupki) na mleku już nie wspomnę. Niby owoce i warzywa dają, ale po kawałku i panie same twierdzą, że dzieci je średnio jedzą - a przecież przykład od rówieśników jest bardzo ważny. Najlepsze jednak było kiedy poruszyłam ten temat na zebraniu rodziców i okazało się, że większość rodziców wcale nie chce zmian, bo są zadowoleni że ich dzieci cokolwiek jedzą, ale jedzą (tak jak kiedyś usłyszałam od zadowolonej mamy, że ona co prawda daje dziecku frytki, ale przynajmniej je w ten sposób jakieś warzywo...).

  • olamazur

    Oceniono 43 razy 39

    Patrzę czasem z nudów w koszyki innych klientów w supermarkecie, np. jak stoję w kolejce. Grubi ludzie mają świństwa w koszykach. Jak są z dziećmi, to bywa że dają im paczkę chipsów, zanim za nią zapłacą. Po prostu stoją w kolejce do kasy i nie mogą już wytrzymać tych kilku minut. Dzieci jedzą, a kasjerka potem kasuje taką napoczętą paczkę. Oprócz chipsów mają też słodycze, ciasteczka, napoje.
    Jak dla mnie hasło "jakie matki, takie dziatki" jest słuszne. Nawyki żywieniowe się dziedziczy. Oczywiście po obydwojgu rodzicach, nie tylko po matce, ale ta matka jest tu zapewne wyeksponowana ze względu na rym, a nie na płeć.

  • bnch

    Oceniono 32 razy 26

    Oczywiście że to słuszne hasło. Otyłość jest dziedziczona, ale nie w sensie genetyki, ale procesów społecznych. Otyli rodzice mają określony styl życia - zero sportu, jadanie zbyt dużo, za późno, zbyt tłusto, itd. Nie dość, że uczą dziecko fatalnych nawyków, to dodatkowo tuczą je niemiłosiernie w pierwszych latach życia. Wystarczy spojrzeć na USA, gdzie otyłość jest chorobą społeczną i dominuje w określonych grupach, dotykając mocno rodziny.

  • galareta2

    Oceniono 64 razy 24

    Otóż to - widocznie polskie dzieci ojców nie posiadają.
    Natomiast jest to seksistowska i obraźliwa reklama. Bo to matki robią zakupy, gotują i karmią - więc za to jeszcze "kampanijnie" oberwały!
    A że tak zapytam - czy jeszcze w ogóle mamy jakieś ZDROWE produkty w naszym handlu?? Mięso przeterminowane, a zwierzaki faszerowane hormonami, owoce i warzywa szprycowane dojrzewaczami, pieczywo polepszaczami, soki konserwantami. Przecież nie tyjemy z powodu samego jedzenia, tylko jego właściwości!
    Nie, nie - nie jemy więcej, tylko jemy to co, zgodnie z normami unijnymi, wolno nam sprzedać. A tu nawet sól jest drogowa - więc jaki mamy wpływ na to, co jest w środku. Jedynym wyjściem byłoby produkować pożywienie od początku samemu. A tak się nie da. Otyłość to znak czasów, co oznacza masową produkcję taniej ale coraz gorszej żywności. Właśnie - bo wartościowe, zdrowe i "te lepsze" produkty są po prostu duuużo droższe (choć kto wie, co mają w sobie...?)
    I za to oberwały kobiety.
    Bo mężczyźni zawsze niewinni ...

  • alexmos

    Oceniono 22 razy 22

    Autorzy kampanii chyba przesadzili z uogólnieniem. Ale trochę coś w tym jest - niska świadomość rodziców co naprawdę podają dzieciom, zakłamane reklamy, brak nawyku czytania składu produktów. A cała ta piękna, kolorowa, koncernowa żywność dla dzieci to fast food już od 4-miesiąca życia.

  • dorotawlo

    Oceniono 20 razy 18

    jak rozumiem hasło miało być krótkie i chwytliwe... moje obiekcje budzi natomist co innego - obok mamy siedzi dziewczynka!!! a statystyka którą przytacza się w artukule mówie że to chłopcy są częściej otyli
    " na otyłość cierpi 18 proc. chłopców i 14 proc. dziewcząt" i to już jest niefajne...

  • kontnik

    Oceniono 37 razy 9

    Świetna akcja, tylko baaardzo powierzchowna.
    Ja jestem szczupła, mąż unormowany. Moje dziecko było karmione piersią do roku, kolejne lata bez słodyczy, płatków i innych zapychaczy, do picia wyłącznie woda i naturalne herbaty, zbilansowane posiłki o średnim indeksie glikemicznym, żadnych fastfoodów i sztucznych dodatków, pełnoziarnisty ryż, makaron chleb itd., uregulowane pory posiłków i.... waga ponad program. Oczywiście każdy lekarz i inni "mądrzy" mieli na to tę samę receptę - identyczną z powyższym artykułem. Kiedy dowiadywali się, że ta diagnoza brała "w łeb" rozkładali ręce i patrzyli z powątpiewaniem. Nadal w ich oczach byłam matką "przekarmiającą".
    Są jeszcze choroby metaboliczne, ale tej diagnozy nikt nie stawia. Wina jest zawsze po stronie rodziców i błędnych nawyków żywieniowych. Osąd wydany z góry, a diagnoza za późno.
    Napiętnowanie w społeczeństwie jest silne i bezmyślne, a ten artykuł je ugruntowuje.

  • seraphinek88

    Oceniono 5 razy 3

    Podejrzewam, że twórcy kampanii nie zrobili tego celowo. Bardzo dobrze, że ktoś podjął ten temat, ponieważ na nasz styl życia wpływa także środowisko, w którym przebywamy. Plakat opiera się na stereotypowym postrzeganiu matki Polki, która jest odpowiedzialna za zakupy, przyrządzanie posiłków. A prawda jest taka, że to kobiety bardziej dbają o zdrowie niż mężczyźni. Dlatego, zgadzam się że obok powinien siedzieć pan z opasłym brzuchem, pilotem od telewizora i puszką piwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX