1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Naprawdę i na niby

O pożytkach z wyobraźni
Motto:

Co jest możliwe,

to możliwe,

co mnie się zdaje,

to się zdaje...

Marek Grechuta



Małe dziecko nie umie sobie nic wyobrazić. Żyje chwilą, nie potrafi czekać. Jeżeli czegoś chce, to natychmiast. A kiedy mu upragnionej rzeczy odmawiają, domaga się jej głośno i natarczywie. Matka może albo zaspokoić jego pragnienie, albo skierować uwagę malca na inny przedmiot, z nadzieją, że wzbudzi on równie silne pożądanie. Intuicyjnie postępują tak wszystkie matki świata, jakby od zawsze wiedziały to, do czego psychologowie doszli w drodze żmudnych badań: że małe dziecko jest w niewoli konkretów - chce tego, co widzi. Musi wszystkiego dotknąć, polizać, wziąć do buzi - w ten sposób poznaje świat. Jeszcze nie potrafi o nim rozmyślać.

Abstrakcyjny patyk

Przedszkolak ma nad takim maluchem ogromną przewagę - umie swoje pragnienia zaspokoić w zabawie. Dla chłopca odwrócone krzesło może być żaglowcem albo wyścigowym porsche, a zwykły patyk wystarczy mu, by pogalopować przez prerie. Dziewczynka na niby karmi córeczkę (podtyka lalce piasek z foremki) albo robi zakupy, płacąc koleżance guzikami. Oboje nadają nowy sens codziennym przedmiotom. Teraz oni nad nimi panują. Bo wyobraźnia nie zna granic. Tylko na razie potrzebuje jakiegoś punktu zaczepienia - foremki, patyka, guzika. W kilka lat później potrafi się obejść i bez tego - przecież wiele operacji wykonujemy "w głowie". Inaczej nie tylko nie rozwiązalibyśmy nigdy zadania o dwóch mijających się pociągach, ale też nie umielibyśmy zaplanować choćby codziennych zakupów.

I pomyśleć tylko, że nieokiełznana fantazja kilkulatka otwiera furtkę do myślenia abstrakcyjnego.

Magia słów

Z chwilą gdy dziecko opanuje podstawy języka, zadowala się często smakowaniem już nie przedmiotów (jak niemowlę), lecz słów. Półtoraroczny malec chwyta motyla i zafascynowany ściska go w garści, bo nie umie inaczej wyrazić swego zachwytu. Trzylatek woła z radością: "motylek". Potrafi też sam siebie upominać, powtarzając tyle razy zasłyszane od rodziców "nie, nie, nie".

Język pozwala powściągnąć niedozwolone impulsy. I uśmierza lęki - kiedy powie się mamie "pa-pa", rozstanie nie jest już takie straszne. Szczególne usługi oddaje magiczne słowo "mama" - starczy je wymówić, a już ma się w głowie obraz ukochanej osoby. To wielka pociecha, kiedy każą zasnąć samemu w ciemnym pokoju. Chociaż, obcując ze słowami, można czasem wpaść w pułapkę własnej wyobraźni...

Michał za nic nie chciał przejść obok łopianów, a jego rodzice nie wiedzieli, dlaczego. Dopiero kiedy zdali sobie sprawę, że zamiast "łopian" mówi "łapian", zrozumieli, że ta nazwa kojarzy mu się z łapaniem i że chłopczyk boi się tej rośliny jak przysłowiowego dziada z worem.

Zabawa uczy...

Kiedy dziewczynka bawi się w dom i jest na niby mamą, zachowuje się jak na mamę przystało - karmi i ubiera lalkę, poucza ją i strofuje. Chłopiec, przedzierzgnąwszy się w rycerza, bez trwogi "rusza na wroga" i mężnie znosi ciosy. Być mamą, być rycerzem - to zobowiązuje. Dziecko wciela się w różne role i niepostrzeżenie się uczy, że z każdą z nich wiążą się pewne wymagania. I wcale się przeciw nim nie buntuje (inaczej niż wtedy, gdy ma spełniać wymagania rodziców). Z wiekiem akceptuje też reguły obowiązujące w grach - w chińczyka, w berka czy w piłkę. Wprawdzie nie lubi przegrywać, ale prędzej czy później zrozumie, że nie każdy może być zwycięzcą. Dzięki zabawie dziecko wie, dokąd sięga jego własny świat, a gdzie zaczyna cudzy. Dowiaduje się, na co może mieć wpływ, a gdzie kończą się granice jego panowania. W świecie realnym nie wszystko przecież dzieje się po naszej myśli.

Oba rodzaje reguł tworzą podstawy moralności dziecka. W zabawie potrafi się ono zachować nawet doroślej niż w codziennym życiu. Organizując przedszkolakom wyścigi czy konkursy, wcale nie trzeba więc nagradzać wszystkich po równo, w obawie, by nikomu nie było przykro; w ten sposób łatwo zburzyć rodzące się poczucie ładu i sprawiedliwości.

...i leczy

Najpierw dziecko odtwarza głównie to, co widzi. "Gotuje" tak jak mama, "prowadzi samochód" jak tata. Jest to więc raczej wspominanie i naśladowanie. Później zaczyna przetwarzać pewne wątki, odciskając na nich piętno własnych uczuć i dążeń. Czasem bawi się wciąż w jedno i to samo, np. w szpital. Taki uporczywie powtarzający się temat może oznaczać, że boryka się ono z trudnym przeżyciem. Może samo było niedawno w szpitalu albo odwiedzało tam kogoś z rodziny, może było świadkiem rozmowy o operacji albo widziało ją w telewizji. Wielokrotne odegranie sceny, w której jest na przemian lekarzem i pacjentem, pozwala stopniowo oswoić się z bolesnym przeżyciem i odnaleźć wewnętrzny spokój.

Wyobraźnia przychodzi dziecku w sukurs także, gdy czuje w sercu zamęt. Bo jak tu na przykład kochać rodziców, którzy zabraniają robić to, na co ma się największą ochotę? Często rozwiązanie przychodzi w snach. Niedobra mama, która nie pozwoliła taplać się w błocie, zamienia się w czarownicę, a rozgniewany ojciec w straszliwego smoka. W takiej postaci można ich nienawidzić, nie przestając kochać w rzeczywistości.

Nie ma, ale jest

Tę samą sztuczkę dziecko wykorzystuje nieraz w stosunku do samego siebie.

Kiedy mama Kasi wróciła z pracy, usłyszała, że córeczka coś komuś żywo perswaduje. Uchyliła drzwi do jej pokoju, a wtedy mała natychmiast zamilkła. Była sama. Nazajutrz po podwieczorku Kasia podsunęła mamie opróżniony talerzyk: - I dla Sylwii. Dziś była grzeczna. - A wczoraj? - podchwyciła rozbawiona mama. - Jeszcze nie wiem, ale jutro stłukła twoje kwiatki - wyjaśniła Kasia tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Niewidzialny przyjaciel bywa świetnym kompanem (zwłaszcza w braku rodzeństwa), a gdy się coś przeskrobało, można na niego zrzucić winę. Nie jest to ordynarne kłamstwo - trzyletnia Kasia nie sądzi przecież, że mama da się nabrać na intrygę szytą tak grubymi nićmi - ale zmaganie się z sobą.

Dziecko wie już, za co rodzice się gniewają, wie, że pewnych rzeczy robić nie wolno, ale nie zawsze o tym pamięta, czasem nie może się powstrzymać, kiedy indziej nabroi przez nieuwagę. Ma wtedy wyrzuty sumienia. Kiedy zrzuci winę na swego wymyślonego towarzysza, może sobie w duchu powiedzieć: ja jestem w porządku, to on jest zły. I od razu czuje się lepiej. Fikcyjna postać spełnia więc funkcję drugiego ja i pozwala dziecku - na tym etapie rozwoju - zachować dobre mniemanie o sobie.

Przyczajony tygrys

Autorka znakomitej książki dla rodziców* opowiada o chłopcu, który hodował pod łóżkiem tygrysa. Mierzył do niego z wyimaginowanej flinty. Wyglądało to tak, jakby był święcie przekonany, że tam naprawdę jest tygrys i że on go naprawdę zabija. W ten sposób zabijał własną dziecięcą słabość.

Rodzice martwią się nieraz, że dziecko nie odróżnia rzeczywistości od tworów własnej fantazji. Ono jednak doskonale zdaje sobie sprawę z umowności sytuacji, którą stworzyło. Gorzej, jeśli z jakichś powodów nie dane mu było opanować naturalnych lęków za pomocą wyobraźni. Nie zabiwszy w porę tygrysa, może się czuć w przyszłości stale zagrożone i atakować inne dzieci bez żadnej przyczyny. To tak jakby strzelało do wyimaginowanego zwierza z prawdziwej strzelby, jakby pomieszało sferę "na niby" ze sferą "naprawdę". Fantazja jest więc strażnikiem granic pomiędzy światem psychiki a światem realnym. Paradoks polega na tym, że dziecko uciekając w wyobraźnię, uczy się liczyć z rzeczywistością.

No i o ileż łatwiej znosić ból istnienia, jeśli można od czasu do czasu wpaść do krainy czarów...

Dzięki zabawie dziecko:

•  zaczyna panować nad swoimi impulsami;

•  uczy się operować znakami i symbolami (przechodzi od myślenia konkretnego do abstrakcyjnego);

•  poznaje granice miedzy światem wyobrażonym a rzeczywistym.