Te wspaniałe obrzydlistwa

Z Marią Beisert, psycholożką, rozmawia Ewa Pągowska
12.05.2009 , aktualizacja: 22.05.2009 12:09
A A A Drukuj
Niektóre dzieci z upodobaniem najpaskudniejsze wyrazy powtarzają po kilka razy. Czy warto się tym przejmować?

ZOBACZ TAKŻE
Dla wielu przedszkolaków słowa związane ze sferą seksualną i wydalaniem są szalenie atrakcyjne. Używają ich przy każdej okazji i bez okazji. Czasem włączają je do piosenek i śpiewają np. "stara pupa mocno śpi". Z czego to wynika?

Przyczyn jest kilka. Jedną z nich jest charakterystyczny dla tego wieku gwałtowny rozwój słownictwa. Przedszkolaki poznają mnóstwo piosenek i wierszyków. Lubią się bawić nowymi słowami, przekręcać je i wsłuchiwać w ich brzmienie. Czasem, kiedy spodoba im się nowy wyraz, zaczynają go używać przy każdej okazji, niezależnie od kontekstu.

Ale dlaczego częściej dotyczy to takich wyrazów jak "pupa", "kupa" czy "siusiak" niż np. "flamaster"?

Dzieci wyczuwają, że właśnie wokół tych wyrazów jest pewne napięcie. Dostrzegają, że w świecie dorosłych stanowią one jakieś tabu. Wypowiadanie ich jest więc związane także z chęcią jego przełamywania.

A czy to się w jakimś stopniu wiąże z fascynacją czynnościami fizjologicznymi?

W niewielkim. Tę fascynację przedszkolak najczęściej ma już za sobą. Ona jest charakterystyczna dla dwu- trzylatków, które uczą się kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne. Fascynuje ich fakt, że coś co przed chwilą było ich częścią, teraz znajduje się na dnie nocnika. Swoje odchody traktują jak paznokcie czy włosy. Stąd bez oporów dotykają ich a nawet malują nimi ściany. Cztero- pięciolatek ma już zupełnie inne podejście. Jeśli np. chce towarzyszyć koleżance w robieniu kupy to nie dlatego, że interesuje go ta czynność (jak sądzą niektórzy rodzice), tylko dlatego, że ma dzięki temu okazję oglądać organy płciowe innego dziecka i porównywać ze swoimi. Bo właśnie kolejną przyczyną używania słów, o które pani pyta jest wzrost zainteresowania seksualnością. On, szczególnie w przypadku chłopców, przejawia się np. zaznaczaniem na rysunkach organów płciowych, chęcią podglądania dzieci i dorosłych, zabawami w lekarza, masturbacją oraz właśnie używaniem wyrazów związanych z tą sferą życia. Dzięki temu udaje im się obniżyć gromadzące się w nich napięcie.

Jak reagować na pełne wulgarnych wyrazów monologi?

Jeśli malec używa wulgaryzmów choć z naszych ust one nigdy nie padają, trzeba dowiedzieć się od kogo się tego nauczył. Czy usłyszał je od dzieci w przedszkolu, czy może od rodziców kolegi, kiedy był u nich z wizytą. Czasem konieczna jest rozmowa z wychowawczynią w przedszkolu albo ograniczenie kontaktu z dorosłymi, którzy posługują się niecenzuralnym słownictwem. Dziecku warto stanowczo zakazać używania takich wyrazów tłumacząc, że są one jak śmieci, a ich wymawianie rani osoby z naszego otoczenia.

A co ze zbyt częstym używaniem normalnych słów, związanych z czynnościami fizjologicznymi i sferą seksualną?

Przede wszystkim nie nazywajmy ich "brzydkimi wyrazami". Podkreślajmy jedynie, że używa się ich w określonych sytuacjach, że służą do opisywania sfery życia, która w naszej kulturze traktowana jest jako intymna. Dlatego kawiarnia, czy przedział kolejowy nie są dobrym miejscem na rozmowy o wydalaniu czy organach płciowych, ale już na przykład gabinet lekarski - jak najbardziej.

Kiedy zabraniać używania tych słów?

Wtedy, gdy malec określa nimi inne osoby. W tym kontekście mają one zabarwienie jednoznacznie negatywne. Dziecko musi wiedzieć, że w ten sposób obraża innych tak samo, jak mówiąc "głupi" czy "idiota". W pozostałych przypadkach warto tłumaczyć jak i kiedy używamy tych słów a więc edukować, ale nie zabraniać. Wręcz, jeżeli mamy wrażenie, że malcowi chodzi jedynie o to, by wywołać naszą reakcję, zachowajmy obojętność jak w przypadku każdej innej prowokacji. W przeciwnym wypadku, jeśli będziemy się wciąż oburzać, takie zachowanie może się tylko nasilać.

A jeśli nie chodzi o prowokację?

Też możemy odpuścić. Czasem dobrze jest się z tego pośmiać, czasem wejść w tę grę i zadawać pytania "a dokąd te pupy idą?", "o czym te kupy mówią" albo udawać, że nic z tego nie rozumiemy i dziwić się "tam chyba powinno być "stary niedźwiedź" a nie "stara pupa".

A co z adresowanymi głównie do przedszkolaków książkami o kupach? Na przykład "O kreciku, któremu ktoś narobił na głowę". Tytułowy bohater szuka winowajcy dokładnie oglądając odchody różnych zwierząt. Kupować takie książki?

Nie znam tej, o której pani mówi więc trudno mi się jednoznacznie wypowiadać. Myślę, że decyzja "kupić czy nie?" zależy od gustu i smaku rodziców. Ja osobiście pewnie bym tej pozycji nie wybrała. Nie widzę powodu, żeby nadmiernie koncentrować się na wydalaniu. To wprawdzie część naszego życia, ale nie zapominajmy, że odchody są cuchnące, brudne, toksyczne i wydalane z naszego organizmu jako niepotrzebne, więc też nie ma sensu nimi epatować. To nie znaczy jednak, że dzieciom w jakikolwiek sposób takie książki mogą zaszkodzić.

A seria o "Koszmarnym Karolku" - chłopcu, który produkuje cuchnące bomby i jest zafascynowany programem "smrodliwy salonik"? Albo gazetki dla dzieci do których dołączane są sztuczne kupy, czy zakrwawiowne gałki oczne? Dzieci je uwielbiają.

Nie wszystkie. Głównie chłopcy, którzy skończyli już siódmy rok życia. Kiedy dzieci zaczynają szkołę, ich świat staje się czarno-biały. Czy może raczej czarno-różowy. Siedmio- ośmioletnie dziewczynki przechodzą na stronę różową. Ciągną w kierunku landrynkowej banalności. To widać chociażby w ich rysunkach - słodkich, grzecznych i pozbawionych treści seksualnych. Chłopcy z kolei przechodzą na "czarną stronę". Fascynują i bawią ich gadżety, oceniane często przez dorosłych jako obrzydliwe. W tym wieku może nasilić się chęć mówienia wulgarnych wyrazów, opowiadania prostackich dowcipów, zainteresowanie pająkami czy pragnienie ozdabiania pokoju trupimi czaszkami.

Dlaczego chłopcy tak się zachowują?

Czasem w ten sposób wyładowują agresję. Poprzez dewaluację seksualności czyli przedstawianie tej sfery jako brudnej i obscenicznej znajdują też ujście dla odczuwanego napięcia seksualnego. W przeciwieństwie do przedszkolaków, siedmio- ośmioletni chłopcy mogą wyszukiwać właśnie te gadżety i książki, o których pani mówi. Czasem mają już kieszonkowe i sami mogą je sobie kupić. Nie należy im tego zabraniać, tylko uznać za normalne w tym wieku zainteresowanie. Ale czy samemu robić takie prezenty? To już kwestia gustu.



Prof. Maria Beisert jest psycholożką, seksuolożką, prawniczką, autorką książek "Seks twojego dziecka" i "Seksualność w cyklu życia człowieka". Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Te wspaniałe obrzydlistwa emelem1 23.05.09, 15:55

    kupato taki brzydki wyraz?»

  • Mój wnuczek umie wierszyk! kozaczek3 23.05.09, 23:59

    Wąską ścieżką przez ogródek.Zapie... krasnoludek.Dokąd zmierzasz mój malutki.Wypić i popieścić jej sutki.A jakby jeszcze dała.Swego cudownego ciała!To zostanę arcykardynałem.Bo biskupowi »

  • Te wspaniałe obrzydlistwa psgg 24.05.09, 08:54

    Mnie osobiście większym obrzydzeniem napełniają psycholożki i seksuolożki niż te wszystkie pupy z siusiakami.»