Rodzić w domu? Naturalnie!
28.09.2011
, aktualizacja: 28.09.2011 15:36
Do porodu w szpitalu rodząca pakuje koszulę, kosmetyczkę, telefon... Do porodu w domu pakuje się położna.
ZOBACZ TAKŻE
- Poród w domu: czy warto? (11-03-11, 09:10)
- Poród w twoich rękach (23-12-06, 01:00)
Z hydraulikiem pracującym za ścianą czułam się trochę dziwnie. Lubię krzyczeć przy skurczach... - mówi, śmiejąc się Emilia Lichtenberg-Kokoszka, która troje dzieci urodziła w domu.
Łożysko, dzięki któremu rozwijała się mała Zosia, jej rodzice, Marysia i Tomek, zakopali w ogródku. Niedawno posadzili na nim jabłonkę.
POŁOŻNA WIE, CO ROBI
Marysia jest położną w szpitalu na południu Polski. Zna realia porodu szpitalnego od podszewki - zarówno z punktu widzenia personelu, jak i pacjentki. W domu urodziła trzecie dziecko. Żałuje, że dopiero trzecie. Przy pierwszym konieczne było podanie oksytocyny.
- Byłam dwa tygodnie po terminie, nie było akcji porodowej.
Przy drugiej ciąży wody odeszły, zanim zaczęły się skurcze; trzeba było jechać na porodówkę. I znowu kroplówka.
- Ja to bym jeszcze poczekała, ale...
Kiedy dowiedziała się, że kolejne dziecko w drodze, postanowiła, że urodzi w domu.
- Mój mąż, Tomek, powiedział: "OK, jesteś położną, wiesz, co robisz. Jeśli to będzie lepsze dla naszego dziecka, to ja się zgadzam".
PORÓD PRZY ŚNIADANIU
Marysia znała położną, która przyjmuje porody w domu. Usiadły przy kawie, pogadały.
- I Ewa Janiuk poprowadziła moją ciążę. Gdy w nocy pojawiły się skurcze, spacerowałam, sprzątałam, siedziałam w łazience. O trzeciej w nocy mąż zadzwonił po panią Ewę. Przyjechała godzinę później. Badała mnie wtedy, gdy chciałam.
Nadszedł ranek. Marysia, pojękując coraz częściej, wysłała Tomka po bułki na śniadanie.
- Mąż i Ewa jedli, a ja sobie stękałam. Przeniosłam się na fotel, potem pochodziłam, wreszcie uklękłam, oparłam się o kanapę w salonie. A Ewa usiadła za moimi plecami i czekała. O 9.45 córka była już na świecie.
- Natychmiast ją przytuliłam, ona ssała pierś, a Tomek przeciął pępowinę. Zosia leżała na mojej piersi przez półtorej godziny. Cudowne, niezapomniane półtorej godziny. Nikt nie zabrał mi jej natychmiast do ważenia i mierzenia.
Poród w domu jest nie do porównania z poprzednimi.
- Drugi cały przeleżałam. Nie pozwolono mi wstać nawet do toalety. A miałam wewnętrzne przekonanie, że gdybym pochodziła, to poród by ruszył... Kobieta powinna podczas porodu działać intuicyjnie, słuchać swojego ciała - oczywiście, jeśli przebiega fizjologicznie - a nie wskazówek osoby, która - choć bardzo życzliwa - stoi jednak z boku.
POLUBIĆ RODZENIE
Emilia to energiczna, szczupła blondynka. Wykłada pedagogikę na Uniwersytecie Opolskim. Trójkę dzieci urodziła w swoim mieszkaniu. Jedenastoletnia dziś Agnieszka była pierwszym dzieckiem przyjętym w domu przez Ewę Janiuk.
- Jestem trochę szalona, więc aby nauczyć się rodzić, zapisałam się do studium położniczego, choć jeszcze wcale w ciąży nie byłam. - Emilia śmieje się. - I tam nabrałam przekonania, że szpital nie jest miejscem do rodzenia dzieci. Bo do szpitala idzie się, gdy się jest chorym. A ciąża i poród chorobami nie są. Bo człowiek ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż tylko, skądinąd cennej, opieki medycznej. Ma też prawo do wsparcia emocjonalnego.
Łożysko, dzięki któremu rozwijała się mała Zosia, jej rodzice, Marysia i Tomek, zakopali w ogródku. Niedawno posadzili na nim jabłonkę.
POŁOŻNA WIE, CO ROBI
Marysia jest położną w szpitalu na południu Polski. Zna realia porodu szpitalnego od podszewki - zarówno z punktu widzenia personelu, jak i pacjentki. W domu urodziła trzecie dziecko. Żałuje, że dopiero trzecie. Przy pierwszym konieczne było podanie oksytocyny.
- Byłam dwa tygodnie po terminie, nie było akcji porodowej.
Przy drugiej ciąży wody odeszły, zanim zaczęły się skurcze; trzeba było jechać na porodówkę. I znowu kroplówka.
- Ja to bym jeszcze poczekała, ale...
Kiedy dowiedziała się, że kolejne dziecko w drodze, postanowiła, że urodzi w domu.
- Mój mąż, Tomek, powiedział: "OK, jesteś położną, wiesz, co robisz. Jeśli to będzie lepsze dla naszego dziecka, to ja się zgadzam".
PORÓD PRZY ŚNIADANIU
Marysia znała położną, która przyjmuje porody w domu. Usiadły przy kawie, pogadały.
- I Ewa Janiuk poprowadziła moją ciążę. Gdy w nocy pojawiły się skurcze, spacerowałam, sprzątałam, siedziałam w łazience. O trzeciej w nocy mąż zadzwonił po panią Ewę. Przyjechała godzinę później. Badała mnie wtedy, gdy chciałam.
Nadszedł ranek. Marysia, pojękując coraz częściej, wysłała Tomka po bułki na śniadanie.
- Mąż i Ewa jedli, a ja sobie stękałam. Przeniosłam się na fotel, potem pochodziłam, wreszcie uklękłam, oparłam się o kanapę w salonie. A Ewa usiadła za moimi plecami i czekała. O 9.45 córka była już na świecie.
- Natychmiast ją przytuliłam, ona ssała pierś, a Tomek przeciął pępowinę. Zosia leżała na mojej piersi przez półtorej godziny. Cudowne, niezapomniane półtorej godziny. Nikt nie zabrał mi jej natychmiast do ważenia i mierzenia.
Poród w domu jest nie do porównania z poprzednimi.
- Drugi cały przeleżałam. Nie pozwolono mi wstać nawet do toalety. A miałam wewnętrzne przekonanie, że gdybym pochodziła, to poród by ruszył... Kobieta powinna podczas porodu działać intuicyjnie, słuchać swojego ciała - oczywiście, jeśli przebiega fizjologicznie - a nie wskazówek osoby, która - choć bardzo życzliwa - stoi jednak z boku.
POLUBIĆ RODZENIE
Emilia to energiczna, szczupła blondynka. Wykłada pedagogikę na Uniwersytecie Opolskim. Trójkę dzieci urodziła w swoim mieszkaniu. Jedenastoletnia dziś Agnieszka była pierwszym dzieckiem przyjętym w domu przez Ewę Janiuk.
- Jestem trochę szalona, więc aby nauczyć się rodzić, zapisałam się do studium położniczego, choć jeszcze wcale w ciąży nie byłam. - Emilia śmieje się. - I tam nabrałam przekonania, że szpital nie jest miejscem do rodzenia dzieci. Bo do szpitala idzie się, gdy się jest chorym. A ciąża i poród chorobami nie są. Bo człowiek ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż tylko, skądinąd cennej, opieki medycznej. Ma też prawo do wsparcia emocjonalnego.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów







