Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu

Z Anną Kosk, psycholożką, rozmawia Ewa Pągowska
14.10.2008 , aktualizacja: 16.10.2008 16:59
A A A Drukuj
Jeśli zachowanie nauczycielek lub stosunek dziecka do przedszkola nawet odrobinę cię niepokoi, nie tłumacz sobie, że przesadzasz. Sprawdź czy sytuacja nie wymaga interwencji.

ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Szukasz pomysłu na zabawy z przedszkolakiem? Psycholożka Anna Kosk udziela porad na naszym forum eksperckim

Pewnego poranka nasz przedszkolak nagle oznajmia: "Nigdzie nie idę". Próbom wyciągnięcia go z domu i pozostawienia pod opieką wychowawczyni towarzyszą płacze i krzyki. Czy to znaczy, że w przedszkolu dzieje się coś złego?

Niekoniecznie. W przypadku trzylatka taki bunt może być częścią procesu adaptacyjnego - tyle, że trochę przesuniętego w czasie. Są dzieci, które przez pierwsze tygodnie bardzo chętnie chodzą do przedszkola, bo towarzyszy temu atmosfera odświętności i radości, a wszyscy wokół obiecują, że będzie świetnie. Maluchy więc zbierają się w sobie i starają się stanąć na wysokości zadania. Potem, gdy euforia mija, dochodzą do wniosku, że jednak wolą zostać z mamą w domu. Wtedy trzeba udzielić im tyle samo wsparcia co dzieciom, które od pierwszych dni buntują się przeciwko przedszkolu. Dobrze, by np. ktoś bliski mógł towarzyszyć im podczas zajęć.

W wielu placówkach to niemożliwe.

Tylko że w ten sposób utrudniają dzieciom adaptację, a sobie pracę.

Dyrektorzy tłumaczą to brakiem miejsca...

... i tym, że wszyscy przyjdą na raz, nabrudzą, bo butów nie zmienią, że dzieciom, których rodzice nie przyjdą, będzie przykro itd. W czasie szkoleń, które prowadzę dla dyrektorów i wychowawców przedszkoli, wciąż słyszę te argumenty.

Na pewno obecność rodziców oznacza trochę zamieszania, ale też mniej płaczu i więcej rąk do pracy. Moim zdaniem trzeba więc nie zniechęcać, ale wręcz zachęcać, by rodzice zostawali.

Niektórzy rodzice mogą ten proces rozstawania się z dzieckiem przeciągać w nieskończoność.

Rzeczywiście czasem przechodzą to gorzej niż ono samo. Bywa, że malec jest już gotów, by zostać sam, a jego mama nie może się rozstać, stoi w drzwiach i pyta: "Mogę już pójść?". Tak jakby oczekiwała, że dziecko powie: "Tak, tak idź. Wszystko będzie dobrze". Tymczasem decyzja powinna należeć do dorosłego. To on musi umieć powiedzieć: "Kochanie wychodzę" i zrobić to, nie czekając na pozwolenie.

A jeśli dziecko, które na pewno zdążyło już zaadaptować się do przedszkola, nagle zaczyna się przeciwko niemu buntować?

To pewnie spotkało je tam coś niemiłego. Może pokłóciło się z koleżanką albo nabroiło, a pani potraktowała je w sposób, w jego mniemaniu, krzywdzący. Jest duża szansa, że dziecko samo opowie, co się wydarzyło, jeśli umiejętnie je o to zapytamy. Przesłuchania w stylu "Chodź, kochanie i powiedz mi, co się stało w przedszkolu" nie są zbyt skuteczne. Lepiej podpytać malucha w czasie zabawy i to metodą: zaatakować temat i odpuścić, potem znów zaatakować itd.

A jeśli dziecko nadal milczy?

Można odczekać kilka dni, zostawić malca na jeden dzień w domu i sprawdzić, czy jego niechęć do przedszkola mija. Jeśli to też nic nie da, trzeba porozmawiać z wychowawczynią, a jeśli i ona nie zna źródła problemu, domagać się, byśmy mogli sami poobserwować, jak nasze dziecko funkcjonuje w grupie.

Jakie sytuacje, o których dowiemy się od dziecka lub sami zaobserwujemy wymagają naszej interwencji, np. rozmowy z nauczycielką czy dyrektorką?

Wszystkie, w których dziecku dzieje się krzywda. Według mnie na natychmiastową i zdecydowaną reakcję zasługuje uderzenie dziecka, szarpanie go, krzyczenie na nie, karanie poprzez stawianie w kącie czy pozbawianie podwieczorku albo straszenie. Kwestia kar stanowi zresztą problem w wielu placówkach. Zamiast ustalenia jasnych reguł i pokazywania dzieciom naturalnych konsekwencji ich złego zachowania jest karanie dzieci - czasem w jakiś absurdalny sposób - za coś, co wcześniej nie było jasno zakazane. Powszechne są też groźby: "Nie płacz, bo mamusia po ciebie nie przyjdzie". Nie zawsze też nauczycielki potrafią właściwie zareagować na konflikty między dziećmi.

No właśnie. Co zrobić, gdy nasze dziecko opowiada, że kolega go bije, ono nie umie się obronić, a pani mówi: "Nie skarż"?

Koniecznie interweniować. To jeden z tych przypadków, kiedy malcowi dzieje się krzywda - odmówienie dziecku pomocy. A ono musi być pewne, że zawsze może komuś dorosłemu powiedzieć o trudnej sytuacji, w jakiej się znalazło.

A może pani chce je nauczyć samodzielnego rozwiązywania konfliktów?

To by było pójście na łatwiznę. Takie samo, jak rozwiązywanie konfliktów za dzieci przez wydawanie rozkazów: "Nie bij!", "Przeproś!". Nauka samodzielnego rozwiązywania konfliktów polega na pokazywaniu, w jaki sposób stawiać granice pomiędzy tym, na co się możemy zgodzić, a na co nie, kiedy jesteśmy gotowi przyjąć czyjś punkt widzenia, a kiedy obstajemy przy swoim, na podpowiadaniu rozwiązań i, jeśli trzeba, na przyjmowaniu roli moderatora.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 56 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu katarz1 16.10.08, 16:33

    Widać że nigdy nie miałeś prolemów z pieniędzmi. Pewnie nie uwierysz, ale niekażdy tak ma. Zwykle żeby utrzymac rodzine trzeba po prostu pójść do pracy.»

  • Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu azile.oli 21.10.08, 09:24

    Dodam jeszcze, że córkę urodziłam po czwartym roku studiów, a syna po piątym, miesiąc po obronie pracy magisterskiej.»

  • Re: Jak rozwiązywać problemy w przedszkolu dilmahh 21.10.08, 20:04

    Policzmy jak to wygląda w przeciętnej rodzinie. Rodzice pracują na cały etat, więc jest to osiem godzin plus dwie godziny na dijazd. Piszę tu o dużych miastach, na wsiach dzieci, jak wynika »