Niski przyrost naturalny w Polsce: czy dziecko to luksus?

Karolina Stępniewska
06.09.2012 , aktualizacja: 06.09.2012 12:35
A A A Drukuj
Mamy przyznają, że najdroższe jest zapewnienie dziecku opieki zanim pójdzie ono do przedszkola. Miejsc w żłobkach jest za mało, a opiekunki kosztują majątek.

Mamy przyznają, że najdroższe jest zapewnienie dziecku opieki zanim pójdzie ono do przedszkola. Miejsc w żłobkach jest za mało, a opiekunki kosztują majątek. (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Kobiet w wieku rozrodczym jest w Polsce wiele, a jednak przyrost naturalny mamy niski. Częstym wytłumaczeniem tego faktu jest twierdzenie, że ludzi nie stać na posiadanie potomstwa. Czy dziecko to rzeczywiście luksus - a jeśli tak, to dla kogo?
"Ile płacisz opiekunce?!" - ileż to razy usłyszałam takie zdanie, wypowiedziane tonem balansującym na granicy kompletnego niedowierzania i oburzenia... Zawsze spieszę wtedy wyjaśniać - zawstydzona i z poczuciem, że oto powinnam przepraszać, za coś na co nie mam wpływu: że stawki warszawskie, że syn za mały na przedszkole państwowe, że prywatny klubik i opieka na okres chorób (a syn choruje często) wyszłyby jeszcze drożej, że przepraszam, że daję jakoś radę i że nie mam wyjścia. Byle do przyszłego roku i przedszkola. "Ile kosztuje państwowe przedszkole?!". No cóż, naprawdę. To też nie moja wina.

Statystyki nie napawają optymizmem

Wskaźnik dzietności w naszym kraju plasuje nas na 208 miejscu wśród 228 krajów. Obecne 28-30-latki to panie z wyżu demograficznego. Coraz więcej kobiet decyduje się rodzić po trzydziestce, co dodatkowo zwiększa liczbę potencjalnych matek. Jednak w Polsce wciąż rodzi się za mało dzieci - powinno ich przychodzić na świat około 600-650 tysięcy, tymczasem tegoroczne prognozy zakładają, że urodzi się ich zaledwie 370-380 tysięcy. Demografowie uważają, że trzeba zachęcać Polki do rodzenia, bo następne pokolenia kobiet w wieku najwyższej płodności będą mniej liczne. "W Polsce nie ma warunków na posiadanie dzieci, ludzi na to nie stać więc Polki wolą rodzić w Wielkiej Brytanii" - słyszę od kolegi, socjologa.

Mam dwójkę dzieci i nie traktuję ich w kategoriach wydatków i wyrzeczeń. Od 4 lat nie byłam za granicą, a kiedyś jeździłam po świecie z plecakiem i było mi bardzo z tym dobrze. Wakacje dla czteroosobowej rodziny kosztują o wiele za dużo. Obuwie dziecięce jest drogie, a stopy rosną jak oszalałe. Szczepionki kosztują fortunę. Opiekunka.. No wiecie, stawki warszawskie. Czy dziecko to luksus? Według mnie nie, mimo wszystko. Mieszkam i wychowuję dzieci w Polsce. Skąd to przekonanie, że młodych Polek nie stać na rodzenie dzieci? Czy zdaniem innych mam dziecko to przyjemność dla bogatych?

To tylko zasłonka

Karola ma dwójkę dzieci, pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Waha się czy można określić dziecko luksusem: - Wszystko zależy od subiektywnej definicji pojęcia luksusu - mówi. - Dziecko bez wątpienia wymaga pewnych wyrzeczeń, w naszym przypadku te wyrzeczenia mniej dotyczyły sfery materialnej, bardziej czasu i uwagi poświęcanej sobie, partnerowi i rozrywkom typowo dorosłym, na rzecz .. wiadomych. Jestem świadoma, że mam coś w zamian za te wyrzeczenia, coś, co jest dla mnie atrakcyjne i wartościowe.

- Generalnie jakoś nie bardzo jestem przekonana i z nieufnością patrzę na ludzi, którzy mówią, że nie stać ich na dziecko czy też warunki materialne nie pozwalają im mieć dziecka - kontynuuje Karola. - Szczególnie, jeśli mowa o pierwszym dziecku. Wydaje mi się, że często jest to zasłonka dla jakichś innych, faktycznych powodów. Nie zawsze, ale często. Tak więc, jeśli rozpatrywać luksus w najbanalniejszej kategorii finansowego stanu posiadania to nie sądzę, że dziecko jest luksusem tylko dla zamożnych.

Droga jest opieka nad dzieckiem

Julia uważa, że pomimo faktu, iż jej rodzina powiększyła się o dwie córki, ich poziom życia pozostał taki sam. - Dziecko kosztuje - twierdzi - i to dużo. Ale też jest bardzo dużą motywacją do zarabiania większych pieniędzy. A czy posiadanie dziecka jest drogie? Bardzo zależy to od tego, jak się żyje. Jak ktoś ma w okolicy niepracującą, sprawną babcię (albo dwie) i własne mieszkanie, które dostał od rodziców, to z pewnością utrzymanie dziecka nie jest bardzo drogie. Jeśli ktoś ma perspektywę opłacania opiekunki (2000 zł) lub żłobka prywatnego (1500 zł) przez 3 lata, a matka musi iść szybko do pracy, bo ma kredyt hipoteczny na 100% - robi się bardzo drogo. Wtedy odkłada się myśl o dziecku, a już na pewno o drugim.Droga jest właśnie opieka nad dzieckiem i niestety leczenie dziecka, jeśli choruje, zwłaszcza poważnie. Jeśli chodzi o wyrzeczenia - nasz standard życia nie spadł. Mój mąż o wiele więcej pracuje. Ja na pewno wydaję znacznie mniej na swoje rzeczy typu ubrania, buty, torebki, kosmetyki - ale też mam znacznie mniej okazji, że wychodzę z domu, choćby na imprezy, ale też zawodowo.

Koszt jest ogromny - ale nie finansowy!

Rozmawiając z koleżankami o wyrzeczeniach związanych z posiadaniem dzieci, o kosztach, które muszą ponosić w związku z podjęciem decyzji o posiadaniu potomstwa, nie słyszę stwierdzeń, że dziecko doprowadziło je do ruiny finansowej. Żadna nie skarży się, że teraz na nic jej nie stać, często za to wspominają o innego typu kosztach - tych dotyczących czasu dla siebie i swoich pasji. Niektóre zrezygnowały ze studiów podyplomowych, bo wolą w weekend pójść z dzieckiem na spacer czy plac zabaw, inne wspominają, że nie mają czasu na swoje hobby. - Zmienia się życie i czas jaki możemy poświęcić sobie - tłumaczy Iza. - Czasem nie ma kiedy pomalować paznokci czy przeczytać książki.

Maria ma trójkę dzieci, przez długi czas myślała o czwórce. - Dla mnie posiadanie dzieci łączy się z ogromnym wyrzeczeniem - przyznaje. - Przed zajściem w ciążę zrezygnowałam z kariery wymagającej całkowitej dyspozycyjności, która przynosiła mi mnóstwo satysfakcji (zarówno w wymiarze zaspokajania ambicji, jak i finansowym). Przestałam też być panią swojego czasu - organizacja mojego życia została podporządkowana organizacji życia dzieci. Przestałam działać spontanicznie - żadnych niespodziewanych wyjść, wyjazdów, co lubiłam i do czego byłam bardzo przyzwyczajona. Było warto, ale to wysoki koszt.

Czasem boli

Iza ma pięcioletniego syna i uważa, że wszystko jest kwestią zachowania odpowiednich proporcji. Przyznaje, że szczególnie odczuwalne finansowo było opłacanie czesnego w klubie malucha, kiedy musiała już wrócić do pracy. - Zdecydowaliśmy się na dziecko, gdy mieliśmy swoje mieszkanie. Gdyby to miał być luksus to powinnam pewnie poczekać do spłaty kredytu? Oczywiście, że dziecko kosztuje, ale za to ciepła rączka w dłoni i "Mamo, wiesz, kocham Cię najbardziej na świecie" to chyba dobra zapłata za ewentualne wyrzeczenia. Jasne, jeśli ktoś kupuje za dużo i z najwyższej półki i uważa, że jego dziecko musi mieć wszystko najlepsze, to po podsumowaniu wyjdzie pewnie tyle, co za mały samochód albo i nawet więcej, ale to wszystko kwestia zdrowego rozsądku.

Jola ma dwie córki i - podobnie jak inne mamy - uważa, że najdroższa jest opieka nad dzieckiem, zanim pójdzie ono do przedszkola. Kiedy rozmawiała z mężem o przyszłości, zastanawiali się na ile dzieci będzie ich stać. Kryterium, które dla nich było najważniejsze to edukacja. Czy będą mogli zapewnić im dobre wykształcenie w kraju, a może nawet za granicą? - Uważam, że gadanie "nie stać mnie na dziecko" to tylko czcza gadanina - podkreśla Jola. - Problem jest wtedy, gdy dziecko urodzi się chore, wtedy jest więcej wydatków i wyrzeczeń. Normalnie da się wybrać rzeczy tańsze i droższe. U nas były wyrzeczenia z wyboru - coś za coś, typu: wolę iść z córką na przedstawienie dla dzieci niż z mężem na spektakl, ale też i takie z konieczności, np. rezygnacja z wyjazdów, bo dzieciaki dostawały istnej histerii w samochodzie (więc nie wakacje nad morzem, a gdzieś w okolicy).

Dziecko dla rozsądnych

Gdy słucham innych mam lub czytam ich wypowiedzi na forach internetowych, dostrzegam pewną prawidłowość: żadna z nich nie skarży się, że dziecko to "dobro luksusowe". Owszem, wspominają, że wydatki są duże, ale - bez względu na swoją sytuację finansową - nie żałują decyzji o posiadaniu potomstwa. Przyznają, że macierzyństwo oznacza wyrzeczenia, ale niekoniecznie te z kategorii materialnych. Spotykam się też z opinią, że na jedno dziecko zawsze znajdą się odpowiednie środki, a nieco częściej rodzice przyznają, że ze względu na koszty utrzymania rodziny, muszą zrezygnować z posiadania większej liczby dzieci.

Wśród głosów prowadzących rozważania o kosztach posiadania dziecka, nie brakuje tych mówiących, że dzieci są nie tyle dla ludzi bogatych, co dla tych myślących rozsądnie. I to stwierdzenie zdaje się znajdować swoje potwierdzenie w rodzinach, z którymi rozmawiam. Ania ma dwójkę dzieci i jej zdaniem luksusem jest posiadanie trójki lub czwórki, ale to wynika z wyboru stylu życia, jej dzieci chodzą do szkoły społecznej: - Musielibyśmy zrezygnować z wielu rzeczy, a może i naszej szkoły, jeśli miałoby nas być w rodzinie więcej. Z kolei Renata ma troje dzieci i różne etapy za sobą - czasem pieniędzy było więcej, czasem ich brakowało, a jednak mówi: - Luksus to dla mnie spełniać siebie, mieć czas dla dzieci, pieniądze na ich leczenie, kształcenie i żyć na luzie ze swoim partnerem. To jest luksus!

Czemu nie rodzimy?

Rodzice twierdzą, że przy średniej pensji da się utrzymać dziecko, a największe wyrzeczenia wiążą się ze zmianą stylu życia. Może niski przyrost naturalny to nie tylko kwestia braku poczucia stabilizacji finansowej, ale również zmian społecznych i odmiennych potrzeb niż te, które mieli nasi rodzice w latach 70. czy 80.? W latach 1982-1984 rodziło się prawie dwukrotnie więcej dzieci niż teraz. W dyskusji na temat kosztów związanych z posiadaniem dziecka, która toczyła się ostatnio na forum poświęconym oszczędzaniu, dowiedziałam się, że są rzeczywiście kobiety, które uważają, że ich nie stać na dziecko, więc rezygnują z myśli o potomstwie. Sofokles3 ma dwa mieszkania, dwa samochody, działkę budowlaną i własną firmę, która raz przynosi dochody, a raz straty. Nie stać jej jednak na zakup nowego samochodu ani wybudowanie domu. Nie będzie mieć dzieci, a swoją decyzję uzasadnia tak: "Skoro nie jesteśmy w stanie zaspokoić swoich potrzeb to jak zaspokoimy potrzeby dziecka, a poza tym to kiedy będziemy to dziecko wychowywać, jeżeli 3/4 życia spędzamy w pracy?".

Julia ma wiele bezdzietnych koleżanek i mówi, że tylko jedna z nich używa argumentu finansowego. Reszta ma inne powody - większość nie ma odpowiedniego kandydata na ojca dziecka, część ma inne priorytety, głównie związane z karierą, a część nie może zajść w ciążę. Ten ostatni powód w szczególności stawia dziecko w kategoriach luksusu - czegoś wymarzonego i wytęsknionego... Paulina podsumowuje to tak: - W Polsce dziecko jest z całą pewnością "luksusem" dla ludzi zmagających się z niepłodnością. Zerowe wsparcie państwa i bardzo wysokie koszty leczenia powodują, iż zwykli śmiertelnicy wyrzekają się wszystkiego, biorą kredyty i pompują pieniądze w kliniki leczenia niepłodności. Koszty leczenia można porównać do ceny średniej klasy samochodu więc cóż....nie każdego stać na ten "luksus".

Zobacz także
  • 8
Komentarze (137)
Zaloguj się
  • Oceniono 72 razy 70

    nasze Państwo poszło na łatwiznę...założyło że skoro teraz w wiek rozrodczy wchodzi wyż lat '80-tych to dzieci będą "siłą rozpędu"! a tymczasem okazło się że te roczniki są inne i mają wybór(nie muszą się tłumaczyć społeczeństwu dlaczego nie posiadają dzieci) a decyzja o dziecku nie jest już taka oczywista... tymczasem Państwo zdąrzyło zlikwidować żłobki, przedszkola, podniesieć maks. VAT na artykułu dziecięce (wlk. brytania pomino że jest w UE ma 0% VAT-u na te artykuły więc nie przemawiają do mnie argumenty że "unia tak każe"!),nie zapewniło mamom bezpiecznego powrotu do pracy....i jest zdziwione że NIE MA DZIECI!administracja Państwowa krajów zachodnich dwoi się i troi aby zachęcić młodych do posiadania dzieci wprowadza ulgi i udogodnienia...a u nas????? czyste średniowiecze.....i nic dziwnego że młodzi ludzie ludzie uważają dziecko za luksus skoro młodzi rodzice są pozostawieni sami sobie a nawet bym powiedziala są szkalowani i karani za posiadanie potomstwa.....

  • mamawikunia

    Oceniono 67 razy 63

    Jakiś głupiutki ten artykulik!
    Mam dwoje dzieci, jedno po 5, a drugie po 11 latach małżeństwa, ponieważ dopiero po takim czasie w cudownym kraju udało nam się osiągnąć jako taką stabilizację, nie luksus, tylko warunki dla rodziny. Czyli dzisiaj jesteśmy przed 40!
    Problemem dla nas i znajomych jest życie codzienne, brak własnego kąta i stałej pracy. TO JEST PRZESZKODA ABY MIEĆ DZIECI< REALNA < DOTYKALNA. A i tak wiadomo, że sytuacja może się zmienić finansowo raczej na grosze niż na lepsze.
    Pisanie o pierdołach typu brak czasu dla siebie, dla paznokci, kina jest debi....lne.

    POLACY NIE MAJĄ DZIECI< BO ICH NIE STAĆ<BO KOBIETY SĄ DYSKRYMINOWANE JAK BIORĄ OPIEKĘ NA DZIECKO (sorry naciągaczki!) < BO OBAWIAJĄ SIĘ JUTRA < BO JEST ZEROWA POMOC SOCJALNA< JAKAŚ TAM DOSTĘPNA DLA CWANIAKÓW I ALKOHOLIKÓW TYLKO.

    To są powody, społeczne, a nie bo mi się nie chce!

  • Oceniono 64 razy 58

    Tak,dziecko to luksus, i to duży. A jeśli jeszcze sie trafi dziecko chore to już w ogóle masz przechlapane. Państwo robi wszystko by udupić rodziców i jeszcze sie dziwią że przyrost jest mały.

  • Oceniono 60 razy 56

    A jak dziecko ma nie byc luksusem jak otrzymanie dobrej pracy graniczy z cudem, pensje oferowane są żenująco niskie, żadnej stabilnosci zatrudnienia i dochodów. Praca od 8 do 20 - kiedy więc wychowywac te dzieci kiedy poświęcic im czas. Dodatkowo po co rodzic dzieci - kolejnych niewolników tyrających na kilkunastu bardzo bogatych i cala hałastre politycznych koelsi, biurokratow itd. Wsyztko jest postawione na glowie a nam wmawia się, z emusi jeszce więcej pracowac, jeszce więcej się kształcić, jeszce więcej angazować. Po co to wszytsko pytam?

  • Oceniono 51 razy 49

    Łatwo prawić o tym jak to ludzie się nie chcą rozmnażać jak się ma wybór między dzieckiem, a karierą, samochodem i wakacjami zagranicznymi.

    Niestety "na prowincji" (czyt. nie w Warszawie) życie wygląda inaczej. Umowy śmieciowe, praca za minimalne stawki, brak szans na swoje mieszkanie - tak wygląda rzeczywistość większości ludzi w wieku 20-30 lat..

  • obywatel_tomek

    Oceniono 52 razy 48

    I żadne, ulgi ,zachęty ,dodatki ,sratki programy nie pomogą!! młodym rodzicom potrzeba wystarczająco dobrze płatnej pracy. Pracy k....a!!!!! Wtedy i mieszkania sie znajda. W uk rodzą sie aktualnie setki polskich dzieci tygodniowo. Setki! Młode mamy skutecznie zachęcają swoje koleżanki i rodziny w Polsce do tego samego. Wyjazdu i założenia rodziny w cywilizowanym kraju. A rząd nic... Podwyzsza vat na ubranka dzieciece. Zywnosc akcyze wszystkie podatki posrednie jednoczesnie utrzymujac staus quo w kwestii bezrobocia i braku mieszkan. Plus miliony Pracujacej biedoty. Mlodych kobiet ktore boja sie biedy, boja sie rodzic. Nie dziwie sie. Kiedyś można było sie smiac z pisowskich tez na temat niszczenia narodu polskiego. Ale teraz depopulacja Polski staje sie faktem. To już nie jest śmieszne....

  • gruszka_wierzbowa

    Oceniono 46 razy 44

    Pani redaktorka chyba zapomniała napisać ile sama zarabia i ile zarabiają ich koleżanki. Łatwo rozważać czy dziecko to luksus, jeśli ma się zarobki powyżej średniej krajowej. Niestety większość młodych ludzi w Polsce nie posiada takiego luksus. Proponuję sprawdzić jak dokładnie kształtuje się mediana wynagrodzeń i sporządzić porządne badania i dopiero potem pisać artykuł. Na razie jest on na poziomie gdybania.

  • zboj_z_maczuga

    Oceniono 51 razy 41

    Mamy jedno dziecko, syna, w tej chwili ma już 4 lata i jakimś wielkim obciążeniem dla nas nie jest, ale zanim do tego doszło to na samą myśl o drugim dziecku przechodzi ochota na jakiekolwiek próby :/ najpierw kilka lat prób zajścia w ciążę, potem korowody po lekarzach, wie operacje, 3 nieudane próby in-vitro (każda ok 20 tys. pln, nie wspomnę o kosztach wcześniejszych wizyt, badań operacji itd.), potem wreszcie wymarzone 2 kreski na teście ciążowym i zagrożenie przedwczesnym porodem w 25 tc. Na szczęście młody urodził się w terminie... I następny korowód - nie mógł być karmiony piersią więc musieliśmy kupowac mleko zastępcze - tanie nie jest, no chyba, że jakieś "biedronka value" ale bez przesady... Oczywiście papmersy też tanie nie były + te wszystkie kosmetyki... po roku żona musiała wracać do pracy, żeby nie wypaść z, że tak powiem "rynku", więc do małego przychodzła opiekunka (babcie nie wyrażały za specjalnie zainteresowania wnukiem lub jakąś pomocą w opiece nad nim, ale za to na "mądre" rady zawsze mogliśmy liczyć). Po opłaceniu opekunki żonie niewiele zostawało z pensji więc ja zasuwałem po 12 - 14 godzin dziennie + w wekeendy. Kiedy mały skończył 2 lata zaczęliśmy go wozić do takiej opiekunki, która u siebie w domu opiekowała się kilkorgiem dzieci - raz, żeby mały się socjalizował, dwa, żeby nikt nam w domu nie syfił, bo nieraz było tak, że po przyjściu do domu zastawaliśmy pobojowisko i zamiast zająć się dzieckiem np. zdrapywaliśmy zupkę z mebli i sufitu :/ Tam było nieźle ale koszta też nie były małe (9 pln/h)... W wieku 3 lat mały poszedł do przedszkola - i znowu prywatnego. gdyż do państwowego się nie dostał - niestety mamy ślub, żadne z nas nie choruje, dochód też w sumie nie taki zły więc miejsce mu się nie należało. Tam na szczęście jest dość tanio bo pakiet 9 godzin dziennie wychodzi na 500 pln/mc. W tym roku nawet nie próbowaliśmy startować do państwowego tylko poszedł tam gdzie chodził rok wcześniej (jesteśmy z tej placówki bardzo zadowoleni). Bardzo dużo też wydawalismy na leki podczas pierwszego roku w przedszkolu - mały łapał wszystko a nasze kochanne prorodzinne państwo większości leków dla dzieci nie refunduje, a taki np Diphergan po 1,5 m-ca od otwarcie butelki jest już do wyrzucenia... Wydatków typu zabawki czy ubrania nie liczę bo traktuję je jako koszty uzyskania :) Teraz jest już super, ale my już po prostu nie mamy sieły żeby przez to przechodzić jeszcze raz. Gdyby młody urodził się zara zjak zaczynaliśmy starania pewnie mielibyśmy więcej dzieci ale prawie 8 lat walczyliśmy z niepłodnością i wyszło jak wyszło... w tej chwili dobijamy do 40 i już nie mamy po prostu zdrowia żeby znowu wstawać co 3 godziny w nocy, przechodzić te wszystkie ząbkowania, kolki, wysypki itd... Nie mówiąc o tym, że w takiej konfiguracji jak teraz nasze 2 pokojowe mieszkanie spokojnie nam wystarcza, a tak pewnie musielibyśmy zmienić je na większe, czyli wpakować się w jakiś kredyt na 30 lat (czyli spłacać go do 70-tki), podczas gdy kredyt za ostatnie in-vitro skończy nam się dopiero w 2014 roku... ech... i dlatego właśnie młody zostanie jedynakiem...

  • auslander1

    Oceniono 44 razy 40

    W Polsce nie da sie utrzymac i wyksztalcic dziecka na normalnym poziomie bez "kupy kasy". Dziwny to kraj, bo z jednej strony wrecz zmusza kobiety do rodzenia (ustawa antyaborcyjna i utrudniony dostep do srodkow antykoncepcyjnych), a z drugiej w zasadzie od momentu ciazy ma taka kobiete w szerokim powazaniu...
    ciesze sie ze tam juz nie mieszkam i ze moja corka uczy sie i wychowuje w "normalnym" srodowisku.

    -------------------------------------------------
    emigracyjny.blogspot.de/

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • felietonistka
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl