Niezapomniane powitanie

Przygotowała DOMINIKA BUCZAK; FOT. ANNA BEDYŃSKA
16.11.2011 , aktualizacja: 16.11.2011 12:28
A A A Drukuj
Oto pięć historii kobiet, które ostatnio zostały mamami. I pięć opowieści o niezwykłości chwili, kiedy po raz pierwszy trzyma się w ramionach swoje dziecko. O to, aby ta chwila trwała nieprzerwanie dwie godziny, walczy w tym roku Fundacja Rodzić po Ludzku.
Ali-cja Głą-bic-ka i Ju-lek (6 mie-się-cy)
Fot. Alina Gajdamowicz / Agencja
Ali-cja Głą-bic-ka i Ju-lek (6 mie-się-cy)
Anita Kiepiel i Hania (4 miesiące)

•  WIELKA RADOŚĆ PRZEZ KILKA MINUT

To była magiczna chwila. Hania leżała na moim brzuchu, byłyśmy jeszcze połączone pępowiną. Trochę popłakiwała. Głaskałam ją po plecach, odezwałam się do niej, jej tata też coś do niej mówił - uspokoiła się. Miałam wrażenie, że to dla niej ważny moment, że się wycisza, wtula w moje ciało. Ja też czułam się wspaniale. Dotykałam ciepłego ciałka, poznawałyśmy się, nic mnie już nie bolało. Ogromna radość. Wszystko trwało zaledwie kilka minut. I tak miałam szczęście - w czasie, kiedy Hania leżała na moim brzuchu, położna pobierała jej krew pępowinową. Gdyby nie to, że zdecydowaliśmy się na ten zabieg, zapewne nie miałabym szansy przytulać mojego nowo narodzonego golaska.

Krew została pobrana, pępowina przecięta, Hanię zabrała pielęgniarka. Potem mierzono ją, ważono, badano. Nie rozumiem, dlaczego właśnie wtedy. Przecież gdyby zostawiono nas w spokoju na te pierwsze dwie godziny życia córki, nic by się nie stało. Nie przytyłaby, nie straciła na wadze ani nie urosła. Przyniesiono mi ją wytartą, wysuszoną, ubraną. Znowu trafiła na mój brzuch, zostaliśmy we troje na sali poporodowej. Mogłybyśmy tak sobie leżeć i leżeć.

To piękne chwile, ale było mi przykro, bo te pierwsze czynności - ubieranie, wycieranie - powinny należeć do rodziców. Pierwsze ręce, które dotykają dziecka, to powinny być ręce mamy lub taty, a nie pielęgniarki.

Kiedy będę rodziła kolejne dziecko, postaram się zapewnić nam długi, nieprzerwany kontakt tuż po urodzeniu, zawalczyć o piękne przywitanie, bo to niezapomniane chwile. Z każdym dzieckiem można je przeżyć tylko raz.

Monika Woźnica i Jaś (12 miesięcy)

•  NIKT NAS NIE POSPIESZAŁ

Jasio jest moim trzecim dzieckiem. Urodziłam go w dobrym szpitalu, znanym z tego, że jest przyjazny mamie i dziecku. Jechałam tam ze strachem, bo kiedy rodziłam Jagodę, zostałam z niego odesłana i trafiłam do szpitala, w którym nie czułam się dobrze, a położne były niemiłe. Tym razem się udało. Wszystko było tak, jak chciałam.

Kiedy Jaś się urodził, od razu trafił na mój brzuch. Zostaliśmy okryci i tak sobie razem leżeliśmy. Tuliłam synka i nie mogłam się nacieszyć, że jest już z nami. Długo byliśmy w sali poporodowej, nie wiem, ile to dokładnie trwało, ale nie czułam żadnej presji, żeby się spieszyć i kończyć nasz pierwszy kontakt.

Mój mąż, Paweł, był ze mną cały czas, oglądaliśmy malucha - jego brzuszek, rączki, stópki. Całowałam go w nosek. Paweł siedział obok. Głaskał mnie i małego. Był spokojny, wiedział, że wszystko jest w porządku. Bardzo się wzruszył, ja również. Nawet dziś, kiedy o tym myślę, chce mi się płakać.

Położna zaglądała do nas co kilkanaście minut i pytała, czy czegoś nie potrzebujemy. Te pierwsze godziny życia naszych dzieci to najwspanialsze chwile w naszym życiu. Euforia, szczęście, miłość. Nie pamiętam, kiedy Jaś był ważony, mierzony. Pamiętam tylko ten czas, który był nam dany na powitanie. W końcu ubrałam Jasia, ułożyłam do snu, a sama na sali poporodowej zjadłam jeszcze obiad.

Alicja Leszczyńska i Gabryś (9 miesięcy)

•  ROZDZIELONO NAS NA WIELE GODZIN

Nastawiałam się na poród naturalny, na piękny pierwszy kontakt. Wyobrażałam sobie moment, kiedy położą mi dziecko na brzuchu. Chciałam, żeby mały od początku czuł się bezpieczny i kochany. Planowałam, że urodzę w innym szpitalu, ale trafiłam na patologię ciąży, więc zostałam tam, gdzie mnie przyjęto. Gabryś był duży, lekarze zarządzili cesarkę. Kiedy się urodził, zaczęłam płakać. Pokazali mi go na moment, ale zaraz zabrali do innego pomieszczenia. Łukasz, mój mąż, pobiegł za nim. 10 minut później zobaczyłam synka umytego, ubranego, w beciku. Lekarz ochrzanił położną: "Po co go tu przynosisz, idź już z nim". Położna odpowiedziała: "Chciałam mamie pokazać jej pierwsze dziecko, czy mama chce go pocałować?". Cmoknęłam. I po wszystkim. Wzięli go do sali noworodków. Słyszałam płacz z drugiej strony korytarza. Denerwowałam się, że to moje dziecko płacze, że nikt go nie przytula, że jest głodne. Mężowi nie pozwolono być ani z dzieckiem, ani ze mną. Prosiłam położną, żeby przyniosła mi synka, ale mówiła, że nie ma czasu. O 9.40 skończyła się operacja, o 10 byłam gotowa, żeby dostać dziecko. Małego przywieźli o 17. Po 2 godzinach położna zabrała go do mycia. Kiedy go wnosiła z powrotem, zakrztusił się wodami płodowymi. Powiedziała, że mi go nie da, bo ja sobie nie poradzę, i zabrała go znowu. Przynieśli go dopiero następnego dnia. Były już inne położne, bardziej ludzkie, sympatyczne. Nie wspominam dobrze tego porodu, ale najgorsze, co mnie spotkało w tamtym szpitalu, to rozdzielenie z dzieckiem.

Alicja Głąbicka i Julek (6 miesięcy)

•  NIE OCZEKIWAŁAM, ŻE BĘDZIEMY RAZEM

Powitanie z synkiem pamiętam jak przez mgłę. Julek od razu po urodzeniu trafił na mój brzuch. Był skulony, malutki. Leżałam na boku, całowałam go po główce i głaskałam. Szok, zmęczenie, szczęście - to czułam. Dominujące było jednak uczucie ulgi, że najgorsze już za mną. Cieszyłam się, ale to, że mam na brzuchu własne dziecko było dla mnie absolutnie abstrakcyjne.

Nawet nie zarejestrowałam momentu, kiedy mały został zabrany. Był w tym samym pomieszczeniu mierzony, ważony. Dopiero wtedy, nie na moim brzuchu, krzyknął pierwszy raz. Procedury trwały około 15 minut. Powiem szczerze, byłam tak zmęczona, że cieszyłam się, że go na chwilę zabrano, mogłam się zregenerować i odetchnąć.

Poród był zmedykalizowany: dostałam oksytocynę, miałam nacięte krocze. Nie nastawiałam się na znieczulenie, ale w pewnym momencie bolało tak bardzo, że o nie poprosiłam. Dostałam zastrzyk w kręgosłup, ale coś poszło nie tak i połowę ciała miałam znieczuloną, a połowę nie. Po tym wszystkim potrzebowałam chwili, żeby odsapnąć.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Partner Akcji

Organizatorzy i patroni medialni

Organizatorzy Akcji
Patroni medialni
Pierwsze spotkanie mamy z dzieckiem to wyjątkowy czas, bardzo ważny dla tworzącej się między nimi więzi i dla zdrowia dziecka. Jaki był przebieg pierwszego kontaktu w Twoim przypadku?

Po porodzie położono mi dziecko na brzuchu i byliśmy razem bez przerwy, przez conajmniej godzinę.
Po porodzie położono mi dziecko na brzuchu na kilka minut, następnie zabrano na ważenie i badanie, a potem oddano.
Nie miałam kontaktu "skóra do skóry" z dzieckiem bezpośrednio po narodzinach.