Rodzić w domu? Naturalnie!

Tekst BEATA ŁABUTIN
28.09.2011 , aktualizacja: 28.09.2011 15:36
A A A Drukuj
Do porodu w szpitalu rodząca pakuje koszulę, kosmetyczkę, telefon... Do porodu w domu pakuje się położna.

Fot. Nicole Young
ZOBACZ TAKŻE
Z hydraulikiem pracującym za ścianą czułam się trochę dziwnie. Lubię krzyczeć przy skurczach... - mówi, śmiejąc się Emilia Lichtenberg-Kokoszka, która troje dzieci urodziła w domu.

Łożysko, dzięki któremu rozwijała się mała Zosia, jej rodzice, Marysia i Tomek, zakopali w ogródku. Niedawno posadzili na nim jabłonkę.

POŁOŻNA WIE, CO ROBI

Marysia jest położną w szpitalu na południu Polski. Zna realia porodu szpitalnego od podszewki - zarówno z punktu widzenia personelu, jak i pacjentki. W domu urodziła trzecie dziecko. Żałuje, że dopiero trzecie. Przy pierwszym konieczne było podanie oksytocyny.

- Byłam dwa tygodnie po terminie, nie było akcji porodowej.

Przy drugiej ciąży wody odeszły, zanim zaczęły się skurcze; trzeba było jechać na porodówkę. I znowu kroplówka.

- Ja to bym jeszcze poczekała, ale...

Kiedy dowiedziała się, że kolejne dziecko w drodze, postanowiła, że urodzi w domu.

- Mój mąż, Tomek, powiedział: "OK, jesteś położną, wiesz, co robisz. Jeśli to będzie lepsze dla naszego dziecka, to ja się zgadzam".

PORÓD PRZY ŚNIADANIU

Marysia znała położną, która przyjmuje porody w domu. Usiadły przy kawie, pogadały.

- I Ewa Janiuk poprowadziła moją ciążę. Gdy w nocy pojawiły się skurcze, spacerowałam, sprzątałam, siedziałam w łazience. O trzeciej w nocy mąż zadzwonił po panią Ewę. Przyjechała godzinę później. Badała mnie wtedy, gdy chciałam.

Nadszedł ranek. Marysia, pojękując coraz częściej, wysłała Tomka po bułki na śniadanie.

- Mąż i Ewa jedli, a ja sobie stękałam. Przeniosłam się na fotel, potem pochodziłam, wreszcie uklękłam, oparłam się o kanapę w salonie. A Ewa usiadła za moimi plecami i czekała. O 9.45 córka była już na świecie.

- Natychmiast ją przytuliłam, ona ssała pierś, a Tomek przeciął pępowinę. Zosia leżała na mojej piersi przez półtorej godziny. Cudowne, niezapomniane półtorej godziny. Nikt nie zabrał mi jej natychmiast do ważenia i mierzenia.

Poród w domu jest nie do porównania z poprzednimi.

- Drugi cały przeleżałam. Nie pozwolono mi wstać nawet do toalety. A miałam wewnętrzne przekonanie, że gdybym pochodziła, to poród by ruszył... Kobieta powinna podczas porodu działać intuicyjnie, słuchać swojego ciała - oczywiście, jeśli przebiega fizjologicznie - a nie wskazówek osoby, która - choć bardzo życzliwa - stoi jednak z boku.

POLUBIĆ RODZENIE

Emilia to energiczna, szczupła blondynka. Wykłada pedagogikę na Uniwersytecie Opolskim. Trójkę dzieci urodziła w swoim mieszkaniu. Jedenastoletnia dziś Agnieszka była pierwszym dzieckiem przyjętym w domu przez Ewę Janiuk.

- Jestem trochę szalona, więc aby nauczyć się rodzić, zapisałam się do studium położniczego, choć jeszcze wcale w ciąży nie byłam. - Emilia śmieje się. - I tam nabrałam przekonania, że szpital nie jest miejscem do rodzenia dzieci. Bo do szpitala idzie się, gdy się jest chorym. A ciąża i poród chorobami nie są. Bo człowiek ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż tylko, skądinąd cennej, opieki medycznej. Ma też prawo do wsparcia emocjonalnego.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • 1
  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Partner Akcji

Organizatorzy i patroni medialni

Organizatorzy Akcji
Patroni medialni
Pierwsze spotkanie mamy z dzieckiem to wyjątkowy czas, bardzo ważny dla tworzącej się między nimi więzi i dla zdrowia dziecka. Jaki był przebieg pierwszego kontaktu w Twoim przypadku?

Po porodzie położono mi dziecko na brzuchu i byliśmy razem bez przerwy, przez conajmniej godzinę.
Po porodzie położono mi dziecko na brzuchu na kilka minut, następnie zabrano na ważenie i badanie, a potem oddano.
Nie miałam kontaktu "skóra do skóry" z dzieckiem bezpośrednio po narodzinach.