1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dzieci i savoir-vivre - zasady, które przeszły do lamusa

Czy zasady savoir-vivre, które przekazujemy naszym dzieciom są inne od lekcji dobrych manier, które my otrzymywaliśmy? Czy coś się zdezaktualizowało?
dziecko przy stole dziecko przy stole fot. Shutterstock

Zachowanie przy stole

Jak to było? "Siedź prosto, nie mów z pełnymi ustami, łokcie ze stołu, nie odchodź, dopóki wszyscy nie zjedzą"... Czy te zasady nadal obowiązują w waszych domach? Obserwując współczesne dzieci (w tym moje!) można odnieść wrażenie, że zasady dobrego zachowania przy stole mocno się rozluźniły. Znajduje to potwierdzenie w  badaniu, w którym 1/5 brytyjskich rodziców przyznała, że nie uczy swoich dzieci dobrych manier związanych z tą strefą życia. Wśród złych zachowań swojego potomstwa wymieniali m.in. rozrzucanie jedzenia, jedzenie rękami, zabawę telefonami komórkowymi, a nawet korzystanie z laptopów i przenośnych konsoli do gier! Co więcej, dorośli wcale nie wypadają lepiej - 40% z nich przyznało, że  nie myje rąk przed posiłkiem, a ponad połowie (52%) nie chce się używać noża - wolą odgryzać kawałki jedzenia. Wstawanie od stołu, gdy inni członkowie rodziny jeszcze jedzą to norma, tak samo jak łokcie na stole.

Chociaż współcześni rodzice wydają się być bardziej zrelaksowani w podejściu do zasad dobrego wychowania niż np. ich dziadkowie, nie wszyscy są zachwyceni zachowaniem dzisiejszych dzieci. Stanislaw Krajski, autor podręczników dotyczących savoir-vivre, przytacza na swojej stronie internetowej fragmenty książki Nadine de Rothschild pt. "Savoir-vivre XXI wieku. Sztuka pięknego życia" (Znak, 2006). W rozdziale poświęconym dzieciom baronowa de Rothschild pisze: "Dziecko może być prześliczne albo wyjątkowo mądre, jeśli jednak jest źle wychowane - pomimo wszystkich zalet zapamięta się je jako okropne. Ono zaś z powodu nieodpowiedniego zachowania długo, może nawet zawsze, pozostanie osoba niepożądaną".


dygnięcie dygnięcie fot. Shutterstock

Kłaniam się uniżenie...

Pan Krajski zauważa również: "Dziecko, jak pisze o tym choćby baronowa Rotszyldowa, musi być od początku uczone etykiety i wdrażane w świat bon tonu, bo wyrośnie na prostaka. Musi być od początku wprowadzane w świat dorosłych (najpierw na 5 minut, potem na 10, potem na godzinę, itd.) i uczone, że gdy jest w tym świecie musi przestrzegać jego reguł".

Ukłoń się. Podziękuj i dygnij. Jak wiele współczesnych dzieci, oprócz może uczennic szkół baletowych, potrafi wykonać poprawny ukłon czy dygnąć z gracją? Ta umiejętność bez wątpienia trąci myszką, nie wymagamy już od dzieci kłaniania się w pas na widok księdza czy nauczyciela, a dygnięcia i ukłony zarezerwowane są na zakończenie występów przed publicznością i traktowane z lekkim przymrużeniem oka. Oczekujemy od dziecka, że będzie umiało przywitać się mówiąc po prostu "Dzień dobry".

Dziecko z dorosłymi Dziecko z dorosłymi fot. Shutterstock

Świat dorosłych

To chyba obszar, w którym zmieniło się najwięcej. Kiedyś dziecko nie mogło odzywać się niepytane, nie do pomyślenia też było, żeby przerywało dorosłym rozmowę. Absolutną podstawą każdego kontaktu dziecko-dorosły był szacunek, rozumiany jako okazywanie go starszym - niejako z urzędu, bo wiadomo: "dzieci i ryby głosu nie mają". Teraz nie jest to już oczywiste, bo współcześnie dziecko uważa się za pełnowartościowego człowieka, który też zasługuje na pełne szacunku traktowanie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że powinno wiedzieć, iż nie należy przerywać nikomu w pół zdania, ale nie oczekuje się już zachowań podszytych strachem i opartych na zasadzie nierówności.

Wspomniany już Stanisław Krajski zdaje się mieć bardziej konserwatywne poglądy na ten temat, na swojej stronie wysuwa następujący wniosek dotyczący wymagań wobec dzieci i ich zachowania "by nie utrudniały w sposób drastyczny życia dorosłym": "Gdy dziecko wkracza w poważny świat dorosłych, musi w pełni podporządkować się jego prawom, albo zostaje z tego świata usunięte. Gdy zachowuje się hałaśliwie w kościele, teatrze, operze, restauracji, itp. nie można tego tolerować i być "wyrozumiałym"."

Dziecko wyciąga rękę na powitanie Dziecko wyciąga rękę na powitanie fot. Shutterstock

"Cześć Wiesiek, jestem Kuba"

Kiedy byłam dzieckiem nie przyszło mi nawet do głowy, że mogę zwrócić się do osoby dorosłej po imieniu. Robiły tak co prawda dzieci mojej cioci, ale dla otoczenia było to dość szokujące i mocno "nowatorskie" (z naciskiem na pełen dezaprobaty ton przy wypowiadaniu słowa "nowatorskie"). Do dziś, kiedy się spotykamy, ja mówię o "cioci Zosi" i "wujku Alku", a moje kuzynostwo o Zosi oraz Alku - nadal reaguję na to pewnym zdziwieniem. Wygląda więc na to, że jestem staroświecka, bo coraz więcej znanych mi rodziców małych dzieci nie wymaga od nich mówienia do dorosłych per "pan" czy "pani". Nie jestem oburzona, kiedy jakieś dziecko zwraca się do mnie po imieniu, ale nie jest to jednak moja ulubiona forma. Dla uspokojenia moich znajomych, których dzieci zwracają się do mnie per Karolina, dodam jednak, że nie posunęłabym się tak daleko w ocenie, jak robi to pan Krajski w swoim poście: "Dziecko mówiące do obcych "ty" wystawia najgorsze świadectwo swoim rodzicom". Spokojnie.

E-mail nie tylko nie szkodzą, ale wręcz pomagają pocztowcom E-mail nie tylko nie szkodzą, ale wręcz pomagają pocztowcom fot. Shutterstock

Komunikacja

"W pierwszych słowach mego listu..." - w czasach dzieciństwa większej części współczesnych rodziców, pisanie tradycyjnych listów było czymś oczywistym, każdy więc znał grzecznościowe formułki rozpoczynające i kończące list. Posiadanie korespondencyjnych przyjaciół było niezłą frajdą - to wyczekiwanie na listonosza, niecierpliwe zaglądanie do skrzynek pocztowych i pełne zaciekawienia rozrywanie kopert... Dzisiaj możemy ewentualnie rozważać, czy podążyć za apelem Michała Rusinka i nauczyć dziecko, że to nieładnie zaczynać mail od "witam", czy też uznać tę obserwację za niedorzeczną. Jeśli dziecko będzie potrzebowało instrukcji pisania listów, znajdzie ją bez problemu w sieci - tyle tylko, że najprawdopodobniej będzie ona dotyczyć... listów motywacyjnych. Dość mocno zdezaktualizowały się też zasady dotyczącego savoir-vivre i rozmów telefonicznych - wieczorami dzwonią do nas nawet telemarketerzy, a zasada "Przedstaw się i poproś do telefonu domownika, do którego dzwonisz" obowiązuje coraz rzadziej, bo większość ludzi, w tym dzieci w wieku szkolnym, nie rozstaje się z telefonami komórkowymi.

Galowy strój Galowy strój fot. Shutterstock

Na galowo

Mocno rozluźniły się też zasady dotyczące odświętnego ubioru. Kiedyś w szafie każdego polskiego ucznia znajdowała się obowiązkowa biała koszula lub bluzka, granatowe spodnie czy spódnica - teraz zastępowane coraz częściej innymi, mniej lub bardziej "wyjściowymi", kreacjami. Bardzo widoczne jest to chociażby w przypadku uczennic udających się na studniówkę - tu przestały obowiązywać ograniczenia co do kroju czy koloru sukienek, a kiedyś musiały one być utrzymane w bieli i granacie, ewentualnie czerni. Oczywiście, jeśli chodzi o szkoły podstawowe, a nawet przedszkola, każda placówka ma swój obowiązujący kodeks, ale coraz częściej nie obejmuje on zestawu biała bluzka + granatowa spódniczka.

Dziecko w autobusie Dziecko w autobusie fot. Shutterstock

Miejsca publiczne

Jadąc warszawskim metrem, można zauważyć, że dorośli często ustępują miejsca małym dzieciom. To miłe i rozsądne, stojące maluchy mają problem z utrzymaniem równowagi podczas podróży. Nieczęsto jednak widać sytuację odwrotną, czyli np. ucznia ustępującego miejsca starszej osobie. Kiedyś rodzice upominali swoje dzieci, żeby te ustępowały miejsca starszym, gdy ci wsiadali do autobusu czy tramwaju, teraz to już rzadkie zjawisko.

Część zasad dobrego zachowania zdezaktualizowała się wraz z postępem technicznym, zmieniającym się społeczeństwem, itd. Co sądzicie o uczeniu dzieci savoir-vivre? Na co należałoby zwracać większą uwagę, które zasady powinny nadal bezwzględnie obowiązywać, a na które można przymknąć oko?

Zobacz również: Metody wychowawcze kiedyś i dziś - subiektywny przegląd, Czy twoje dziecko ma dobre maniery? Savoir vivre dla najmłodszych oraz Savoir-vivre dla początkujących - od kiedy uczyć dziecko dobrych manier?

Więcej o:
Komentarze (27)
Dzieci i savoir-vivre - zasady, które przeszły do lamusa
Zaloguj się
  • sapiens_h

    Oceniono 166 razy 152

    Niewychowane dziecko to eufemizm. Mówmy wprost: chamskie dziecko. Chamskie dziecko, to chamski dorosły. "Dziwnym" trafem nastąpił wysyp agresywnej młodzieży, młodych ludzi zachowujących się jak ostatnia hołota, odkąd mniej lub bardziej szurnięci pseudo-psycholodzy zaczęli kilkanaście lat temu trąbić o wolnym i bezstresowym wychowaniu. "Dziwnym" trafem, odkąd takie teorie są coraz częściej obecne w mediach, teorie zwalające jakieś tam wychowanie na instytucje, sąsiadów, przechodniów, sklepowych i wszystkich oprócz rodziców, tym gorsze wyniki w nauce. "Dziwne", no nie? Czy się to komuś podoba czy nie, ale dziecko nieznające norm społecznych, dzieci będące ponad prawem respektowanym przez uczciwych ludzi, to przyszli dorośli nieuznający norm społecznych i dorośli będący ponad prawem. Leniwe dziecko, usprawiedliwiane przez agresywnych rodziców, broniących jego prawa do gnuśności i wiecznego dzieciństwa postrzeganego w chorej postaci a la wolna amerykanka, to leniwi, gnuśni dorośli.

  • wawag

    Oceniono 76 razy 66

    Jakby nie patrzeć, rozwrzeszczane dziecko w przestrzeni publicznej, czy dziecko leżące na stole i grzebiące w talerzu, czasami nawet rękami, to świadectwo rodziców - dziecko samo z siebie nie wie, jak się zachowywać. Ostatnio w tramwaju niemal za ucho podniosłam z miejsca pewne chłopię, żeby mocno starsza pani mogła usiąść. Dziewczę równie młode udawało, że jest zajęte czytaniem... Ot, hołota z kurnej chaty. Nie twierdzę, że trzeba dygać na powitanie starszych, całować w rękę dziadka (choć znam młodych, którzy tak są wychowani, ale to trochę inna "półka" w stosunku do większości), ale jest kanon dobrego wychowania/ zachowania, który powinien być wykładany już w przedszkolach. Bo później taki jegomość musi odnaleźć się w świecie (Polska też tu się mieści), nie daj Bóg na prawdziwych salonach, i wstyd murowany...

  • ksywa

    Oceniono 64 razy 58

    Zacznijmy od tego, ze mleko już się rozlało. Pytanie o dobre wychowanie dzieci - w sensie savoir vivre'u, kulturalnego zachowania - nie ma już sensu. Rzecz w tym, że już dzisiejsi rodzice (oceniam na 70 proc. przypadków) nie mają o tym pojecia, już rodzice "schamieli", i nieważne, czy to ich wybór czy "dziedzictwo". wiec jak mieliby tego nauczyć swoje dzieci? Już dla rodziców są to zachowania trącące myszką względnie zbędne w dzisiejszym świecie, wszak nowocześnie bezwzględnym... Zmieniło się postrzeganie tego co jest normą, a co nią być powinno. Nieważne, ze dziecko je jak świnka. Ważne że ma angielski w przedszkolu.

  • zigzaur

    Oceniono 52 razy 46

    Z pamiętnika starszego pana:

    "Od pewnego czasu w autobusie, którym dojeżdżam do pracy w urzędzie, widuję piękną młodą dziewczynę. Podoba mi się,. często uśmiecham się do niej ale trudno w tłumie nawiązać konwersację. Ona odpowiada na moje uśmiechy, więc mam chyba u niej pewne szanse. Tak myślałem do wczoraj. Szukając jej przeszedłem przez cały autobus i zauważyłem ją siedzącą na tylnym siedzeniu. Podszedłem do niej z uśmiechem...
    ... ale ona wstała i powiedziała do mnie:
    - Proszę bardzo, niech pan usiądzie.
    I wszystkie moje nadzieje diabli wzięli!"

  • naprawdetrzezwy

    Oceniono 38 razy 34

    „Co sądzicie o uczeniu dzieci savoir-vivre?’

    A co, droga autorko, sądzisz o dobrym wychowaniu dzieci? Jest potrzebne, czy nie?
    ;>

  • ya-nek

    Oceniono 31 razy 27

    Obserwujac zachowanie dzieci i mlodziezy ciesze sie ze jestem juz czlowiekiem tzw. wiekowym i dlugo zyc nie bede. To co sie dzieje wokol jest przerazajace.

  • theorema

    Oceniono 22 razy 22

    nie obchodzi mnie, co robią dzieci przy stole w swoim domu - jak chcą wstać wcześniej, żeby pójść się bawić, to może i lepiej, nie przeszkadzają w rozmowie dorosłym. Ale już w restauracji, czy choćby tylko w ogródku jakiejś fastfoodowej jadłodajni mają siedzieć na d.. choćby im przyrosła. Nienawidzę bachorów biegających między stolikami, piszczących jak ogłupiałe, włażących z butami na krzesła, a nawet stoły. Oczywiście, to wina rodziców - i lekkomyślność. Jak kelner, albo inny klient obleje bachora wrzątkiem, bo się potknie, kiedy ten mu wleci pod nogi, to oczywiście będzie wrzask i wszyscy będą winni, tylko nie rodzic. Przerywanie rozmowy starszym -zależy, jaki jest powód, jeśli dzieje się coś złego, niech już lepiej się wysłowi. Ale jak zagaduje tylko po to, żeby skupić na sobie uwagę całej rodziny, urządza popisy - to już sytuacja alarmowa. Mówienie Pan, Pani - czasem sprawia małym dzieciom trudność, bo jest to skomplikowana forma gramatyczna, czasem dzieci mówią "Pani X, gdzie teraz jedziesz?", bo "gdzie Pani jedzie" jest zbyt abstrakcyjne:) Najbardziej nie lubię wrzasków - i nikt mi nie wmówi, że jest to konieczny etap rozwoju małego dziecka, bo są dzieci, które nie wrzeszczą - i włażenia z brudnymi butami na siedzenia w komunikacji, czy tam, gdzie się je. dzieci mają tak samo brudne buty, jak dorosły, albo i bardziej, bo lubią sobie wleźć w błoto. Dorosły płaci mandat za trzymanie nóg na siedzeniu w autobusie, czy pociągu - czemu dziecko traktować inaczej, niech rodzic płaci, albo zdejmie dziecku buty.A co do utrzymania równowagi i nie widziałam jeszcze kilkulatka, który nie miałby frajdy z kręcenia się wokół słupa w wagonie metra, a są i takie, które biegają po całym autobusie np. Za to młoda kobieta z torebką, laptopem i zakupami może mieć problem. Często tą kobietą jest mama bachora, który siedzi i wierzga sobie radośnie nogami, a matka wisi nad nim objuczona bagażami, czasem trzyma nawet gnoja tornister, bo dziecku ciężko na kolanach trzymać. Jakie sobie wychowacie, z takimi będziecie się użerać. Terror, bicie -nie są potrzebne, ale wyraźnie zaznaczenie, że dziecko jest gościem w świecie dorosłych, wcale mu nie zaszkodzi. Jego świat to plac zabaw - tam nikt dorosły go nie spycha ze zjeżdżalni, czy huśtawki, pozwala się dzieciom wrzeszczeć, biegać - ale gdzie indziej nie mogą narzucać dyktatury.

  • jasio.4

    Oceniono 20 razy 20

    Chyba Napoleon pouczył, że wychowanie dziecka zaczyna się 20 lat przed jego urodzeniem. Niedawno usłyszałem zdanie, że jeżeli ktoś w pracy przez pięć dni w tygodniu musi udawać inteligenta, to w weekend musi odreagować dla higieny psychicznej. Przez delikatność nie napiszę jak to odreagowanie wyglądało. Może więc w miarę uczenia się warto stawać się inteligentem?

  • ksywa

    Oceniono 16 razy 16

    Po wczorajszej podrózy pociągiem znad morza (10 h z powodu utrudnień na trasie) z jednym rozwrzeszczanym nadpobudliwym bachorem (Jaś, lat 6) który ucichał /nieco/ wyłacznie jak odebrał ojcu laptopa, stwierdzam jedno: naprawdę powinno się wprowadzić przedziały z gwarancją "bezdzietności"! No nie po to kupuje bilet 1 klasy, żeby meczyć sie godzinami z nieznośnym bachorem, na którego jego rodzice mają po prostu wyj***bane, bo Ona ma ajfona, a a On ma laptopa i jedyne na co potrafili się zdobyć to rzucenie od czasu do czasu i od niechcenia "Jasiu, ciszej", nawet nie odrywając wzroku od ekranów. Biorą bachora w kilkugodzinną drogę i zero odpowiedzialności, tj. pomyslunku czym Jaś się zajmie podczas podrózy. Notabene Jaś, zdaje się, nie znał innych "aktywności" procz swoich gierek. Chociaż jakoby - tak twierdzila Ona - mocno mu je ograniczają. No ciekawe... Bachorek sprawał wrażenie uzależnionego w pierwszej dobie odstawenia. PS: Czy bicie rodziców po twarzy i głowie jak cos nie pasuje to brak wychowania, czy już choroba psychiczna/umysłowa? Może o tym cos napiszecie zamiast bredzić o "savoir vivre", które jest już obce nawet rodzicom dzsejszych dzieci?!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX