Pierwsza miłość w przedszkolu: czy to możliwe?

Kasia Michalczak
07.11.2008 , aktualizacja: 07.11.2008 14:28
A A A Drukuj
Wiele z nas wspominając przedszkole dociera do wspomnień o "pierwszej miłości". Pamiętamy wspólne zabawy, radość ze spotkania, może nawet chodzenie za rączki czy dziecięce pocałunki. I komentarze dziadka czy cioci, że to "za wcześnie na amory". Czy to naprawdę było zakochanie? I co ono oznacza dla naszego przyszłego życia?

SONDAŻ
Jak wspominasz swoją przedszkolną miłość?

to było wspaniałe doświadczenie
faktycznie było coś takiego, ale bez rewelacji
niestety szybko się pokłóciliśmy
skończyło się źle, bo do akcji wkroczyli rodzice
nic takiego sobie nie przypominam

Opowiadamy o niej ze śmiechem. Traktujemy ją z pobłażaniem, tak samo, jak rodzice traktują kilkuletnie dzieci sepleniące: "kocham Ksysia". Czasami jednak, mimo zawstydzenia, przechowujemy pamięć o niej jak najdroższy skarb. Dlaczego bywa taka ważna?

Zapamiętane na zawsze

Miłość w wieku kilku lat to uczucie, które przypada na czas, w którym niezmiernie mocno przeżywamy świat. Wiele osób już nigdy nie będzie w stanie tak intensywnie postrzegać kolorów czy zapachów, tak chłonąć wszystkich szczegółów dotyczących sposobu zachowania pani w kolejce czy psa sąsiada. A na pewno dla żadnego z nas obiekt zakochania już nigdy nie będzie tak skończenie pierwszy.

- Pamiętam każdy szczegół twarzy Asi, w której kochałem się od maluchów - opowiada Bartek. - Pamiętam, jak pachniały jej zawsze wyprasowane kołnierzyki u sukienek. Do tej pory zapach wyprasowanych ubrań powoduje, że czuję podekscytowanie.

Za pomocą jakiej teorii byśmy tego nie uzasadniali - psychoanalizy, reinkarnacji czy zwyczajnej zasady wdrukowania - jedno jest pewne: miłość przedszkolna staje się wzorem na dalsze życie. Oczywiście ta zasada nie realizuje się dosłownie: jeśli kochaliśmy się w Andrzeju, który miał wyraźną niebieską żyłkę na czole, nie będziemy wcale poszukiwać mężczyzny z taką właśnie cechą. Chodzi o coś bardziej nieuchwytnego: o atmosferę, która towarzyszyła naszym przeżyciom, i do której - mniej lub bardziej świadomie - będziemy zawsze chcieli powrócić.

Już nigdy potem

Przyjemnie powspominać przedszkolną miłość jako początek wspaniałych historii miłosnych naszego życia. Ale co, jeśli jest ona jedyną, jaką możemy naprawdę przywołać, zastanawiając się, w kim byliśmy zakochani? Istnieją osoby, które po przedszkolnym zakochaniu nie przeżyły już nic podobnego.

- Miałam wielu chłopaków, z dwoma nawet omal nie założyłam rodziny - mówi Aga. - Ale gdybym miała się tak poważnie zastanowić, czy byłam w kimkolwiek tak zakochana, jak w Adasiu z Biedronek, niestety szczerze musiałabym sobie odpowiedzieć: nie. Do dziś pamiętam niezwykłą intensywność i świeżość tego uczucia. I może to śmieszne, ale to nigdy się nie powtórzyło. To nie znaczy, że jestem nieszczęśliwa. Po prostu bardzo szybko stałam się tak racjonalna, że chyba silne emocje duszę w zarodku.

Ani przyjaźń, ani seks

Czym właściwie są te silne emocje? Czy to endorfiny takie same, jak te wydzielane u dorosłych w stanie zakochania? Najprawdopodobniej tak. Dzieci bardzo szybko uczą się pewnych zachowań, potrafią obserwować i na własnej skórze wypróbowywać to, co dostrzegły u innych. Jeśli między rodzicami istnieje silna chemia, dziecko najprawdopodobniej tym szybciej się zakocha. To nieco podobny mechanizm jak ten, w którym malec krzyczy na babcię dlatego, że mama też sobie na to pozwala.

Czy jednak relacja pomiędzy zakochanymi przedszkolakami jest tak silnie erotyczna, jak pomiędzy dorosłymi? Oczywiście zależy to od indywidualnych przypadków, jednak zazwyczaj dziecięca seksualność nie przekłada się tak bezpośrednio na inne osoby, jak to ma miejsce w przypadku starszych. Dzieci w wieku kilku lat koncentrują się na odkrywaniu własnego ciała i nawet zabawa w doktora ma więcej wspólnego z zaspokajaniem ciekawości niż popędu płciowego.

- Pamiętam, że jako mała dziewczynka masturbowałam się - przypomina sobie Ola. - Ale zupełnie nie łączyłam tego w żaden sposób z moim zakochaniem w Piotrku Walczaku, mimo że nieraz całowaliśmy się pod gazetką w dużej sali.

Czy jednak możemy naszą przedszkolną miłość raz na zawsze wepchnąć w szufladkę z napisem "przyjaźń"? Owszem, możemy, ale wtedy nie domknie się szuflada.

Zepchnięte na dno pamięci

- Historia mojej miłości przedszkolnej dużo dla mnie znaczy - opowiada Marek. - Kilka lat temu byłem standardowym facetem, który zawsze chodził z dziewczynami... I nagle strasznie mocno zakochałem się w koledze z pracy. To było porażające. Bardzo dużo o tym myślałem, próbowałem to sobie jakoś rozpracować w głowie: miałem już żonę, której za żadne skarby nie chciałem opuszczać. Wtedy przypomniałem sobie, że dawno temu w starszakach był chłopiec, na którego widok serce biło mi jak oszalałe. Odwiedzałem go w domu i razem budowaliśmy z klocków. Chociaż miałem wtedy tylko pięć lat, były takie chwile ciszy, kiedy miałem poczucie, że na świecie istnieję tylko ja i on. Jego babcia patrzyła na naszą znajomość krzywym okiem, więc szybko przestał mnie zapraszać. No i - z różnych powodów - wolałem zupełnie wypchnąć ze świadomości to wspomnienie.

Pierwsza miłość w przedszkolu może być traumatyczna. Tak wiele zależy wtedy od dorosłych i tego, czy pomogą dzieciom przeżyć nieznane dotąd silne emocje, czy też odwrotnie. Może być też nic nieznaczącym wspomnieniem, śmieszną opowiastką w sam raz na popołudniową herbatkę ze znajomymi. Jedno jest pewne: jeśli dziecko w przedszkolu tak uważa, to właśnie jest miłość. Co zrobi z tym wspomnieniem jako osoba dorosła, to zupełnie inna bajka.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos